
Brudów Nawarstwianie na Euromajdanie
W swojej niemal nieskończonej wenie twórczej, pisarze różnej maści tworzyli zapierające dech w piersiach wstępy do swoich powieści, wierszy czy książek naukowych. Pewnie każdy Polak zna słowa otwierające Pana Tadeusza – „Litwo, Ojczyzno Moja”, czy też wie, jak zaczyna się Balladyna. Początek jest tą magiczną częścią szerszego tekstu, która przykuwa uwagę czytelnika do tekstu i pozwala mu się w niego zagłębić. Jak wiele jest sposobów na rozpoczęcie artykułu, myślę, że najlepszym z nich będzie prosty żart:
„Do baru wchodzi: faszysta, liberał i socjaldemokrata
A to dopiero pierwszy klient.”
Ciężko bowiem o lepszy sposób na zobrazowanie tego niesmacznego paradoksu. Są to (zazwyczaj) trzy różne osoby, jednak kiedy na nocnym niebie ukarze się świetlny sygnał ze znakiem dolara, zamiast nietoperza, wszyscy oni, niczym jeden mąż odpowiedzą na to wezwanie. Przewodnie motto każdej osoby z tego tria zdaje się brzmieć: Kiedy kapitał wzywa, moim honorem jest walka, przy czym pozostałe składowe ich ideologii i linii politycznych to w najlepszym razie czysta kosmetyka. Nic tak nie obrazuje tego faktu, jak wydarzenia na Ukrainie z okresu Euromajdanu.
Rok 2014 był dla Ukrainy niezwykle obfity w wydarzenia polityczne. Obrodziły one jak grzyby po deszczu; niestety, większość z nich okazała się równie dobra dla zwykłego człowieka, co muchomor sromotnikowy. Nie było bowiem momentu, w którym ofensywa na dobrobyt i bezpieczeństwo ukraińskiej klasy robotniczej chociaż na chwilę przystałaby.
By jednak nakreślić skalę bestialstwa, na jakie klasa rządząca dopuściła się wobec klasy robotniczej w czasie Euromajdanu i po nim, potrzebne jest wpierw wyjaśnienie czym tak właściwie jest to zjawisko.
Euromajdan był zakrojonym na szeroką skalę ruchem politycznym w Ukrainie, który rozpoczął się 21 listopada 2013 roku. Tamtego dnia piastujący urząd prezydenta Wiktor Janukowycz zdecydował się nie podpisać umowy handlowej z Unią Europejską, przez co zaskarbił sobie nieprzychylność sporej części Ukraińców. Sprzeciw wobec tego wyboru był tak ogromny, że dnia 30 listopada niemal cały Plac Niepodległości w Kijowie zebrał się liczący dziesiątki tysięcy tłum protestujących. W odpowiedzi na obywatelską niesubordynację, Janukowycz zdecydował się wysłać specjalną jednostkę milicji zwaną „Berkut” przeciwko zebranemu na placu tłumowi. Próba stłumienia demonstracji jednak nie była skuteczna i w odpowiedzi na rządową agresję, Ukraińcy w innych miastach wyszli na ulicę.
Demonstracje osiągnęły swoje apogeum dnia pierwszego grudnia tego samego roku. Blisko 800 tysięcy Ukraińców, głównie na zachodzie kraju, opuściło ciepło domowego ogniska, by wbrew wszelkim przeciwnościom wyrazić swoją dezaprobatę wobec reżimu Janukowycza. Bohaterska walka trwała do końcówki lutego roku 2014, kiedy lider dotychczas rządzącej Partii Regionów, pod naciskiem presji publicznej, rozkazał oddziałom Berkutu opuścić ulice wszystkich ukraińskich miast i zezwolił na przeprowadzenie głosowania na urząd prezydenta, samemu jednocześnie opuszczając granice państwa. Dnia 22. lutego rząd powołał Ołeksandra Turczynowa na urząd prezydenta naddunajskiej republiki, który później, dnia 7. czerwca został zastąpiony Petrem Poroszenko.
Tamtego dnia Ukraina odniosła niebywały sukces. Z obywateli, bowiem, zrzucono jarzmo politycznej niewoli, a żelazna pięść Janukowycza, która dotychczas odcinała im dopływ tlenu, musiała poluzować swój uchwyt. Tyrania prorosyjskiej marionetki dobiegła końca, a na terenie całego kraju rozniosła się echem Oda do Radości. Demokracja i wolność raz jeszcze zatriumfowały – tym razem u wschodnich sąsiadów Polski.
Tak przynajmniej twierdzi liberalna narracja. A co na to prawda?
Święta Trójca Kapitału – Liberałowie
„Święta, na tym świętym progu
Staje nasz natchniony chór”
Tak właśnie brzmi pierwsza zwrotka hymnu Unii Europejskiej. Zaiste, wielki i potężny jest chór tego europejskiego przymierza. Pytanie jednak brzmi: kto w nim śpiewa, a kto – dyryguje.
Nie jest tajemnicą, że jednymi z największych zwolenników Unii Europejskiej, z racji „wartości”, które one reprezentuje są właśnie liberałowie. Na Ukrainie, to właśnie ta grupa ideologiczna była właśnie w awangardzie Euromajdanu, orędując wprowadzenie „Europejskich norm” w swoim kraju. Wielu liberałów, takich jak chociażby Julia Tomaszenko, pragnęło bliższej integracji z Europą oraz, co ważniejsze, z jej rynkami.
Dlatego właśnie kwestią życia i śmierci dla nich było podpisanie przez Ukrainę umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Podpisanie tej umowy praktycznie całkowicie zintegrowałoby Ukrainę z UE oraz jej gospodarką. Umowa ta została przygotowana już w 2009, a jej podpisanie miało się odbyć w roku 2010, jednak do tego obrotu wydarzeń nie doszło z racji zwycięstwa Wiktora Janukowycza i jego partii w wyborach.
Nie było to na rękę wielu pro-zachodnim politykom na Ukrainie. Dlatego właśnie odegrali oni kluczową rolę w walce przeciwko rządom pro-rosyjskiego prezydenta. Jakie jednak były postanowienia tej umowy, że wydawała się ona tak atrakcyjna dla zwolenników wolności gospodarczej. Oto kilka z nich (https://web.archive.org/web/20140423094704/http://eeas.europa.eu/images/top_stories/140912_eu-ukraine-associatin-agreement-quick_guide.pdf):
– Włączenie Ukrainy do tzw. DCFTA (Deep and Comprehensive Trade Area) – specjalnej strefy ekonomicznej, która zwalniała państwa członkowskie z ceł, nałożonych na towary zarówno importowe, jak i eksportowe. W praktyce oznaczało to wystawienie ukraińskiego przemysłu na walkę z zachodnią konkurencją na równych zasadach. Wg. Umowy zawartej w 2014 roku, rezultatem zdjęcia ceł powinno być zwiększenie się jakości produktów oferowanych na ukraińskim rynku, polepszenie jakości oferowanych usług oraz gotowość Ukrainy na współzawodnictwo na rynku międzynarodowym.
– Znacznie zwiększenie liczby wydawanych wiz umożliwiających Ukraińcom podróż do innych krajów UE, w tym także podróż w celach zarobkowych.
– Kooperację w sprawach: ochrony środowiska, energii, transportu, ochrony, małych, średnich oraz dużych przedsiębiorstw, równych praw, ochrony konsumenta, edukacji, kultury, wydobycia zasobów, rybołówstwa, zdrowia publicznego, turystyki, technologii itp.
– Zbliżenie systemu prawnego Ukrainy do tego obowiązującego w innych państwach europejskich.
Ale to nie wszystko. Współpraca z Unią Europejską wiązała się jeszcze z kilkoma innymi, niezwykle ważnymi działaniami stricte ekonomicznymi. Głównym z nich było wzięcie kredytów z International Monetary Fund na ok. 17 miliardów dolarów. Zaakceptowanie tych zadłużeń, jednak, obligowało Ukrainę do wprowadzenia polityki „zaciskania pasa” (na biodrach klasy robotniczej, rzecz jasna) na ogromną skalę. W ramach programu IMF, Ukraina zobowiązała się (https://www.imf.org/en/news/articles/2015/09/14/01/49/pr15107 oraz https://ukrainesolidaritycampaign.org/2017/02/01/ukraines-new-labour-code-an-attack-on-workers-rights/):
– uwolnić ceny gazu oraz innych dóbr konsumpcyjnych.
– zliberalizować prawo pracy oraz zamrozić płacę minimalną.
– wycofać wsparcie dla sektora publicznego (w tym wsparcie finansowe) oraz zaprzestać zatrudniania nowych pracowników w tym sektorze.
– zrestrukturyzować Naftogaz, największą publiczną firmę energetyczną na Ukrainie, by ta zaczęła konkurować z innymi przedsiębiorstwami na rynkowych zasadach.
– znieść ograniczenia na zakup ziemi uprawnej.
– zrekapitalizować ukraiński system bankowy.
– zaprzestać kontroli nad inflacją.
– wprowadzić szereg liberalizacji dla małych i średnich przedsiębiorstw, do których można chociażby zaliczyć dowolną zmianę warunków zatrudnienia z miesięcznym zawiadomieniem pracującej w danym miejscu załogi, możliwość zwolnienia pracownika za dowolne, nawet najmniejsze wykroczenie czy możliwość oferowania umów na czas określony, gdzie wcześniejszą obligacją było oferowanie umów na czas nieokreślony.
W końcu pozostaje jeszcze dyplomatyczna. Wejście do Unii Europejskiej wzmocniło faktycznie więzi z tą organizacją, jednak odbyło się to kosztem relacji z Rosją. Ta deterioracja objawiła się między innymi:
– znacznym spadkiem importu Rosyjskiego gazu przez Ukrainę. Szacuje się, że importowany przez Ukrainę gaz pochodził w 92% właśnie z Rosji; po utracie władzy przez Janukowycza i przejęciu przez Turczynowa, ten odsetek zmniejszył się do 75%. Pozostałe 25%, Ukraina zaczęła importować z innych krajów członkowskich UE (https://files.pca-cpa.org/pcadocs/ua-ru/04.%20UA%20Rejoinder%20Memorial/01.%20Exhibits/UA-38.pdf).
– Zerwaniem umowy handlowej z Gazpromem. Do utraty władzy przez Janukowycza, Naftogaz i Gazprom, państwowe spółki handlowe należące do kolejno Ukrainy i Rosji utrzymywały ścisłe relacje handlowe. Polegały one na sprzedaży gazu Naftogazowi przez Gazprom po zaniżonych cenach (ok. 200$ za 1000m^3) . Po zastąpieniu Janukowycza Turczynowem, sprzedaż gazu na preferencyjnych warunkach przez Gazprom dobiegła końca.
– Znacznym ochłodzeniem się Ukraińsko-Rosyjskich relacji. Rosja zaczęła uważać nowy reżim za pozbawiony prawowitości, w rezultacie czego oficjalnie zaaneksowała Półwysep Krymski dnia 18 marca 2014 roku, usprawiedliwiając aneks przeprowadzonym na terenie Krymu referendum.
– Rozpoczęciem wspierania separatystów ze wschodnich regionów Ukrainy przez Moskwę.
To były właśnie najważniejsze konsekwencje integracji Ukrainy z UE. „Same rarytasty” – zakrzyknie jeden liberał z drugim. I faktycznie, absolutnie wszystkie z wyżej wymienionych podpunktów niosły za sobą liczne benefity i okazały się nad wyraz korzystne dla Ukraińców. Nasuwa się jednak to jedno, zasadnicze pytanie: dla których?
Twierdzenie, że Ukraińcy ze sobą jakieś wspólne, interesy narodowe zakrawa o komedię, o której scenarzyści Świata Według Kiepskich mogliby robić notatki. Każdy naród podzielony jest na klasy społeczne, na wyzyskujących, żyjących z cudzej pracy oraz wyzyskiwanych, którzy muszą przyzwalać na regularną grabież ze strony wyzyskujących, gdyż inaczej nie będą w stanie się utrzymać. Innymi słowy, każdy naród podzielony jest na kapitalistów oraz pracujących dla nich robotników. W przypadku Ukrainy, każda z tych grup doświadczyła umowy z UE na swój własny sposób.
Co dla kapitalistów oznaczało wejście do Unii Europejskiej? Wymuszona przez IMF polityka zaciskania pasa okazała się dla nich kopalnią złota. W oświadczeniu podanym przez akcjonariuszy firmy Roshen, będącej własnością nikogo innego, aniżeli samego byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, zyski firmy doświadczyły dziewięciokrotnego wzrostu względem roku 2013 (https://www.kyivpost.com/post/10862).
W jaki sposób firma ta zdołała osiągnąć takie zyski i to pomimo znacznego spadku produktywności (z racji zamknięcia wielu oddziałów na terytorium Rosji, jak np. w Lipecku)? Odpowiedź jest bardzo prosta: na pracy. Szereg anty-pracowniczych reform, które przeprowadzili Ukraińscy oligarchowie, by przypodobać się swoim suwerenom z IMF położyła Ukraińskiego pracownika w tragicznej pozycji.
Liberalizacja cen skutkowała ich znaczniejszym podniesieniem oraz inflacją ukraińskiej hrywny (z ok. 8hr za dolara w roku 2013 do ok. 15hr za dolara w roku 2014), a kredyt z IMF oraz nałożony na Ukrainę program restrukturyzacji zabronił rządowi ingerencji w mechanizmy rynkowe. Także robotnicy nie mogli domagać się ani kontroli cen, ani zwiększenia swoich pensji w stopniu adekwatnym do inflacji. Mogli tylko siedzieć z założonymi rękoma i patrzeć, jak ich ciężko zarobione pieniądze są wysysane przez kapitał.
Ale to nie wszystko. Dochodzi jeszcze kwestia walki ze zorganizowaną pracą. Z racji znacznej liberalizacji prawa pracy, znacznie łatwej było dokonać zwolnienia pracownika. Reforma w 2014 roku, upoważniała przedsiębiorce do zwolnienia pracownika z racji czegoś takiego, jak „niezadowalające wyniki w pracy”, przy czym „zadowolenie” pozostawiono nikomu innemu, jak samym przedsiębiorcom do zdefiniowania. Ekstremalnie łatwo było przy czymś takim zwolnić pracowników walczących o swoje prawa, lub zastraszyć ich i zniechęcić do dalszej walki. Według raportu opublikowanego przez Central European Labour Studies Institute liczba osób zrzeszonych w Federacji Związków Zawodowych Ukrainy w 2012 roku wynosiła ponad 7 milionów, podczas gdy w roku 2015 wynosiła już ona tylko 5 milionów. Drastycznego zmniejszenia doświadczyły również inne związki zawodowe i federacje tychże.
Oto pełna tabela (https://www.celsi.sk/media/research_reports/RR39.pdf):
| Związek Zawodowy | L. zrzeszonych w 2013 | L. zrzeszonych w 2015 |
| Trade Union of Railwaymen and Transport Construction Workers of Ukraine (TURU) | 735,242 | 478,699 |
| Confederation of Free Trade Unions of Ukraine (KVPU) | 181,600 | 150-220,00 |
| Association of Autonomous Trade Unions (AATUU) | 204,124 | ok. 150,000 |
| All-Ukrainian Trade Union and Trade Union Association „Unity” | 153,562 | 150,000 |
| Federation of TU of Workers of Small and Average Enterprises of Ukraine | ok. 150,000 | ok. 150,000 |
| Inne | 1,700,000 | 1,000,000 |
| Ogółem | 10,900,000 | 7,100,000 |
Praktycznie każdy większy związek zawodowy na Ukrainie doświadczył ogromnego eksodusu na przestrzeni tylko dwóch lat. Liberałowie spętali ręce klasie robotniczej i rzucili ją bezbronną na pastwę kapitalistów. Tak drastyczny spadek gotowych do walki robotników bezpośrednio przełożył się na drastyczny spadek jakości życia tej właśnie klasy społecznej.
Ale nieszczęść jeszcze nie koniec. W ramach polityki zaciskania pasa, ukraiński sektor publiczny doświadczył masowych zwolnień. Ok. 10% pracowników sektora publicznego zostało zwolnionych, a ich siła robocza została albo wchłonięta przez sektor prywatny, co było tą rzadziej wybieraną opcją, albo odstawiona na bok, by ci ludzie, już bezrobotni, mogli zasilić szeregi rezerwowej armii pracy, którą to pracodawcy mogli straszyć swoich pracowników.
Czym to wszystko skutkowało? Masywnym spadkiem płac realnych oraz innych form dochodu. Opublikowany w 2016 roku raport International Labour Organisation dowiódł, że poziom dochodu, którym dysponowało statystyczne domostwo na Ukrainie spadł o kolejno 8% względem roku 2013 w 2014 roku i 28% względem roku 2013 w roku 2015.
Wszystko to – osłabienie pozycji związków zawodowych, możliwość wywindowania cen do góry bez żadnych konsekwencji, masywne bezrobocie spowodowane prywatyzacją i masa innych – dało Czekoladowemu Królowi, Poroszence, tak gigantyczne zyski. A to tylko jeden z mniej interesujących przykładów. Znacznie ciekawsze rzeczy działy się w branży energetycznej, szczególnie w sektorze gazowym.
By zrozumieć, w co z Ukraińskimi robotnikami pogrywał sektor energetyczny od roku 2014, konieczne jest najpierw zrozumienie, w jaki sposób Ukraińcy byli zaopatrywani w gaz do tamtej pory. Według raportu przygotowanego przez Naftogaz w 2014, zdecydowana większość (ponieważ 60%) gazu dostarczanego Ukraińcom najpierw była skupywana od Gazpromu, a potem sprzedawana na lokalnym rynku. Masowy import gazu, połączony z lokalnym wydobyciem (blisko 80% wydobywanego przez Ukrainę gazu podchodziło właśnie od tego przedsiębiorstwa), gwarantował temu przedsiębiorstwu pozycję monopolisty na ukraińskim rynku energetycznym.
Sytuacja zmieniła się po dojściu pro-zachodniej kliki do władzy. W 2016, dwa lata po dojściu tej zgrai do władzy, za wydobycie gazu na Ukrainie Naftogaz odpowiadał już tylko w ok. 70%. Ta masywna próżnia natychmiast, albo i jeszcze szybciej została wypełniona przed przedsiębiorstwa komercyjne, takie jak np. Bursima Holdings. Krótko mówiąc, zatem, spora część wydobycia przeszła z rąk państwowych w ręce prywatne.
Ale to nie koniec niespodzianek. Zerwanie umowy z Gazpromem przez Ukrainę oraz uwolnienie cen spod rządowej kontroli miało katastrofalne skutki dla zwykłego Ukraińca. Cena gazu wzrosła z 200$ za 1000m^3 w 2013 do 268$ za 1000m^3 na początku, kończąc na 378$ za 1000m^3 pod koniec roku. Prawie dwustu procentowe przebicie.
Skorzystała na tym nie tylko burżuazja ukraińska, ale również burżuazja z innych części Europy. Od zakończenia Euromajdanu, na rynek ukraiński weszły takie europejskie przedsiębiorstwa, jak DuFuEnergyTrading (Szwajcarska Spółka), Trailstone (również ze Szwajcarii) czy Engie (spółka francuska). Dla prawie wszystkich z nich wejście na ukraiński rynek okazało się niezwykle zyskowne. Dla przykładu, francuskie Engie w 2013 odnotowało -12,339 mln. dolarów zysku netto, podczas gdy w 2014, jej zysk wyniósł ok. 3,243 mln. dolarów zysku. W dużej mierze za sprawą wejścia na Ukraiński rynek. (https://www.macrotrends.net/stocks/charts/ENGIY/engie–/net-income oraz https://www.agpu.org.ua/images/pdf/NIC.pdf)
A co na tym zyskali kapitaliści ukraińscy? Podobnie jak ich klasowi koledzy z zagranicy, ukraińscy burżuje również byli wyjątkowo radośni z powodu szalejących na terenie swojego kraju reform gospodarczych. Zmniejszenie się roli Naftogazu w wydobyciu surowca oraz uwolnienie cen spod rządowej kontroli było prawdziwą żyłą złota dla takich firm jak wcześniej wspomniana Bursima Holdings. Firma ta mająca praktycznie niewiele do powiedzenia na rynku energetycznym jeszcze w 2013 roku, w 2015 roku zdołała wydrapać sobie ok. 5% udziału na Ukraińskim rynku gazowym, by w 2017 zwiększyć swój udział do ok. 15% – wszystko kosztem Naftogazu. O ile Bursima nigdy nie podała, jak zyskowna była dla niej ta ekspansja, nie trzeba geniusza, by stwierdzić jedną rzecz: bardzo zyskowna. Ze skutecznością goniącego za ciepłą krwią rekina, Bursima była w stanie wywęszyć dla siebie niebywałą okazję na zysk i przejęcie sporej części ukraińskiego rynku gazowego. Dlatego już w 2014, jak podaje rosyjska gazeta Neftegaz, Bursima Holdings w samym tylko 2014 roku wybudowała 16 nowych odwiertów gazowych i obwieściła wszem i wobec budowę jeszcze większej ich liczby w nadchodzących latach (https://neftegaz.ru/news/dobycha/236828-burisma-holdings-proburila-16-gazovykh-skvazhin-v-ukraine-v-2014-g/ oraz https://www.agpu.org.ua/images/pdf/NIC.pdf oraz https://www.osw.waw.pl/en/publikacje/analyses/2016-02-03/ukraine-successful-diversification-gas-supply)
Na tych kilku przykładach widać było, co liberałowie zrobili dla klasy posiadaczy. Gdybym był poetą, powiedziałbym, że Złoty Trójkąt Zalśnił Nasączony Europejskim Olejem, ale jestem marksistą, więc powiem jedno: jedyną poezją było to, jak skutecznie i szybko dokonano grabieży na Ukraińskiej klasie robotniczej. Dosłownie każdy wprowadzony w życie pomysł liberałów był w najlepszym wypadku (który i tak zdarzał się ekstremalnie rzadko) neutralny, a w najgorszym – tragiczny w skutkach dla ukraińskich proletariuszy.
W 2014 do parlamentu ukraińskiego weszło wiele partii, z których trzy największe – Blok Petra Poroszenki, Samowystarczalność oraz Front Ludowy otwarcie określali swoje ideologie gospodarcze jako liberalne. Ci ludzie skończyli z wypchanymi portfelami i krwią na rękach. Szwindel dokonany na Ukraińcach nie był zorganizowany tylko przez liberałów. Banda ta miała wielu pomocników, dla których świętością było zorganizowanie raju dla kapitalistów kosztem piekła dla robotników.
Święta Trójca Kapitału – Socjaldemokraci i „umiarkowana lewica”
Mówienie o grabieży bez wspominania socjaldemokratów jest jak mówienie o rozbiorach I Rzeczpospolitej Obojga Narodów bez wspominania Konfederacji Targowickiej – karygodnie niepełne. Praktycznie od 1914 roku, kiedy socjaldemokraci poparli zorganizowanie rzezi na industrialną skalę na zwykłych robotnikach i chłopach swoich państw, ta ideologia polityczna była niezłomnym obrońcą i nierozłącznym kompanem kapitału finansowego. W 1919 roku na własnej skórze doświadczyli tego dwaj niezłomni marksiści – Róża Luksemburg i Karl Liebknecht. W 2014 zrobili to zwykli proletariusze na Ukrainie.
Jak już wcześniej zostało wspomniane, w 2014 do parlamentu ukraińskiego dostali się zajadli wrogowie klasy robotniczej. W tym zaszczytnym gronie naturalnie nie zabrakło miejsca dla socjaldemokratów skupionych w „lewicowej” partii zwanej Radykalną Partią Olecha Liszaka. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, partia ta zdobyła 22 miejsca w ukraińskim parlamencie – 21 miejsc więcej względem poprzednich wyborów do parlamentu w roku 2012. A jak ci waleczni lewicowcy odwdzięczyli się swoim wyborcom?
Na kilka sposobów. Jednym z nich było wejście z partią Petra Poroszenko w koalicję i zagłosowanie za prywatyzacją ukraińskiego przemysłu, zwolnieniami w sektorze publicznym oraz atakami na prawa klasy robotniczej. Ale, stosując często używany w reklamach zwrot: to jeszcze nie wszystko.
Jeszcze w tym samym roku, czując ogromnie napiętą sytuację polityczną, ukraiński rząd zdecydował się na masywną rozbudowę swojej infrastruktury mordu i rzezi, potocznie zwanej wojskiem. Wg. wcześniej wspomnianego raportu przygotowanego przez International Labour Organisation, od momentu przejęcia przez Poroszenkę władzy na Ukrainie, wydatki publiczne, mimo drastycznych prywatyzacji, zwolnień pracowników sektora publicznego oraz masy innych szemranych praktyk, wydatki publiczne tego państwa nie zmniejszyły się w ogóle, ponieważ znacznie zwiększono nakłady na armię oraz jej uzbrojenie, na wypadek potencjalnego konfliktu ze wschodnim sąsiadem Ukrainy. W myśl odwiecznego socjaldemokratycznego motta: czym jest dobrobyt i bezpieczeństwo klasy robotniczej wobec kilku martwych Rosjan, Partia Radykalna również ochoczo udzieliła swojego poparcia tej rozbudowanie apartu śmierci.
A tutaj mowa tylko o socjaldemokracji rodzimej. Socjaldemokracja zza granicy również odegrała swoją rolę w tym cyrku. Jedną z najważniejszych ról do odegrania miał nie kto inny, aniżeli były prezydent III Rzeczpospolitej, Aleksander Kwaśniewski.
Aleksander Kwaśniewski rozpoczął swoją karierę polityczną w Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, post-stalinowskiej marionetce ZSRR, natomiast po jej rozpadzie był członkiem takich ugrupowań jak Socjaldemokracja Rzeczypospolitej Polskiej oraz Sojusz Lewicy Demokratycznej. Człowiek praktycznie od samego początku swojej działalności mieni się lewicowcem, socjaldemokratą i przyjacielem ludu robotniczego. Czy jego słowa mają jakiekolwiek pokrycie w czynach?
Kluczowa rola, którą Aleksander Kwaśniewski odegrał w Euromajdanie oraz po nim udzielają jednogłośnej odpowiedzi: w żadnym wypadku. Między deklarowanymi wartościami, a działaniami istnieje ogromna przepaść. Jak w przypadku każdego szanującego się socjaldemokraty, zresztą.
W latach 2012-2013, Aleksander Kwaśniewski, wraz z Patem Coxem, pełnili funkcję wysłanników Unii Europejskiej. W tym okresie czasu były prezydent Polski udał się na 27 delegacji do naddunajskiego kraju. Jako oficjał tej organizacji, Aleksander Kwaśniewski miał kilka zadań, m. in (https://www.europarl.europa.eu/delegations/en/archives/9/d-ua/about/history):
– Prowadzenie rozmów mających na celu uwolnienie Julii Tymoszenko z aresztu.
– Monitorowanie sytuacji na Ukrainie.
– Pomoc Ukrainie w spełnieniu warunków wymaganych do podpisania umowy handlowej.
– Pełnienie roli mediacyjnej między Unią Europejską, liderami opozycji na Ukrainie oraz rządem Janukowycza.
Wyjątkowo zapracowany człowiek z tego Aleksandra. Na domiar złego, okrutny los postanowił obciążyć jego zmęczone barki jeszcze większą liczbą obowiązków. W styczniu 2014 roku, jeszcze przed ucieczką Janukowycza z kraju, z czystej dobroci serca Aleksander Kwaśniewski zgodził się dołączyć do rady dyrektorów wcześniej już wspomnianej Bursimy. Czy były prezydent został uczciwie wynagrodzony za swoją pracę? Tego nie wiadomo; w wywiadzie dla Gazety Wyborczej
(https://wyborcza.pl/7,75398,15957696,kwasniewski-wsrod-dyrektorow-spolki-gazowej-zwiazanej-z-bylym.html), Aleskander Kwaśniewski nie chwali się dochodami, które otrzymał od ukraińskiego molocha. Ukraiński moloch, z jednak chwalił się jego osiągnięciami, niczym rodzi dumy z przynoszącego dobre oceny ze szkoły dziecka. Jak podaje portal Interia Wydarzenia „Lista osiągnięć byłego prezydenta, które wymienia Burisma, jest długa.” (https://wydarzenia.interia.pl/tylko-w-interii/news-kwasniewski-dorabia-u-ukrainskiego-oligarchy-podatki-place-w,nId,1425999)
Tutaj należy zatrzymać się na chwilę i przeanalizować sytuację. Osoba mająca bezpośredni kontakt z przedstawicielami Unii Europejskiej oraz podległymi im i współpracującymi z nimi instytucjami finansowymi, członkami ukraińskiego parlamentu oraz liderami opozycji (którzy w głównej mierze potem zastąpili członków ukraińskiego parlamentu), krótko mówiąc, osoba, która miała bezpośredni i blisko kontakt z kowalami losu całego kraju, dostaje z miejsca praktycznie pozycję dyrektora w firmie, która w przeciągu dwóch tylko lat, od momentu przyjęcia jej, zdołała zagarnąć blisko jedną piątą całego rynku gazowego. Tylko ślepiec nie zauważyłby, co tutaj zaszło.
Wykorzystując swoje wpływy i kontakty, Kwaśniewski doskonale wiedział jakie na jakie reformy zdecyduje się ukraiński parlament i właśnie ta wiedza pozwoliła mu pełnić rolę doradcy znakomicie. W oparciu o tę wiedzę, Bursima mogła bez problemu dostosować swoją strategię biznesową do nadciągających warunków politycznych i gospodarczych. Przyjęcie Kwaśniewskiego okazało się dla ukraińskiej korporacji strzałem w dziesiątkę i iście wróżbiarskie zdolności byłego prezydenta były prawdziwą żyłą złota dla tego energetycznego tytana. Liczby nie kłamią; to właśnie w przeciągu tych pięciu lat, w trakcie których Kwaśniewski był w radzie dyrektorskiej doświadczyła bezprecedensowego wzrostu.
Podsumowując: Aleksander Kwaśniewski, który od początku swojej działalności politycznej mienił się lewicowcem, a po upadku PRL-u – socjaldemokratą, w kumoterstwie i porozumieniu z wielkim biznesem, głównie europejskim, jak i ukraińskim oraz reprezentującymi jego interesy elitami politycznymi, doprowadził do niebagatelnego rozrostu jednego z największych komercyjnych producentów gazu na Ukrainie i kilku, o ile nie kilkunastokrotnego, zwiększenia bogactwa jego posiadaczy i akcjonariuszy. Wszystko kosztem horroru, którego potem musiała doświadczyć ukraińska klasa robotnicza. Socjaldemokracja jest przyjacielem i obrońcą kapitału – pokazany powyżej przykład dobitnie to obrazuje.
Tak zażartego braterstwa można jednak śmiało szukać wśród szerszych kręgów tzw. „umiarkowanej lewicy”. Tutaj niech za przykład posłuży chociażby ród Bidenów i drugi najstarszy syn „Genocide Joe”, Hunter Biden. Będąc blisko spowinowacony z Partią Demokratów i posiadający w niej liczne kontakty za sprawą swojego ojca, Hunter był niezwykle łakomym kąskiem dla kapitału wszelkiej maści.
W zamian za lukratywną posadkę dyrektora oraz skromną pensję w wysokości $50.000 na miesiąc (za które nie odprowadzał podatków, tak swoją drogą), Hunter uruchomił sieć swoich kontaktów z zaczął lobbować na rzecz Bursimy w Departamencie Stanu Stanów Zjednoczonych. W jaki sposób?
Bursima miała ogromną chrapkę na rozpoczęcie projektu energetycznego (polegający m.in. na budowie rafinerii, odwiertów, elektrowni oraz innych obiektów generujących energię lub wydobywających surowce potrzebne do ich produkcji) na terenie Toskanii we Włoszech. Do rozpoczęcia tego przedsięwzięcia, jednak, potrzebna była zgoda prezydenta tego regionu, Ernico Rossi. Liczne złoża zastygłej magmy i innych zasobów geotermalnych znajdujące się na tym terenie stanowiłby dla Bursimy niezwykle potężny zastrzyk gotówki.
Interwencja Departamentu Stanu Stanów Zjednoczonych oraz innych oficjałów tego państwa byłaby kluczowa dla pozyskania tej zgody. Wybór Bidena na pośrednika między Departamentem Stanu Stanów Zjednoczonych, a Bursimą Holdings był rozsądnym posunięciem, zwłaszcza, że sekretarzem tego departamentu był wtedy związany z Partią Demokratyczną John Kerry.
W 2016 roku, młody Biden wysłał list do prezydenta Toskanii z prośbą o spotkanie. Ostatecznie jednak do tego spotkania nie doszło. Emisariusze Stanów Zjednoczonych we Włoszech nie zorganizowali spotkania, argumentując swoją decyzję swoimi obawami na temat tego, jak podejrzanie wyglądała cała ta sprawa. Wciąż jednak, wybór syna samego wice-prezydenta na stanowisko dyrektora miało w sobie ogromny potencjał, mimo faktu, że nie został on ostatecznie w tej osiągnięty.
(https://www.theguardian.com/us-news/article/2024/aug/14/hunter-biden-burisma-energy-company)
Gdzie jednak został osiągnięty była sama Ukraina. O ile przedsięwzięcie we Włoszech okazało się fiaskiem, tak projekt polityczny prowadzony przez przedsiębiorstwo energetyczne w naddunajskim kraju osiągnął bezprecedensowy sukces. Przedstawienie celów tego projektu, jednak, wymaga drobnego cofnięcia się w czasie, do roku 2012.
W tym właśnie roku prokurator generalny, Wiktor Pszonka wszczął śledztwo dotyczące korupcji i matactwa w Bursimie Holdings. Zjawiska te miały się objawiać na różne sposoby, począwszy od prania pieniędzy, a skończywszy na oszustwie podatkowym. Niestety, w 2014 Pszonka został jednogłośnie odsunięty od stanowiska. Zbyt wielu ukraińskich parlamentarzystów zagłosowało za jego usunięciem. Sam Pszonka zbiegł do Rosji jeszcze w 2014 roku, przyjmując tamtejsze obywatelstwo, a nowe władze Ukrainy wystosowały nakaz aresztowania skierowany przeciwko niemu.
W tym okresie świat ukraińskiej polityki okazał się pod jednym względem wręcz identyczny do naturalnego i zadość stało się jednej prawdzie. Ciało może i zniknie, ale smród będzie się utrzymywał. Wydalenie Pszonka w żaden sposób nie przyniosło Bursimie wytchnienia, ponieważ afera korupcyjna przeszła na początku 2015 roku w ręce następcy Pszonki, Wiktora Szokina.
Szokin przyglądał się sprawnie równie pieczołowicie, co jego poprzednik, co było wyjątkowo nie na rękę energetycznemu molochowi. W listopadzie 2015 roku Vadym Pozharski, członek zarządu Bursimy, poleciał na skargi do Huntera, a ten uruchomił swoją sieć kontaktów. Sam vice-prezydent stanów zjednoczonych, „Genocide Joe” zażądał od prezydenta Poroszenki, by Szokin został wydalony ze swojego stanowiska.
Dnia 6 listopada, Amos Hochstein, wysoko postawiony oficjał spotyka się z Hunterem Bidenem, a pięć dni potem – z jego ojcem. O ile temat tych spotkań pozostaje nieznany, nazbyt oczywistym jest, że ich gorące konwersacje dotyczyły przede wszystkim Bursimy oraz Szokina.
W wywiadzie z dnia 4 grudnia, następny dyrektor Bursimy oraz bliski współpracownik Huntera Bidena, Devon Archer, żartobliwie wspomina, że energetyczna magnateria z Mykołą Zloczewskim i Vadymem Pozharskim stale narzekali na „rządową presję” i z ochotą i gotowością profesjonalnego dżokeja ponaglali Huntera do przyspieszenia całego procesu (https://oversight.house.gov/wp-content/uploads/2023/08/Devon-Archer-Transcript.pdf). Ilość brudów zebranych przeciwko Bursimie musiała rozmiarem przewyższać Mount Everest, skoro zarządowi tej firmy aż tak się spieszyło.
Dnia 7 grudnia, sam Biden raczy zjawić się na Ukrainie i zarządać zwolnienia Szokina. Groził przy tym, że jeżeli jego żądania nie zostaną spełnione, Ukraina nie otrzyma kredytu z IMF-u (którego wysokość miała wynieść jeden miliard dolarów). Czyli podsumowując: partia polityczna, która uchodzi za „lewicową” otwarcie mówi, że doprowadzi do nieudzielenia toksycznego dla klasy robotniczej kredytu, jeśli najpierw kredytobiorca nie ochroni wielkiego kapitału przed odpowiedzialnością karną. Jeśli coś takiego uchodzi dziś za lewicę, do tego zaszczytnego grona możemy śmiało włączyć także Konfederację czy KKP.
Dnia 9 grudnia Joe Biden opuszcza Ukrainę z zapewnieniem od Poroszenki, że Szokin zostanie zwolniony. Poroszenko przed zadaniem ostatecznego ciosu, dnia 16 stycznia najpierw delikatnie, ale stanowczo zaproponował, by Szokin sam zrezygnował, ale widząc, że jego perswazja nie jest na tyle doszlifowana, zdecydował się podjąć ten ostateczny krok i dnia 29 marca, parlament z Czekoladowym Królem na czele usuwa dotychczasowego prokuratora generalnego ze swojego stanowiska. Radości wśród zachodniego i Ukraińskiego kapitału nie było końca.
O ile pertraktacje z Włochami nie zakończyły się pomyślnie, tak tutaj inwestycja w Huntera Bidena okazała się prawdziwym strzałem w dziesiątkę. Zloczewski, w geście podzięki za niestrudzony bój Huntera przeciwko sprawiedliwości, pozwolił sobie na wręczenie Bidenom, zarówno staremu, jak i młodemu, kilku prezentów. Szacuje się, że suma podarunków dla tej dwójki, łącznie z pensją, którą Hunter otrzymywał jako dyrektor Bursimy, przekraczała 6 milionów dolarów.
Jeśli ktoś miał do tej pory jakiekolwiek wątpliwości, po której stronie klasowego konfliktu stoją socjaldemokraci i „umiarkowana lewica”, te dwa powyższe przykłady powinny je doszczętnie rozwiać. Oto właśnie nierewolucyjna lewica par excellence – wylęgarnia korupcji i oportunizmu, które robią sobie ucztę na krwi i ciele klasy robotniczej. Marks i Engels napisali w Manifeście Komunistycznym, że „Historia wszelkiego społeczeństwa dotychczasowego jest historią walk klasowych”; żyjąc dziś, zapewne napisaliby: „Historia wszelkiej socjaldemokracji dotychczasowej jest historią zdrad klasowych”.
Teraz, skoro dwie głowy kapitalistycznej hydry zostały obnażone, przyszedł czas na jeszcze jedną – ostatnią i przy okazji najbardziej krwawą, bezwstydną i barbarzyńską. Kapitałowi finansowemu ochoczo służą liberałowie i socjaldemokraci, ale w szeregach jego armii jest jeszcze miejsce dla chłopców i dziewcząt ochoczo przywdziewających brunatne czy też czarne koszule. Podobnie jak liberałowie i socjaldemokraci, faszyści również dzielnie walczyli na Ukrainie o zyski bogatych pijawek.
Święta Trójca Kapitału – Faszyści
Wprowadzone przez rząd Poroszenki ustawy nie cieszyły się popularnością wśród Ukraińskiej klasy robotniczej. O ile ruch przeciwny reżimowi Janukowycza był ruchem masowym, w jego awangardzie znajdowali się liberałowie i drobnomieszczaństwo, całkowicie determinując klasowy charakter tego buntu. Nie był to ruch, którego celem było polepszenie bytu zwykłego człowieka, ale którego celem było utorowanie władzy dla pro-zachodniej kliki i sprzymierzonej z nią burżuazji. To właśnie ich interesy reprezentował Euromajdan, o czym ukraiński proletariat przekonał się na własnej skórze.
Naturalnie rzecz biorąc, ta pro-zachodnia klika, w miarę progresu swojej hekatomby przeciwko robotnikom, zaczęła tracić na popularności. Szczególną niechęć wzbudziło to we wschodnich częściach Ukrainy, takich jak Donbas czy Donieck. Te regiony były przeciwne pro-zachodniej klice z Poroszenkiem na czele jeszcze zanim doszło do obalenia rządów Janukowycza, ale działania liberałów były katalizatorem, który zmusił robotników do działania. W tamtych właśnie rejonach proletariat zaczął się organizować i walczyć przeciwko wyprowadzanej przez liberałów ofensywie wymierzonej w klasę pracującą. (https://marxist.com/theses-on-ukraine-imt-world-congress-2014.htm). Walki były na tyle zacięte, że kilka wschodnich obłastów, m.in. Donieck i Ługańsk zadeklarowało w maju odłączenie się od Ukrainy i powstanie swoich własnych republik ludowych, odwołując się przy tym otwarcie do tradycji i symbolik Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Powszechne wśród tamtejszych robotników było także mówienie o kolektywnej własności nad środkami produkcji, nacjonalizacji banków i kolektywizacji rolnictwa, co oczywiście spędzało sen z powiek wrogom ludu pracującego.
Ale przeciwników pro-zachodniego rządu nie brakowało również na zachodzie. W Odessie już od 26 stycznia rozpoczęły się masowe wystąpienia przeciwko Euromajdanowi, w skład których wchodzili przede wszystkim ludzie niechętni prywatyzacjom i polityce zaciskania pasa. Rozruchy te trwały przez kilka miesięcy i mimo że składały się głównie z Ukraińców, zachodnim mediom i liberałom nie przeszkadzało to okrzyknięcie ich mianem pro-rosyjskich prowokatorów.
Na reakcję nowo-powstałego rządu nie trzeba było długo czekać. Niemal natychmiast wysłali oni wojsko i policję, by ta krwawo stłumiła te rozruchy. Rząd rozpoczął wówczas swoją słynną Antyterrorystyczną Operację. Widać, że dla burżuazji brak możliwości na prywatyzację wszystkiego, na czym stoimy (a jeszcze pewnie też wszystkiego, czym oddychamy), równa jest prawdziwemu terrorowi.
Stało się wówczas coś niespotykanego i nie do wyobrażenia przez finansową magnaterię i ich sługusów. Wysłane przeciwko robotnikom siły pacyfikujące odmówiły rzezi na – głównie – nieuzbrojonych i spokojnych robotnikach. Co więcej, wysłane tam siły pacyfikujące zaczęły jawnie spoufalać się z ludźmi, których mieli spacyfikować. Był to bezsprzeczny znak, że anty-zachodnie
Widząc, że szansa na zachowanie władzy wymyka się spod kontroli, oligarchowie oraz liberałowie zwrócili się do swoich naturalnych sojuszników – faszystów. Do takowych można by chociaż zaliczyć skrajnie-prawicową partię Swoboda, finansowaną (według Janukowycza) przez Ihora Kołomyśkiego, bogacza blisko spowinowaconego z nikim innym, aniżeli Bursimą Holdings. Innymi, aczkolwiek mniej kluczowymi stowarzyszeniami były Patrioci Ukrainy, Prawy Sektor, Bractwo czy Samoobrona Majdanu – bandy otwarcie lub pośrednio odwołujące się do narodowego szowinizmu, nacjonalizmu i dziedzictwa faszystowskiego rzeźnika, Stefana Bandery.
Zwoławszy pod swój sztandar wystarczająco dużo siepaczy, rząd Ukrainy był gotowy ponowić swoją Antyterrorystyczną Operację, tym razem jednak składającą się z „patriotycznych ochotników”.
Ofensywa wyprowadzona przez faszystów była szybka i bolesna. Dokonali wielu ataków na działaczy oraz sympatyków Ukraińskiej Partii Komunistycznej, a także spustoszyli wiele ich biur i placówek. Wdali się w dziesiątki ataków przeciwko socjalistycznej organizacji Borotbie, ostatecznie zmuszając ich członków do zejścia do podziemi lub ucieczki z kraju, dokonali szereg ataków na związkowców oraz przeciwników Euromajdanu. Skala ich przemocy była ogromna.
Dwa zapoczątkowane przez faszystów wydarzenia o zdecydowanie największej wadze w kontekście Euromajdanu miały miejsce w Odessie oraz Kijowie.
Podobnie jak w innych miastach, pro-zachodni rząd w Kijowie nie cieszył się popularnością, a do konsolidacji swojej władzy potrzebował czasu oraz przestrzeni. Bojówki skrajnej prawicy dostarczyły im oba, otaczając szczelnie ukraiński parlament uzbrojonymi batalionami. Ciesząc się pełną ochroną, pro-zachodnia klika miała pełną rękę by umocnić swoją pozycję i powołać swoich ludzi na odpowiednie stanowiska. Tak stało się chociażby z Poroszenką, który został powołany na urząd prezydenta nie w drodze ogólnokrajowego głosowania, ale został wytypowany przez sejm. Ten sam, który finansował i korzystał z usług skrajnie-prawicowych morderców.
Drugim wydarzeniem było spacyfikowanie zamieszek w Odessie. Walki w tym mieście trwały kilka miesięcy i zakończyły się na korzyść prawicy, kiedy to faszystowskie bojówki obrzucały koktajlami mołotowa Główną Siedzibę Związków Zawodowych w Odessie, w której zabarykadowali się przeciwnicy pro-zachodniej kliki. Budynek spłonął, łącznie z ok. czterdziestoma ludźmi w środku. Później Julia Tymoszenko, ta sama, o której uwolnienie starał się socjaldemokrata Kwaśniewski, publicznie podziękowała pro-zachodnim mordercom. Jest wiele inwektyw, którymi można byłoby określić panią Tymoszenko, ale myślę, że zwykły potwór jest dostatecznie silne.
Oto właśnie faszyzm w całej swojej okazałości – nóż rzeźnicki kapitału, wyciągany zawsze wtedy, kiedy standardowe sposoby dyscyplinowania pracowników, tj. policja i wojsko nie mogą, lub nie chcą spełniać swoich zadań. Wtedy właśnie na scenę wchodzą rozwścieczone hordy siepaczy, niosące śmierć i pożogę wszędzie tam, gdzie pojawią się ich sztandary. Wraz z liberałami, socjaldemokracją i innymi „umiarkowanymi lewicowcami” stanowią oni broń dzierżoną przez finansową magnaterię. Jeśli na świecie ma zapanować pokój, nie można zapominać, jakie powiązania mają ze sobą te wszystkie grupy.
Lekcje z Ukrainy
Ukraina dobitnie pokazała, czym kończy się oraz z czym wiąże się dzika liberalizacja oraz liberalne urojenia. Jedynym ich beneficjentem jest klasa multimilionerów, a cenę za nie ponosi klasa robotnicza. Nie było przypadku w historii człowieka, w której wolność dla klasy pasożytniczej przełożyłaby się na dobrobyt ich ofiar. Jeśli ktoś zaczyna mówić, że należy powtórzyć to, co stało się na Ukrainie w 2014, jego celem nadrzędnym jest oglądanie, jak przeciętny robotnik zamarza w trakcie zimy z powodu braku gazu.
Liberałowie i ich patroni nie działają jednak sami. Do ich przymierza należą jeszcze socjaldemokraci, którzy rozbijają i paraliżują ruch robotniczy oraz faszyści, których kapitał spuszcza ze smyczy, kiedy wojsko i policja zawodzą. Tylko wiedząc, kim są jego wrogowie, proletariat może zacząć z nimi walczyć.
Dla Ukrainy rok 2014 był o ogromnym znaczeniu politycznym; nie tylko dla tego, że dokonano napaści na klasę robotniczą, ale również dla tego, przypomniał jej o potędze drzemiącej w solidarności i zorganizowaniu. Masywne rozruchy rozpoczęte przez zwykłych Ukraińców wystarczyły, by burżuazja zaczęła cierpieć od nieprzespanych nocy i to nawet pomimo jej parlamentarnych sukcesów. Robotnicy, zarówno na Ukrainie, jak i na reszcie globu powinni zrozumieć jedną lekcję; najgrubszą tarczę i najostrzejszy oręż mają w sobie nawzajem.