klimat-str (1)

„Nie pochlebiajmy sobie zbytnio z powodu naszych ludzkich zwycięstw nad przyrodą. Za każde z nich mści się ona na nas. Każde zwycięstwo daje wprawdzie w pierwszej kolejności rezultaty, na które liczyliśmy, ale w drugiej i trzeciej przynosi inne, nieprzewidziane następstwa, które nader często przekreślają znaczenie pierwszych…”

(Fryderyk Engels, „Dialektyka przyrody”)

Mamy za sobą kolejne lato, które przyniosło nam wprost apokaliptyczne obrazy – pożary lasów, susze, fale rekordowych upałów czy wielometrową ścianę błota z roztopionego lodowca w Nepalu. Globalne ocieplenie i amerykański imperializm (którego wojny same w sobie są źródłem ogromnych szkód dla środowiska) – poprzez blokadę cieśniny Ormuz – stawiają świat przed groźbą ogromnego głodu. Kapitalizm z czynnika rozwoju ludzkości stał się czynnikiem wiodącym ją ku zagładzie.

Kapitalizm nad przepaścią

Morze płomieni, suche burze i rwące rzeki tam, gdzie były ulice, coraz powszedniejszy śmiercionośny skwar czy wspomniane 40-metrowe fale czarnego błota z roztopionego lodowca w Nepalu. Oto nowa codzienność, jaką gotuje nam kapitalizm, budząc w pełni zrozumiałe przerażenie. Istnieje wyjście z tej sytuacji, ale żeby je znaleźć, musimy dobrze zrozumieć, jak się w niej znaleźliśmy.

kkig(1)

Sam efekt cieplarniany nie jest pojęciem nowym. Bynajmniej nie są prawdziwe teorie mówiące o tym, jakoby kapitaliści „zataili” wiedzę na temat jego skutków, bo mieli taki kaprys. Wielu z nich faktycznie jest mizantropami, lecz nie to jest powodem, dla którego postępują w zgubny dla ludzkości sposób. Taki foliarski, tani sensacjonalizm można nawet uznać za poniekąd zgodny z ich interesem. Dlaczego? Otóż mamy wiedzę na temat oddziaływania człowieka na klimat. Zgromadziliśmy jej ogrom przez ponad stulecie. Dlaczego więc nie wykorzystujemy jej w interesie większości? Dlatego, że „źli ludzie” sprzysięgli się przeciwko nam i trzeba ich wymienić na milszych? Czy może dlatego, że kapitalizm nie jest racjonalnym systemem i to kwestia jego wewnętrznej logiki, a nie subiektywnej woli?!

Burżuazyjna prawica będzie opowiadać o naturalnych cyklach, spisku lub przekupstwie naukowców; o pokładach bogactwa pod nie tak już wieczną zmarzliną. Burżuazyjna lewica – o papierowych słomkach, zdrowych nawykach i „zielonych” limitach. Tymczasem ludzie pracy, którzy nie mogą sobie pozwolić na bujanie w obłokach, niech duszą się sadzą, grzęznąc w roztopionym asfalcie w drodze do pracy, za którą mogą kupić coraz mniej wiecznie drożejącej żywności, której niemal jedna trzecia jest marnowana – mimo przepisów – i ląduje po zamknięciu sklepów w zamkniętych kontenerach, gdzie gnije, uwalniając do atmosfery jeszcze więcej gazów cieplarnianych. Za lwią część marnotrawstwa nie odpowiada jednak jej końcowa dystrybucja. Żywność jest niejednokrotnie celowo niszczona już na etapie produkcji, gdy uderza „klęska urodzaju” i trzeba zbić podaż, by utrzymać ceny na określonym poziomie. Musimy postawić sprawę jasno: większość żywności produkowanej w krajach rozwiniętych to nie wynik pracy własnych rąk poczciwego chłopa z fantazji drobnomieszczańskich chłopomanów. Pochodzi ona od agro-kapitalistów, dla których liczy się tylko zysk – bez względu na to, czy żywności starczy dla każdego, jaki będzie wpływ produkcji na środowisko i jakie będą warunki pracy robotników rolnych, harujących w ekstremalnym skwarze od świtu do zmierzchu, często z fatalnymi skutkami.

Należy tu zaznaczyć, że pesymizm jest tak samo szkodliwy jak otwarty denializm, a rewolucyjny optymizm to nie młodzieńcza naiwność, lecz trafny wniosek z analizy wieków historii – system ma dokładnie taką przyszłość, jaką zapewnia najmłodszym generacjom, oferując im jedynie egzystencjalny terror, inwigilację i masowe bezrobocie.

Nie musimy i nie możemy godzić się na przyszłość gotowaną przez obłąkanych zwyroli z klasy Epsteina, którą słusznie przeraża wzrost zainteresowania komunizmem. Nie możemy też chować głowy w piach i czekać na ratunek – przyszłość będziemy musieli zbudować sobie sami, na dobre zostawiając za sobą złogi przeszłości.

Gdzie jesteśmy?

Zacznijmy od krajów najbardziej rozwiniętych, gdzie jakoby ludzkie życie się liczy, a kompetentne, zachodnie zarządzanie rozwiązuje problemy na bieżąco i na miejscu.

Od połowy lipca już 300 000 Europejczyków musiało opuścić domy w związku z pożarami lasów, będącymi następstwem fali upałów, która z kolei zabiła w nieprzystosowanej Europie co najmniej 35 000 osób. Tylko w ostatnich czterech latach w Europie odnotowano 200 tysięcy zgonów spowodowanych upałami. We Włoszech śmiertelność osób powyżej 85. r.ż. wzrosła o 8% na skutek upałów. W Niemczech tylko w ciągu jednego tygodnia pod koniec czerwca upały zabiły ok. 9600 osób – więcej niż rekordowe 8900 zgonów z całego 2018 roku. Za Odrą ogółem upały zabiły zaś ok. 15 800 osób.

Wokół Madrytu w momencie pisania tych słów spłonęło już 1570 km² terenów zielonych, a wokół winodajnego Bordeaux 420 km² (obszar porównywalny z Warszawą bez Wawra). Płonęła też Portugalia, Turcja, Grecja, a nawet Szkocja. Ognia było tyle, że z dymu tworzyły się burzowe chmury, z których biły błyskawice wzniecające nowe pożary, a do tego czasami grad, niszczący to, co nie spłonęło. Tam, gdzie wiatr nie doniósł płomieni, przynosił toksyczny pył i sadzę, w ilościach zdolnych w godzinę wywołać u zdrowego człowieka śmiertelny atak astmy.

Śmiertelność spowodowana upałami w USA rośnie o niemal 17% rocznie, a tylko w tym roku odnotowano już 2325 zgonów, a od lat 60. sezon upałów wydłużył się o 46 dni. 

Mimo to, w przeciwieństwie do bardziej spektakularnych katastrof, upały nie są klasyfikowane w Stanach Zjednoczonych jako klęska żywiołowa – gdyż niszczą tylko ludzi, a nie majątki. Ludności nie obejmują federalne procedury pomocowe, a kapitaliści nie mają obowiązku zapewniać pracownikom wody i cienia, przez co właśnie najbiedniejsi i najpotrzebniejsi najczęściej padają ofiarą przegrzania, nie mogąc pozwolić sobie na pozostanie w domu, w którym i tak nie mają klimatyzacji.

Gorąco nie tylko nadwyręża przepracowane serca i odwodnione nerki. Zaostrza również istniejące kryzysy psychologiczne i wywołuje nowe. Metaanaliza danych wskazuje, że ekspozycja na wysoką temperaturę przekłada się na wzrost prawdopodobieństwa hospitalizacji psychiatrycznej u dzieci i młodzieży o 13%, a ryzyko samobójstwa zwiększa się o procent z każdym stopniem Celsjusza w górę.

W Polsce, gdzie jeszcze w latach 80. w wielu województwach zdarzały się całe lata bez temperatur powyżej 30°C, sytuacja prezentuje się podobnie, choć może jeszcze nie tak dramatycznie. Być może dlatego często słyszy się od rządzących żarty, że skoro zmiany klimatu przynoszą Polsce śródziemnomorskie słońce, pomarańcze i winnice, to je serdecznie witamy! Nie zmienia to faktu, że nasze miasta i infrastruktura są nieprzystosowane do stale rosnących temperatur oraz ekstremalnej pogody, a przeskoki między upałami i ulewami grożą nie tylko miastom i biznesom, ale i rolnictwu. Już powyżej 30°C rośliny zaczynają więdnąć i zrzucać kwiaty – no ale przecież „władza zawsze się wyżywi” – zarówno polityczna, jak i ekonomiczna.

Kryzys żywnościowy

Według raportu Światowego Programu Żywnościowego (WFP) 87,5 miliona ludzi cierpiało głód na skutek ekstremalnych warunków pogodowych/klęsk żywiołowych, 39,8 mln na skutek wstrząsów ekonomicznych, a 147,4 miliona na skutek wojen – łącznie aż 266 milionów ludzi. Najnowsze analizy WFP wskazują z kolei, że liczba głodujących może wzrosnąć w tym roku do 318 milionów w wyniku wojny na Bliskim Wschodzie oraz globalnego ocieplenia.

W sierpniu 2026 r. globalny indeks cen żywności FAO (FFPI) wzrósł o 1,9% miesiąc do miesiąca, osiągając poziom 133,3 pkt – najwyższy od końca 2022 r. Najsilniej podrożał cukier (o 11,9% w skali miesiąca) – w wyniku susz i upałów. Indeks cen zbóż wzrósł o 2,2%, do najwyższego poziomu od maja 2024 r. FAO obniżyła prognozę światowej produkcji zbóż na ten rok o 3,4 mln ton – spadek o 2,2% rdr. Ceny mięsa wzrosły o 1%, a nabiału o 2,3% – na skutek spadku podaży mleka w UE, wynikającego z upałów. W Polsce inflacja CPI w sierpniu wyniosła 3,4%, przebijając prognozowany konsensus na poziomie 3,1% i osiągając najwyższy poziom od 14 miesięcy. Przewiduje się, że na koniec roku może ona wzrosnąć do 4%. Tak przynajmniej prognozuje „optymistyczne” skrzydło burżuazyjnych ekspertów – ekspertów od uspokajania nas w drodze na rzeź.

Tymczasem oksfordzki wydział ekonomii obliczył, że w 2026 roku globalne ceny żywności wzrosną o 11,8%, a w kolejnym roku o 4,8%. Najbardziej dotknięte będą zboża, owoce, warzywa i nabiał. Coceral, europejski trust producentów zbóż i roślin oleistych, w lipcu wydał nadzwyczajny komunikat, obniżając już wcześniej ujemną prognozę zbiorów zbóż w EU-27 i UK z 295,5 miliona ton do 286,6 mln ton – o 7,5% mniej w porównaniu z 310 milionami ton w ubiegłym roku.

W całej Europie z kolei tylko w czerwcu upały spowodowały straty w wysokości 2 miliardów euro, jak donosi Financial Times. Już w lipcu inflacja żywności w UE wynosiła 9%.

Polscy rolnicy donoszą o plonach jęczmienia o 30% niższych niż w ubiegłych latach, o uszkodzeniach rzepaku skutkujących według szacunków GUS spadkiem zbiorów o 14,4% czy o plonach pszenżyta miejscami o 40% niższych od normy. Zgodnie z tymi samymi szacunkami tegoroczne plony zbóż w Polsce spadły o 4,9% rdr. Polskim rolnikom nie przysługuje odszkodowanie za przegrzanie się płodów rolnych, w przeciwieństwie do szkód spowodowanych suszą lub gradem.

Oddajmy głos rolnikom z województwa łódzkiego, cytowanym przez portal farmer.pl:

„Już po zimie notowałem w oziminach liczne uszkodzenia. Wiele plantacji było mocno osłabionych i słabo się regenerowało. Stałem przed dylematem, czy pozostawić rzepak, czy go przesiać. Firma ubezpieczeniowa nie uznała szkody po zimie, dlatego zdecydowałem się prowadzić dalej plantacje. Niestety przyszła bardzo sucha wiosna, następnie przymrozki wiosenne, które jeszcze pogłębiły problemy. Na rzepak naprawdę trudno było patrzeć. Pierwsze koszenie w regionie pokazuje plony na poziomie zaledwie 1,5–2 t/ha z bardzo słabym zaolejeniem 38–39%. To najgorszy wynik, odkąd gospodaruję”

„Próbne wjazdy w pszenicę ozimą dosłownie mnie załamały. Plantacje zmagały się z podobnymi problemami jak rzepak, ale czerwcowe upały okazały się przysłowiowym gwoździem do trumny. Ziarno nie zdążyło się właściwie wypełnić. Tak wysokie temperatury praktycznie zatrzymały jego nalewanie. Zamiast dorodnego ziarna jest ono drobne i przypomina poślad. Na polach, gdzie w poprzednich latach zbierałem 8 a nawet 10 t/ha, pierwsze przejazdy pokazują zaledwie około 5 t/ha. To również będzie mój najgorszy wynik od wielu lat”

„Nie ma ani ceny, ani plonu, a koszty pozostają bardzo wysokie. Przy takich wynikach wiele gospodarstw znajdzie się w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Obawiam się, że wielu rolników dołoży do tegorocznej produkcji. To jest też sezon, w którym każdy kolejny problem oznaczał kolejne wydatki – zabiegi regeneracyjne, poprawki, walka z zachwaszczeniem wtórnym czy desykacja. Ostatecznie wydaliśmy więcej pieniędzy niż w przeciętne lata, a zebraliśmy znacznie mniej”

(podkreślenia nasze)

Tyle Polska. Przenieśmy się teraz do „spichlerza Europy”, czyli Hiszpanii. Tam upały poskutkowały plonami zbóż niższymi o 34–50% rdr. w kilku regionach. W Estremadurze straty szacuje się na 45 mln euro; dotykają one zwłaszcza pomidorów i kukurydzy. Produkcja w hodowlach królików spadła zaś o ok. 20%. Do upałów należy dodać jeszcze wiosenne burze, które zniszczyły o 250% więcej upraw niż rok wcześniej, za co wypłacono o 60% wyższą sumę odszkodowań – innymi słowy, wzrost odszkodowań nie nadąża za wzrostem strat. Efekt nie może być inny, jak wzrost cen. Ponadto pożary zniszczyły tam co najmniej 80 tys. ha upraw, a produkcja oliwy z oliwek może spaść o 35%.

W Niemczech zrzeszenia rolników informują o zbiorach zbóż o 10% niższych niż rok temu. We Włoszech stowarzyszenie Confagricoltura oszacowało straty na 1,5–2 mld euro. W całej UE produkcja nabiału może spaść aż o ⅓.

To wszystko jednak dopiero początek. Światowa Organizacja Meteorologiczna (WMO) podaje, że El Niño będzie się utrzymywać do lutego i jest to właściwie pewne. Niektóre prognozy przewidują anomalię temperatur oceanów sięgającą aż 3,5°C. To wszystko będzie oznaczało, że kolejne lato będzie jeszcze gorętsze. W rolnictwie zaś taka sytuacja jak opisana wyżej zapewne poskutkuje tym, że wielu rolników będzie musiało zlikwidować gospodarstwa, co jeszcze bardziej obniży podaż żywności. Już w styczniu 2025 r., a więc przed blokadą cieśniny Ormuz i tegorocznymi upałami, badanie Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa wskazało, iż rozważał to co piąty rolnik. Ankietowani przez GUS w drugim półroczu 2025 r. gospodarze wręcz jednoznacznie negatywnie ocenili opłacalność produkcji – saldo odpowiedzi wynosiło -60,5, tj. odpowiedzi negatywne wyraźnie przeważały nad pozytywnymi. 

kkig(2)
Zdecydowana większość rolników negatywnie oceniła opłacalność produkcji w drugim półroczu 2025 r. / Grafika: Główny Urząd Statystyczny

Na pocieszenie można wspomnieć, że historycznie tak silne okresy El Niño bywały katalizatorami rewolucji – na przykład kluczowy okres rewolucji francuskiej (1789–1793) zbiegł się z tym zjawiskiem, przy niewydolnej gospodarce feudalnej XVIII-wiecznej Francji, w której ceny wzrosły o 65%, podczas gdy płace wzrosły o 25%. Oczywiście sam klimat nie powoduje rewolucji; robi to w połączeniu z konkretnymi stosunkami społecznymi, gdy te stają się przeżytkiem, którego nie można dłużej tolerować. Z pewnością jednak katastrofy naturalne stanowią wspaniały przykład heglowskiego przypadku, za którym kryje się konieczność – w tym wypadku nasilająca się fala kataklizmów unaocznia nam właśnie historyczną potrzebę obalenia kapitalizmu i zastąpienia go systemem, który będzie sprawnie eliminował zarówno skutki, jak i wiele przyczyn takich zdarzeń.

Wysokie temperatury uniemożliwiają pracę w polu, prowadzą do śmierci zwierząt gospodarskich lub do spadku masy urodzeniowej ich potomstwa. Na sporych obszarach Indii, południowej Azji, regionów podzwrotnikowych w Afryce oraz Ameryki Łacińskiej bezpieczna praca w polu jest już niemożliwa nawet przez 250 dni w roku.

Ciepło osłabia ściany komórkowe roślin i sprawia, że część z nich zaczyna wytwarzać toksyny. Już teraz plony kukurydzy i pszenicy miejscami spadły o 10%.

Rosnące temperatury wód zabijają ryby, w miarę spadku ilości tlenu dostępnego w wodzie. Widzimy to już teraz w Krakowie, gdzie w Wiśle wyginęły ryby, co doprowadziło do egipskiej plagi muchówek, których larwy normalnie zostałyby przez nie zjedzone. Na Odrze zaś tego lata tylko jednego dnia, na tylko jednym dolnośląskim odcinku rzeki strażacy wyłowili 421 kg śniętych ryb. 

Skwar prowadzi do tego, że krowy dają mniej mleka, które z kolei zawiera mniej tłuszczu i białka. Świnie i kury nie są gatunkami zdolnymi do pocenia się tak jak ludzie, toteż upały mogą z łatwością je zabić lub okaleczyć. Spopularyzowany przez producentów mlecznej czekolady obraz Szwajcarii jako idyllicznej krainy krówek pasących się na zielonych zboczach staje się przeżytkiem. Na skutek suszy alpejskie pastwiska nie są w stanie napoić i wyżywić bydła, więc rolnicy są zmuszeni rozpoczynać wypas kilka tygodni wcześniej, by latem słono płacić za zboże. W końcu jedyne, co pozostaje burżuazji, to „awaryjne” wyrzynanie bydła, co chwilowo obniża ceny wołowiny. Wszyscy widzą jednak, iż jest to klasyczny przykład przelewania z pustego w próżne – na dłuższą metę przełoży się to na mniej cieląt i mniej mleka.

Tak właśnie tracimy jedno źródło wyżywienia za drugim; nawet ultraprzetworzona papka, jaka już jest jedyną dostępną podstawą diety dla wielu z nas, też z czegoś musi powstać.

22 lipca brytyjskie supermarkety ostrzegły przed możliwością braków żywności wobec mizernych plonów. W całym Zjednoczonym Królestwie w lipcu opady deszczu wyniosły 3% normy, ale w południowej i wschodniej Anglii nie spadła ani kropla – a mówimy o wyspie, która zwykła słynąć z deszczowej pogody. W momencie wydania tamtego ostrzeżenia w 87% brytyjskich rzek poziom wody był poniżej normy. Na wschodzie Anglii rzeki były tak przeschnięte, że rolnicy musieli zaprzestać czerpania z nich wody do podlewania upraw.

We Francji z kolei tegoroczna susza jest najgorsza od 1959 roku. Kryzys klimatyczny objawia się tam m.in. tym, iż w lipcu wyłączono 3 reaktory jądrowe z powodu unijnych limitów temperatury wody zrzucanej do rzek, a 8 kolejnych zmniejszyło moc. W sierpniu kolejna fala upałów podwoiła liczbę wyłączonych reaktorów, zmniejszając produkcję energii o 20%. W rolnictwie z kolei oznacza to roczny spadek produkcji o 8%, za który rząd wypłaci rekordowe odszkodowanie w wysokości miliarda euro.

W okresie jesienno-zimowym półkula północna polega w zwiększonym stopniu na imporcie żywności z południowej, zwłaszcza z Ameryki Łacińskiej. Jednakże już we wrześniu 2024 roku w Brazylii ponad setka gmin zaliczyła 150 dni bez deszczu, a poziom wody w rzekach był najniższy od 45 lat. Wpływ na to mają wylesianie, El Niño oraz rosnące temperatury, które przyspieszają parowanie wody z roślin i gleby. Susza w regionie Amazonii jest bardzo głęboka – obliczono, iż jedynie 46,3% lasów deszczowych zdoła powrócić do poprzedniego stanu po jej ustaniu.

Każdą żywność trzeba jakoś przetransportować, a i maszyny rolnicze nie są na wodę. Nie ulega tym samym wątpliwości, że obecne skokowe wzrosty cen paliw przełożą się na ceny jedzenia. Już zresztą widzieliśmy wiosną protesty rolników w Irlandii spowodowane właśnie wzrostem cen paliwa. W połączeniu z ograniczonym prawem do rekompensaty za tegoroczne straty oraz opóźnieniem żniw sięgającym nieraz kilku tygodni, możemy spodziewać się powrotu protestów potencjalnie jeszcze intensywniejszych niż te, które widzieliśmy na początku 2024 roku.

Ofiary z robotników dla Mamona

W 2025 roku opublikowano wyniki Europejskiego Badania Warunków Pracy. Wykazało ono, że w ostatnich 30 latach odsetek pracowników najemnych narażonych na upały zwiększył się o 60% – z 13% w 1995 r. do 21%. Jest to tym bardziej wymowne, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, iż ostatnie lata przyniosły ucieczkę przemysłu z Europy. Nie oznacza to jednak bynajmniej, że proletariat Europy masowo przekwalifikował się, by pracować w klimatyzowanych biurowcach. Wciąż potrzeba pracowników w rolnictwie, transporcie czy budownictwie. Ryzyko wypadków przy pracy wzrasta o 15%, gdy temperatury przekraczają 38°C.

Warto przy tym zastanowić się, jak rozwiązać ten problem? Czy pomogą nam regulacje? Z pewnością tak – jeśli mowa o pracownikach na umowie o pracę, znających swoje prawa i gotowych o nie walczyć; pracownikach uzwiązkowionych – czyli zdecydowanej mniejszości, zwłaszcza w najbardziej narażonych na ekstremalne temperatury sektorach, jak rolnictwo czy dostawy żywności.

68% pracowników rolnych jest narażonych na nadmierne ciepło. Za nimi zaś w tych statystykach znajdziemy pracowników budowlanych (52%) oraz przemysłu i transportu (33%).

Dane dotyczące śmiertelności w poszczególnych sektorach za bieżący rok są niepełne, jednak całkiem wymowne. Gazeta l’Humanité na początku lipca donosiła o co najmniej trzech zgonach spowodowanych upałami we francuskim budownictwie od maja. Jest to bardzo niebezpieczne środowisko pracy. Niektóre nawierzchnie bitumiczne w upale przekraczają temperaturę 100°C, a ogółem na placach budowy temperatury potrafią sięgać 52°C. Pracownicy muszą ponadto obsługiwać palniki czy inne dodatkowe źródła ciepła nawet podczas czerwonych alertów pogodowych. Pomimo tego kapitaliści rzadko zarządzają całkowite wstrzymanie prac na placach budowy, gdy zachodzą te niebezpieczne dla życia warunki. W całej Francji zaś już w 2025 roku ponad 3% wszystkich zgonów było spowodowane upałami.

Upały będą zaostrzały konflikt między kapitałem a klasą robotniczą. Kryzys klimatyczny to nie ckliwa troska o niedźwiedzie polarne, a realny czynnik napędzający walkę klas. Tu właśnie leży siła, która będzie zdolna go zatrzymać – nie w indywidualnych wyborach, jałowych reformach ani moralnych apelach do klasy panującej.

Rola imperializmu i wojny

Imperializm jest epoką, w której rywalizacja monopoli przechodzi w rywalizację państw. Prezydent Stanów Zjednoczonych usiłuje ukarać Kanadę dodatkowymi cłami za pożary, które pochłonęły ponad milion hektarów kanadyjskich puszcz. Dym z tych pożarów zasłonił niebo północnych stanów USA. Brak dostatecznej widoczności i zakłócający pracę radarów pył sparaliżowały lotniska. Tym sposobem splot powodzi i pożarów lasów unieruchomił tysiące osób – o konsekwencjach nietrudno pomyśleć, a zresztą już powstały firmy oferujące priorytetową ewakuację za „skromne” 1250 dolarów. O ile kanadyjska burżuazja bynajmniej nie jest żadnym postępowym niewiniątkiem, o tyle nie można powiedzieć, że USA ponoszą konsekwencje cudzych wyborów. Jako największa światowa potęga kapitalistyczna USA pozostają największym światowym szkodnikiem. 

Wojna na Bliskim Wschodzie jest wyjątkowo niepopularna w samych USA. Trudno się temu dziwić. USA to kraj wyjątkowo zależny od samochodów. Rady sekretarza energetyki Chrisa Wrighta, by Amerykanie jeździli mniej, brzmią wobec tego uderzająco podobnie do słynnej niefortunnej wypowiedzi Marii Antoniny. Sam Trump wygrał wybory w dużej części dzięki obietnicy „końca niekończących się wojen”… i w pierwszym roku prezydentury zbombardował siedem krajów. Mimo że wojna w Iranie przyspiesza upadek amerykańskiego imperializmu, pozostaje faktem, iż blokada cieśniny Ormuz winduje ceny i potęguje rolnicze spustoszenie spowodowane galopującymi zmianami klimatu, niosąc ze sobą światową klęskę głodu. Epic fail – to jedno z popularnych przezwisk operacji Epic Fury. Może dla światowej populacji, która za to płaci. Dla producentów uzbrojenia, bankierów i paliwowych gigantów to epic win.

Uprzednie próby wycofania się przez jankeski imperializm z obecnej wojny zostały prędko zsabotowane przez Izrael. Niemniej trwająca już niemal trzy lata ucieczka Netanjahu w wojnę zaczyna obracać się w swoje przeciwieństwo. Izraelskie społeczeństwo jest coraz bardziej podzielone, a sytuacja ekonomiczna również wygląda nieciekawie. Powodzenie irańskich ataków na cele w Izraelu rozbiło mit „niezwyciężonego Izraela”. Jednak nie możemy zakładać, że upadek Izraela, który w ostatecznym rozrachunku jest przede wszystkim przyczółkiem zachodniego imperializmu na Bliskim Wschodzie, położy kres amerykańskiemu bandyctwu w regionie. Widzimy jednak, że kolejne kompromitacje sojuszników USA – takich jak Arabia Saudyjska – będą pchały imperializm amerykański do bardziej zdecydowanego wycofania się z roli „światowego policjanta” i skupienia się na zachodniej półkuli.

World Food Programme obliczył na wiosnę, że jeśli blokada nie zakończy się do czerwca, 45 milionom ludzi zagrozi głód – głównie w Indiach, Sri Lance i Pakistanie, w które uderzył paraliż dostaw gazu z instalacji w krajach Zatoki Perskiej zbombardowanych przez Iran w odwecie. Azot jest kluczowy w produkcji nawozów, bez których przemysłowe rolnictwo nie istnieje. Agonalne wierzgi jankeskiego giganta będą pożerać coraz większą część naszego budżetu, bo związane z Trumpem skrzydło amerykańskiego imperializmu nie jest skore do pogodzenia się z rzeczywistością, czyli koncertowym upokorzeniem ze strony Iranu – ale odmiana po listopadowych wyborach również jest wątpliwa. Ponadto postępujący upadek hegemona prowadzi do zapełniania powstających wyłomów przez nowych pretendentów, co jest szczególnie widoczne tu, w agresywnie zbrojącej się Europie.

Oficjalne modele klimatyczne często nie uwzględniają w pełni emisji generowanych przez wojsko z uwagi na niejawność danych. Według niektórych szacunków jest to około 5,5% światowych emisji – porównywalnie z hutnictwem, hodowlą zwierząt czy energetyką gazową. Każdy większy konflikt podbija jednak ten odsetek, rzecz jasna. Co prawda ostatnie analizy wskazują, że blokada cieśniny Ormuz może doprowadzić do spadku ogólnych emisji CO2 po raz pierwszy od pierwszych miesięcy pandemii COVID-19, jednak fakt, że poprzedni raz ze spadkiem mieliśmy do czynienia podczas kryzysu w 2008 roku, pokazuje jedno: kapitalizm rozwiązuje kryzysy gospodarcze albo poprzez wojny, albo poprzez szykowanie gruntu pod jeszcze głębsze kryzysy, a kryzysy społeczne kapitalizmu są „rozwiązywane” (bo trudno mówić o jakimś świadomym, planowym działaniu) poprzez kryzysy gospodarcze, które rodzą inne kryzysy społeczne – jak głód i drożyzna! Cóż, „historia jest najokrutniejszą ze wszystkich bogiń i prowadzi swój triumfalny rydwan po stosach trupów […]” – pisał Engels – „a my, mężczyźni i kobiety, jesteśmy niestety tak głupi, że nigdy nie potrafimy zdobyć się na prawdziwy postęp, jeśli nie popchną nas do niego cierpienia, które wydają się niemal niewspółmierne”.1

Europejscy imperialiści z kolei tradycyjnie wygłaszają puste deklaracje na temat „adaptacji” i okazjonalnie sypną marnym groszem dla uspokojenia rolników, jednocześnie stawiając na pierwszym miejscu zbrojenia. Świat płonie i zwiększanie zbędnej, wysokoemisyjnej produkcji uzbrojenia tylko pogarsza sprawę. Walka z militaryzmem to nie tylko walka ze spekulacją, pasożytnictwem i posyłaniem nas na bezsensowną śmierć – to także walka z głodem!

Spisek czy interesy?

Choć kapitaliści zdają się ignorować stan wiedzy naukowej na temat klimatu, uwzględniają go przy wycenianiu polis, o czym przekonali się mieszkańcy Los Angeles w ubiegłym roku, kiedy ubezpieczalnie wygasiły polisy na kilka dni przed sezonem pożarów (sic!), zostawiając ich z samymi zgliszczami. 

kkig(3)

Tu nie powinniśmy wyobrażać sobie zakapturzonych jaszczurów knujących nad globusem w jakimś lochu. Wymowna jest powyższa fotografia Kristi McCluer, nazwana „wizualną reprezentacją Ameryki” i opublikowana już niemal dekadę temu. Przedstawia ludzi sukcesu spokojnie grających w golfa na tle płonących lasów Oregonu.

To właśnie kluby golfowe, jak mówił George Carlin, są szkołą solidarności klasowej kapitalistów: to tam, a nie w iluminackich lożach, rozstrzygają się losy świata. Nie w tym rzecz, że kapitaliści są ponad spiskowaniem przeciwko reszcie ludzkości; kapitalizm jest zwyczajnie zbyt anarchiczny, aby zadbać nawet o własną ciągłość. Kapitaliści co prawda wykazują o wiele więcej solidarności i zrozumienia antagonizmu klasowego wpisanego w ich system niż pracownicy – przynajmniej teraz – ale konflikt obiektywnych interesów pomiędzy samymi kapitalistami jest dla ich klasy tak samo destrukcyjny, jak wtórne podziały dla naszej. Utrzymanie kapitalistycznego ucisku i podziału klasowego to ich wspólny, długoterminowy cel, ale równoważony doraźnymi i indywidualnymi interesami poszczególnych kapitalistów czy ich zrzeszeń. Monopol konkuruje z monopolem, imperialistyczny pretendent z imperialistycznym hegemonem, kapitaliści narodowi z globalnymi itd., a maksymalizowanie zysków powoduje radykalizujący spadek poziomu życia mas, który szczerze martwi nielicznych dalekowzrocznych kapitalistów. Za katastrofą nie stoją kosmici ani sataniści – jest to wynik sprzeczności samego kapitalizmu, który już dawno stał się zaporą na drodze do społecznego postępu wynikającego z rozwoju technologii. Rozwoju, do którego kapitalizm sam się przyczynił w swojej progresywnej młodości. Reformiści mogą walczyć z „neoliberalną oligarchią” równie zaciekle, jak Peter Thiel ze zmarszczkami – tak jak ponaciągana twarz i modna odzież nie mogą odmłodzić chorego starca pod spodem, tak reformy nie powstrzymają samobójczej degeneracji kapitalizmu.

Tym, co ciągnie nas w dół, nie jest zła wola jednostek (jakie by nie były złe), a prywatna własność społecznych środków produkcji, które w obecnym systemie służą nie obsługującemu je społeczeństwu, a zupełnie zbędnym w procesie produkcji prywatnym właścicielom.

Świetnie ilustruje to przykład sztucznej inteligencji, która w spektakularny sposób zwraca honor Marksowi rękami samych kapitalistów, którzy pragnąc indywidualnie oszczędzić na kosztach pracy, zbiorowo podkopują swój system, w którym nikt nie może sobie na nic pozwolić, bo nie ma pracy – a przy okazji pompują finansową bańkę, przy której poprzednie bańki i następujące po ich pęknięciu krachy to stare dobre czasy. Dodajmy do tego gargantuiczne marnotrawstwo ograniczonych zasobów podtrzymujących naszą egzystencję na planecie i akcelerację globalnego ocieplenia lub to, że woda pitna wcale nie jest jedynym dostępnym chłodziwem serwerów, tylko najtańszym.

Zrozumienie konieczności

W socjalizmie skracające czas pracy czy zmniejszające jej nakład innowacje nie będą tworzyć „nadwyżki populacji”, kryzysów, zbędnych zanieczyszczeń i nadprodukcji. Wolne od prymatu rosnących profitów klasy posiadaczy zwyczajnie skrócą czas pracy i zmniejszą jej nakład, a my, zamiast na przetrwaniu, będziemy mogli skupić się na rekreacji i socjalizacji.

Minione lato dobitnie pokazało, że życie, do którego nas wychowywano, nie będzie nam dane. Nie na gruncie kapitalizmu. Nie oznacza to jednak smutnego końca. Życie, które wydaje się zbyt piękne, aby było prawdziwe, jest możliwe, a miliardy palących problemów mają jedno rozwiązanie: wywłaszczenie kapitalistów.

Rozwiązania pozwalające złagodzić, zatrzymać, a nawet odwrócić zmiany klimatu już istnieją; godzą jednak w fundamenty kapitalizmu. Rozwiązań, na które wpadniemy, gdy nie będziemy musieli marnować życia i potencjału na mnożenie fortun ludobójczych wyzyskiwaczy, nie możemy sobie nawet wyobrazić. Jeśli zjednoczymy się przeciwko nim teraz, dla naszych wnuków wszystkie kapitalistyczne horrory teraźniejszości będą tylko niewiarygodną opowieścią. Jeśli nie, nie będzie żadnych wnuków.

Wracając do otwierających ten artykuł słów Engelsa, dalej pisze on:

„…I tak każdy nasz krok przypomina nam, że bynajmniej nie panujemy nad przyrodą jak zdobywca nad obcym ludem, jak ktoś stojący poza przyrodą; ale że przynależymy do niej ciałem, krwią i mózgiem, że znajdujemy się wewnątrz niej i że całe nasze panowanie nad nią na tym polega, iż w odróżnieniu od wszystkich innych stworzeń możemy poznawać jej prawa i w sposób właściwy je stosować”.

To poznanie praw przyrody i właściwe ich opanowanie może umożliwić tylko socjalizm.


Przypisy:

  1. List Engelsa do Nikołaja Danielsona z 24 lutego 1893. ↩︎