
Kolejne kraje ogarnia pożoga długo oczekiwanego przez nas buntu. Co zrozumiałe, spotykają się one z lawiną oszczerstw w mediach burżuazyjnych, a „demokratyczne” rządy, na czele z francuskim, włoskim i albańskim, pokazują, ile warty jest ich „demokratyzm”, gdy zagrożone jest to, co przysłania – wredną mordę dyktatury kapitału.
Masy nadrobiły lekcje świadomości politycznej ostatnich dwóch kryzysowych dekad. W dorosłe życie wchodzi młodzież, która nie zna nic poza ciągłą drożyzną, wojnami, długiem i nie zamierza tego znosić biernie ani kupować wyświechtanych reformistycznych frazesów.
Nie możemy wątpić, że i do Polski dotrą takie wybuchowe ruchy, na których czele dzielnie staje dziś pokolenie Z. W związku z tym publikujemy tłumaczenia dwóch artykułów ze strony Rewolucyjnej Międzynarodówki Komunistycznej.
Podsumowują one wielką mobilizację, jaka miała miejsce we Francji 17 października oraz rozwój sytuacji w Belgii, która pozostaje pod silnym wpływem wydarzeń za południowo-zachodnią granicą.
Inspirującej lektury!
Francja: mobilizacje 17 października postawiły rewolucję na porządku dziennym
[Pierwotnie opublikowano w języku francuskim na stronie marxiste.org]

Mobilizacja z 17 października stanowi ważny etap w rozwoju ruchu, który – jak widać – wcale nie wyczerpał jeszcze swoich zasobów energii, determinacji i woli walki.
Licealiści, studenci, młodzi pracownicy czy bezrobotni: „pokolenie Z” dominowało w pochodach i ożywiało je zaraźliwą radykalnością. Licznie zmobilizowali się również starsi pracownicy. Reprezentowane były wszystkie sektory gospodarki, wszystkie żywotne siły kraju.
Liczby podawane przez prasę – od 500 000 do 800 000 osób w całym kraju – nie oddają w pełni skali mobilizacji. Zwłaszcza w Paryżu ulice przylegające do oficjalnej trasy demonstracji były wypełnione po brzegi. Całe dzielnice rozbrzmiewały hasłami i śpiewami. Mieszkańcy wychodzili ze swoich domów lub sklepów, by dołączyć do elektryzującej atmosfery ludowego buntu. Ciekawi jesteśmy, jaką metodę – poza metodą „na oko” – zastosowano, by precyzyjnie policzyć tak liczne, rozgrzane do czerwoności tłumy!
Wielu demonstrantów – w tym niektórzy w żółtych kamizelkach – trzymało transparenty, które prześcigały się w humorze i pomysłowości. Postulaty, gry słów i dowcipne uwagi łączyło radykalne odrzucenie rządu, superbogatych, ich państwa, policji i systemu. Wiele transparentów nawiązywało do wielkich tradycji rewolucyjnych narodu francuskiego, zwłaszcza do maja ‘68 i Wielkiej Rewolucji Francuskiej z lat 1789–1794.
Wszyscy mieli w pamięci brutalność policji z ostatnich tygodni. Młodzież z najbiedniejszych dzielnic chciała zmierzyć się z policją, której rasizm, nękanie i brutalność znoszą na co dzień – i to już od zdecydowanie zbyt dawna.
Gdy tylko padło hasło „ACAB”, powtórzyły je setki demonstrantów, z których spora część jeszcze kilka tygodni temu nie wiedziała o jego istnieniu ani znaczeniu.
„Przemoc”: dwuznaczna retoryka władz
Nie mając najmniejszej intencji odpowiedzenia na podstawowe żądania ludu, rząd pogrąża się w rytualnym potępianiu „przemocy na ulicach” – określanej jako „ekstremalna”, „niespotykana” itp. Z drugiej strony Macron, Lecornu, Nuñez i im podobni uważają, że przemoc policyjna jest wręcz wzorowo „proporcjonalna”. Jeśli chodzi o przemoc ekonomiczną i społeczną, która leży u podstaw ludowego buntu, nie mówią o niej nic i nie chcą o niej nic wiedzieć.
12 października raport organizacji „Action contre la Faim” [Akcja przeciwko głodowi – przyp. tłum.] ujawnił, że we Francji kontynentalnej 7 milionom dorosłych brakuje jedzenia. Dotyczy to 25% osób w wieku 18–24 lat. Ta „niespotykana”, „ekstremalna” przemoc społeczna nie wzrusza bogatych i wpływowych, którzy zresztą przygotowują kolejne drastyczne cięcia wydatków publicznych i świadczeń socjalnych.
Władza przysięga z ręką na sercu, że broni prawa do „pokojowych” demonstracji. Jednocześnie jednak Macron, Lecornu i cała ich klika stoją za brutalnymi represjami ze strony policji i ogłaszają, że nie mogą spełnić żadnych żądań. Innymi słowy, lud musi „pokojowo” pogodzić się z tym, że jest pogardzany, wyzyskiwany, zubożały i represjonowany. Czyż nie tak zwykle bywa? Owszem, ale tym razem masy już się na to nie godzą i domagają się konkretnych odpowiedzi — a jeśli ich nie otrzymają, upadku „rządu bogatych”. Na tym polega istota obecnej sytuacji.
Co teraz?
Podobnie jak podczas 24-godzinnego strajku generalnego 13 maja 1968 roku, zmobilizowana młodzież i pracownicy wysłali potężny sygnał do całej klasy robotniczej. W 1968 roku pokaz siły z 13 maja dał początek fali bezterminowych strajków, które w ciągu tygodnia całkowicie sparaliżowały gospodarkę i zawiesiły funkcjonowanie wszystkich instytucji państwa burżuazyjnego.
W najbliższych dniach i tygodniach ruch może wkroczyć na tę samą rewolucyjną ścieżką, co wiosną 1968 roku. 17 października stanowił bardzo wyraźny krok w tym kierunku. W kraju przepełnionym gniewem i wolą walki wystarczy, by pracownicy wielkich przedsiębiorstw dali przykład i przejęli inicjatywę, by rozpalić ogień potężnego ruchu bezterminowych strajków.
Jedno jest pewne: kiedy najgłębsze warstwy wyzyskiwanych i uciskanych mas ruszają do działania, tak jak miało to miejsce wczoraj, to nie po to, by zadowolić się nieszkodliwymi spacerami – w tempie jednego lub dwóch na miesiąc – do których sprowadza się zwyczajowa „strategia” kierownictw central związkowych. Zresztą nie brały one udziału w organizacji i kierowaniu wydarzeniami z 17 października, które celowo ignorowały przez wiele tygodni.
Te same kierownictwa związkowe wezwały do mobilizacji 5 listopada. Pierwotnie zamierzano tak rozładować wybuchowy potencjał wydarzeń z 17 października. Obecnie jednak dzień 5 listopada może wymknąć się spod kontroli organizatorów. Do tego czasu z pewnością pojawią się kolejne inicjatywy i zorganizowane zostaną kolejne demonstracje. Wybuch gniewu i woli walki nie podporządkuje się „strategii” kierownictw związkowych, których jedyną ambicją jest skanalizowanie i powstrzymanie ruchu.
Najbardziej bojowi działacze polityczni i związkowi muszą właściwie ocenić sytuację oraz ogromne możliwości, jakie otwiera ona dla rozwoju walki klasowej. Należy wykorzystać impet nadany ruchowi przez młodzież, aby postawić na porządku dziennym szeroki ruch strajków odnawialnych.
Jak pisaliśmy we wtorek 13 października, organizacje robotnicze muszą zbudować ruch strajkowy w oparciu o „ofensywny program, który uwzględnia wszystkie postulaty zmobilizowanej młodzieży – i dodaje do nich takie żądania, jak wyraźna podwyżka płac, ich indeksacja zgodnie z inflacją, wywłaszczenie TotalEnergies oraz uchylenie wszystkich kontrreform z ostatnich dziesięciu lat.
„Pod rosnącą presją rynków finansowych rząd Lecornu prędzej da się powiesić niż spełni choćby jedno z tych żądań. Dlatego program ruchu musi wieńczyć postulat zarazem ogólny i w gruncie rzeczy bardzo konkretny: »Precz z rządem bogatych! Czas na rząd robotniczy!«. Jeśli w najbliższych tygodniach w kraju rozwinie się potężny ruch przedłużanych strajków, pokaże on w praktyce klasie robotniczej, że to ona tworzy całe bogactwo, jest decydującą siłą współczesnego społeczeństwa – i że to właśnie ona powinna nim rządzić, a tym samym wywłaszczyć wielką burżuazję, odmówić spłaty długu publicznego i zreorganizować gospodarkę na zasadach socjalistycznych”.
Autor: Jérôme Métellus
Czerwony październik w Belgii
[Pierwotnie opublikowano w języku angielskim na stronie marxist.com]

Podobnie jak w sąsiedniej Francji, od początku października w niektórych częściach Belgii trwają protesty uczniów szkół średnich. Wychodzą oni na ulice, by protestować przeciwko fatalnym warunkom nauczania, cięciom w oświacie i brakowi stabilnej przyszłości.
W czerwcu rząd francuskojęzycznej części Belgii przyjął restrykcyjny dekret oszczędnościowy w sferze oświaty. Wśród przewidzianych w nim rozwiązań znalazły się między innymi: wydłużenie tygodniowego czasu pracy nauczycieli o dwie godziny bez rekompensaty; szykany wobec pracowników przebywających na zwolnieniu lekarskim; koniec dopłat do szkolnych obiadów; prekaryzacja zatrudnienia; zakończenie dostosowywania budżetu oświaty do inflacji; podwyżka czesnego na uczelniach o 360 €, do 1 200 € rocznie, a także podwyżka o 1000 € czesnego w przypadku innych form szkolnictwa wyższego.
Oczywiście ustawa ta będzie miała wiele długofalowych konsekwencji. Jednak na krótką metę nagle zniknęły setki miejsc pracy, ponieważ zwiększenie łącznej liczby godzin pracy każdego nauczyciela oznacza mniej dostępnych etatów, a nowym kandydatom trudniej znaleźć pracę. W rezultacie tysiące nauczycieli straciło wiele godzin pracy i musiało szukać dodatkowych zajęć, podejmując pracę w kilku szkołach jednocześnie.
Przed uchwaleniem ustawy i długo potem, od maja do początku lipca (końca roku szkolnego), francuskojęzyczną część Belgii ogarnęła fala spontanicznych strajków w szkołach. W Belgii strajki były na porządku dziennym przez ostatnie dwa lata, ale tym razem — ku całkowitemu zaskoczeniu związków zawodowych — nauczyciele szkół średnich, a za nimi korepetytorzy, uczniowie, a nawet dyrektorzy szkół rozpoczęli masowy strajk w całej Walonii i Brukseli.
Nauczyciele, którzy z reguły rzadziej strajkują, zaskoczyli wszystkich: szkoły były praktycznie zamknięte przez dwa miesiące, a większość egzaminów odwołano. Rząd jednak pozostał nieugięty. Wraz z nadejściem wakacji ruch osłabł, a pod koniec sierpnia wszyscy wrócili do szkoły.
Przebudzenie młodzieży
Na początku października uczniowie szkół średnich wyszli na ulice. Nie z nudów ani po to, by wagarować, jak chętnie twierdzą burżuazyjne media.Zrobili to, ponieważ na własne oczy ujrzeli skutki cięć: niedobór nauczycieli, przeciążenie pracą tych, którzy pozostali, odwołane lekcje, przepełnione klasy oraz brak dostępu do szkolnictwa wyższego, ponieważ czesne wzrosło niekiedy sześciokrotnie.
Problemy te są powszechne już od jakiegoś czasu, ale cięcia zaostrzyły je dziesięciokrotnie.
Zainspirowana francuskimi rówieśnikami, którzy walczą z podobnych powodów, młodzież z Walonii i Brukseli wzięła sprawy w swoje ręce. Od tamtej pory protestuje: spontanicznie się organizuje, blokuje wejścia do szkół i skanduje hasła, maszerując ulicami swoich miast, zwłaszcza Liège, które stało się centrum ruchu.
W trakcie tych wydarzeń rząd Walonii ogłosił likwidację ulgowego biletu autobusowego dla osób w wieku 18–24 lat. Cena rocznego biletu regionalnego wzrośnie przez to z 12 € do 400 € – obok ogólnej podwyżki cen dla wszystkich grup wiekowych i rodzajów biletów. Dla młodzieży było to jak grom z jasnego nieba.
Rewolta i kontrrewolta
Od ponad tygodnia, od świtu do zmierzchu, w Liège nieustannie dochodzi do starć między nastolatkami a policją. Na uzasadniony gniew młodzieży – skierowany nie tylko przeciwko systemowi edukacji, lecz także przeciwko całemu systemowi – policja odpowiada gazem łzawiącym, armatkami wodnymi, brutalnymi pobiciami, pościgami, otaczaniem protestujących i dziesiątkami zatrzymań – często bez powiadamiania rodziców.
Nawet gdy sytuacja jest względnie spokojna, młodsi nastolatkowie są zatrzymywani dzień w dzień choćby za to, że mają w plecakach sól fizjologiczną lub maseczki medyczne, i wywożeni policyjnymi furgonetkami, mając ręce skrępowane opaskami zaciskowymi boleśnie wrzynającymi się w nadgarstki. Niektórzy relacjonują, że zmuszano ich do rozebrania się do naga, łącznie z bielizną, a potem przeszukiwano. Mówimy tu o dzieciach i nastolatkach!
O większości tych wydarzeń media oczywiście milczą. Zamiast tego skupiają się na podpalonych koszach na śmieci, zniszczonych przystankach autobusowych i wybitych szybach, próbując przedstawić protestujących jako brutalnych przestępców, a nie rozgniewaną młodzież. Ale czym jest wybita szyba wobec setek tysięcy zrujnowanych przyszłości?
Tymczasem w Liège rozpoczął się doroczny październikowy jarmark. Przy pełnym wsparciu policji drobnomieszczańscy, reakcyjni pracownicy jarmarku zaatakowali protestujących, by „chronić” swój jarmark. Relacje kilku świadków oraz liczne zdjęcia i nagrania przedstawiają właścicieli stoisk grożących nastolatkom i bijących ich kijami bejsbolowymi i żelaznymi prętami, opryskujących ich gaśnicami oraz strzelających niektórym w głowę z wiatrówek! Kilka osób zostało rannych. Uczniowie szkół średnich donoszą również, że pracownicy jarmarku obrzucali ich wieloma rasistowskimi obelgami.
W odpowiedzi na tę barbarzyńską przemoc państwa liczni zaangażowani mieszkańcy Liège okazali prawdziwą solidarność. Nieczynny dom opieki zapewnił jedzenie, schronienie i pierwszą pomoc walczącej młodzieży; inni spontanicznie rozdawali maseczki i roztwór soli fizjologicznej, by chronić dzieci przed gazem łzawiącym, a kolektywy udzielały nastolatkom porad prawnych w sprawie brutalności policji.
Drastyczne środki represyjne
Na dokładkę: 8 października o 6 rano socjalistyczny mer Liège zakazał na terenie całego miasta wszelkich zgromadzeń liczących więcej niż trzy osoby. Zakaz miał obowiązywać do 16 października, co jeszcze bardziej zaostrzyło represyjne działania służb porządkowych.
Wobec jawnego absurdu tych środków uczniowie i studenci ze wszystkich etapów edukacji oraz wielu innych mieszkańców wzięli tego samego dnia udział w wielkiej demonstracji, blokując główny kampus uniwersytecki w mieście. W obliczu fali protestujących mer i policja nie mieli wyboru: ze względów strategicznych zezwolili na protest i nadzorowali jego przebieg.
Odważna, pełna zapału młodzież ruszyła następnie w kierunku głównego dworca kolejowego, skandując hasła i potępiając represje. Chociaż niemal na każdym rogu stały policyjne ciężarówki, mieszkańcy niemal nie przestrzegali kafkowskich zarządzeń burmistrza.
Następnego dnia socjalistyczna federacja związków zawodowych FGTB/ABVV zorganizowała w Brukseli ogólnokrajowy marsz przeciwko polityce oszczędności, do którego dołączyły tysiące młodych ludzi. Dzięki temu demonstracja stała się jedną z akcji związkowych z największym udziałem młodzieży w Belgii, jakie pamiętają żyjący dziś ludzie. Uczniowie byli wśród tych, którzy najgłośniej potępiali brutalne represje policji. Policja odpowiedziała dalszymi represjami, co doprowadziło do trwających przez cały ranek starć i brutalnych ataków zarówno na uczniów, jak i związkowców.
Organizacja jest kluczowa
Od tamtej pory ruch nieco osłabł. Niektórzy licealiści wciąż dzielnie blokują wejścia do swoich szkół, podobnie jak studenci, z których część przyłączyła się do ruchu, jednak protesty nie przebiegają już na taką skalę jak na początku października.
Mimo pokazu siły 9 października, kiedy pracownicy sektora publicznego – w tym nauczyciele – przemaszerowali razem z uczniami i studentami, młodych protestujących w dużej mierze pozostawiono samym sobie. Choć oddolne kolektywy, takie jak École en Lutte i Mars Attacks, intensywnie zabiegają o to, by nauczyciele wsparli uczniów, wiodące związki zawodowe nauczycieli ociągają się. Nauczyciele, którzy na początku tego roku stanęli na czele dużego strajku, nie zostali więc skutecznie zmobilizowani.

W odpowiedzi na apel ruchu we Francji wszyscy myślą o 17 października – na ten dzień planowana jest wielka mobilizacja uczniów i studentów. Jednak największe związki zawodowe całkowicie zignorowały te wezwania i zamiast tego nawołują do ogólnokrajowej mobilizacji dopiero za ponad miesiąc, 17 listopada. Taka zwłoka jedynie rozproszy energię mas i pozostawi uczniów i studentów w izolacji.
Aby zwyciężyć, uczniowie szkół średnich i studenci powinni organizować się w lokalnych komitetach i delegować odwoływalnych przedstawicieli do komitetów miejskich, a następnie regionalnych i krajowych, domagając się zmian! Już teraz spontanicznie organizują się na zgromadzeniach, ale pozostają osamotnieni. Ruch musi objąć inne sektory publiczne, a następnie wszystkie branże i wszystkich pracowników.
Walka jeszcze się nie skończyła. Pogarszające się warunki w Belgii dotykają wszystkich. Gospodarka pogrąża się w stagnacji, a bezrobocie sięga zenitu. Rząd federalny przygotowuje kolejny pakiet drakońskich oszczędności, który zostanie ogłoszony w najbliższych dniach.
Dlatego takie ruchy będą pojawiać się coraz częściej. Jak pokazały wydarzenia we Francji, Hiszpanii, Albanii i innych krajach, podobne warunki występują w całej Europie oraz poza nią i mogą rozprzestrzeniać się błyskawicznie. Prędzej czy później masypowstaną i doprowadzą do upadku zgniłego systemu kapitalistycznego.
Autor: Ryan, Organisation Communiste Révolutionnaire – Liège