abortowackapitalizmlogo

Walka klas nie toczy się liniowo. Przybiera różne formy i sztandary, posuwa się to naprzód, to w tył, by następnie skoczyć w bok. Potrafi bez żadnego wyraźnego wyrazu zewnętrznego nabierać potencjału, by w końcu wybuchnąć.

Ale w jaki sposób? W którym momencie? Zadanie odpowiedzi na te pytania należy właśnie do marksistów, potrafiących posługiwać się materializmem dialektycznym, który poucza nas o formach ruchu zarówno w przyrodzie, jak i w ludzkim społeczeństwie. Tylko dzięki marksizmowi jesteśmy w stanie zrozumieć październikowy powrót Strajku Kobiet na scenę historii.

Zacznijmy od tego, gdzie Czerwony Front był w rocznicę wyroku z 2020 r..


Jak walczymy o wolną aborcję?

Nasi towarzysze wyszli 22 października na ulice Polski – w Poznaniu, Krakowie, Wrocławiu, Toruniu, Bydgoszczy, Rzeszowie, Gdańsku, Lublinie i Warszawie. Podnosiliśmy tam hasła antykapitalistyczne i socjalistyczne, sprzedawaliśmy naszą gazetę i rekrutowaliśmy.

  • wroclaw
  • rzeszow
  • krakow
  • bydgoszcz
  • poznan1
  • poznan2

Nie mieliśmy żadnych złudzeń – wiedzieliśmy, że w znacznej większości organizatorzy to polityczny trup tych samych formacji, które skutecznie doprowadziły do ostatecznego „ostudzenia nastrojów” w 2021 r. i w efekcie do obecnej sytuacji. Nie oznacza to bynajmniej, że uczestnicy tacy są. Nie myliliśmy się – na ulicach spotkaliśmy się ze zradykalizowaną młodzieżą, która nie wierzy w żadne słowo ani rządu, ani opozycji (w tym często Razem).

Przykładowo w Krakowie organizatorzy związani z KO dostali szybką lekcję na temat tego, jak boleśnie spłaca się polityczne długi. Zacytujmy fragment raportu młodzieżówki Koalicji Obywatelskiej, zwanej nieco komicznie „Nową Generacją”:

Od lat, a dziś od samego początku marszu, szliśmy z manifestantami, popierając zgłaszane postulaty. Aż zatrzymaliśmy się pod biurem Koalicji Obywatelskiej, gdzie część osób zdecydowała się nas zwyzywać. Przykro nam, że niektórzy uczestnicy nad wartości związane z wolnością wyboru stawiają nienawiść do środowisk, które je wspierają. Sytuacja ta wybrzmiała szczególnie wtedy, gdy wraz z organizatorkami manifestowaliśmy wspólnie hasła wspierające prawo kobiet do decydowania, a część tłumu wolała wykrzykiwać w naszą stronę nienawistne hasła.

[…]

Wspieramy kobiety, wspieramy legalizację aborcji. Przykro nam, że nie udało się tego jeszcze zrealizować, ale staramy się jak możemy i dążymy do tego, by większość sejmowa pozwoliła na to bez względu na nieprzychylność prezydenta Nawrockiego.

Jest dokładnie tak, jak zakładaliśmy po ogłoszeniu wyników wyborów prezydenckich – wybór Nawrockiego to najlepszy prezent dla Tuska, który będzie mógł robić absolutnie nic i w każdym momencie zwalać winę na złego „człowieka PiS-u”. Tym żałośniejszy jest ten listeczek figowy, że po raz pierwszy Sejm zagłosował nad częściowym powrotem do kompromisu dopiero we wtorek 20 października. Ale nie możemy oczekiwać od młodzieżówki liberałów niczego innego, niż powtarzania sloganików swoich starszych kolegów partyjnych.

Poczucie krzywdy i zdrady obecne były także w innych miastach. W Toruniu wybrzmiewało hasło „obiecaliście prawa, gdzie jest ustawa”, a w rozmowach często padało, że absolutnie nikt z polskiej sceny parlamentarnej polityki nie kiwnął nawet palcem w sprawie aborcji. Młodzież nie kupuje bajeczek o dobrym Tusku i złym Nawrockim, drodzy liberałowie.

Najbardziej symbolicznie dwa podejścia do aborcji – dla jednych teatrzyk w ramach parlamentarnych przepychanek, dla drugich prawdziwy powód do słusznego gniewu – wyraziły się we Wrocławiu. Po szybkim zakończeniu demonstracji przez feministki (które tu, podobnie jak w Krakowie, współorganizowały wydarzenie z częścią środowisk anarchistycznych) ludzie po prostu zostali na miejscu. Ruszyli dalej wtedy, gdy członkowie Czerwonego Frontu stanęli na czele zgromadzenia i nie pozwolili, by skończyło się na odegraniu smutnego rytuału nad truchłem praw kobiet. Wbrew woli oficjalnych organizatorek wśród protestujących od tego momentu wybrzmiewało coś więcej, niż tylko „jebać PiS” – a mianowicie „abortować kapitalizm”, „wolna Palestyna”, czy „pieniądze na aborcję, nie na ludobójstwo”.

Tłum dołączył się także do krzyczenia w stronę policji pytań “Komu służycie? Kogo chronicie?”, które podpatrzyliśmy z propalestyńskich protestów naszych brytyjskich towarzyszy. Marsz zamiast skończyć się na wyznaczonym placu, dotarł aż pod Urząd Wojewódzki, gdzie nasi członkowie dali spontaniczne przemówienia, z których wybrzmiewał bardzo prosty przekaz – trupa Strajku Kobiet trzeba wskrzesić – tym razem bez ustępstw i zważania na kruche interesy burżuazji.

W ten sposób rodzi się zrozumienie tego, że wszystkie te kwestie w istocie mają wspólny mianownik – system kapitalistyczny. Oportunistyczna wolta feministycznego „przywództwa” tego ruchu sześć lat temu zdradza – oprócz ubóstwienia procesów parlamentarnych – niezrozumienie samego sedna tego, dlaczego to zaostrzenie w ogóle wprowadzono, tak w 1993 r., jak i w 2020 r. Jeśli jednak chcemy zmienić świat, musimy go najpierw zrozumieć.

Po co polskiej burżuazji zakaz aborcji?

Byt społeczny stwarza świadomość społeczną. Zaostrzenie prawa aborcyjnego w Polsce nie było wyłącznie wynikiem wpływów Kościoła, reakcyjnego rodowodu polskiej burżuazji czy postępem w ramach praw człowieka, którymi po okresie stalinizmu objęto także płody. To wyłącznie ideologiczne uzasadnienie nagiego interesu – panicznej próby zapobieżenia spadkowi liczby urodzeń, który sam w sobie jest jedną z wielu ran powstałych w wyniku przywrócenia kapitalizmu w 1989 r.

Po co burżuazji dzietność? Z punktu widzenia kapitału jest to reprodukcja siły roboczej – tworzenie nowych robotników najemnych. Ich rola w systemie kapitalistycznym jest z góry określona – pracować dla kapitalisty, wytwarzając wartość dodatkową, którą kapitalista po odliczeniu kosztów stałych liczy sobie jako czysty zysk. Z drugiej strony robotnik potrzebny jest jako konsument – tak by towar, który wytwarza jego klasa, mógł zostać sprzedany i w ten sposób wartość dodatkowa dla kapitalisty realizuje się.

Kapitalizm wymaga, by w ramach rodziny burżuazyjnej kobieta rzeczywiście grała rolę podobną do inkubatora, „produkując” wciąż surowiec do wyzysku. Jeżeli to wszystko wydaje się wam nieludzkie, to macie rację. Kapitalizm dehumanizuje całą ludzkość i sprowadza ją do drobnych elementów w machinie wyzysku. Jeżeli takie dziecko przyjdzie na świat, to kapitalizm może mu zaoferować najwyżej życie w biedzie i bez przyszłości – jeżeli uda mu się przeżyć, nie padając ofiarą bombardowań czy miliarderów-pedofili.

Ktoś mógłby słusznie zauważyć, że zakaz aborcji w niewielkim stopniu przekłada się na zmniejszenie liczby aborcji bądź większą dzietność. To prawda – ale burżuazja nie jest w stanie rozwiązać żadnych problemów, które stwarza i wciąż odtwarza sam system kapitalistyczny. Może najwyżej łapać się anarchicznych rozwiązań, przy których wprowadzeniu najmniej straci w oczach społeczeństwa.

Migracja jest drugim z potencjalnych rozwiązań problemu braku rąk do pracy – i właśnie dlatego PiS jedną ręką zakazał aborcji, a drugą po cichu sprowadzał do Polski tanią siłę roboczą. Nie inaczej robi teraz rząd Tuska. Jeżeli chodzi o elektorat i kapitalistyczną propagandę, dużo łatwiej jest przepchnąć zakaz aborcji, niż otwarcie przyznać się, że potrzebujemy imigrantów – tych samych, których w imię dzielenia klasy pracującej demonizowało się przez całe lata.

To jedno z błędnych kół kapitalizmu – klasa pracująca nie może kupić tego, co jako całość produkuje, stąd kryzysy i zubożenie, które z kolei prowadzi do mniejszej konsumpcji i spadku dzietności, co podkopuje zarówno podaż siły roboczej, jak i możliwość realizacji zysku. Wszelkie programy socjalne mają na celu zapobiec sytuacji, w której kapitalista nie ma możliwości wyzyskiwać robotnika (bo jest ich za mało, gdyż założenie rodziny stanowi zbyt wielki koszt) ani realizować wartości powstałej z tego wyzysku (bo robotnicy są zbyt biedni, by cokolwiek kupić).

Od jakiegoś czasu nawet burżuazyjnym ekspertom świta, że problem z dzietnością to problem klasowy – problem z dostępnością mieszkań, z brakiem stabilizacji finansowej, z wzrostem cen, z zamykaną infrastrukturą zdrowotną itd. Paradoksalnie droga do zmniejszenia liczby aborcji i do wolnej aborcji jest taka sama – jest nią wzrost nakładów na edukację i ochronę zdrowia czy zwiększenie dostępności mieszkań, by młodzi mogli w ogóle planować założenie rodziny, nie martwiąc się o utrzymanie. O wszystkim w ostatecznej instancji decyduje nie brzmienie tej czy innej ustawy, ale twarda materialna rzeczywistość.

Ale wszystko to bezpośrednio zmniejszyłoby zyski kapitalistów. Długofalowy plan, obliczony na wzmocnienie dzietności, wymaga ataku na burżuazję, wymaga centralnego planu gospodarczego i tego, by kapitalista przestał kierować się anarchią rynku i logiką zysku. Innymi słowy – podstawy, dla których aborcja w Polsce jest zakazana, da się trwale usunąć wyłącznie poprzez rewolucję socjalistyczną. Dzisiaj wyłącznie szeroki i masowy ruch byłby w stanie zmusić rządzących do zmiany tej decyzji. Musieliby zrozumieć, że nie opłaca im się już w ten sposób rządzić, bo alternatywą będzie widmo znacznie poważniejszego naruszenia ich zysków przez mobilizację klasy pracującej.

Łatwo więc zrozumieć, że metoda oddania głosu na partię kapitalistyczną nie zadziała. Rządy mogą się zmieniać, ale logika kapitalizmu pozostaje taka sama. Nacisk należy stosować – ale nie na tę czy inną opcję polityczną i nie poprzez petycje czy prośby, lecz skierować go na te tory, które rzeczywiście mogą doprowadzić do zmiany – na tory walki klasowej. Wolną aborcję jest w stanie wywalczyć ruch przeciwko klasie kapitalistycznej, w formie mobilizacji klasy pracującej walczącej w swoim interesie.

Co dalej?

We Wrocławiu i Krakowie postanowiliśmy zorganizować kolejne demonstracje pod naszym własnym banerem. I chociaż frekwencja na naszych wydarzeniach bywa raczej mniejsza, niż na oficjalnych marszach, to jednak usłyszeć tam będzie można najważniejsze wezwanie – do mobilizacji w ramach prawdziwego strajku.

Tego bowiem zabrakło ostatnim razem – prawdziwego strajku, prawdziwej mobilizacji klasy pracującej, prawdziwego nacisku na prawdziwych winowajców. Możemy robić demonstracje większe lub mniejsze, mieć lepsze i gorsze hasła, ale koniec końców kwestie klasowe rozwiązuje się klasowo. Kapitalistów nie obchodzi dziś nawet fakt, że w Polsce większość popiera wolną aborcję. By odnieść sukces, niezbędne jest włączenie się w walkę związków zawodowych z bojowym programem, który oparty będzie nie o morały, lecz o twardą analizę klasową. Takich ruch powinien wynieść na pierwszy plan konkretne żądanie – łapy precz od całego naszego życia.

Aborcja jest kwestią klasową nie dlatego, że dotyczy w znacznej większości biednych. Jest tak dlatego, że zakaz aborcji jest elementem walki klasowej – walki kapitalistów o utrzymanie wyzysku. Ruch proaborcyjny musi być ruchem antykapitalistycznym dlatego, że to właśnie kapitalizm odbiera nam możliwość decydowania o sobie – o urodzeniu dziecka bądź nie, o założeniu rodziny, o przeprowadzce, o kierunku studiów. Skoro kapitalizm nie jest w stanie zapewnić bytu „nienarodzonemu dziecku”, to niech ginie.

Ruch związkowy, przygotowując prawdziwy strajk nie tylko kobiet, ale całej klasy pracującej, powinien na sztandarach nieść hasła walki o to, by to nie kapitalista, lecz robotnik mógł decydować o własnym życiu. Rozpoczynając od decydowaniu przez kobiety o własnym ciele – na demokracji robotniczej kończąc. Koniec końców wszystko sprowadza się do jednego pytania – dlaczego tak ważne wybory życiowe każdego człowieka mają być podyktowane woli kapitału?

Zakaz aborcji nie jest wyłącznie „atakiem na kobiety” czy „lewactwo”, lecz w istocie atakiem na całą klasę pracującą. Rolą związków zawodowych jest bronić klasy pracującej przed takimi atakami – a rolą marksistów tłumaczyć, jak przejść z defensywy do kontrataku jako jedynego pewnika utrzymania naszych praw. Związki zawodowe potrzebują wolnej aborcji choćby po to, by nie pozwolić kapitałowi z jednej strony stwarzać i tolerować kryzysu kosztów życia, a z drugiej zakazywać aborcji, licząc, że to załatwi sprawę i zmusi kobiety do reprodukcji siły roboczej dla własnych zysków.

Nietrudno jednak zauważyć, że większość na ulicach stanowili młodzi. To nie przypadek – jakie bowiem perspektywy może mieć w Polsce szczególnie młoda kobieta? Pracy może i nie będzie, mieszkania na pewno nie uda się kupić, ale za to trzeba będzie rodzić i utrzymać dziecko, bo tego wymaga kapitalizm. Jak jednak wychować dziecko, skoro samemu nie starcza na jedzenie?

Powinniśmy żądać tego, by w pierwszej kolejności móc utrzymać samego siebie i móc podjąć decyzję o zakończeniu ciąży – jeżeli chcecie, to właśnie „w obronie życia”. Niedożywionych dzieci, żyjących poniżej granicy ubóstwa, mamy już w Polsce dość.

Pozostaje nam jeszcze zrozumieć, dlaczego Strajk Kobiet powrócił właśnie teraz, skoro przez ostatnie sześć lat kobiety nie przestały umierać w połogu, jeździć na Słowację czy korzystać z tabletek poronnych. Co się zmieniło?

Dlaczego teraz?

Członkowie Czerwonego Frontu byli obecni na ulicach sześć lat temu, i chociaż byliśmy dużo mniej silni, niż dzisiaj, to staraliśmy się odegrać tę samą rolę – unaocznienia zdrady, jaką szykują liberałki udające bojowniczki o wolność. Gdy protesty ucichły, wysunęliśmy perspektywę, która teraz się sprawdziła – ruch może dostać nowe życie wówczas, gdy rząd zrobi pozorny krok naprzód w sprawie aborcji.

Można by się spodziewać, że w miarę, jak rząd Tuska nie będzie robił nic by wypełnić obietnicę wyborczą związaną z legalizacją aborcji (którą grać próbował nawet Trzaskowski w swojej kampanii prezydenckiej), ta bezczynność wywoła gniew szczególnie tych osób, który oddały głos na ten „aborcyjny komitet wyborczy”. Tak się jednak nie stało – a sporadyczne protesty przez ostatnie sześć lat miały niezwykle ograniczony i symboliczny charakter. Wybuchły dopiero na dwa dni po tym, jak rząd… w końcu uchwalił powrót do kompromisu! Jak to rozumieć?

Zakładaliśmy, że rząd nie będzie chciał w ogóle ruszać sprawy zakazu aborcji właśnie dlatego, że wynika on z potrzeb kapitalizmu. W podobny sposób pomimo głośnych deklaracji nie zdemontował wszystkich transferów socjalnych, jakie wprowadził PiS – mając na uwadze interes kapitalisty do realizacji wartości dodatkowej. Od biedy mógłby próbować przepchnąć powrót do kompromisu – co właśnie miało miejsce w zeszłym miesiącu – ale wówczas okazało by się, że przecież nie o to walczyliśmy.

Na „program maksimum” – czyli podstawowe prawo do wolnej i darmowej aborcji, które jako pierwszy na kraj na świecie wprowadziła Rosja Radziecka już w 1920 roku – nie zgodziłby się system kapitalistyczny, czyli mocodawcy każdego bez wyjątku rządu III RP. Powiedzieć, że Polska jest w kwestii aborcji sto lat za Sowietami, to nie żart! Ale tego właśnie, a nie zakazu aborcji w wersji light domagają się protestujący – i słusznie.

Taka sytuacja ma swój precedens i jest głęboko zakorzeniona w dialektycznym zrozumieniu procesów społecznych. Lew Trocki w ten sposób opisywał swoje perspektywy związane z upadkiem rewolucji 1905 r.:

[…] Znajdowałem się jeszcze w czeskim miasteczku Hirschberg, kiedy w giełdę nowojorską uderzył czarny piątek. Był on zwiastunem kryzysu światowego, który w sposób nieunikniony ogarnąć musiał także i Rosję, osłabioną przez wojnę japońską, a następnie przez rewolucję. Jakie skutki pociągnie za sobą ten kryzys? W partii, w obydwu jej frakcjach, panował jednaki pogląd, że kryzys pociągnie za sobą zaostrzenie się walki rewolucyjnej.

Zająłem inne stanowisko. Po okresie wielkich walk i wielkich porażek, kryzys nie wywiera pobudza mas robotniczych, lecz przeciwnie, działa przygnębiająco, pozbawia je wiary we własne siły i powoduje jej polityczny rozkład.

Tylko nowe ożywienie przemysłowe może w takich warunkach zespolić proletariat, ożywić go, przywrócić mu wiarę w siebie, uczynić go zdolnym do dalszej walki. Rysowane przeze mnie perspektywy wywołały krytykę i niedowierzanie.

Ten okres przygnębienia mamy powoli za sobą. To nie oznacza, że lada chwila wybuchnie ruch tak liczny i silny, jak sześć lat temu. Wyraźnie jednak rysuje się potencjał na jeszcze większe i bardziej bojowe wystąpienia właśnie dlatego, że ostatnia nowelizacja Kodeksu Karnego to z jednej strony światełko nadziei, z drugiej – policzek w twarz. Kolejne pokolenia uczestników Strajku Kobiet niesione będą tym właśnie poczuciem – słusznego gniewu i niesprawiedliwości, połączonego z nową wiarą we własne siły, która powoli się dziś wykuwa.

Jest tak również dlatego, że przez ostatnie sześć lat do świadomości młodzieży drogę torowała sobie świadomość klasowa – w międzyczasie młodzi ludzie mogli na żywo oglądać rzeź na Ukrainie, w Gazie i w Iranie czy patrzeć, jak zabierane są im jakiekolwiek perspektywy na przyszłość i dobre życie. W ostatnim czasie mogli też otworzyć telefon i zobaczyć, jaką odpowiedź na tę samą sytuację ma młodzież Francji, Hiszpanii, Albanii, Niemiec, Holandii, Belgii, Serbii, Indonezji, Nepalu, czy Indii.

Każdy z kolejnych ciosów, które imperializm wymierzał młodzieży także w Polsce, do tej pory składał się na poczucie rezygnacji i apatii. Tu i ówdzie widzieliśmy jednak przebłyski rodzącego się potencjału, który staraliśmy się jak najlepiej zagospodarować do budowy rewolucyjnej alternatywy. Teraz okazało się, że za wyrządzone krzywdy można domagać się zapłaty – nie przy urnie, ale na ulicach, twarzą w twarz z uzbrojoną po zęby policją i reakcyjnymi chłopczykami, którzy się za nimi chowają.

Sześć lat temu ostateczny cios ruchowi zadał nie PiS, lecz skrajny oportunizm tzw. „przywództwa” w formie komitetu wyborczego dla Donalda Tuska pomalowanego z wierzchu feministyczną farbką. Tym żałośniej wybrzmiewają dzisiaj głosy Marty Lempart o tym, że czuje się „oszukana” przez rządzącą koalicję. Zespolenie aktywu dzisiejszej Koalicji Obywatelskiej i feministycznych NGO-sów pokroju OSK wspólnie oszukiwało setki tysięcy młodych ludzi, że wolną aborcję zapewni wygrana pozornie mniej konserwatywnego skrzydła polskiej burżuazji. Młodzież przyswoiła sobie tę lekcję i odsuwa dziś na bok reakcyjne, samozwańcze liderki.

261022081a 977535829 xlarge
Białystok 22.10, źródło: Kurier Poranny – poranny.pl

Rzeczywistość oddała słuszność nauce marksizmu – prawa zdobywa się w walce, a by je utrzymać, należy przeć wciąż naprzód. Ruch praw kobiet w Polsce nie powiedział ostatniego słowa – padły jedynie pierwsze sylaby rewolucyjnej formuły, która zawiera w sobie potencjał niezwykle gorących miesięcy w najbliższym czasie.

Jedno z haseł, wyraźnie inspirowanych wydarzeniami we Francji, a które pojawiły się na Strajku Kobiet w Białymstoku, jest parafrazą hasła z francuskiego maja ‘68 – „bądźmy realistami, żądajmy niemożliwego”. Dodajmy tylko, że nasze żądania są jak najbardziej możliwe – koniec zakazu aborcji, koniec kontroli kapitału nad ciałami klasy pracującej, koniec kapitalizmu.


Kategorie: Komentarze