Czas czytania: 10 minut(y)
trotsky

W obliczu szowinistycznej histerii, nawoływania do „wojny w imię pokoju” i zbiorowej amnezji co do wcześniejszych działań NATO, USA i Unii Europejskiej oraz ich rzeczywistych interesów prezentujemy tekst Lwa Trockiego napisany w roku 1917.

Postawa drobnomieszczaństwa i „socjalistów” wobec I wojny światowej w zaskakujący sposób odpowiada temu, co dzieje się wśród tych samych grup obecnie. Pod płaszczykiem moralności utkanej z krokodylich łez „radykalni pacyfiści” opowiedzieli się jednym głosem za swoją burżuazją, jej przemysłem zbrojeniowym i brudnymi interesami, w których nie ma dosłownie nic, co mogłoby pomóc Ukraińcom i Ukrainkom. Uciekającej przed nieswoją wojną młodzieży mówią – wracajcie do kraju, macie obowiązek umierać za swój kapitał!

Podobny cynizm zrewiduje jednak historia. Gdy opadnie wojenny pył, skończy się patriotyczne bicie w wojenny bębenek, a zacznie liczenie poległych, wtedy zobaczymy – niezależnie od wyniku wojny – że to imperializm wygrał walkę o grabież, wyzysk i opresję ukraińskiej klasy robotniczej.

Wojna jest kontynuacją polityki innymi środkami. Zarówno przed wojną, jak i w czasie jej trwania i po jej ustaniu będziemy twardo przeciwstawiać się imperialnej polityce Rosji, NATO, a także kapitalistów polskich i ukraińskich. Żaden z tych właścicieli niewolników nie jest w stanie uratować nas od okropności wojny, zniszczeń i tragedii. Wczoraj, dziś i jutro to zadanie należy do klasy robotniczej, i nie zmieni tego żadna ilość wojennej propagandy!


Nigdy nie było na świecie tylu pacyfistów, co teraz, gdy ludzie zabijają się nawzajem we wszystkich krajach. Każda epoka historyczna ma nie tylko swoją technikę i formę polityczną, ale także swoistą dla siebie hipokryzję. Kiedyś narody niszczyły się wzajemnie w imię chrześcijańskiej nauki o miłości do człowieka. Teraz tylko zacofane rządy wzywają imię Chrystusa; postępowe narody podrzynają sobie nawzajem gardła w imię pacyfizmu. Wilson [1] wciąga Amerykę w wojnę w imię Ligi Narodów i wieczystego pokoju. Kiereński [2] i Cereteli [3] wzywają do ofensywy w imię rychłego pokoju.

Naszej epoce brakuje oburzonej satyry Juwenalisa [4]. Ale nawet potężna broń satyry może okazać się bezsilna i iluzoryczna w porównaniu z triumfem ignorancji i pochwałą głupoty, których to dwóch elementów wojna nie poskromiła.

Pacyfizm ma ten sam historyczny rodowód co demokracja. Burżuazja podjęła wielką historyczną próbę uporządkowania wszystkich stosunków międzyludzkich zgodnie z rozumem; wyparcia ślepej i głupiej tradycji przez instytucje myśli krytycznej. Ograniczenia produkcji obowiązujące w cechach, przywileje instytucji politycznych, absolutyzm monarchistyczny – wszystko to były tradycyjne relikty średniowiecza. Demokracja burżuazyjna domagała się równości prawnej dla wolnej konkurencji i parlamentaryzmu jako środka rządzenia sprawami publicznymi. Dążyła też do uregulowania w ten sam sposób stosunków narodowościowych. Ale tutaj wystąpiła przeciwko wojnie, to znaczy przeciwko tej metodzie rozwiązywania wszystkich problemów, która jest całkowitym zaprzeczeniem „rozumu”. Zaczęła więc doradzać ludziom przez poezję, filozofię, etykę i metody biznesowe, że o wiele bardziej pożyteczne jest dla nich wprowadzenie wieczystego pokoju. Takie są logiczne argumenty za pacyfizmem.

Odziedziczoną wadą pacyfizmu było jednak podstawowe zło, które cechuje demokrację burżuazyjną. Jej krytyka dotyka tylko powierzchni zjawisk społecznych, nie ma odwagi wniknąć głębiej w leżące u jej podstaw fakty ekonomiczne. Natomiast realizm kapitalistyczny obchodzi się z ideą wieczystego pokoju opartego na harmonii rozumu może nawet bardziej bezlitośnie niż z ideą wolności, równości i braterstwa. Kapitalizm, który rozwinął technikę na racjonalnych podstawach, nie potrafił racjonalnie regulować warunków swojego istnienia. Przygotował broń do wzajemnej eksterminacji o takiej sile, która nigdy nie przyszłaby do głowy „barbarzyńcom” średniowiecza.

Gwałtowna intensyfikacja warunków międzynarodowych i nieustanny wzrost militaryzmu wytrąciły pacyfizmowi grunt spod nóg. Ale jednocześnie te same siły dawały pacyfizmowi na naszych oczach nowe życie; życie tak różne od poprzedniego, jak krwawoczerwony zachód słońca różni się od różowego świtu.

Dziesięć lat, które poprzedziły wojnę [I wojnę światową – przyp. tłum.], było okresem tego, co nazywano „zbrojnym pokojem”. Cały ten czas był w rzeczywistości niczym innym jak nieprzerwaną wojną, wojną prowadzoną na ziemiach kolonialnych.

Wojna ta toczyła się na terytoriach ludów zacofanych i słabych; doprowadziła do zaangażowania Afryki, Polinezji i Azji oraz przygotowała drogę dla obecnej wojny. Ponieważ jednak od 1871 roku nie było żadnej wojny w Europie (choć miało miejsce sporo małych, ale ostrych konfliktów) drobnomieszczaństwo było systematycznie zachęcane do postrzegania stale rosnącej armii jako gwarancji pokoju, co miało zaowocować nową organizacją powszechnego prawa międzynarodowego. Kapitalistyczne rządy i wielki biznes nie widziały w tej „pacyfistycznej” interpretacji militaryzmu nic, co mogłoby budzić ich sprzeciw. W międzyczasie szykowały się światowe konflikty i światowa katastrofa.

Na poziomie teoretycznym i politycznym pacyfizm ma taką samą podstawę jak doktryna społecznej harmonii pomiędzy różnymi interesami klasowymi. Opozycja między kapitalistycznymi państwami narodowymi ma takie same podstawy ekonomiczne jak walka klasowa. Jeśli ktoś jest gotów założyć możliwość stopniowego wyciszania walki klasowej, to musi również założyć stopniowe wyciszanie i regulowanie konfliktów narodowościowych.

Strażnikiem ideologii demokratycznej, ze wszystkimi jej tradycjami i złudzeniami, było drobnomieszczaństwo. W drugiej połowie XIX wieku uległo ono całkowitemu przeobrażeniu wewnętrznemu, ale nie zniknęło jeszcze ze sceny. W tym samym czasie, gdy rozwój techniki kapitalistycznej stale podkopywał ekonomiczną rolę drobnomieszczaństwa, powszechne prawo wyborcze i obowiązkowa służba wojskowa nadawały mu, dzięki jego sile liczebnej, pozory czynnika politycznego. Tam, gdzie drobny kapitalista nie został całkowicie wyparty przez wielki biznes, został całkowicie podporządkowany przez system kredytowy. Przedstawicielom wielkiego biznesu pozostało tylko podporządkować sobie drobnomieszczaństwo również na polu politycznym, przejmując wszystkie jego teorie i uprzedzenia i nadając im fikcyjną wartość. W ten sposób można wyjaśnić zjawiska, które można było zaobserwować w ostatnich dziesięciu latach przed wojną, kiedy reakcyjny imperializm wzrastał do ogromnych rozmiarów, a jednocześnie miał miejsce iluzoryczny rozkwit demokracji burżuazyjnej, wraz z całym jej reformizmem i pacyfizmem. Wielki biznes podporządkował drobnomieszczaństwo swoim imperialistycznym celom, wykorzystując do tego własne uprzedzenia.

Klasycznym przykładem tego dwukierunkowego procesu była Francja. Francja jest krajem finansowo-kapitałowym opartym na licznym i na ogół konserwatywnym drobnomieszczaństwie. Dzięki zagranicznym pożyczkom, koloniom, a także sojuszowi z Rosją i Anglią, wyższe warstwy społeczeństwa zostały wciągnięte we wszystkie interesy i wszystkie konflikty światowego kapitalizmu. Tymczasem drobnomieszczanin francuski pozostał do szpiku kości prowincjuszem. Ma instynktowny lęk przed geografią, a przez całe życie najbardziej przeraża go wojna, głównie dlatego, że zazwyczaj ma tylko jednego syna, któremu zostawi swój interes i swoje meble. Ten drobnomieszczanin wysyła burżujskiego radykała, aby reprezentował go w parlamencie, ponieważ ten pan obiecuje mu, że zachowa dla niego pokój z jednej strony za pomocą Ligi Narodów, a z drugiej za pomocą rosyjskich Kozaków, którzy przyniosą mu głowę cesarza niemieckiego. Radykalny deputowany przybywa do Paryża ze swojego kręgu prowincjonalnych prawników, nie tylko pełen woli pokoju, ale także z mglistymi wyobrażeniami na temat położenia Zatoki Perskiej i bez jasnego pojęcia, dlaczego lub dla kogo konieczna jest kolej bagdadzka. Ci „radykalni pacyfiści” wyłonili ze swego grona radykalne ministerstwo, które natychmiast znalazło się uwikłane po uszy w sieć wszystkich wcześniejszych zobowiązań dyplomatycznych i wojskowych podjętych przez różne interesy finansowe francuskiego kapitału w Rosji, Afryce i Azji. Ministerstwo i Parlament nie przestały wygłaszać pacyfistycznych frazesów, ale jednocześnie bezwiednie realizowały politykę zagraniczną, która ostatecznie doprowadziła Francję do wojny.

Pacyfizm angielski i amerykański, mimo całej różnorodności warunków społecznych i ideologii (lub mimo braku jakiejkolwiek ideologii, jak to ma miejsce w Ameryce) wykonują zasadniczo to samo zadanie – dają ujście obawom drobnomieszczan przed wstrząsającymi światem wydarzeniami, które przecież mogą jedynie pozbawić ich resztek niezależności; usypiają ich czujność bezużytecznymi pojęciami rozbrojenia, prawa międzynarodowego i trybunałów arbitrażowych. Następnie, w konkretnym momencie, oddają go ciałem i duszą w ręce kapitalistycznego imperializmu, który zmobilizował już wszystkie środki niezbędne do osiągnięcia swego celu: tj. wiedzę techniczną, sztukę, religię, burżuazyjny pacyfizm i patriotyczny „socjalizm”.

„Byliśmy przeciwni wojnie, nasi posłowie, nasi ministrowie, wszyscy byli przeciwni wojnie” – wołają francuscy drobnomieszczanie; „Z tego wynika, że wojna została na nas wymuszona i aby zrealizować nasze pacyfistyczne ideały, musimy prowadzić ją do zwycięskiego końca.” A przedstawiciel francuskiego pacyfizmu, baron d’Estournel de Constant [5], uświęca tę pacyfistyczną filozofię uroczystym jusqu’au bout!  – wojna do samego końca!

Rzeczą, której ponad wszystko inne potrzebowała angielska giełda do pomyślnego prowadzenia wojny, byli pacyfiści tacy jak liberał Asquith [6] i radykalny demagog Lloyd George [7]. „Jeśli ci ludzie prowadzą wojnę”, mówili Anglicy, „to racja jest naszej stronie”.

I tak pacyfizm odegrał swoją przydzieloną rolę w mechanizmie wojny, podobnie jak gaz bojowy i stale rosnący stos kredytów wojennych.

W USA pacyfizm drobnomieszczaństwa ujawnił swoją prawdziwą twarz sługi imperializmu w jeszcze mniej zakamuflowany sposób. Tam, jak i wszędzie indziej, to banki i trusty naprawdę kierowały polityką. Jeszcze przed wojną, dzięki niezwykłemu rozwojowi przemysłu i handlu eksportowego, Stany Zjednoczone stale podążały w kierunku interesów światowych i imperializmu. Ale wojna europejska przyspieszyła ten imperialistyczny rozwój w gorączkowym tempie. W chwili, gdy wielu pobożnych ludzi (nawet Kautsky [8]) miało nadzieję, że okropności rzezi w Europie napełnią amerykańską burżuazję przerażeniem wobec militaryzmu, rzeczywisty wpływ wydarzeń w Europie przebiegał nie na linii psychologicznej, lecz materialistycznej i prowadził do zupełnie przeciwnych rezultatów. Eksport USA, który w 1913 roku wynosił 2.466 miliardów dolarów, w 1916 roku wzrósł do szalonej wysokości 5.481 bilionów dolarów. Lwia część tego eksportu przypadała oczywiście na produkcję amunicji. W momencie rozpoczęcia nieograniczonej wojny podwodnej pojawiła się nagła groźba zaprzestania eksportu do krajów Ententy. W 1915 roku Ententa importowała towary amerykańskie na sumę 35 miliardów, podczas gdy Niemcy i Austro-Węgry zaledwie 15 milionów. W ten sposób nie tylko zmniejszały się gigantyczne zyski, ale cały przemysł amerykański, który miał swoje podstawy w przemyśle wojennym, był zagrożony poważnym kryzysem. To właśnie w tych liczbach musimy szukać klucza do podziału „sympatii” w Ameryce. Kapitaliści apelowali więc do państwa: „To wy rozpoczęliście ten rozwój przemysłu wojennego pod sztandarem pacyfizmu, teraz do was należy znalezienie nam nowego rynku zbytu”. Jeśli państwo nie było w stanie obiecać „wolności mórz” (innymi słowy wolności do wyciskania kapitału z ludzkiej krwi), to musi otworzyć nowy rynek dla zagrożonego przemysłu wojennego – w samej Ameryce. I tak wymogi europejskiej rzezi spowodowały nagłą, katastrofalną militaryzację USA.

Ten interes musiał wzbudzić sprzeciw wielkich mas ludowych. Przezwyciężenie tego budzącego się niezadowolenia i przekształcenie go w patriotyczną współpracę było najważniejszym zadaniem polityki wewnętrznej USA. I dziwnym zrządzeniem losu oficjalny pacyfizm Wilsona, podobnie jak „opozycyjny” pacyfizm Bryana [9], dostarczyły najpotężniejszej broni do wykonania tego zadania, tj. ujarzmienia mas metodami militarystycznymi.

Bryan spieszył się, by dać głośny wyraz naturalnej niechęci farmerów i całego drobnomieszczaństwa do imperializmu, militaryzmu i wzrastających podatków. Ale w tym samym czasie, kiedy wysyłał wagony pełne petycji i delegacji do swoich pacyfistycznych kolegów, którzy zajmowali najwyższe stanowiska w rządzie, używał również wszelkich starań, aby oderwać się od rewolucyjnego przywództwa tego ruchu.

„Jeśli dojdzie do wojny” – tak na przykład Bryan telegrafował w czasie antywojennego spotkania w lutym w Chicago – „wtedy oczywiście poprzemy rząd, ale do tego momentu naszym najświętszym obowiązkiem jest zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby uchronić ludzi przed okropnościami wojny”. W tych kilku słowach mamy cały program drobnomieszczańskiego pacyfizmu. „Wszystko, co jest w naszej mocy, aby zapobiec wojnie”, oznacza zapewnienie ujścia dla oporu mas w postaci nieszkodliwych manifestów, dzięki którym rząd otrzyma gwarancję, że jeśli wojna nadejdzie, pacyfistyczna opozycja nie będzie stawiała jej przeszkód.

To w zasadzie wszystko, co chciał osiągnąć oficjalny pacyfizm uosabiany przez Wilsona, który już wcześniej dał kapitalistom wywołującym wojnę wiele dowodów swojej „gotowości do walki”. Nawet sam Bryan uznał za wystarczające złożenie tej deklaracji, po której z satysfakcją odłożył na bok swój hałaśliwy sprzeciw wobec wojny tylko w jednym celu – wypowiedzenia wojny. Podobnie jak pan Wilson, pan Bryan pospiesznie przeszedł na drugą stronę rządu. I nie tylko drobnomieszczaństwo, ale także wielka masa ludzi powiedziała sobie: „Jeśli nasz rząd, na czele którego stoi pacyfista o tak światowej reputacji jak Wilson, może wypowiedzieć wojnę, a sam Bryan może poprzeć rząd w kwestii wojny, to z pewnością musi to być wojna sprawiedliwa i konieczna”. To wyjaśnia, dlaczego pobożny, kwakierski [10] rodzaj pacyfizmu, któremu oddawali się demagodzy stojący na czele rządu, był tak wysoko ceniony przez giełdę i przywódców przemysłu wojennego.

Nasz własny, mienszewicki i eserowski pacyfizm, mimo różnicy warunków zewnętrznych, odegrał na swój sposób dokładnie tę samą rolę. Rezolucja w sprawie wojny, przyjęta większością głosów na Wszechrosyjskim Zjeździe Rad Delegatów Robotniczych i Żołnierskich, opiera się nie tylko na powszechnych pacyfistycznych uprzedzeniach dotyczących wojny, lecz także na cechach charakterystycznych dla wojny imperialistycznej. Zjazd oświadczył, że „pierwszym i najważniejszym zadaniem rewolucyjnej demokracji” jest szybkie zakończenie wojny. Ale wszystkie te założenia skierowane są tylko ku jednemu celowi: tak długo, jak międzynarodowe wysiłki demokracji nie doprowadziły do zakończenia wojny, tak długo rosyjska demokracja rewolucyjna musi domagać się ze wszystkich sił, aby Armia Czerwona była przygotowana do walki, czy to obronnej, czy ofensywnej.

Rewizja starych traktatów międzynarodowych uzależnia Zjazd Rosyjski od dobrowolnych porozumień z dyplomacją Ententy, a w naturze tych dyplomatów nie leży likwidacja imperialistycznego charakteru wojny, nawet gdyby mieli taką możliwość. „Międzynarodowe wysiłki demokracji” pozostawiają zjazd i jego przywódców zależnych od woli socjalszowinistycznych patriotów, związanych ze swoimi imperialistycznymi rządami. I ta sama większość zjazdu, która najpierw zapędziła się w ślepy zaułek „jak najszybszego zakończenia wojny”, teraz, gdy chodzi o politykę praktyczną, znalazła się w ostateczności w ofensywie. „Pacyfizm”, który zjednoczy drobnomieszczaństwo i skłoni nas do poparcia ofensywy, zostanie oczywiście gorąco przyjęty nie tylko przez Rosjan, ale i przez imperializm Ententy.

Milukow [11], na przykład, mówi: „W imię lojalności wobec sojuszników i naszych starych (imperialistycznych) traktatów, ofensywa musi nieuchronnie zostać podjęta”.

Kiereński i Cereteli mówią: „Chociaż nasze stare traktaty nie zostały jeszcze zrewidowane, ofensywa jest nieunikniona”.

Argumenty są różne, ale polityka jest taka sama. I nie może być inaczej, skoro Kiereński i Cereteli są nierozerwalnie związani w rządzie z partią Milukowa.

Socjaldemokratyczny, patriotyczny pacyfizm Dana [12], podobnie jak kwakierski pacyfizm Bryana, są, gdy przyjrzymy się faktom, w równym stopniu na usługach imperialistów.

Z tego właśnie powodu najważniejsze zadanie dyplomacji rosyjskiej nie polega na przekonaniu dyplomacji Ententy do rewizji tego czy tamtego, lub do uchylenia czegoś jeszcze innego, ale na przekonaniu ich, że rewolucja rosyjska jest absolutnie niezawodna i można jej bezpiecznie zaufać.

Rosyjski ambasador Bachmatiew [13] w swoim przemówieniu wygłoszonym w Kongresie USA 10 czerwca również scharakteryzował działalność Rządu Tymczasowego z tego punktu widzenia:

Wszystkie te wydarzenia – powiedział – pokazują nam, że siła i znaczenie Rządu Tymczasowego rosną z każdym dniem, a im bardziej będą rosły, tym bardziej rząd będzie zdolny do odrzucenia wszystkich elementów dezintegrujących, niezależnie od tego, czy pochodzą one ze strony reakcji, czy agitacji skrajnej lewicy. Rząd Tymczasowy właśnie postanowił podjąć wszelkie możliwe środki, aby osiągnąć ten cel, nawet jeśli będzie musiał uciec się do siły, choć nie przestaje dążyć do pokojowego rozwiązania swoich problemów.

Nie trzeba ani przez chwilę wątpić, że „honor narodowy” naszych socjaldemokratycznych patriotów pozostał nienaruszony, podczas gdy ambasador „rewolucyjnej demokracji” skwapliwie udowadniał amerykańskiej plutokracji, że rząd rosyjski był gotów przelać krew rosyjskiego proletariatu w imię prawa i porządku. Najważniejszym elementem tego prawa i porządku było lojalne wspieranie kapitalizmu Ententy.

I właśnie w chwili, gdy Herr Bachmatiew stał z kapeluszem w ręku, pokornie zwracając się do hien z amerykańskiej giełdy, panowie Cereteli i Kiereński chwytali „rewolucyjną demokrację” za uszy, zapewniając, że nie da się zwalczyć „anarchii lewicy” bez użycia siły, a także grozili rozbrojeniem robotników Piotrogrodu i wspierającego ich pułku. Widzimy teraz, że groźby te zostały wypowiedziane we właściwym momencie; były one najlepszą możliwą gwarancją rosyjskiej pożyczki od Ameryki.

„Widzi pan teraz” – mógł powiedzieć Herr Bachmatiew do pana Wilsona – „nasz rewolucyjny pacyfizm nie różni się o włos od pacyfizmu waszej Giełdy Papierów Wartościowych. A jeśli mogą uwierzyć panu Bryanowi, to dlaczego nie mieliby uwierzyć panu Cereteliemu?”.


[1]  Woodrow Wilson (1856 – 1924) – amerykański prezydent w latach 1913 – 1921, członek Partii Demokratycznej (Democratic Party). Początkowo zwolennik „neutralności” (bez zaangażowania bezpośrednio wojsk amerykańskich, ale wspierając kraje trójporozumienia dostawami broni i zaopatrzenia), pod koniec wojny argumentował za przyłączeniem się do walk z II Rzeszą Niemiecką.
[2] Aleksander Kiereński (1881-1970) – członek partii Socjalistów-Rewolucjonistów (eserowców) i stronnictwa narodników, przewodniczący Rządu Tymczasowego. Zwolennik kontynuowania I wojny światowej, przeciwnik bolszewików, obalony przez nich w wyniku Rewolucji Październikowej.
[3] Irakli Cereteli (1881 – 1959) – gruziński mienszewik, członek Rządu Tymczasowego, deputowany Konstytuanty. Wysłannik Demokratycznej Republiki Gruzji w czasie konferencji pokojowej w Paryżu (1919-1920). Przeciwnik bolszewików.
[4] Decimus Junius Juvenalis – rzymski satyryk, krytyczny wobec władzy, hipokryzji i nadużyć żołnierzy. Tworzył między I a II w. n.e., autor m. in. powiedzenia „chleba i igrzysk” (łac. panem et circenses).
[5] Paul Henri Balluet d’Estournelles de Constant (1852 – 1924) – francuski dyplomata, zwolennik międzynarodowego arbitrażu. Nawoływał do udziału Stanów Zjednoczonych w I wojnie światowej.
[6] Herbert Henry Asquith (1852 – 1928) – premier Wielkiej Brytanii w latach 1908 – 1916. Członek Partii Liberalnej (Liberal Party).
[7] David Lloyd George (1863 – 1945) – premier Wielkiej Brytanii w latach 1916 – 1922. Również członek Partii Liberalnej i zadeklarowany „pacyfista” oraz poplecznik praw „mniejszych narodów”.
[8] Karol Kautsky (1845 – 1938) – niemiecko-austriacki socjalista, początkowo szczery działacz robotniczy, potem stoczył się na pozycje tzw. socjalszowinizmu i popierał zaprowadzenie w Rosji socjalizmu „na niemieckich bagnetach”. Polityczny przeciwnik Róży Luksemburg.
[9] William Jennings Bryan (1860 – 1925) – amerykański polityk, członek Partii Demokratycznej, Sekretarz Stanu w latach 1913 – 1915. Początkowo wspierał prezydenta Wilsona, później zrezygnował ze stanowiska w ramach protestu przeciwko reakcji prezydenta na zatopienie przez niemiecką marynarkę wojenną statku RMS Lusitania. Uważał, że brytyjska blokada morska Niemiec jest tożsama z niemiecką ofensywą.
[10] Kwakrzy (ang. Quakers) – członkowie odłamu purytanizmu działającego w Stanach Zjednoczonych, głoszącego m.in. motywowany religijnie pacyfizm.
[11] Pawieł Nikołajewicz Milukow (1859 – 1943) – założyciel rosyjskiej Partii Konstytucyjno-Demokratycznej (kadetów), członek Rządu Tymczasowego, zwolennik I wojny światowej. Brał udział w nieudanym puczu Korniłowa (tzw. „korniłowszczyzna”) przeciwko antywojennym robotnikom i bolszewikom.
[12] Fiodor Iljicz Dan (1871 – 1947) – jeden z przywódców mienszewickich.
[13] Borys Bachmatiew – carski ambasador w Stanach Zjednoczonych.


Tłumaczenie: tow. Andrzej Jagodziński, tow. Łucja Świerk

Źródło w języku angielskim: https://www.marxists.org/archive/trotsky/1917/xx/pacifism.htm