Daniel Morley, 23 lutego 2026 r.

Jedną z największych tajemnic społeczeństwa jest to, co o swoim zachowaniu myślą ci, którzy dopuszczają się rzeczy potwornych i niewybaczalnych. Jak usprawiedliwiają to, czego usprawiedliwić się nie da?
Zadając to pytanie, często odpowiadamy, że sprawcy zaprzeczają faktom; ewentualnie przyznają się do winy, lecz wmawiają sobie, że postąpili słusznie, że ich czyn był dla większego dobra itp.
Ujawnienie (części) akt Epsteina pokazuje, że nie tylko najbardziej zdeprawowane zbrodnie, jakie można sobie wyobrazić, są rutynowo popełniane przez szerokie rzesze klasy panującej, ale że w wielu przypadkach ci, którzy to robią, wcale temu nie zaprzeczają.
Nie zadają sobie również trudu, aby znaleźć jakiekolwiek prawdziwe uzasadnienie dla swoich czynów poza: „Ujdzie mi to na sucho, ponieważ jestem wyjątkowy. Zasady nie dotyczą mnie i moich przyjaciół”.
Ich moralność a nasza
Oto czym jest – i zawsze była – moralność wewnątrz klasy panującej. Jak wskazali Engels i Trocki: „moralność, bardziej niż jakakolwiek inna forma ideologii, ma charakter klasowy”.
Moralność to nic innego jak wyraz realnych stosunków społecznych. W społeczeństwie klasowym klasa panująca, żyjąca z wyzysku i ucisku reszty społeczeństwa, w praktyce nigdy nie stosowała się do zasad moralnych rzekomo mających regulować życie ogółu.
Skandal Epsteina jest z pewnością największym skandalem w historii kapitalizmu. Uwikłana jest w niego nie tylko amerykańska klasa panująca, ale klasa panująca całego zachodniego świata. Cała ludzkość zaczyna otwierać oczy na fakt, iż rządzi nią banda pedofilów.
Epstein i jego wspólnicy z klasy panującej nie byli „niemoralni” z punktu widzenia swojej klasy. Dowodzi tego dobitnie ich korespondencja oraz masowe uczestnictwo przedstawicieli klas panujących wielu krajów.
To po prostu prawdziwa moralność burżuazji w fazie rozkładu: krótkowzroczny egoizm i skrajna chciwość (które są dla nich cnotami), w połączeniu ze świadomą solidarnością klasową. „Pomagamy sobie nawzajem [pod warunkiem odwzajemnienia przysług] i zwieramy szeregi, aby cały ten plugawy cyrk mógł kręcić się dalej”.
Zatrważające zepsucie
Życie i psychologia Epsteina i jego przyjaciół stawiają sprawę jasno.
W okresie dorastania Epstein nie wykazywał oznak zaburzeń psychicznych. Nie sprawiał kłopotów w szkole; jego znajomi nie twierdzili, że był dwulicowy, agresywny czy cokolwiek podobnego. Z relacji wynika, że w rzeczywistości był bardzo lubiany i postrzegano go jako dobrego człowieka.
Jako dorosły, choć regularnie dopuszczał się najbardziej niecnych czynów, wydaje się, że był popularny w swoich kręgach.
Jeśli spojrzeć na jego korespondencję, można odnieść wrażenie, że zwykle był w dobrych stosunkach ze swoimi wspólnikami – przynajmniej w takim stopniu, w jakim można było tego oczekiwać, biorąc pod uwagę, że prowadził siatkę handlu dziećmi i szantażu.
Kto przez pewien czas obserwuje klasę rządzącą, zauważy coś bardzo niepokojącego. Ci sami ludzie, którzy podejmują decyzje rujnujące życie niezliczonych osób i którzy kłamią opinii publicznej w żywe oczy, często nie są niezrównoważonymi szaleńcami.
Zazwyczaj tacy panowie i panie nie traktują wszystkich dookoła jak śmieci; ani nie są znienawidzeni przez większość swoich przyjaciół, rodziny i kolegów – chociaż takie typy z pewnością istnieją.
W rzeczywistości, w swoim kręgu towarzyskim i wśród przedstawicieli swojej klasy często wydają się stosunkowo lubiani i rozsądni.
Władza, przemoc i wyzysk
Jeffrey Epstein był bezsprzecznie skończonym potworem; prawie na pewno psychopatą z manią wielkości oraz poczuciem wyższości nad innymi.
Nie wynika z tego jednak, że starał się krzywdzić i wykorzystywać wszystkich bez wyjątku. Wyładowywał raczej swój narcyzm i okrucieństwo na przedstawicielach innej klasy – klasy robotniczej.
W tego potwora zmieniła go również jego pozycja na szczycie gnijącego społeczeństwa kapitalistycznego.
Brak jest doniesień o nadużyciach wobec młodszych osób z jego strony do czasu, gdy zyskał ku temu odpowiednią władzę. Pierwszy przypadek dotyczy rzekomego „niestosownego” zachowania wobec dziewcząt, które uczył w swojej pierwszej pracy, i niewykluczone, że stało się to powodem jego zwolnienia w 1976 roku.
Mógł więc być pedofilem już po dwudziestce. Brak jednak dowodów na takie zachowania przed latami dziewięćdziesiątymi, choć wówczas od blisko dwóch dekad obracał się już w kręgach wpływowej finansjery.

mężczyzn, którym przez dziesięciolecia udawało się unikać kary niemal na oczach wszystkich / Zdjęcie:
Wetwebwork
W miarę jak rosło jego bogactwo i władza, bez wątpienia rosło również jego poczucie uprzywilejowania i wyższości. Musiała również wzrosnąć jego zdolność do seksualnego i fizycznego wykorzystywania młodszych osób bez ponoszenia za to konsekwencji. Krok po kroku odkrywał, że może pozwalać sobie na coraz więcej.
Nie tylko rozwinął w sobie upodobanie do tego, ale także pewną wprawę: nawiązywanie przyjaźni z odpowiednimi ludźmi, zlecanie innym zastraszania ofiar lub pomagania mu w zacieraniu śladów itp.
W pewnym momencie uznał też, że zamiast współpracy z wykazującymi podobne zapatrywania przedstawicielami burżuazji, lepiej będzie szantażować ich poprzez potajemne nagrywanie ich gorszących czynów.
Pogarda klasowa
W ostatnich latach pojawiło się mnóstwo przypadków skrajnych nadużyć popełnianych przez wpływowych mężczyzn, którym przez dziesięciolecia uchodziło to na sucho niemal na oczach wszystkich: Harvey Weinstein, Jimmy Saville, Mohamed Al-Fayed, R Kelly, P Diddy – lista jest ogromna.
Co nam to mówi? Że ci mężczyźni, choć być może posiadali już wcześniej skłonność do krzywdzenia innych, to ich zdolność do robienia tego – bez konsekwencji – urosła do nadludzkiego stopnia dzięki naturze społeczeństwa kapitalistycznego.
Epstein i spółka nie byli jedynie członkami klasy rządzącej. Byli członkami klasy rządzącej w jej dekadenckiej fazie – to znaczy klasy rządzącej niezdolnej już do popychania społeczeństwa naprzód; takiej, która może przetrwać tylko poprzez niszczenie środków produkcji, pozostawiając po sobie upadające regiony przemysłowe, alienację i rosnące nierówności.
Właśnie to kształtuje ich psychologię i ideologię. „Klasa Epsteinów”, czyli spekulanci finansowi i im podobni, żywi głęboką pogardę dla klasy robotniczej. Dążą do zniszczenia praw wywalczonych przez klasę robotniczą po wojnie i całkowitego zdania jej na łaskę i niełaskę kapitału.
Epstein zdobył wpływy w latach 90. i 2000. – dokładnie w okresie, gdy dzięki upadkowi stalinizmu oraz zwycięstwom Thatcher i Reagana klasa Epsteinów upajała się sukcesem; w erze, w której ludzie pokroju Epsteina zostali okrzyknięci finansowymi „panami wszechświata”.
Bogactwo i władza
O tym, że Epstein znajdował się w epicentrum tego procesu, świadczy jego zmowa z Peterem Mandelsonem – ówczesnym faktycznym wicepremierem Wielkiej Brytanii – przeciwko własnemu rządowi Mandelsona, w celu obniżenia podatków od premii bankierów.
W tym przypadku dwóch mężczyzn z różnych krajów spiskowało poprzez e-maile, aby storpedować bardzo umiarkowanie postępową politykę demokratycznie wybranego rządu.
Jest oczywiste, że tego rodzaju zachowanie jest stałą cechą klasy panującej, zwłaszcza w ostatnich kilku dekadach, kiedy to najbogatsi skupili w swoich rękach więcej bogactwa i władzy niż kiedykolwiek wcześniej.
W oczach Epsteina i wielu osób z jego najbliższego otoczenia nie ignorowali oni po prostu norm moralnych, bo mogli. Dla nich było to słuszne, ponieważ byli wyjątkowymi, oświeconymi, wyzwolonymi nadludźmi.
Z ich korespondencji elektronicznej jasno wynika, że lubowali się w deprawacji; w przekraczaniu norm moralnych maluczkich, bydła.
„Bezwstydni”
Dokładnie tę samą psychikę odzwierciedlały jego posiadłości. Pełno w nich było wszelkiej maści dziwacznych i odrażających bibelotów, obrazów, a nawet całych budowli – jak choćby przypominająca okultystyczną świątynię konstrukcja na jednej z jego wysp. Wszystko to w niemal satanistyczny sposób gloryfikowało uprawiany przez niego perwersyjny hedonizm.
W jednym z e-maili członek jego personelu donosi, że zażądał on instalacji obrazu przedstawiającego jedzenie dzieci. Jego samolot nosił przydomek „Lolita Express”. Przyjął tożsamość dewianta seksualnego i oprawcy.
Jak napisał o nim Joscha Bach, naukowiec, który spotkał się z Epsteinem i korespondował z nim:
„Epstein miał niezwykłą psychikę. Był spięty, niezwykle ciekawski i całkowicie pozbawiony strachu, poczucia winy czy wstydu. Wobec braku tych podstawowych ludzkich cech był wysoko funkcjonującym socjopatą, związanym jedynie zasadami i lojalnością, które sam definiował.
Od czasu do czasu Epstein zapraszał do biura na Harvardzie grono czołowych naukowców i wysokich rangą polityków, dyskutując o nauce i polityce z radykalną otwartością i lekceważeniem obozów ideologicznych i publicznych tabu.
Podczas mojego pobytu w Cambridge Epstein często wysyłał do mnie krótkie, dyslektyczne e-maile z przypadkowymi myślami. Próbowałem zgłębić i zrozumieć jego światopogląd, który był niezwykle nietypowy, a często mroczniejszy i bardziej radykalny niż kogokolwiek, z kim miałem okazję rozmawiać”.
Ten opis zawiera kolejny wymowny wgląd w jego psychikę.
Integralną częścią postrzegania siebie przez Epsteina jako nadczłowieka było przekonanie, że moralne zahamowania, których się pozbył, były niczym więcej niż tematami tabu i prymitywnymi przesądami.
„Dowodził” tego, stale otaczając się intelektualistami wszelkiej maści. I być może postrzegał swoje kręgi towarzyskie jako swego rodzaju „libertyński” salon, miejsce, w którym geniusze i ludzie wpływowi mogli się spotykać z dala od osądów „motłochu”.
Maltuzjanizm i eugenika
Przykład jego „obrazoburczej” psychiki można znaleźć w e-mailu, w którym omawia działalność filantropijną Billa Gatesa w Afryce. Pisze w nim, że:
„Nie chcę, żeby prosił mnie o wspieranie jego inicjatyw w Afryce… Jest genialny, podobnie jak Warren [Buffett], czy nie mogliby wymyślić lepszej struktury i celu fundacji, zamiast [sic!] wygłaszać to niedorzeczne stwierdzenie, że każde życie jest równe”.
Krytykował również pomoc społeczną dla ubogich w duchu maltuzjańskim, ponieważ uważał, że doprowadzi to do przeludnienia.
Innym przykładem było jego częste zajmowanie się ideą eugeniki – zwłaszcza eugeniki rasowej oraz rasistowskim poglądem, że różne rasy mają różne zdolności intelektualne (z jego własną rasą na szczycie, rzecz jasna).
W istocie często badał grunt pod kątem przekształcenia jednego ze swoich rancz w ośrodek rozpłodowy, gdzie mógłby dać początek nadludzkiej rasie, bazując na własnym, wybitnym materiale genetycznym.
Nietzscheańskie złudzenie
Ponad sto lat temu, gdy klasa kapitalistyczna po raz pierwszy znalazła się w ślepym zaułku i była poważnie zagrożona przez coraz potężniejszą klasę robotniczą, idee Nietzschego zyskały ogromną popularność wśród burżuazyjnych intelektualistów.

Jego idee dały tym warstwom sposób na ukrycie głęboko reakcyjnych interesów pod płaszczykiem dramatycznych, a nawet „rewolucyjnie” brzmiących koncepcji.
Najbardziej odrażający program zmiażdżenia klasy robotniczej, za którym w rzeczywistości opowiadał się Nietzsche, został przekształcony w coś, co brzmiało wyzwalająco.
W ekstrawagancki sposób głosił, że „nadludzie”, geniusze artystyczni i niedoszli potężni władcy muszą być wolni od ograniczonej, zazdrosnej i hamującej „moralności niewolniczej” bydła, aby naprawdę zdziałać cuda i przekształcić świat.
Właśnie takie myślenie cechowało Epsteina i jego świtę. Wszystkie ich najbardziej obrzydliwe i okrutne czyny były dla nich dowodem ich heroicznej błyskotliwości, ich wyjątkowości.
Podobno Epstein chciał, aby jego głowa i penis zostały zamrożone, by mógł zostać przywrócony do życia, a także pragnął – jak wspomnieliśmy wyżej – dać początek wyższej odmianie gatunku ludzkiego.
Kapitalistyczne pasożyty
Daleki od psychologii prawdziwego „nadczłowieka”, Epstein miał psychologię tego, kim naprawdę był: pasożyta.
Wraz z wejściem kapitalizmu w okres starczego rozkładu, jego organizm pokryły nowotworowe narośla w postaci potężnych monopoli finansowych, wysysających soki z wszelkiej działalności wytwórczej.
Spośród tego gatunku pasożytów najbardziej pasożytniczymi ze wszystkich muszą być zarządcy majątków, profesjonaliści od unikania podatków i ludzie od brudnej roboty, którzy smarują tryby szemranych transakcji.
Dokładnie to robił Epstein. Zarządzał majątkami obrzydliwie bogatych i wyłudzał dla siebie wygórowaną prowizję za pomocą szantażu i koneksji.
W kapitalizmie nie ma nikogo, kto by mniej wnosił, a więcej czerpał i ogólnie bardziej szkodził społeczeństwu niż przedstawiciele jego fachu. Ich urojenia na temat własnej błyskotliwości są konieczne, by zrekompensować fakt ich pasożytnictwa.
Chorobliwy charakter jego pozycji i szerszej klasy skrystalizował się w ich obscenicznym zachowaniu, które teraz w pełni wychodzi na jaw.
Śmierdząca hipokryzja
Teraz widzimy skrajną hipokryzję zachodniej klasy panującej.
Widzimy, że ci, którzy prawią kazania o prawach człowieka, rozdają Nagrody Nobla, patronują organizacjom charytatywnym i pozarządowym, biorą udział w najbardziej perfidnych czynach, do jakich zdolni są ludzie.
Oto moralność i psychologia klasy panującej: czysta, śmierdząca hipokryzja.
Ujawnienie tego wszystkiego jest jak przykazanie dla mas całego świata: nigdy więcej im nie wierzcie. Niech ich autorytet zostanie doszczętnie zniszczony.
Nie pozwólcie, by całe cierpienie, które musiały znieść jego ofiary, poszło na marne. Precz z klasą panującą!