
Niedawno rząd Polski ogłosił utworzenie nowego organu – Ministerstwa Praw… to znaczy Centrum Walki z Dezinformacją. Władzy żarty się ewidentnie trzymają. Wbrew jakże bojowej nazwie nie ma to być organ kompensujący niedociągnięcia ABW czy innych służb. Nie. Ma to być ciało opiniodawczo-doradcze przy Ministerstwie Cyfryzacji. Każdy kij ma dwa końce, więc równie dobrze CWD może nosić nazwę Urzędu ds. Jedynie Słusznych Opinii. Co zabawniejsze, w komunikacie obwieszczającym jego utworzenie jedno ze zdań się powtarza. W końcu powtarzanie to podstawa dobrej propagandy.
Na czym ma polegać to opiniowanie i doradztwo? Powiedzieliśmy, że CWD nie będzie wchodziło w buty służb. Ma za to współpracować – z nimi, MSZ oraz instytutami badawczymi. Jego zadaniami ma być „edukacja [społeczeństwa] i rozwój kompetencji medialnych, zwiększanie przejrzystości i odpowiedzialności platform informacyjnych oraz budowa odpowiedniej architektury i mechanizmów działania państwa”. Wszystko zaś zgodnie z „europejskimi standardami ochrony praw podstawowych, wolności słowa oraz przejrzystości procesu decyzyjnego”.
Urocze. Gadanie o „odpowiedzialności” konstrukcjami bezosobowymi. Metafora na metaforze metaforą pogania. Przełóżmy z nowomowy na polski. Centrum będzie współpracować ze służbami, by móc śledzić i karać za niewygodne opinie. Ma współpracować z MSZ, by Polska mogła skuteczniej szerzyć swoją propagandę na Białorusi (NEXTA, Biełsat), a nikt nie mącił zaufania do „sojuszników” z Izraela, USA, NATO i UE. W nauce wspomniane służby pomogą tropić nieprawomyślność i podkopywanie lobbystów, by sankcjonować różne szykany, oczywiście w majestacie prawa – a o to tym łatwiej, gdy na naukę brak środków, które zamiast tego trafiają na zbrojenia.
Społeczeństwo ma być zastraszane, aż w końcu ta ciemna masa nauczy się widzieć we wszystkim, co w jakikolwiek sposób podważa rację stanu burżuazji element „wojny informacyjnej”, która miałaby stanowić przedsionek walki zbrojnej!
Tradycyjne media mają nie wychylać się i nie mówić źle – o wpływie zbrojeń na budżet, o problemach wojennych Ukrainy, o budowie państwa policyjnego – nie żeby były do tego specjalnie skore… W mediach społecznościowych należy spodziewać się wzmożonej aktywności fajnopolackich botów, zmasowanego zgłaszania niewygodnych treści lub wprost łaszenia się do big techów, by wprowadziły „weryfikację wieku” (ergo tożsamości) i cenzurę prewencyjną.
Wreszcie państwo ma stworzyć urzędy, przepisy i procedury od ustalania, co wolno mówić.
Wszystko zgodnie z najlepszymi standardami wyjmowania myślozbrodniarzy spod prawa – od propalestyńskich dziennikarzy skazywanych na niebyt bez procesu, poprzez domniemanie winy wprowadzane przez klasę Epsteina pod pretekstem „ochrony dzieci”, po zamykanie staruszków protestujących przeciwko ludobójstwu.
Klasa panująca chce, byśmy się bali. Zasługuje tylko na to, by ją obśmiać i wywieźć na śmietnik historii. Robimy to w artykule wstępnym czwartego numeru naszej gazety – Rewolucji. Treść artykułu publikujemy poniżej.
Precz z polską dezinformacją!

Od paru miesięcy polski rząd coraz głośniej grzmi o potrzebie przeciwdziałania „rosyjskiej dezinformacji i propagandzie”. Rosyjskie drony, rosyjskie rakiety, rosyjskie statki, rosyjscy komentatorzy, rosyjscy dywersanci, rosyjskie ugrupowania polityczne, rosyjskie narracje, rosyjskie hasła – mamy znajdować się pod zmasowanym atakiem prowadzącym do destabilizacji i wojny. W ramach przeciwdziałania musimy zewrzeć szeregi, głośno ogłosić wsparcie dla Unii Europejskiej, NATO, polskich służb i polskiego rządu – oczywiście w imię wolności słowa. To nie nasza interpretacja – to słowa samego Donalda Tuska.
Dziwnym trafem dla rządu ta „rosyjska dezinformacja” pokrywa się z krytyką zastanego stanu rzeczy. Polacy strajkują, wzrost gospodarczy nie istnieje, prywatyzuje się kolejne segmenty usług publicznych, rośnie dług, ginie przemysł – to wszystko elementy „putinowskiej narracji”. Więcej jeszcze – jakiekolwiek złe słowo o naszych „sojusznikach” z zachodu to ruskie kłamstwa. W ramach tej Wielkiej Wojny Narracyjnej mamy nie krytykować Izraela za ludobójstwo w Gazie, nie krytykować Unii za wspieranie ludobójców w Sudanie, nie krytykować USA za atak na Wenezuelę i tym podobne. Tusk przejął w całości hasło francuskich żandarmów z maja 1968 r. – jesteś młody, więc zamknij mordę.
Istnieje pewne określenie na działania rządu, który zakazuje obywatelom powielać „obcych narracji” i traktuje każdą krytykę jako wpływ „zagranicznych aktorów”. Od dawna tę metodę stosuje np. Rosja, ale jest ona zawsze obecna w codziennym funkcjonowaniu absolutnie każdego bez wyjątku reżimu kapitalistycznego. To określenie – to propaganda i dezinformacja. Zwykle tę rolę odgrywają media – zarówno te publiczne, jak prywatne. W czasach kryzysu kapitalizmu jednak, jak widzimy dziś w Polsce, te zadania przejmuje rząd, policja, służby i wojsko – podstawowe elementy utrzymywania przemocą władzy burżuazji. I nie ma znaczenia, czy dane państwo akurat figuruje na liście ONZ jako „dyktatura” czy „wolny, demokratyczny kraj”.
Koniec końców właśnie o to w tym wszystkim chodzi – nie o zapobieżenie rosyjskiej dywersji (prawdziwej lub urojonej) ale zamknięcie ust wszystkim tym, którzy już dzisiaj jasno i wyraźnie widzą, że największym zagrożeniem dla polskiego robotnika jest polski i zagraniczny kapitalista. Ale tym się różni prasa rewolucyjna od kapitalistycznych szmatławców, że naszej rzeczywistości nie kreuje ten czy inny inwestor. Polskie media głównego nurtu dzielą się na te, które są zarządzane przez grupę Discovery i na te, które podlegają ambasadzie amerykańskiej. To tyle, jeśli chodzi o wolność słowa nad Wisłą.
Gazeta, którą trzymasz w ręku, jest pisana przez robotników i młodzież dla robotników i młodzieży. Obowiązkiem komunisty jest zawsze mówić prawdę i nie ulegać panicznej presji kapitalistów, żeby broń boże nie obrazić świętego przymierza z ludobójcami zza oceanu. Możecie sobie powtarzać bzdury o „rosyjskiej narracji” do woli, ale nie zmieni to rzeczywistości – że ten cały wasz ukochany kapitalistyczny system chwieje się w posadach, a my zamierzamy pomóc mu upaść i nigdy więcej nie powstać.
Pięć Przykazań Polskiej Propagandy
Nie ma w polityce nic lepszego, niż te rzadkie momenty, gdy politykom opadają maski i zmuszeni są publiczne deklarować swoje cele. Słowa o demokracji i wolności słowa to jedno, ale interes klasowy polskiej klasy rządzącej – to inna sprawa. Dlatego 20 listopada 2025 r. przejdzie do historii jako dzień, w którym Donald Tusk dokonał niemożliwego – i powiedział prawdę, wygłaszając swoje „pięć przykazań bezpiecznego państwa”. Jak nasi dobroczyńcy z Wiejskiej postanowili zadbać o nasze bezpieczeństwo?
- Po pierwsze: nie powtarzaj kłamstw rosyjskiej propagandy.
Czym mają być te kłamstwa? Czy jest kłamstwem stwierdzić, że w Polsce ludziom żyje się coraz gorzej? Rosyjską propagandą jest to wszystko, co rząd określi w ten sposób – nam pozostaje grzecznie podążać za przewodem naczelników państwa. Cóż szkodzi zaufać?
Według dziennikarzy Polsatu rosyjską propagandą jest na przykład twierdzenie, że w Polsce „bezprecedensowa inflacja spowodowała wzrost cen żywności, odzieży, chemii gospodarczej, usług i nieruchomości”. Z kolei Rzeczpospolita narzeka, że „Polacy nie wierzą w Polskę wśród najbogatszych państw świata”. Dlaczego? Bo brakuje edukacji, a Polacy… pamiętają gierkowską propagandę, więc tak im po prostu zostało.
„Makroekonomia pozostaje dla większości abstrakcyjną dziedziną, a Polacy częściej orientują się w bieżących cenach żywności czy wysokości rat kredytów niż w danych o PKB, zależnościach rynkowych, produktywności, itp.”.
Czy można wyrazić się jaśniej? Polacy powinni przestać wierzyć w rosyjską propagandę i zamiast zaglądać do swojego własnego pustego portfela, powinni docenić, że ich szef zarabia coraz więcej. Mówiąc wprost mamy zamknąć oczy na rzeczywistość i wierzyć w polską, kapitalistyczną propagandę.
- Po drugie: nie podważaj zaufania do polskiego wojska i polskich służb i nie przeszkadzaj im w działaniu.
A teraz zamieńmy „polskiego” na „rosyjskiego”, „chińskiego”, „północnokoreańskiego” lub „kubańskiego” – wówczas jest to obrzydliwy autorytaryzm. Ale pod biało-czerwoną flagą jest to, przeciwnie, walka z dyktaturą. Być może rząd powinien po prostu uchwalić, że jest najlepszym rządem na świecie i wszystko załatwione?
Ale pod tą żałosną przykrywką i wielowarstwową hipokryzją kryje się niebezpieczeństwo nie dla rosyjskich dywersantów, ale każdego strajkującego w Polsce pracownika. To nikt inny, jak polskie służby i policja zajmują się usuwaniem spod zakładów pracy tych, którzy decydują się walczyć o jak najdrobniejsze podwyżki i poprawę spadających warunków życia. Każdy, kto będzie chciał kontynuować strajk, z automatu ma się stać „rosyjskim dywersantem” – szczególnie, jeśli liberałowie przepchną zapowiadane ustawy o militaryzacji kolei i pokrycia polski infrastrukturą krytyczną. Podobnie z okupującymi uniwersytet studentami, z ruchem palestyńskim, z wszystkimi, którzy protestują przeciwko agresji na Wenezuelę, Iran, Kubę… cokolwiek tylko chcecie.
Ten postulat oznacza jedno – dajcie nam niezadowolonego robotnika, a znajdziemy na niego ideologiczny paragraf. Oto „demokracja” w praktyce – masz wykonywać wolę kapitalisty i nie narzekać, albo połamiemy ci ręce i wsadzimy do więzienia.
- Po trzecie: nie osłabiaj państwa i jego spójności sabotażem legislacyjnym, w tym współczesnym liberum veto. Rosja zawsze lubiła polskie liberum weto.
Rzecz jasna nie interesuje nas walka dwóch obozów polskiej burżuazji (ubranych odpowiednio w garnitur prezydenta i premiera) o to, kto będzie lepiej wyzyskiwał polską klasę pracującą. Ten śmieszny legislacyjny spór między elementami burżuazyjnego państwa stanowi wyłącznie zasłonę dymną dla prawdziwych interesów kapitalistów jako całości. Stare to, żałosne i nudne.
Ten postulat to jednak wezwanie do poszanowania dla kolejnego filaru państwowego aparatu represji – tak zwanego „wymiaru sprawiedliwości”. Być może po tym, jak aresztuje się strajkujących górników jako „rosyjskich dywersantów”, a następnie osądzi, to trzeba im jeszcze odebrać prawo odwołania się do sądu wyższej instancji?
Tusk mówi wprost – najpierw was spacyfikujemy, a potem odmówimy sprawiedliwości. Oczywiście w imię wolnych sądów.
- Po czwarte: nie podważaj jedności europejskiej. Bądź za silnym Zachodem, nie za Rosją.
W Rosji, oprócz komunistów i socjalistów, zamyka się do więzień każdego, kogo można podejrzewać o kontakty z „Zachodem”. Donald Tusk, jak widać, uczy się od swojego starszego i silniejszego kolegi, jak sprawnie zarządzać niepokojami społecznymi.
A gdyby tak, panie Tusk, być przeciwko Unii Europejskiej i przeciwko Rosji? Gdyby tak wskazywać, że „jedność europejska” to zwykła mrzonka, za którą stoją interesy wielkich monopoli – a dla nich polski robotnik stanowi najwyżej tanią siłę roboczą? Pan Tusk bardzo by chciał, żeby nie mówić głośno o zbrodniach Unii Europejskiej, jej imperialistycznym charakterze, jej plądrowaniu polskiego przemysłu. Dla komunistów oznacza to jedno – będziemy o tym mówić jeszcze głośniej, jeszcze dosadniej i jeszcze śmielej. Unia Europejska musi zostać zniszczona i zostanie zniszczona – rękoma europejskich robotników.
„Jedność europejska” może zaistnieć wyłącznie jako braterstwo w walce całego europejskiego proletariatu przeciwko UE i własnym kapitalistom. Rewolucyjna Międzynarodówka Komunistyczna, której jesteśmy częścią, rzeczywiście łączy Europejczyków we wspólnej walce przeciwko imperializmowi. Takiej jedności nigdy nie odpuścimy.
- Po piąte: stój po stronie Ukrainy w jej wojnie z Rosją bez żadnego „ale”.
Ależ panie Tusk, my to właśnie robimy! Stoimy jednoznacznie po stronie Ukrainy, która ma prawo wykopać na zbity pysk swój rząd, swoich skorumpowanych polityków i oligarchów. Stoimy po stronie Ukrainy, która coraz śmielej stawia opór bandytom w mundurach ukraińskiej armii, porywających z ulic młodych mężczyzn. Stoimy po stronie Ukrainy, która chce pokoju, a nie dalszego rozlewu krwi tylko po to, żeby Waszyngton, Warszawa, Londyn i Paryż notowały skoki akcji spekulantów zbrojeniowych.
Ale nam się wydaje, że Tusk ma tu na myśli tylko tych Ukraińców, którzy nie powielają „rosyjskiej narracji”. Drogi Panie Premierze, my nie stoimy po stronie naszych własnych kapitalistów, dlaczego mielibyśmy więc wspierać tych obcych? Co więcej – przez ostatni rok odsetek Ukraińców, którzy uważają członkostwo w NATO za najlepszy gwarant bezpieczeństwa, spadł z 55 do 38%. Badanie wykonało kijowskie Centrum im. Razumkowa. Czekamy na oburzone głosy o tym, że sami Ukraińcy padają masowo ofiarą ruskiej propagandy i nie chcą umierać za czyjeś zyski. Za jakiś czas może się okazać, że na ruską propagandę odporny jest wyłącznie sam Tusk i jego klika.
Bajka o rakietach, dronach, gazociągach i kolei
Przypomnijmy fakty. W 2022 r. w Przewodowie dwie osoby giną od ataku, jak utrzymywał rząd PiS-u, „rosyjskiej rakiety”. Nie minęło kilka dni, by okazało się, że rakieta jest ukraińska. Jaka szkoda, że z pogrzebu ofiar nie można było zrobić szopki politycznej.
We wrześniu 2025 r. Polska stała się celem „zmasowanego ataku dronów”, a ramach którego Putin okrutnie zdemolował dom w Wyrykach-Woli. Po paru dniach okazało się, że o zboczeniu dronów ze swojego kursu Polska dowiedziała się od Białorusi, ale postanowiła nie reagować. Rosyjski dron natomiast okazał się polską rakietą, która „zboczyła z kursu” i wbiła się w ścianę domu.
Oba te incydenty nie przeszkodziły w rządowej nagonce. Ba! Każdy, kto śmiał wówczas kwestionować oficjalną linię rządu, był z automatu traktowany jak dywersant. Pytanie, czy do tych dywersantów zaliczają się eksperci z polskich ministerstw, którzy byli zmuszeni przyznać, że to jednak nie Rosjanie?
Po tej genialnej taktyce Putina, który burzy polskie domy polskimi pociskami wystrzelonymi przez polskie myśliwce, przyszedł czas na kolej. Bohaterskiego śledztwa dziennikarskiego dokonała Gazeta Wyborcza, dowodząc, że Rosjanie płacili za „wykolejenie pociągu z transportem wojskowym”, a także propagowanie „haseł antynatowskich”. To tego drugiego się przyznajemy, ale niestety nadal czekamy na przelew z Kremla… jaka jest jednak prawda?
Ta cała histeria odnosi się do wydarzeń z listopada, kiedy to Rosjanie mieli dokonać bezprecedensowego aktu barbarzyństwa, wyginając parę centymetrów torów na trasie z Warszawy do Lublina. A więc mamy to – grupa Rosjan planuje wykoleić wojskowy transport! Niestety okazało się, że złapano paru Ukraińców (oczywiście to tylko element wielkiej gry wielkiego stratega Putina, jeśli wierzyć polskim mediom), a w sprawie samego uszkodzenia nikt nie potrafił jednoznacznie wykazać, że był to rzeczywiście zaplanowany akt dywersji. Nie przeszkodziło to jednak służbom wydać publicznego oświadczenia, które sprowadzało się do wezwania Polaków do zgłaszania służbom każdego, kto akurat podróżuje pociągiem, a „wygląda podejrzanie”. W Poznaniu w ramach tej chwalebnej operacji ubrani w śmieszne mundurki chłopcy z WOT-u szykanowali śpiących na dworcu bezdomnych. Jak wiadomo bieda, bezrobocie i bezdomność to też elementy „wojny hybrydowej”, a ofiary polskiego kapitalizmu to tak naprawdę aktorzy z Moskwy i Petersburga.
Polskim mediom i rządowi umknął jeden mały szczegół. Otóż przed świętami czeski przewoźnik, który miał odbudować zapóźnioną polską kolej i wesprzeć postępującą prywatyzację – RegioJet – postanowił bez słowa wytłumaczenia odwołać połączenia. W efekcie w najbardziej obłożonym momencie roku polska kolej straciła ponad 250 tys. miejsc w pociągach. Ale czymże jest ten mały szczegół w porównaniu z wyimaginowanym wybuchem na torach i paroma minutami opóźnienia!
Spójrzmy prawdzie w oczy. W Polsce jak najbardziej istnieje dywersja i sabotaż. Zajmują się nim na co dzień kapitaliści, którzy ramię w ramię z rządem prywatyzują i niszczą kolej, pocztę, szpitale, zamykają porodówki i zakłady, likwidują połączenia podmiejskich autobusów, demolują akademiki i stołówki. To nie Rosjanie, ale kapitał polski, niemiecki, czeski, francuski i amerykański atakuje bezprecedensowo pracującą większość społeczeństwa. Nawet gdyby absolutnie wszystko, co za rządowymi głowami powtarzają polskie media o „ruskich” było prawdą, to Putin przy czeskich potentatach kolejowych wypada niezwykle blado.
Pamiętacie jeszcze lato i panikę, że Rosjanie biegają po całej Polsce z zapałkami, podpalając co popadnie, lub co najmniej wywołując suszę? Cóż, również teraz, przy styczniowych opadach śniegu, nasza polska propaganda nie mogła się obyć bez wskazywania na „ruskich”. Co tam zmiany klimatu, co tam rozpadająca się, rozkradana przez prywaciarzy infrastruktura, co tam korupcja i nieudolność polskiego państwa – Putin zsyła na Polskę powódź, pożary i gołoledź. Nawet w rosyjskiej propagandzie ten były przyjaciel Waszyngtonu i Warszawy nie wypada tak dobrze, jak w polskich mediach. To podziw, czy zazdrość, panowie Tusk i Sikorski?
Czy ABW i policja zajęły się właścicielami RegioJet? Czy zajęły się dywersją Ministerstwa Zdrowia, którego decyzją zamyka się porodówka w Lesku? Czy zajęły się właścicielami Valeo, którzy próbowali ominąć strajkujących robotników helikopterem? A może w imię ukochanego przez hipokrytów europejskich „prawa międzynarodowego” wydała Niemcom Ukraińca, który brał udział w sabotażu Nord Stream?
Nie. Nie jesteśmy w stanie wojny z Rosją. Jesteśmy w stanie wojny z klasą kapitalistów i to przeciw nim musimy się organizować. Polska nie potrzebuje Putina, żeby skutecznie uderzać w poziom życia Polaków. Polska sama skutecznie doprowadza każdego roku do bezsensownej śmierci tysięcy osób bez ogrzewania, leków, dostępu do ochrony zdrowia czy jedzenia.
Niżej upaść nie można
Polska propaganda nie zna żadnego umiaru i absolutnie każdą sytuację wykorzysta do własnych celów. Tak stało się w przypadku tragedii na Dolnym Śląsku, gdzie w grudniu z rąk 12-latki zginęła 11-latka. Ogromna tragedia, a może okazja do zastanowienia się nad stanem dziecięcej psychiatrii? Nic z tego. Polskie państwo postanowiło zrobić z tego wydarzenia Golgotę, na której na krzyżu zawisło truchło z napisem „ruska propaganda”.
Oto po ogłoszeniu w mediach wiadomości o tragedii paru geniuszy propagowało w internecie informację, że sprawczyni pochodzi z Ukrainy. Ta głupawa retoryka nie spadła z nieba – pracowali nad nią bardzo długo panowie Trzaskowski i Tusk, konsekwentnie hołdując zasadzie „dziel i rządź”. Ale to nie oni, a paru debili, którzy im uwierzyli, zostali wytropieni przez polską policję i mają odpowiadać przed sądem. Czy wypowiedzi Trzaskowskiego o tym, że tylko pracujący Ukraińcy zasługują na pomoc, znajdą się w materiale dowodowym? Mocno w to wątpimy.
Za tymi głosami ma bowiem stać Rosja – i nie mówi o tym nikt inny, jak… Wojsko Polskie. Dobrze słyszycie – propagandowa tuba polskiej klasy panującej jest tak długa, że sięga nawet naszych dumnych „obrońców granic”, którzy nie potrafią najwyraźniej przyjąć do wiadomości ostrzeżeń Białorusinów przed dronami, ale potrafią za to rozpieprzyć w pył polski dom i odgrywać rolę rozjemcy w tym żałosnym tańcu na grobie niewinnego polskiego dziecka. Powiedzieć, że oto tragicznie zmarła 11-latka została poświęcona na ołtarzu polskiej racji stanu, to już na tym etapie nie jest metafora.
Kto wierzy Tuskowi i policji?
Źródłem natężonej polskiej dezinformacji nie jest zmasowany atak informacyjny Rosjan, lecz prosty fakt, że dotychczasowe straszaki nie działają, a w Polsce coraz wyraźniej widać ostateczny upadek mitu o „pokoju społecznym”, „złotym dziecku europejskiej gospodarki” i tym podobnych wynurzeń. Najlepszym dowodem jest to, że za każdym razem, gdy media grzmią o „rosyjskiej dezinformacji”, zdecydowana większość społeczeństwa zbywa to głośnym śmiechem. To z kolei generuje w medialnych pułkownikach kapitału paniczny strach – i wówczas do gry wchodzą służby, który z groźną miną tłumaczą, że albo będziemy wierzyć Tuskowi i Gazecie Wyborczej, albo zostaniemy oskarżeni o zdradę.
Mamy rząd, który wprawdzie szedł do wyborów z hasłami europejskiej integracji, wolnej aborcji i związków partnerskich na ustach, ale za jego plecami ukrywali się nie robotnicy, a deweloperzy i wielki kapitał. Trudno jest rządzić krajem w czasie kryzysu kapitalizmu, dlatego koalicja postanowiła bez ceregieli sięgnąć po demagogiczną broń z klasycznego arsenału prawicy i spadek poziomu życia tłumaczyć roszczeniowymi Ukraińcami i uchodźcami. Dziwicie się, medialne pieski, że Polacy nie lubią Ukraińców? Sprawdźcie najpierw, kto ich tego nauczył.
„Nie możemy popełniać błędu Zachodu, np. Szwecji czy Niemiec, gdzie opłacało się przyjeżdżać tylko po socjal” – oto Tusk wspierający postulat narodowego przegrywa Trzaskowskiego w sprawie ograniczenia 800+ dla Ukraińców, w efekcie uderzając w samotne ukraińskie matki. Sam Trzaskowski zabłysnął natomiast następującą wypowiedzią o odrzuceniu paktu migracyjnego UE: „my wam zapłacimy za tych 20 tysięcy, a wy nam zapłacicie za miliony Ukraińców”. Kosiniak-Kamysz ubolewał natomiast nad tym, że Ukraińcy w Polsce siedzą i pracują zamiast zdychać na froncie. Snuł wizje o tym, że polska policja i wojsko ma ich wyłapywać, wsadzać do transporterów wojskowych i wysyłać wprost na pola bitew w Donbasie. Oprócz tych niewybrednych wypowiedzi mamy cały szereg koalicyjnych klaunów, którzy w kraju, gdzie 5 milionów żyje w ubóstwie relatywnym, bredzą coś o „rozdawnictwie” i „roszczeniowości”.
Nasza europejska koalicja nie kryła się ze swoimi celami – chodzi o kasę, a jeśli Ukraińcy nie będą chcieli płacić za pobyt, to zapłaci UE albo wyślemy ich na front. Skoro liberałowie mówią językiem prawicy, zwalając winę za swój kryzys na barki cudzoziemców, to jak możemy się dziwić wzrostowi notowań Brauna i Konfederacji?
Długo polska klasa panująca pracowała na tę organiczną i zdrową nieufność. Mit o tym, że peerelowskie media były reżimowe, a od 1989 r. żyjemy w świecie wolności medialnej, upadł bardzo szybko. Ale widmo komunizmu wciąż krąży nad Wiejską do tego stopnia, że z okazji nowego roku Wojsko Polskie dostało prikaz przygotowania antykomunistycznej propagandówki. 5 stycznia Sztab Generalny WP ogłosił kampanię walki z „rokiem 1984”, wyrażając opinię, że przed Rosjanami i Polakami wciąż stoi zadanie pokonania w sobie pozostałości homo sovieticus. Co ciekawe, WP postanowiło przejąć z dobrodziejstwem inwentarza postmodernistyczną „teorię” historii. Posłuchajmy:
„Rosjanie mogą odzyskać wolność dopiero wówczas, gdy przezwyciężą wpływ Kremla we własnych umysłach. Państwo rosyjskie afirmuje dziś swoją tożsamość opartą na terrorze, a jego obywatele pozostają systematycznie poddawani propagandzie i dezinformacji.”
Poprawmy nieco naszych wojskowych filozofów militarnego idealizmu. Prawda jest zawsze konkretna, a postmodernistyczne brednie o „afirmowaniu narracji w umysłach” zostawmy akademickim nierobom.
Rosjanie i Polacy już dziś walczą przeciwko własnym rządom właśnie w sferze propagandy i dezinformacji, nie jako element walki duchowej, lecz zmagań z kapitalistyczną codziennością, którą propaganda rządowa stara się przedstawiać jako efekt działań obcych wywiadów. Co więcej, zarówno Rosjanie, jak i Polacy odzyskają wolność dopiero wówczas, gdy obalą system kapitalistyczny we własnym kraju jako element światowej rewolucji socjalistycznej. Każdy dzień i każda potyczka w ramach wojny klasowej zbliża nas do tego decydującego momentu. Pozostaje pytanie, czy ci, którzy dziś snują wizje o usunięciu Putina z Kremla zgodzą się na to, że usuną go zorganizowani w siłę polityczną robotnicy, którzy w tym samym momencie wygnają z własnego kraju wszystkich kapitalistów? Ekipie medialnej Wojska Polskiego przypominamy, że George Orwell napisał Rok 1984 jako krytykę kapitalizmu, nie komunizmu. Ale po co pozwolić faktom psuć dobre, patriotyczne kłamstwo.
To nie przypadek, że polski rząd czuje potrzebę atakowania marksizmu. Całość polskiej dezinformacji ma jeden cel – zapewnić, że robotnicy będą posłuszni, że nie będą strajkować, a młodzież zamiast walczyć o swoje będzie siedzieć cicho i najwyżej głosować, na kogo trzeba. Polska klasa panująca doskonale rozumie, że swoją żałosną propagandę musi również kierować przeciwko marksizmowi i komunizmowi – stąd delegalizacja Komunistycznej Partii Polski, stąd grożenie paluszkiem i ostrzeganie przed „sowietyzacją”, stąd też zachwyt dziennikarskich propagandystów nad atakiem USA na Wenezuelę.
Stąd też również do twojej skrzynki na listy trafił „Poradnik bezpieczeństwa”, który obok wątpliwych merytorycznie porad zawiera wezwanie do posłuszeństwa wobec kapitalistycznego pana. Słowo „dezinformacja” pojawia się już na pierwszej stronie, a potem jest jeszcze lepiej – najlepiej to w pełni zaufać rządowi i po prostu pójść do woja, by ku chwale ojczyzny zdechnąć w pierwszej dobie wyimaginowanej wojny. Jeśli nie – to przynajmniej musimy zgłaszać służbom „podejrzane zachowania”, takie jak graffiti czy robienie zdjęć, a wszystkie informacje mamy po prostu czerpać ze źródeł rządowych. My wolimy jednak czytać i tworzyć marksistowską prasę.
Bo koniec końców to właśnie marksizm ma potencjał, by zmienić świat – tym bardziej trzeba go teraz zohydzić. Ale szczerze mówiąc, drodzy cenzorzy – róbcie tak dalej! Im bardziej powiążecie swoją pustą propagandę, w którą nikt nie wierzy, z atakami na marksizm, tym bardziej w głowach pracującej większości będzie kiełkować potrzeba zbadania dla siebie tego „zakazanego owocu”.
Pięć przykazań Czerwonego Frontu
Tusk swoje powiedział. Teraz czas na nas.
- Po pierwsze – nie wierz w kłamstwa polskiej propagandy.
Polska, podobnie jak Europa i cały świat, bez żadnych wątpliwości znajduje się w głębokim kryzysie. Robotnicy i młodzież rozumieją to doskonale, dlatego rok 2025 przejdzie do historii jako rok najdłuższego do tej pory strajku w sektorze prywatnym III RP, rok okupacji uniwersytetów, rok odrzucenia tradycyjnych partii burżuazyjnych.
Wzrastające ceny podstawowych produktów, szczególnie żywności, są faktem, który można sprawdzić w danych GUS-u. Polacy nie są durną, niewyedukowaną masą, która nie chce zrozumieć, że ważniejsze od ich bezpośrednich doświadczeń z kapitalizmem są słupki, wskaźniki i wykresiki zysków dla najbogatszych. Wszyscy doskonale widzimy, że żyje nam się wszystkim coraz gorzej – a kapitalizm nie oferuje żadnej nadziei na poprawę sytuacji.
Kolej, ochrona zdrowia, usługi publiczne – to wszystko niszczy w imię interesów kapitalizmu polski rząd. Jeśli Rosjanie robią to samo, to Tusk może im najwyżej podziękować za pomoc.
- Po drugie – podważaj zaufanie do polskiego wojska i polskich służb oraz stawiaj im opór.
Polskie służby nie działają w interesie pracującej większości. Są podstawą władzy burżuazyjnego państwa – tej sformalizowanej przemocy klasowej – których celem jest bronić interesów bogatych przed biednymi.
Nie mamy żadnych podstaw, żeby ufać tym płatnym oddziałom kapitalistycznych bojówek. To właśnie polska policja bez mrugnięcia okiem pałowała, traktowała gazem i aresztowała strajkujące kobiety. To polska policja groziła interwencją na uniwersytetach. To polska policja próbowała rozpędzić strajkujących pod Jeremiasem robotników, żeby wpuścić na teren zakładu prywatnych pałkarzy najętych przez Littlera. To polska policja nieudolnie ściga w Polsce komunistów i socjalistów. To nasi towarzysze, aresztowani w czasie Strajku Kobiet, usłyszeli wprost, że policja nie może odpuścić, bo „dostała taki rozkaz z góry”. I nie ma znaczenia, czy ta „góra” akurat nosi nazwę PiS-u czy KO – koniec końców chodzi tylko o zabezpieczenie interesów polskiego kapitalizmu.
A polskie wojsko? Jego nieudolność jest już legendarna. Jedyne, do czego się nadają, to do szykanowania bezdomnych i strzelania do bezbronnych uchodźców na granicy. Wszystko inne – w tym obrona polskiej przestrzeni powietrznej przed latającym złomem – jest poza zasięgiem ich możliwości.
- Po trzecie – nie wierz w mit o państwie prawa i standardach prawa międzynarodowego.
Prawo nie służy ogółowi obywateli. Jest wyłącznie odbiciem istniejących stosunków klasowych, a celem „wymiaru sprawiedliwości” jest pilnować, by kapitalistyczny wyzysk nie był niepokojony niezadowoleniem społecznym.
Nie ma, nie było i nie może być „równości wobec prawa” w ramach kapitalizmu. Do więzienia nie trafiają kapitaliści po tym, jak masowo zwalniają setki i tysiące robotników, skazując ich wielokrotnie na biedę, wegetację i śmierć. Nie trafiają tam ministrowie, którzy pozwalają kobietom umierać w połogu, bo aborcja jest nielegalna, a porodówki zamykane. Nie trafiają tam spekulanci farmaceutyczni, którzy w ochronie swoich zysków niszczą dostępność leków albo windują ich ceny w górę. Nie trafiają tam deweloperzy, wywalający seniorów na bruk, bo budynek mieszkalny ma się stać nowoczesnym biurowcem. Nie trafiają sprawcy policyjnych morderstw.
Trafiają tam młodzi ludzie złapani z gramem marihuany albo na jeździe bez biletu bez możliwości zapłaty, trafiają tam ludzie, którzy stawiają opór eksmisjom i wywózkom, trafiają wszyscy ci, którzy ośmielą się podnieść rękę na święte prawo własności. A sądy zajmują się zapewnieniem, że wszystko to będzie służyć jako straszak – siedź cicho, albo to my zamkniemy ci mordę.
A prawo międzynarodowe? Spójrzcie na Gazę. Spójrzcie na Sudan. Spójrzcie na Iran, na Irak, na Afganistan. Spójrzcie na Wenezuelę (bohaterskie działanie amerykańskich obrońców wolności przeciwko dyktaturze) i Grenlandię (niebezpieczne próby pogwałcenia światowego porządku). Prawo międzynarodowe to prawo silniejszego do robienia wszystkiego, co mu się podoba. Ten cały płacz i buńczuczne oświadczenia w salach kongresowych ONZ to najwyżej nudnawa operetka hipokryzji.
- Po czwarte – krytykuj i obnażaj prawdziwą twarz Unii Europejskiej. Podstawową zasadą naszej walki z kapitalistami jest międzynarodowa solidarność wszystkich pracujących.
Unia Europejska jest unią imperialistów, unią starych mocarstw, które w czasie dwóch wojen światowych starały się utopić cały kontynent we krwi dla ratowania swoich zysków. Dziś starają się to robić z uśmiechem na ustach i pod gwieździstym sztandarem, ale cel jest taki sam – podporządkować sobie słabsze kraje europejskie i zrobić z nich rezerwuar siły roboczej dla większych gospodarek.
Nie inaczej jest z Polską. Polski robotnik ma pracować za grosze w fabryce półproduktów dla Niemiec, a jeśli się mu to nie podoba, to można go zwolnić, skusić zarobkami we Francji czy Irlandii i wykorzystywać na miejscu. A jeśli poza granicami UE pojawia się okazja do zabezpieczenia zysków, wówczas Unia Europejska razem z NATO będzie w imię „prawa międzynarodowego” niszczyć Jemen, Sudan, Irak i co tylko chcecie.
Dlatego walka z Unią Europejską to podstawa zrozumienia każdej klasowej potyczki w Polsce. Jeremias, Valeo, Kaufland – to spółki kapitału europejskiego. To kapitał europejski demontuje w Polsce przemysł wydobywczy – nie po to, by ratować klimat, ale żeby sprzedać tutaj niemiecką „zieloną” technologię, przy okazji zwalniając tysiące robotników. W przeciwnym wypadku UE nałoży sankcje, a polski rząd rozłoży ręce i każe je spłacać robotnikom.
Ani środki z KPO, ani dodatki na zbrojenia w postaci np. systemu SAFE nie są darowizną od dobrych przyjaciół z Brukseli. To pożyczki, które sprawiają, że Tusk ma wymówkę do dalszych cięć, podwyżek podatków i ataków na prawa pracownicze. Unia Europejska to bandyta, który przystawia europejskim robotnikom pistolet to głowy i bredzi coś o radości i polach elizejskich.
Ale nie będzie lepiej, gdy w ramach kapitalizmu po prostu z Unii wyjdziemy. Te mrzonki prawicowych oszołomów, które wyzyskiwacza mówiącego po francusku chcą zastąpić patriotycznym polskim kapitalistą, nie zmienią nic w poziomie życia robotnika. Z Unii Polska nie może po prostu wyjść – musi razem z robotnikami całego kontynentu spalić do fundamentów cały gmach tego imperialistycznego porządku i zastąpić go federacją socjalistycznych państw europejskich.
- Po piąte – stój po stronie klasy pracującej Ukrainy w walce z rosyjskim, ukraińskim i polskim kapitalizmem. Ksenofobia to narzędzie burżuazji.
Kto w Polsce najbardziej wspiera Ukraińców? Na pewno nie prawica, która razem z Tuskiem trzeszczy o „zabieraniu pracy” i „życiu na socjalu”. Na pewno nie lewica, która twardo stoi za świętym prawem Ukraińców do umierania za zachodni kapitał. Za Ukraińcami stoimy my – te straszne ruskie onuce, ci obrzydliwi komuniści, którzy mówią wprost – to nie nasza wojna, to nie jest też wojna ukraińskich i rosyjskich robotników. To, co dzieje się na Ukrainie, to imperialistyczna rzeź, w ramach której USA, UE i Polska są tak samo zbrukane krwią, jak Rosja. Każdy polski podżegacz wojenny niech wyśle na front własnych synów i córki – zobaczycie, jak szybko z machających szabelką husarzy te obłudne żmije zamienią się w zagorzałych zwolenników pacyfizmu.
Walczymy o to, by Ukraińcy mogli rzeczywiście decydować o losie własnego państwa, urzeczywistnić prawdziwą demokrację – opartą na radach robotniczych i masowym ruchu klasy pracującej, a nie na fasadzie demokracji burżuazyjnej, w której oligarchów i skorumpowanych bandytów w Kijowie nie stać nawet na wyborczą szopkę.
To nie Rosjanie ani Ukraińcy są wrogiem polskiej klasy pracującej. Przeciwnie, wspólny front polskiego i każdego zagranicznego robotnika przeciwko polskim kapitalistom tylko wzmocni pozycję klasy pracującej. Jeśli nasz kapitalista grozi, że ma na nasze miejsce kilkudziesięciu Ukraińców, to naszym zadaniem jest tych ludzi zorganizować w jeden potężny taran przeciwko kapitalistycznym pasożytom. Jeśli kapitaliści świadomie obniżają nasze płace, bo mają dostęp do taniej siły roboczej z zagranicy, to powiemy im – dobrze, płaćcie nam wszystkim jeszcze więcej, albo nie znajdziecie absolutnie żadnych rąk do pracy.
Każdy rodzaj ideologii, który w imię rasy, narodu, religii czy czegokolwiek innego osłabia wspólne działania robotników, jest wrogiem każdego pracującego. Wspieramy Ukrainę w prawie do obalenia własnego rządu, wspieramy Ukraińców w Polsce w prawie do strajku i walki, ramię w ramię z polskimi robotnikami, o lepsze warunki życia. O tej solidarności nie śniło się nawet wszystkim rządowym bucom, bredzącym o „kategorycznym wspieraniu Ukrainy”. Zobaczymy, ile warte są te wasze hasełka, gdy rozbijemy wasze ksenofobiczne zygzaki i wspólnie wystąpimy przeciwko całemu waszemu porządkowi.
Czytaj i twórz niezależną prasę rewolucyjną!

Polska młodzież i klasa pracująca już dzisiaj najwyżej śmiechem zbywa lejące się z kapitalistycznych gazet, telewizji i mediów społecznościowych kłamstwa. Ale nie wystarczy się z czymś nie zgadzać, czegoś odrzucić – musimy przeciwstawić się tej nagonce w sposób pozytywny. Dlatego właśnie wydajemy naszą gazetę.
Powyższe postulaty, w przeciwieństwie do przykazań Tuska, nie są czymś, co zamierzamy na kimkolwiek wymuszać. Przeciwnie – to my, komuniści, stawiamy na otwartą dyskusję i nie czujemy potrzeby zamykania nikomu ust. Problem w tym, że dziś głos pracującej większości nie wybrzmiewa absolutnie nigdzie. Demokracja to system, w którym wszystkie filary przemysłu informacyjnego są skupione w rękach bogatej mniejszości.
Rewolucja chce być głosem tych, którzy głosu nie mają. Jest niezależną gazetą, której celem nie jest tak przeinaczyć fakty, żeby zabezpieczyć interesy bogaczy – my zamierzamy naświetlić całą prawdę tak, żeby miliarderzy w każdym momencie czuli na plecach oddech wyzyskiwanych robotników i rewolucyjnej młodzieży.
Gazeta, którą trzymasz w ręku (czyli 4. wydanie naszej Rewolucji – przyp. red.), jest niepoprawna politycznie. To, co piszemy, nie podoba się całej klasie politycznej Polski – próbował nas atakować Nawrocki, próbowali zamknąć nam usta nawet topowi działacze Partii Razem i tak zwani „wolnościowi” anarchiści. Nie boimy się tego. Dalej będziemy pisać i głośno mówić o tym, o czym oni milczą i o czym nie chcą słyszeć.
Czekamy też na twoje przemyślenia i doświadczenia codziennego bytowania w barbarzyńskim systemie kapitalistycznym. Masz dość swojego szefa? Nie możesz już wytrzymać? Nie stać cię na mieszkanie? Twój uniwersytet okazał się biurokratycznym molochem, a nie miejscem wolnej dyskusji i zdobywania wiedzy? Napisz o tym do nas na: redakcja @czerwonyfront.org
A przede wszystkim – dołącz do Czerwonego Frontu i pomóż nam budować siłę, która nie będzie próbować naprawiać ten zgniły system kapitalistyczny, ale będzie w stanie go raz na zawsze pokonać.
Rewolucję możesz nabyć bezpośrednio od naszych towarzyszy! Szukaj nas na demonstracjach, protestach, spotkaniach otwartych i innych wydarzeniach w Twojej okolicy, lub skontaktuj się z nami przez platformy społecznościowe.