ukr strona fb

We Wrocławiu w ciągu kilkunastu tygodni ten sam schemat powtórzył się z niepokojącą regularnością. Na wrocławskiej Wyspie Słodowej grupa nastolatków pobiła dziewiętnastoletniego Ukraińca, bo usłyszeli, jak rozmawia przez telefon w swoim języku ojczystym – złamany nos, zerwany krzyżyk, koszula naciągnięta na twarz, żeby wygodniej było zadawać ciosy. Przy ulicy Grabiszyńskiej trzydziestoletni mężczyzna strzelił z wiatrówki w twarz sprzedawcy, który poprosił go tylko, by nie pił piwa przed wejściem do sklepu – wcześniej zdążył znieważyć go na tle narodowościowym i pogrozić mu śmiercią. Pod koniec maja czterech mężczyzn uprowadziło i brutalnie pobiło dwóch Ukraińców na terenie miasta; usłyszeli zarzuty pozbawienia wolności ze szczególnym udręczeniem oraz rozboju.

Do tego zestawienia doszedł w lipcu czwarty, szczególnie drastyczny epizod. W markecie przy ulicy Okulickiego na Zakrzowie – peryferyjnej dzielnicy ponad 600-tysięcznego Wrocławia (w którego aglomeracji mieszka – według ostrożnych szacunków – nawet 140 tysięcy Ukraińców) doszło do napaści na młodą parę. Dwudziestoletnia Anastazja kupowała jedzenie dla swojego chłopaka Maksyma, gdy w kolejce wepchnął się przed nią jeden z późniejszych napastników. Zarejestrowane przez świadków nagrania pokazują, jak dziewczyna zostaje uderzona pięścią i porażona paralizatorem, a jej partner kopany po głowie przez tych samych hurapatriotów, którzy najgłośniej krzyczą o „honorze” (zapewne mając raczej na myśli nazistowski zespół), leżąc już na ziemi. Sprawcy krzyczeli przy tym „wynocha na wojnę”1. Policja zatrzymała dwóch z trzech napastników – wielokrotnie już notowanych mężczyzn – którzy usłyszeli zarzuty2.

Pięć zdarzeń, jedno miasto, kilka tygodni. Mamy wyraźnie do czynienia z cyklicznie powtarzającymi się aktami przemocy, skierowanymi przeciwko konkretnej grupie narodowej, zamieszkującej to samo terytorium co jej oprawcy. Do nich należy jeszcze dodać jeden, najgłośniejszy, z udziałem działacza świętokrzyskiej Koalicji Obywatelskiej, Piotra Matana, lepiej znanego jako „asystent posła i pełnomocnik wojewody”. W jego przypadku skończyło się na pogróżkach, ale żaden taki incydent nie pokazuje tak dobitnie, że ryba psuje się od głowy. Odrażająca zgnilizna ksenofobii szerząca się w polskim społeczeństwie to nie efekt tego, że któregoś dnia polscy robotnicy wstali i postanowili nienawidzić Ukraińców. Jej źródeł należy szukać właśnie wśród polityków, mediów i biznesmenów.

Warto przy tym zwrócić uwagę na położenie klasowe zarówno sprawców, jak i ofiar tych zdarzeń, ponieważ mówi ono więcej niż jakakolwiek deklaracja ideologiczna. Mężczyzna z wiatrówką przy Grabiszyńskiej nie działał w ramach żadnej struktury politycznej, a jego ofiara – sprzedawca osiedlowego sklepu – była tak samo pracownikiem najemnym. Sprawcy z Zakrzowa byli osobami wielokrotnie już notowanymi, funkcjonującymi w warstwie społecznej, zwanej lumpenproletariatem – warstwą najbardziej podatną na demagogię, ponieważ najsłabiej związaną ze społeczną organizacją produkcji, co nie pozostaje bez wpływu na jej świadomość. To właśnie w tej warstwie, pozbawionej „szczepionki”, jaką daje uczestnictwo w związku zawodowym czy w innej formie kolektywnej organizacji pracowniczej, szukanie kozła ofiarnego znajduje najbardziej podatny grunt.

Fałszywa symetria i prawdziwe pytanie

Oczywiście można wytoczyć kontrargument, jakoby takie rzeczy się po prostu zdarzały – że w sieci krąży nagranie z wrocławskiego orlika, na którym dwudziestoletni Ukrainiec łamie rękę nastoletniemu Polakowi. Że niczym nadzwyczajnym jest to, że w innych miastach zatrzymywano również Ukraińców podejrzanych o pobicia. Jest to jak najbardziej prawda – do incydentów i przestępstw dochodzi po obydwu stronach3. Wrzucanie jednak wszystkich tych spraw do jednego worka i licytowanie się, kto kogo uderzył częściej i mocniej niczego nie tłumaczy, a jedynie zaciemnia obraz sytuacji. Pytanie należy postawić inaczej: dlaczego fala wrogości między ludźmi wywodzącymi się z tej samej, najuboższej warstwy społeczeństwa, pracującymi na przykład przy remontach tego samego osiedla i stojącymi w tej samej kolejce do lekarza pierwszego kontaktu, przybiera na sile właśnie teraz i to nie tylko we Wrocławiu, lecz w całym kraju.

Skala zjawiska w liczbach

    Dane, którymi dysponujemy, potwierdzają, że mamy do czynienia nie z przypadkowym odchyleniem statystycznym, lecz z trwałą tendencją wzrostową. Według wyliczeń Komendy Głównej Policji, w całym 2021 roku, a więc jeszcze przed wybuchem pełnoskalowej wojny, liczba przestępstw wobec osób narodowości ukraińskiej w Polsce nie sięgała pięciu tysięcy. W roku wybuchu inwazji były to już 9 444 przypadki, a w kolejnych latach liczba ta ustabilizowała się na poziomie przekraczającym dziesięć tysięcy rocznie – 10 595 w roku 2024 i 10 620 w roku 20254. Tylko w pierwszej połowie 2026 roku odnotowano 5 130 takich przypadków, co przy zachowaniu tego tempa oznaczałoby istotny wzrost rok do roku5

    Jeszcze bardziej wymowne są dane dotyczące przestępstw z nienawiści w rozumieniu artykułu 119 k.k., który przewiduje odpowiedzialność karną za stosowanie przemocy lub groźby bezprawnej wobec osoby lub grupy osób z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej lub wyznaniowej. Z danych przedstawionych przez Rzecznika Praw Obywatelskich wynika, że w pierwszym półroczu 2026 roku odnotowano sto osiemdziesiąt zawiadomień dotyczących przestępstw z nienawiści wobec Ukraińców – ponad 30% więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego6. Jeśli ten trend się utrzyma, do końca roku liczba zgłoszeń może sięgnąć około 3607. Prokuratura odnotowała w tym samym okresie 126 pokrzywdzonych, co odpowiada ⅔ przypadków z całego roku poprzedniego – przy utrzymaniu tego tempa rok 2026 może przynieść ponad 250 zgłoszeń znieważenia, czyli dwa i pół raza więcej niż w roku 2023 i ponad cztery razy więcej niż w roku 20208.

    Autorzy raportu cytowanego przez „Rzeczpospolitą” konkludują wprost: „coś pękło w relacjach z Ukraińcami”9. Materializm  każe nam zapytać, co dokładnie pękło i w interesie kogo ta pęknięta relacja działa.

    Sama forma tego pęknięcia zasługuje na uwagę. Nie mamy do czynienia z równomiernym, powolnym narastaniem niechęci, lecz z wyraźnym skokiem ilościowym przypadającym na lata 2025–2026, a więc czas kampanii prezydenckiej i okres po niej. To nie jest przypadek – to w kampaniach wyborczych konkurujące ze sobą formacje burżuazji mają najsilniejszy bodziec do mobilizowania elektoratu poprzez proste i łatwo przyswajalne emocje, a strach przed „obcym” należy do najprostszych i najłatwiej przyswajalnych emocji politycznych, jakie w ogóle istnieją. Statystyka przestępstw z nienawiści, rosnąca skokowo właśnie wtedy, jest piętnem kampanii wyborczej na ciele konkretnych, żywych ludzi – Ukraińców mieszkających, pracujących i płacących podatki w Polsce.

    Geografia agresji

    Przemoc, którą opisujemy, nie jest zjawiskiem lokalnym, zamkniętym w granicach jednego miasta. W ostatnich tygodniach ten sam schemat ujrzeliśmy w całym kraju, co samo w sobie dowodzi, że mamy do czynienia z procesem systemowym, a nie z lokalną patologią.

    W Bielsku-Białej 54-letni mężczyzna, (jak się później okazało,  kierowca miejskiego przedsiębiorstwa komunikacyjnego) obrzucił wyzwiskami dwie 11-letnie ukraińskie dziewczynki jadące autobusem. Wcześniej zaś miał już znieważyć inną pasażerkę, tym razem Polkę, co pokazuje, że agresja na tle narodowościowym działa w myśl powiedzenia „daj palec, wezmą całą rękę”, obejmując coraz szersze grono ofiar10.

    Pod koniec lipca doszło do incydentu w pociągu na stacji Zielonka pod Warszawą. Dwóch nietrzeźwych mężczyzn wszczęło awanturę, wykrzykując wulgarne, ksenofobiczne hasła wymierzone w Ukraińców i Białorusinów, a kiedy interweniujący konduktor spróbował uspokoić sytuację, jeden z napastników go uderzył. Sprawców obezwładnili ostatecznie sami pasażerowie11.

    Takie interwencje zwykłych ludzi z klasy robotniczej, podobnie jak krytyczny odbiór awantury z „asystentem wojewody i pełnomocnikiem posła” pokazują, że choć mamy do czynienia z wyraźnym wzrostem przypadków agresji na tle narodowym, polska klasa robotnicza zachowuje zdrowe instynkty klasowe – instynkty oparte na solidarności i dbałości o wspólne bezpieczeństwo. Jeżeli chcemy walczyć z nacjonalistyczną agresją, musimy dążyć do przekucia tych instynktów w świadome przekonania. Podsycanie szowinistycznych nastrojów przez burżuazję ma charakter zorganizowany. Dlatego też w samej zorganizowanej klasie robotniczej tkwi klucz do zwycięstwa z ksenofobią.

    Na przełomie lipca i sierpnia w Kożuchowie doszło do napaści na tle narodowościowym w okolicach hostelu – punktem zapalnym stała się ukraińska muzyka dobiegająca z samochodu. Napastnik zażądał od trzech Ukraińców, by „wracali na Ukrainę”, po czym wezwał wspólników, którzy pobili dwóch mężczyzn i kobietę, powodując u poszkodowanych rany cięte głowy wymagające założenia szwów12.

    Do tego dochodzi wymiar symboliczny konfliktu, który poprzedza i nadaje pozory słuszności przemocy fizycznej. Podczas wiecu wyborczego w Białej Podlaskiej w 2025 roku kandydujący na urząd prezydenta Grzegorz Braun poprosił zgromadzony tłum o „zorganizowanie drabiny”, po czym jeden z jego zwolenników wspiął się na budynek ratusza i zerwał powiewającą tam od lutego 2022 roku ukraińską flagę, przekazując ją politykowi przy skandowaniu  jego nazwiska1314. Zdarzenie to, jak wskazują autorzy późniejszego raportu, zapoczątkowało szerszą, rozproszoną po całym kraju akcję usuwania ukraińskich flag z budynków publicznych, w którą zaangażowali się nie tylko współpracownicy polityka, ale i zwykli obywatele naśladujący ten gest15. Prokuratura wszczęła w tej sprawie śledztwo dotyczące publicznego znieważenia flagi obcego państwa oraz możliwego nawoływania do nienawiści16.

    Choć z zasadniczego punktu widzenia nie zamierzamy płakać nad burżuazyjnymi flagami, tak też bylibyśmy głupi, gdybyśmy stwierdzili, że flagi te zostały zdjęte z jakiejś wrogości do reakcyjnego sentymentalizmu, jaki stoi za większością burżuazyjnych flag, czy tego, że po raz pierwszy obecna flaga Ukrainy została użyta przez petlurowską kontrrewolucję. Zwolennicy Brauna nie są bolszewikami. Nie myślą nawet (przynajmniej nie w świadomy sposób) klasowo. Zrobili to z postrzegania nie tyle ukraińskiego państwa, ile samych Ukraińców jako śmiertelnego wroga. To przez pryzmat tej wrogości należy odczytywać ten akt.

    Napięcie podgrzała dodatkowo w 2026 roku ponownie ożywiona sprawa Wołynia, a konkretnie decyzja prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednemu z batalionów Sił Zbrojnych Ukrainy imienia związanego z Ukraińską Powstańczą Armią, w odpowiedzi na co prezydent Karol Nawrocki odebrał ukraińskiemu prezydentowi Order Orła Białego17. Napięta sytuacja dyplomatyczna i polityczne deklaracje zatruwają relacje międzyludzkie, materializując się w konkretnych tragediach: obrażeniach nastolatka we Wrocławiu i ranach głowy kobiety z okolic Kożuchowa. Jako marksiści musimy zaś, walcząc przeciwko reakcyjnemu nacjonalizmowi – czy to banderyzmowi, czy syjonizmowi – tępić utożsamianie polityki burżuazyjnych państw z ogółem jakiegokolwiek narodu. Sondaże z Ukrainy wskazują jasno, że w obliczu pogłębiającego się niedoboru mięsa armatniego rzeźnik-Zełenski zadziałał w myśl zasady „zapewne wielu z was zginie, ale jest to poświęcenie, na które jestem gotów”. Obok rozjątrzenia ksenofobicznej nagonki w Polsce, nazywając tak jedną z dywizji wywołał bowiem patriotyczną mobilizację, co pozwoliło mu na kupienie sobie nieco czasu

    Warto podkreślić ogólnokrajową skalę tych incydentów. Wrocław, Bielsko-Biała, Zielonka, Kożuchów, Biała Podlaska – to punkty rozrzucone po całym kraju, niepołączone żadną organizacją, środowiskiem czy subkulturą. Łączy je jedno: wspólna, toksyczna ideologia, której smród unosi się nad całym krajem. To w tej atmosferze wybuchają kolejne akty agresji. Nie dajmy się jednak zwieść! Fakt, że te ataki nie są ze sobą bezpośrednio związane, a jednak wybuchają praktycznie w tym samym czasie, to żaden przypadek. To koronny dowód na to, że mamy do czynienia z odgórnie dyrygowaną grą, a nie po prostu z pospolitymi, losowymi wybrykami chuliganów.

    Aparat ideologiczny i produkcja wroga wewnętrznego

    Zanim przejdziemy do analizy ekonomicznej, warto zatrzymać się nad mechanizmem, który tę przemoc poprzedza i który czyni ją społecznie akceptowalną, a przynajmniej społecznie zrozumiałą dla części opinii publicznej. Żaden akt przemocy zbiorowej nie rodzi się w próżni. Musi zostać poprzedzony długotrwałą pracą wytwarzania wroga – pracą, którą wykonują wspólnie, choć nie zawsze świadomie i nie zawsze w porozumieniu, trzy instytucje: politycy, media i poczta pantoflowa w mediach społecznościowych.

    W polityce mamy do czynienia ze zjawiskiem, które można nazwać licytacją nacjonalistyczną. Prawica ściga się o to, kto mocniej uderzy w Ukraińców. Niespecjalnie zresztą zainteresowany obroną interesów ludzi pracy, liberalno-reformistyczny establishment daje się sterroryzować sondażom i dołącza się do tego festiwalu sączenia jadu, byle nie stracić poparcia.

    Media działają podobnie, tyle że zamiast sondaży kieruje nimi pogoń za klikalnością. Nasza uwaga jest dla nich towarem. Dlaczego ciągle bombardują nas newsami o „przywilejach uchodźców” czy „przestępstwach migrantów”? Dlatego, że strach i oburzenie generują największe zyski! Pismacy i redaktorzy masowo pompują te tematy na zlecenie magnatów medialnych, żerujących na otumanianiu ludu. Jest to tym łatwiejsze, że zaledwie sześć grup kapitałowych odpowiada za 20 najpopularniejszych portali internetowych nad Wisłą, a jeszcze silniejszą monopolizację znajdziemy w przypadku prasy i telewizji18. Tymczasem prawdziwe problemy zamiata się pod dywan. Ponadnarodowy wyzysk pracowników tymczasowych, czy fatalne warunki pracy na budowach to nie są tematy, które się „klikają”. Niezależnie czy polska, czy rosyjska, czy jakakolwiek inna, dezinformacja w celu skłócenia polskich i ukraińskich pracowników nie zna narodowości. Zna tylko interes bardzo dobrze zorganizowanej, rabującej i niewolącej nas klasy międzynarodowych kapitalistów!

    Na poziomie rzekomo oddolnym, czyli w social mediach wreszcie działa mechanizm najtrudniejszy do skorygowania – algorytmiczna cyrkulacja nagrań wideo, w której akt przemocy, raz sfilmowany i opublikowany, staje się wzorem do naśladowania dla kolejnych sprawców, chcących zaistnieć w tej samej estetyce viralowej agresji. Napastnik z pociągu pod Zieloną nie musiał znać sprawców z Zakrzowa osobiście, by powielić ich schemat działania – wystarczyło, że oglądał to samo nagranie z towarzyszącą mu atmosferą przyzwolenia. Sposób działania algorytmów w social mediach (zwłaszcza Facebooku i X) opiera się zaś na promowaniu wszelkiego rodzaju kontrowersji i negatywnej publiczności. To wszystko z kolei już zdążyło znaleźć bardzo brutalne skutki – w przyczynieniu się Facebooka do ludobójstwa w Mjanmie. Monopolistyczna pozycja Mety i indolencja międzynarodowego prawa karnego sprawiają, że znów widzimy, jak ryba psuje się od głowy; jak niewinni ludzie składani są w coraz brutalniejszy sposób na ołtarzu zysków miliarderów. Bezkarność wielkiego kapitału w promowaniu nienawistnych treści przekłada się na bezkarność konsumujących jego narzędzia prania mózgów (pod przykrywką „social” mediów) zwykłych ludzi.

    Te trzy poziomy nie potrzebują żadnej zmowy, by wytworzyć wspólny efekt. Wystarczy, że każdy z nich, realizując własną, wewnętrzną logikę – logikę zdobycia głosów, logikę zdobycia kliknięć, logikę zdobycia lajków – podsyca ten sam fałszywy obraz: Ukrainiec jako zagrożenie, ciężar, intruz na rynku pracy czy w kolejce do lekarza. Kłamstwa te następnie chłonie część klasy robotniczej, która przyciśnięta do ściany przez intensyfikację wyzysku zostaje zmanipulowana do szukania winnego bliżej – wśród innych robotników, aniżeli w chronionej przez państwo i potęgę pieniądza klasie panującej. Dotyczy to szczególnie niezorganizowanych robotników – to naturalne bowiem, że jednostka może walczyć tylko z jednostką. Jednostce potęga kapitału może się wydawać nie do ruszenia. Dlatego te kłamstwa będą trafiały na podatny grunt tak długo, jak robotnicy nie będą zorganizowani jako klasa.

    Ekonomia polityczna kozła ofiarnego

    Odpowiedzi na postawione wcześniej pytanie nie należy szukać w rzekomej niezmiennej „naturze narodów” ani w kulturowej niekompatybilności dwóch ludów słowiańskich, lecz w polityce ekonomicznej państwa polskich kapitalistów. Zamiast zapewnić klasie pracującej – bez względu na narodowość – godne mieszkanie, wyższą płacę czy krótszą kolejkę do lekarza, państwo oraz sprzężone z nim media podsuwają jej zastępczy obiekt nienawiści, na którym można wyładować gniew nagromadzony przez lata pogłębiającej się nędzy.

    Kiedy zarówno prawicowi populiści, jak i rząd ścigają się w straszeniu „ukraińskim darmozjadem”, kiedy media dla klikalności lub imperialistycznych interesów podsycają lęk przed „obcymi” ze wschodu, ideologią odwraca się uwagę od rzeczywistych, materialnych problemów klasy pracującej. 

    Jest to ordynarne przesunięcie sprzeczności klasowej na grunt narodowy: burżuazja, niemająca interesu w otwartej konfrontacji ze światem pracy, czyni z części klasy pracującej kozła ofiarnego dla reszty pracowników najemnych. Nacjonalizm pełni tu funkcję opium dla sfrustrowanego proletariusza; dostarcza on złudnego poczucia sprawczości i wyższości tam, gdzie w istocie panuje bezsilność.

    Nie jest to mechanizm nowy ani specyficznie polski. Klasycy ekonomii politycznej opisywali analogiczne zjawisko już w drugiej połowie XIX wieku na przykładzie stosunku angielskiej klasy robotniczej do robotników irlandzkich, sprowadzanych na Wyspy Brytyjskie jako tania siła robocza, obniżająca poziom płac w przemyśle i budownictwie. Marks pisał wówczas, że angielski robotnik czuje się wobec irlandzkiego niczym członek narodu panującego wobec narodu podbitego i że właśnie ten podział – utrzymywany celowo przez prasę, ambony i pisma humorystyczne klasy panującej – jest prawdziwym sekretem bezsilności angielskiej klasy robotniczej, mimo jej organizacji związkowej19. Współczesna Polska odtwarza dziś ten sam schemat, jedynie z innymi znakami narodowymi i o 160 lat później: to polski robotnik, sam będący ofiarą kapitału i niskich płac realnych na tle reszty Europy, patrzy na ukraińskiego kolegę z pracy przez pryzmat wyższości narodowej, zamiast ujrzeć w nim tak samo wyzyskiwanego towarzysza.

    Rezerwowa armia pracy, jaką stanowi w Polsce migrancka siła robocza z Ukrainy, jest dla kapitału podwójnie użyteczna. Po pierwsze – w sensie czysto ekonomicznym – jej obecność na rynku pracy ciągnie w dół płace całej klasy pracującej, ponieważ kapitalista zawsze może zastąpić pracownika żądającego podwyżki lub niewyrabiającego coraz bardziej wyśrubowanych norm innym, gotowym pracować ciężej, za mniej i często z niepełnymi prawami pracowniczymi oraz zależnością prawną od szefa poprzez system zezwoleń na pracę i strach przed deportacją. Po drugie – w sensie ideologicznym – jej widoczna obecność w przestrzeni publicznej dostarcza gotowego, namacalnego obiektu, na którym frustracja wywołana przez pierwszy mechanizm może zostać wyładowana, zamiast zwrócić się przeciwko jej faktycznemu źródłu. Kapitałowi udaje się więc upiec dwie pieczenie na jednym ogniu – raz obniżając koszty pracy, wykorzystując migrantów, drugi raz odwracając od siebie gniew, który efekty tego wykorzystywania migrantów wywołują u części klasy rodzimej.

    Komu służy podzielona klasa robotnicza?

    Należy zapytać wprost: kto na tym mechanizmie zyskuje? Z pewnością nie polski nastolatek pobity na wrocławskim orliku ani ukraiński sprzedawca postrzelony przy Grabiszyńskiej we Wrocławiu. Dla nich historia kończy się tak samo – obaj zostają pozostawieni na pastwę losu bez ochrony,  jeszcze bardziej zastraszeni, niezależnie od tego, po której stronie linii podziału narodowościowego formalnie się znajdują. Zyskuje natomiast każdy, komu wygodne jest, by gniew ludzi pracy szukał ujścia w sąsiedzie z tego samego bloku czy tej samej budowy, a nie w rosnących cenach najmu, w postępującej deregulacji prawa pracy, w sypiącym się systemie opieki zdrowotnej.

    Państwu polskich kapitalistów nie zależy na tym, żeby Polak i Ukrainiec się lubili czy nawet szanowali. Zależy mu na tym, żeby się bali i nienawidzili wzajemnie, ponieważ dopóki tak jest, żaden z nich nie upomni się wspólnie, na drodze zorganizowanej walki związkowej czy politycznej, o wyższe płace, tańsze mieszkania i godną opiekę zdrowotną. Podzielona klasa robotnicza to klasa rozbrojona – pozbawiona najważniejszego atutu, jakim jest liczebność i solidarność w miejscu pracy i zamieszkania.

    Warto przy tym wskazać, że korzyść płynąca z podziału klasy pracującej nie jest wyłącznie korzyścią wąsko pojętego kapitału przemysłowego czy handlowego. Jest to korzyść całego bloku politycznego, dla którego głównym zagrożeniem jest nie tyle konkretna partia opozycyjna, ile w ogóle powstanie zorganizowanej, ponadnarodowej reprezentacji interesów pracowniczych zdolnej postawić żądania wykraczające poza logikę elektoralną – żądania w rodzaju powszechnego prawa do mieszkania, publicznej służby zdrowia wolnej od kolejek liczonych w miesiącach oraz pokoi dla VIP-ów, czy zniesienia prawa, które de facto zakazuje strajków (notabene odziedziczonego po PRL-u). Im głębszy podział narodowościowy w obrębie klasy pracującej, tym mniej prawdopodobne, by takie żądania w ogóle zostały sformułowane, nie mówiąc już o ich wyegzekwowaniu na drodze strajku czy nacisku politycznego.

    Konflikt interesów między pracownikiem rodzimym a napływowym, wynikający z opisanej wyżej presji płacowej, jest realnym, materialnym faktem, którego nie można ideologicznie zamiatać pod dywan w imię abstrakcyjnie pojmowanej solidarności międzynarodowej. Jest to jednak konflikt w pełni rozwiązywalny – i to na gruncie, na którym klasa pracująca historycznie odnosiła swoje największe zwycięstwa: na gruncie wspólnej organizacji związkowej, wspólnej walki o zniesienie płacy minimalnej (a docelowo unicestwienie systemu pracy najemnej w ogóle) jako narzędzia dyscyplinującego i zastąpienie jej gwarantowanym minimum egzystencji (pełnym zatrudnieniem i ruchomą skalą wszystkich płac, tj. dostosowywaną do inflacji); o zrównanie wynagrodzeń poprzez bezpośredni, kolektywny nacisk – strajki, okupacje, blokady – nie poprzez apele do pisanego w interesie kapitału prawa; oraz o likwidację systemu zezwoleń czasowych, jako narzędzia tworzenia rezerwowej armii pracy, gotowej pracować w najbardziej upadlających warunkach, ze strachu i desperacji gotowej akceptować najintensywniejszy wyzysk – wyzysk, który potem odbija się rykoszetem na wszystkich pracownikach, ciągnąc w dół warunki bytowej całej klasy robotniczej, a których żadna grupa nie jest w stanie obronić w pojedynkę. Rozwiązaniem jest więc zmiana warunków reprodukcji ekonomicznej obu grup poprzez wspólną walkę, a nie przerzucanie się odpowiedzialnością za nędzę, w jaką wpędzili nas kapitaliści. 

    Droga internacjonalizmu jest jednak systematycznie blokowana przez ideologiczną robotę nacjonalizmu, podsycaną jednocześnie odgórnie – przez aparat polityczny i medialny opisany wyżej – i oddolnie – przez spontaniczną, niezorganizowaną frustrację ludzi, która nie znajduje innego ujścia, innego wyrazu w ich świadomości. Nie dlatego, że brak im słów na jej opisanie, lecz dlatego, że kierujące ich myśleniem kategorie („naród”, „konkurencja”, „obcy”) są kategoriami, którymi operuje narzucana im ideologia klasy panującej. Robotnik wie, że żyje gorzej; nie wie – bo nikt w jego otoczeniu nie powie tego głośno – że to nie przez ukraińskiego kolegę z hali, a gotowego bronić zysków jak niepodległości burżuja. . W tym sensie przemoc wobec Ukraińców jest zarazem produktem świadomej gry politycznej części elit oraz efektem ubocznym fałszywej świadomości klasowej – świadomości, która każe robotnikowi identyfikować się nie ze swoją klasą, lecz ze swoim narodem, i szukać sojusznika nie w koledze z tej samej pracy mówiącym innym językiem, lecz we własnym pracodawcy mówiącym tym samym.

    Głęboki podział zamiast frontu klasowego

    Przemoc wobec Ukraińców we Wrocławiu i w całej Polsce to nie żadna „wojna narodów”, ale czysty gniew klasowy, który kapitał sprytnie przekierował w fałszywą stronę. To kopanie przepaści między ludźmi, którzy jadą na tym samym wózku: harują na etacie, nie mają własnych fabryk i drżą o to, czy starczy im do pierwszego.  Im głębsza ta przepaść, tym trudniej o front klasowy zdolny postawić realny opór wobec obniżania płac, wydłużania czasu pracy i demontażu zabezpieczeń socjalnych.

    Zerwana w Białej Podlaskiej flaga, złamany nos na Wyspie Słodowej, postrzelona twarz przy Grabiszyńskiej, rany cięte spod Kożuchowa i wyzwiska rzucone w stronę jedenastoletnich dziewczynek w Bielsku-Białej – wszystkie te zdarzenia, mimo odmiennej skali i formy, są punktami tej samej linii politycznej: linii, która każe klasie pracującej szukać wroga we własnych szeregach, zamiast tam, gdzie ten wróg rzeczywiście się znajduje. Odpowiedzią nie może być wieczne wzajemne wytykanie narodowych krzywd, lecz odbudowa solidarności klasowej ponad podziałami, które kapitał sam wytwarza i sam z nich czerpie korzyść.

    Odpowiedź klasowa na opisane wyżej zjawisko nie może ograniczyć się do moralnego potępienia sprawców, choć samo potępienie jest oczywiście konieczne i słuszne. Potępienie moralne, niepoparte zmianą warunków materialnych, w których ta przemoc się rodzi, jest jednak działaniem czysto reaktywnym – leczeniem objawu przy jednoczesnym pozostawieniu nietkniętej przyczyny. Nie wystarczy też spontaniczne oburzenie opinii publicznej po każdym kolejnym bulwersującym nagraniu z Zakrzowa czy Kożuchowa, ponieważ oburzenie, choćby najszczersze, gaśnie szybko, a mechanizm produkujący kolejne akty przemocy pozostaje nietknięty i w kilka tygodni później wydaje kolejny owoc.

    Lenin, analizując na przełomie XIX i XX wieku słabość rosyjskiego ruchu robotniczego, doszedł do wniosku, że żywiołowość – spontaniczny, niezorganizowany bunt mas przeciwko poszczególnym, wyrywkowym przejawom niesprawiedliwości – sama z siebie nigdy nie przekształci się w świadomość klasową zdolną wskazać i uderzyć w systemowe źródło problemu20. Jeszcze wcześniej Marks i Engels wskazali w „Ideologii niemieckiej”, że pozostawiona sama sobie, świadomość klasy robotniczej ulega wpływowi ideologii klasy panującej. We współczesnej Polsce taką ideologią jest m.in. nacjonalizm, który jak wszelkie przejawy polityki tożsamości podsuwa gniewowi klasy pracującej fałszywą odpowiedź. W obu przypadkach lekarstwem nie jest kolejny apel moralny skierowany do żywiołu, lecz budowa trwałej organizacji zdolnej nadać temu żywiołowi kierunek – organizacji, która systematycznie, dzień po dniu, wiąże pojedyncze akty i pojedyncze żądania we wspólną, spójną politykę klasową, zamiast czekać, aż zrobi to za nią kolejny viralowy filmik z orlika czy Żabki.

    Ta sama zasada dotyczy relacji polsko-ukraińskiej w wymiarze ściśle narodowościowym. Lenin, zwracając się w grudniu 1919 roku do robotników i chłopów ukraińskich, przypominał wielkoruskim komunistom, że to na nich, jako na przedstawicielach narodu, który przez dziesięciolecia zajmował wobec Ukraińców pozycję dominującą, spoczywa szczególny obowiązek najsurowszego tępienia we własnych szeregach najmniejszych choćby przejawów nacjonalizmu, ponieważ to właśnie takie przejawy, nie zaś żądania niepodległościowe drugiej strony, realnie oddzielają robotników jednego narodu od robotników drugiego i grają na rękę wspólnemu wrogowi klasowemu21.

    Współczesny polski komunista rewolucyjny znajduje się, rzecz jasna, w innym położeniu historycznym niż wielkoruski bolszewik sprzed stu lat. Polska nie jest imperium kolonialnym wobec Ukrainy (choć polski imperializm traktuje i historycznie traktował ją jako swoje poletko), jednak sama logika pozostaje aktualna na co dzień tam, gdzie spotykają się polski i ukraiński pracownik: to na pracujących mieszkańcach państwa przyjmującego, spoczywa większy, nie zaś mniejszy obowiązek nieustępliwego tępienia we własnym środowisku każdego, najdrobniejszego nawet przejawu szowinizmu. Właśnie dlatego, że to ten szowinizm jest dziś realną przeszkodą na drodze do wspólnego frontu klasowego.

    Z obu tych wskazań płynie jeden praktyczny wniosek. Ani zbiurokratyzowany związek zawodowy sam w sobie, ani mieszczańska inicjatywa sąsiedzka, ani efekciarska, pojedyncza akcja solidarnościowa nie są w stanie systematycznie i trwale przeciwstawić się mechanizmowi opisanemu wyżej, ponieważ każda z tych form działania z osobna pozostaje rozproszona, doraźna i ulotna. Potrzebna jest forma organizacyjna spinająca te wszystkie poziomy działania w jedną, ciągłą politykę – zorganizowana partia rewolucyjnych komunistów, złożona z ludzi systematycznie, a nie okazjonalnie zaangażowanych w pracę polityczną, zdolna prowadzić agitację na uczelni, zakładzie pracy i na osiedlu jednocześnie, łączyć obronę pojedynczego pobitego Ukraińca z ogólną walką o płace i mieszkania, oraz – co równie istotne – dyscyplinująca własne szeregi wobec najmniejszych przejawów nacjonalizmu. Bez takiej organizacji każdy akt solidarności pozostanie gestem odosobnionym, powtarzanym na nowo po każdym kolejnym pobiciu, nigdy zaś nie przekształci się w siłę zdolną odwrócić opisany w tym tekście kierunek gniewu klasy pracującej – z sąsiada spod tego samego bloku na źródło rzeczywistego wyzysku.

    Klasa pracująca, polska i ukraińska, nie ma w tym sporze sprzecznych interesów – ma jedynie sprzeczne interesy pozorne, wytworzone przez konkretny układ klasowy. Dopóki jednak ten spór będzie rozgrywany żywiołowo, na ulicy, w postaci pięści, paralizatora i broni, dopóki nie powstanie zorganizowana siła zdolna nadać temu żywiołowi kierunek klasowy. Wygrywać będzie w nim wyłącznie ten, kto obserwuje całą scenę z bezpiecznej odległości – ten, który co miesiąc zlicza zyski z harówki obu stron konfliktu.

    1. Opis okoliczności napaści na parę ukraińskich obywateli w markecie przy ul. Okulickiego na wrocławskim Zakrzowie, w tym relacja o okrzykach napastników, Brutalnie pobili parę Ukraińców, bo mieli zły akcent. W Polsce wzbiera fala ksenofobicznej agresji, Polityka.pl ↩︎
    2. Informacja o zatrzymaniu dwóch spośród trzech sprawców pobicia pary Ukraińców we Wrocławiu oraz o postawionych im zarzutach, Przemoc i napięcia wśród Polaków i Ukraińców. To jeszcze nie szczyt, Interia.pl 
      ↩︎
    3. Wzmianka o zdarzeniach o odwrotnym kierunku agresji (m.in. nagranie z wrocławskiego orlika) przywołana w kontekście dyskusji o symetrii przemocy, Przestępczość wobec Ukraińców. KGP podaje wyliczenia, wiadomosci.wp.pl ↩︎
    4. Dane liczbowe dotyczące przestępstw wobec obywateli Ukrainy w Polsce w latach 2021–2026 (5130 przypadków w I półroczu 2026 r., 10 620 w 2025 r., 10 595 w 2024 r., ok. 11 tys. rok wcześniej, 9444 w 2022 r., poniżej 5 tys. w 2021 r.), a także dane prokuratury o 126 pokrzywdzonych w I półroczu 2026 r. i cytat „coś pękło w relacjach z Ukraińcami”, tamże. ↩︎
    5. tamże ↩︎
    6. Dane Rzecznika Praw Obywatelskich o 180 zawiadomieniach dotyczących przestępstw z nienawiści wobec Ukraińców w I połowie 2026 r. (wzrost o ponad 30% r/r),  Brutalnie pobili parę Ukraińców, bo mieli zły akcent. W Polsce wzbiera fala ksenofobicznej agresji, Polityka.p ↩︎
    7. Prognoza o możliwym wzroście liczby zgłoszeń przestępstw z nienawiści do ok. 360 w skali całego 2026 r. przy utrzymaniu obserwowanego tempa,  Ataki na Ukraińców w Polsce. Kolejny ksenofobiczny incydent w pociągu pod Warszawą, rp.pl ↩︎
    8. Przestępczość wobec Ukraińców…, wiadomosci.wp.pl ↩︎
    9. Tamże ↩︎
    10. Opis incydentu w Bielsku-Białej (obrzucenie wyzwiskami dwóch 11-letnich ukraińskich dziewczynek przez kierowcę MPK), informacja o roli Grzegorza Brauna w zapoczątkowaniu fali zdejmowania ukraińskich flag oraz o napięciu wywołanym decyzją prezydenta Zełenskiego o nadaniu batalionowi nazwy nawiązującej do UPA i reakcji prezydenta Nawrockiego, W Polsce „narasta poczucie agresji” wobec Ukraińców. Niepokojący wzrost przestępstw – „Rz” ujawnia skalę, rp.pl ↩︎
    11. Opis incydentu w pociągu na stacji Zielonka pod Warszawą (29 lipca 2026 r.), w tym okrzyki ksenofobiczne wobec Ukraińców i Białorusinów oraz napaść na konduktora,  Ataki na Ukraińców w Polsce…, rp.pl ↩︎
    12. Opis napaści w Kożuchowie na tle konfliktu o głośną muzykę, z żądaniem, by poszkodowani „wracali na Ukrainę”, oraz obrażeniami wymagającymi szycia, W Polsce doszło do kolejnego ataku na Ukraińców, Pravda Polska ↩︎
    13. Relacja z wiecu Grzegorza Brauna w Białej Podlaskiej (30 kwietnia 2025 r.), podczas którego zerwano ukraińską flagę z budynku ratusza,  Biała Podlaska: Zwolennicy Brauna zdjęli flagę Ukrainy z budynku ratusza, rp.pl ↩︎
    14. Dodatkowe szczegóły przebiegu zdarzenia w Białej Podlaskiej, w tym wypowiedź Grzegorza Brauna przyjmującego odpowiedzialność za działanie swojego asystenta oraz reakcja tłumu,  Biała Podlaska: Grzegorz Braun z tłumem zdjęli ukraińską flagę z ratusza, dorzeczy.pl ↩︎
    15. W Polsce „narasta poczucie agresji”…, rp.pl ↩︎
    16. Informacja o wszczęciu przez prokuraturę śledztwa w sprawie znieważenia flagi obcego państwa (art. 137 § 2 k.k.) oraz możliwego nawoływania do nienawiści podczas wiecu w Białej Podlaskiej,  Biała Podlaska. Podczas wiecu Grzegorza Brauna ściągnięto flagę Ukrainy z budynku urzędu. Jest śledztwo, TVN24 ↩︎
    17. W Polsce „narasta poczucie agresji”…, rp.pl ↩︎
    18. Media w Polsce. Do kogo należy prasa, telewizja, portale czy radio?, money.pl ↩︎
    19. Marks do S. Meyera i A. Vogta, 9 kwietnia 1870 r., w: K. Marks, F. Engels, Listy wybrane, Książka i Wiedza 1951, s. 311-314
      ↩︎
    20. Włodzimierz I. Lenin, Co robić? Palące zagadnienia naszego ruchu, s. 34–50 ↩︎
    21. Włodzimierz I. Lenin, List do robotników Ukrainy w związku ze zwycięstwami nad Denikinem, Dzieła wybrane w dwóch tomach, t. II, Książka i Wiedza 1951, s. 583–589 ↩︎