tk strona v6

Duch rewolucji Gen Z płonących na zachodzie Europy ewidentnie dotarł już do Polski. Niestety nie przyszedł on w formie młodzieży, słusznie protestującej przeciwko niedofinansowaniu szkolnictwa jak we Francji, lub wysokich cen mieszkań jak w Hiszpanii — mimo że obecne problemy kładą się cieniem na życie każdego z nas. Nad Wisłą iście rewolucyjnym zapałem wykazali się nasi dziadkowie, maszerujący do rytmu bojowych pieśni religijnych.

W chłodny piątkowy wieczór na Alei Szucha zgromadził się tłum bojowo nastawionych seniorów, wspieranych przez mężne hufce Klubów Gazety Polskiej oraz Telewizję Republikę, nadającą mimo przeraźliwych strat reklamowych (na które oczywiście później narzekali) tę istną wojnę domową.

Kością niezgody stała się niesamowicie popularna i szanowana przez zwykłych ludzi instytucja, czyli Trybunał Konstytucyjny. Najwyraźniej nasi miłościwe panujący uznali, że co tam kryzys kosztów życia – Polacy wytrzymają jeszcze jedną przepychankę legislacyjną.

emeryci
Emeryturo, dodaj mi skrzydła!

O co im wszystkim chodzi?

Historia tego boju jest długa i zawiła, ale opowiada o tym, co znamy wszyscy — burżuazyjnych układów, wpływów i odpływów opierających się na dżentelmeńskim uścisku dłoni, i sytuacji, w której burżuazyjni „dżentelmeni” z parlamentu nie chcą jej sobie już podawać, a ich czas zajmuje ekstrakcja profitów i podkładanie sobie nawzajem świni za świnią

Ta konkretna, tłuściutka świnka należała przez ostatnią dekadę niepodzielnie do Prawa i Sprawiedliwości, która to partia była bardzo niechętna podzieleniu się nią z Platformą. Okres od 2015 r. aż do pandemii wiele z nas pamięta bardzo dobrze z protestów o „wolne sądy” i „szanowanie konstytucji”, które zagrzewały znudzonych emerytów i weteranów parlamentarnych bojów o „wolność i demokrację”. Nie przynosiły one żadnego większego pożytku poza mobilizacją elektoratu Platformy i przystawek, aż do momentu, w którym PiS postanowił przegiąć i uderzyć za pomocą swojego Trybunału po plecach robotników w pamiętnym wyroku dotyczącym „kompromisu” aborcyjnego.

Byliśmy na protestach, którymi na ten atak odpowiedziała wówczas młodzież. Dla wielu z nas były one pierwszym spotkaniem z brutalniejszą twarzą burżuazji — policyjnymi pałkami na plecach protestujących o swoje prawa kobiet, gazem, kajdankami i aresztami za pomoc w aborcji.

Olbrzymie starania burżujek w stylu pani Lempart, żeby zaprzepaścić polityczny kapitał tych protestów i puste obietnice Tuska wraz z Platformą zdały swój egzamin — mobilizacja młodzieży i kobiet zakończyła się wkrótce zwycięstwem parlamentarnym koalicji. Obudziliśmy się w wolnej, praworządnej Polsce, w której prawa wszystkich były respektowane. A przynajmniej taki wniosek można by wysnuć, oglądając kolejną, „demokratyczną” mutację Wiadomości, tym razem nadawaną pod dyktando szczwanego Kaszuba. Kobiety, którym dalej groziła odpowiedzialność karna za aborcję, oraz robotnicy, którym wciąż utrudniana jest działalność związkowa wiedzą oczywiście, jak jest.

Zwycięstwo Tuska nie było kompletne — niewielka większość w parlamencie nie wystarcza do przekroczenia konstytucyjnych progów pozwalających na przejęcie wszystkich ośrodków władzy. Przegrana w wyborach prezydenckich tylko pogorszyła tę sytuację. Należy jednak pamiętać o tym, że w burżuazyjnej republice prawem przejmować muszą się tylko biedni. Przejęcie telewizji publicznej się udało, więc czemu i miałoby się nie udać przejęcie Trybunału?

Akcja pod Trybunałem

W piątkowy wieczór nad Polską gruchnął sygnał — sędziowie powołani przez koalicję rządową, ale nie „wyświęceni” przez prezydenta wystawili dyscyplinarną karę prezesowi Trybunału, Bogdanowi Święczkowskiemu, w ramach zemsty za niedopuszczenie ich do obrad. Prezes został odstawiony na miesiąc, a kreatywna interpretacja przepisów sprawiła, że sędzia Anna Korwin-Piotrowska jako osoba z najdłuższym stażem sędziowskim (jako sędzia ogólny, nie sędzia Trybunału), przejęła prezesurę na czas „niedyspozycji” Święczkowskiego, żeby „zaprowadzić porządki”. Późnym popołudniem doszło także do „przejęcia strony internetowej” Trybunału, a neoneosędziowie (trudno się już połapać!) zamknęli się w środku budynku otoczonego policją.

cybertusk
Polska edycja Cyberpunka 2026 zapowiada się naprawdę intrygująco

Tego dla opozycji parlamentarnej było za wiele. Pod Trybunałem, w miasteczku organizowanym przez aktywistów Gazety Polskiej, zaczęli zbierać się politycy i protestujący. Zaniepokojony prezydent zawrócił (dla ojczyzny ratowania) samolot, którym leciał do Senegalu. Rozpoczęła się najśmieszniejsza próba zatrzymania najśmieszniejszego zamachu stanu w historii naszego kraju.

lancuchyniewoli
Współczesny Spartakus z Sejmu RP

Przeciętny widz Telewizji Republika przeżył wtedy chyba najbardziej dramatyczne godziny swojego życia od czasu pamiętnej wizyty Lecha Kaczyńskiego na lotnisku w Smoleńsku. Nagłówki w stylu „Tusk zhakował stronę Trybunału Konstytucyjnego”, „Mariusz Gosek przecina łańcuchy niewoli Tuska”, „Koalicja Tuska dokonuje zamachu stanu” rozgrzewały wyobraźnię widowni, której to warszawska część pospieszyła w ten zimowy wieczór na Aleję Szucha bronić swojego ukochanego, demokratycznego budynku.

Na miejscu czekała już plejada gwiazd — Bąkiewicz snujący wizję kondominium genderowsko-niemiecko-banderowskiego, Korwin-Mikke nawołujący wojsko do wzięcia narodu za mordę, Grzegorz Braun dramatycznie czytający z telefonu wyciek rozkazu Komendy Stołecznej Policji nawołujący do gotowości (choć jednooki cyborg doszukiwał się tam rozkazów strzelania do Polaków z broni maszynowej), Mateusz Morawiecki, który zakopał (lub raczej schował na chwilę) topór niezgody z Prezesem, delikatnie wcięty Krzysztof Bosak, wyciągnięty ewidentnie z piątkowego wieczoru z kolegami, Sławek Mentzen zdający hołd pruski nowemu Komitetowi Obrony Demokracji pod zarządem PiS, trącący myszką opozycjoniści z czasów PRL przywołujący historie z frontu, przedstawiciel „lewicy narodowej” twierdzący, że dziś nie masz już Żyda ni Greka w obliczu upadku demokracji, czy Piotr Duda z Solidarności rzucający się rejtanem przed rzekomymi prawami pracowniczymi chronionymi przez nasz ukochany Trybunał. Taką to wielobarwną koalicję udało się zebrać w tym dramatycznym dniu!

Z tłumu też leciały ciekawe okrzyki. Po ilości „preczów z komuną” można by uwierzyć, że to Czerwony Front okupuje właśnie budynek Trybunału. Pojawiły się też znajome, choć kojarzące się bardziej z KOD-em okrzyki „wolne sądy”, „dyktaturę obalimy, a Trybunał obronimy”. Pojawił się też faworyt Czarnych Protestów: „To jest wojna!”. Istne pomieszanie z poplątaniem. Dziennikarskim obowiązkiem dodam też, że do inby dołączyli się również kibice Legii, dodając kolorytu przyśpiewkami kibicowskimi i przekleństwami. Pierwszą połowę nocy tłum zajmował się przepychankami z policją i lękiem nad rzekomą bronią maszynową wydaną uzbrojonej ręce państwa, natomiast kiedy stało się jasne, że żaden gliniarz nie podniesie ręki na burżuazję i jej zwolenników, atmosfera wyraźnie się uspokoiła (raczej ku niezadowoleniu zebranych, liczących na przynajmniej jednego męczennika).

Koło północy prezydent Nawrocki pojawił się pod Trybunałem. Policja przepuściła go chętnie, natomiast na jego drodze stanęła sama sędzina Korwin-Piotrowska, którą po męsku odepchnął, orzekając, że nie jest żadną sędzią. Wraz ze swoimi ludźmi zamknął się w środku Trybunału na dwie godziny w zupełnie niewiadomym celu, podczas gdy Republika toczyła lament nad takim potraktowaniem naczeln… prezydenta państwa.

Oświadczenie Nawrockiego było krótkie: „Rząd nie ma racji, proszę wyprowadzić służby, polityków zapraszam na dyskusję”. Wbrew pełnych nadziei prezydent nie wyszedł do protestujących i nie nakazał szturmować płotku oddzielającego lud od Litery Prawa. Do rana nie wydarzyło się nic, poza dramatycznymi apelami Hołowni i oświadczeniami poparcia jednej i drugiej ze stron. Następnego dnia już wszyscy wydawali się mniej więcej pogodzeni ze stanem rzeczy. Koniec końców… przez całonocne darcie szat nie zmieniło się zupełnie nic.

Tak oto wyglądał największy dramat polskiej państwowości od 1926.

Jakie wnioski powinniśmy z tego wysunąć jako komuniści?

preczzkomuno
Kolejna ze słynnych zbrodni komunizmu – burżuazyjny Trybunał Konstytucyjny

Po pierwsze, zgnilizna burżuazyjnego porządku w Polsce postępuje i jest widoczna gołym okiem. Według sondaży około 40% Polaków ma sytuację Trybunału jawnie gdzieś. Chyba wszyscy mamy dość wmawiania nam, że to nas w ogóle powinno obchodzić.

Po drugie, miłościwie nam panującym nie chodzi zupełnie o nic i ich różnice na temat tego, jak powinno wyglądać państwo, są tylko pustą propagandą. Nie wolno nam dać się wciągnąć w ich przepychanki w imię tak zwanej demokracji. Wiele można znaleźć rzeczywistych problemów, które ta wiekopomna bitwa krótkotrwale przykryła. Jeśli taki był zamysł rządu, to bardzo szybko się okaże, że materialna rzeczywistość ma tę niesamowitą właściwość, że koniec końców toruje sobie drogę na powierzchnię i niewiele sobie robi z białych kasków czy biało-czerwonych Sarmatów.

Po trzecie, burżuazja nie jest ani zdolna ani chętna do poprawy sytuacji. System polityczny Polski, sklecony na kolanie w latach 90 w imię jak najszybszego pozbycia się „złogów” industrializacji i gospodarki publicznej dochodzi do swojej logicznej konkluzji. Propozycja Razem, przypominająca metodę Scypiona Afrykańskiego wobec pokonanej Kartaginy i zakładająca totalny reset, posypanie solą i odbudowę od zera, ma logiczny sens. Rzecz w tym, że absolutnie nic to nie zmieni w życiu przeciętnego Polaka, bo praworządnością nie da się najeść, a państwem prawa zatankować samochodu. Dodatkowo, nie zainteresowała tym samym ani psa z kulawą nogą — Adrian Zandberg w pędzie do bycia prymusem, dąży do samodzielnego zawrócenia kijem Wisły i, jak zwykle, postanawia zakasać rękawy i zabrać się do naprawiania burżuazyjnego państwa.

Po czwarte, zasięg tych informacji, które były szeroko komentowane w mediach zagranicznych jako prawdziwy zamach stanu, zdradzają pozycję Polski na arenie międzynarodowej. Słusznie zwraca się uwagę na hipokryzję rządu Tuska czy na prawdziwą twarz „demokracji” w kraju zdominowanym przez UE i USA. Tym bardziej uderza też hipokryzja samej UE, która darła szaty o Trybunał w czasie rządu PiS, a teraz ma niewiele do powiedzenia. 

Cała ta szopka może nam służyć tylko jako sygnał o obecnej słabości państwa i braku sensownych opcji dla naszej rodzimej burżuazji. Ani „neoneosędziowie” Tuska, ani nowo odkryta miłość do legalizmu Kaczyńskiego, ani „reset konstytucyjny” nie uzdrowi fundamentalnie chorego państwa kapitalistycznego. Faktyczną drogę naprzód wytyczyć można tylko pomimo i poza zakazami i nakazami coraz to częściej ośmieszających się klaunów w togach (lub tych z gaśnicą w ręku). I z każdym kolejnym dniem społeczeństwo dookoła nas będzie się o tym przekonywać coraz mocniej.