incydent Jarosław strona

24 września w klasztorze w Jarosławiu zginął ksiądz Stanisław Zbroja. Sprawca zaatakował nożem pięć osób (dwie z nich w ciężkim stanie trafiły do szpitala). Podejrzanym jest 31-letni obywatel Ukrainy, Ihor M. Mężczyzna prawdopodobnie ma objawy choroby psychicznej (zaburzeń psychotycznych) i dlatego policja nie mogła go przesłuchać. Jak dotąd nie wiadomo nawet dokładnie, co nim kierowało. Klasztor, w którym dokonał ataku, od lat pomaga Ukraińcom mieszkającym w Polsce. Napastnik miał przyjechać do Jarosławia po tym, jak odholowano jego samochód. W klasztorze poprosił o wodę, a kiedy został wyproszony, zaatakował księdza. Miał być notowany w Niemczech, a w Czechach wpisano go do bazy osób niepożądanych po próbie nielegalnego przekroczenia granicy.

Po ataku ludność Jarosławia w milczeniu licznie przemaszerowała na miejsce zbrodni, by złożyć tam kwiaty i znicze. Na mszy pogrzebowej kazanie wygłosił jeden z rannych księży. Apelował w nim o wybaczenie:

„I z tego miejsca też chcę was prosić, abyście nie winili narodu, z którego był oprawca. Bo zła dokonał konkretny człowiek. Zła dokonał konkretna osoba, która ma swoje imię, swoje życie, która odpowiada za swoje czyny. Nie dokonali tego inni ludzie. To była jedna, jedyna osoba. Dlatego proszę was, abyście nie odpowiadali złem za słowo, ale miłością, wsparciem, zrozumieniem i troską. Proszę was o szacunek dla ludzi, którzy żyją w naszym opactwie, w naszym mieście, w naszym województwie i w naszym kraju”

Nie ma informacji, czy podejrzany wcześniej walczył na froncie. W tej sprawie pojawiają się sprzeczne głosy, więc trudno powiedzieć, co właściwie robił przed przyjazdem do Polski. Jeżeli rzeczywiście był żołnierzem, wojna mogła odbić się na jego zdrowiu. Nawet jeśli nie uczestniczył w walkach, wojna ma wpływ na postrzeganie tej tragedii – można tu wskazać na przytaczanie Wołynia i wrzucanie wszystkich Ukraińców do jednego worka. Niewątpliwie swoją rolę miały w tym takie wydarzenia jak nadanie jednej z jednostek imienia Bohaterów UPA przez Zełenskiego (czego nie dokonał gwoli kaprysu, lecz dlatego, że kolejne roszady w państwie pozbawiły go wielu sojuszników, aż do punktu, w którym musiał oprzeć się na neonazistowskich elementach).

Konflikt odciska również piętno na mieszkańcach Ukrainy – zarówno cywilach, jak i żołnierzach.  Ciągłe życie w cieniu spadających bomb to gotowa recepta na PTSD. Przypadłość ta z kolei wiąże się w 30–40% z jakąś formą objawów psychotycznych – takich, jakie stwierdzono u Ihora M. Ponadto często wiąże się z nią agresja, zwłaszcza wśród weteranów wojennych.

Niewykluczone zatem, że kolejnego takiego ataku dokona były wojskowy. Wojna to potężne źródło brutalnych przestępstw. Po wybuchu amerykańskiej „wojny z terrorem” liczba morderstw z udziałem czynnego personelu wojskowego US Army wzrosła o 89 proc. w ciągu sześciu lat w porównaniu z analogicznym okresem. Burżuazja Europy „hoduje sobie” setki tysięcy mężczyzn z urazami psychicznymi. Deportacje nie są zatem żadnym rozwiązaniem – jest nim zakończenie wojny.

Ksenofobiczna nagonka

Sprawę szybko zaczęto przedstawiać jako argument w dyskusji o Ukraińcach mieszkających w Polsce. W internecie pojawiły się wezwania do deportacji, a politycy zaczęli wykorzystywać wydarzenie do własnych celów. Na tysiąc Ukraińców mieszkających w Polsce przypadają ok. trzy osoby podejrzane o przestępstwo, podczas gdy wśród Polaków jest ich około czterech. Temat deportacji się jednak pojawił.

Jeszcze w kwietniu 2024 r. szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz stwierdził: „My już dawno sugerowaliśmy, że jesteśmy też w stanie pomóc stronie ukraińskiej w tym, żeby ci, którzy są objęci obowiązkiem służby wojskowej, udali się do Ukrainy”. No i proszę – mamy to czarno na białym! A tyle było cynicznych liberalnych frazesów o „wolnej Ukrainie” – wolnej jedynie do zdychania za ich imperialistyczne ambicje.

W sierpniu br. wiceprezes PiS Tobiasz Bocheński również mówił o deportowaniu mężczyzn w wieku poborowym, którzy nie pracują legalnie ani nie studiują. Po wydarzeniach w Jarosławiu poseł PiS-u Janusz Kowalski chciał deportacji wszystkich Ukraińców. Według rządowych źródeł około 95 proc. obywateli Ukrainy przebywających w Polsce pracuje legalnie.

Tak szeroko zakrojone deportacje byłyby niezgodne z obowiązującymi do 4 marca 2028 r. unijnymi zasadami ochrony międzynarodowej obywateli Ukrainy — to nic innego jak pusta demagogia. Na razie. W czerwcu tego roku, przy okazji debaty nad przedłużeniem tej dyrektywy, rządy wielu krajów Europy wyraziły chęć ograniczenia prawa do azylu dla mężczyzn w wieku poborowym. Klasy panujące Europy są zdeterminowane toczyć wojnę „do ostatniego Ukraińca” – a przeszkodą dla tej determinacji jest ponadnarodowa solidarność ludzi pracy. Rozbijaniu tej jedności służy przypisywanie wszystkim Ukraińcom sprawstwa takich zbrodni jak ta.

Nietrudno zauważyć, że polska burżuazja ma interes w dalszych atakach na Ukraińców mieszkających w Polsce. Korzysta co prawda z ich siły roboczej, lecz równocześnie postrzega Ukrainę jako swoją strefę wpływów oraz potrzebuje kozła ofiarnego, którego będzie mogła dać na pożarcie niezadowolonym masom. Nie przeraża jej bynajmniej wizja pogromów. Ba, cieszy ją. Podzielonych pracowników łatwiej się wyzyskuje. Klasa panująca zasiewa ziarna często względnie zawoalowanej ksenofobii w pełni świadoma, że wyrośnie z nich przemoc na pełną skalę.

Rządowe ataki na Ukraińców — takie jak ograniczenie dostępu do 800+ i darmowego leczenia oraz przymiarki do drastycznego wydłużenia czasu naturalizacji — to nie walka z darmozjadztwem. Kapitalizm jest w głębokim kryzysie. Żadne burżuazyjne ugrupowanie nie może nas z niego wygrzebać, więc uciekają się do wojny kulturowej. O to w tym chodzi. Oprócz tego polski imperializm kalkuluje: czy bardziej opłacalna jest siła robocza Ukraińców (wielu wkrótce dostanie obywatelstwa, z czym może wiązać się większe „wyszczekanie” do kapitalistycznych „dobrodziejów”), czy może zrobienie z nich mięsa armatniego w wojnie zastępczej z Rosją o to, kto będzie grabił i żerował na tym, co zostanie z Ukrainy przez kolejne lata?

Deportacje a wojna

Szef Kancelarii Prezydenta Ukrainy Kyryło Budanow pod koniec sierpnia mówił o potrzebie pozyskiwania co najmniej 30 tysięcy nowych żołnierzy miesięcznie. Od stycznia 2022 roku do września 2025 roku na Ukrainie wszczęto przeszło 290 tys. postępowań o samowolne opuszczenie jednostki lub dezercję. Co istotne, z tej liczby aż 200 tysięcy przypada na ostatni rok tego okresu. Brak jeszcze statystyki za obecny rok, jednak w styczniu ówczesny minister obrony narodowej Ukrainy Fedorow wskazał, że mobilizacji unikają łącznie ok. 2 miliony osób. Pod koniec lutego Ukraina dysponowała 300 tysiącami żołnierzy na froncie, czyli ok. 300 na kilometr frontu. Dla porównania to nieco mniej niż połowa tego, co w czasach zimnej wojny stratedzy NATO uznawali za wymagane do udanej obrony granic z Układem Warszawskim. Z drugiej strony Federacja Rosyjska skoncentrowała na Ukrainie ok. 700 tysięcy żołnierzy — donosi portal Foreign Affairs. Wczoraj z kolei dowódca Gwardii Narodowej Ukrainy Oleksandr Piwnienko podał, że gdzieniegdzie stosunek sił sięga 6:1.

Ukraińską armię toczy korupcja – bogaci są w stanie załatwić sobie zwolnienie ze służby za odpowiednią opłatą, nieosiągalną dla pracujących Ukraińców, których poświęca się na ołtarzu zachodniego imperializmu. Liczba zwolnionych ze służby wzrosła z miliona rok temu o kolejne 300 tys.

W Internecie krążą nagrania bardzo brutalnych łapanek mężczyzn w wieku poborowym. Zjawisko to nosi nazwę busyfikacji. Busyfikacja jest brutalna przede wszystkim dlatego, że ze wspomnianych 30 tysięcy nowych rekrutów miesięcznie udaje się zmobilizować jedynie około 10%. Można również znaleźć nagrania, na których widać poborowych przewożonych w kajdankach. W lipcu we Lwowie wybuchły na tym tle zamieszki, w których około 200 osób zablokowało i przewróciło wojskowy samochód. Do podobnych rozruchów doszło w sierpniu 2025 roku w Winnicy. 

Do 2025 roku odnotowano 341 ataków na oficerów mobilizacyjnych (TCK), a do pierwszej połowy 2026 roku  – już ponad 600. Tylko w pierwszych czterech miesiącach tego roku takich ataków było 117, ponad 20 razy więcej niż w pierwszym roku pełnoskalowej wojny, gdy było ich tylko pięć. Ołeksandr Semenow z niesławnego pułku „Skała” opowiadał o biciu ludzi i ciągnięciu ich za quadem. Sam potem zmarł w wyniku takich tortur. Od 2022 roku przeciwko TCK wszczęto 1400 postępowań o tortury. Tylko 20 zakończyło się wyrokiem. W jednym przypadku sprawcy zostali skazani na rok w zawieszeniu i około 75 zł grzywny. Tymczasem kara za dezercję to 5–12 lat więzienia, a za samowolne opuszczenie jednostki – 5–10 lat.

Dlaczego o tym piszemy? Jeżeli Polska zaczęłaby odsyłać mężczyzn w wieku poborowym, część z nich mogłaby później trafić do ukraińskiej armii. Rząd Polski mógłby przedstawić takie działania jako rozwiązanie problemów, za które obwinia się Ukraińców, a które są zwyczajnie rozdmuchane; więcej, są z gruntu fałszywe, tak jak wspomniana wcześniej przestępczość, która jest niższa wśród Ukraińców niż wśród Polaków.

Mogłaby się jednak zmienić podstawa deportacji – z przestępstw popełnianych w Polsce na przestępstwa popełniane zarówno tu, jak i na Ukrainie. Łatwo wyobrazić sobie scenariusz, w którym nagłaśnianie do oporu przestępstw popełnianych przez Ukraińców doprowadzi do punktu, w którym „prewencyjnie” zacznie się deportować ich za przestępstwo nr 1 na Ukrainie — samowolne opuszczenie jednostki. Podsycanie nienawiści do Ukraińców z kolei ułatwi burżuazji zadanie – deportacja nie spotka się z takim oporem, jak busyfikacje, gdy będzie dotyczyła znienawidzonej mniejszości. W iście europejskim stylu przeprowadzi się „ostateczne rozwiązanie kwestii ukraińskiej”, przy dalszym wygadywaniu liberalnym matołkom frazesów o „wolnej Ukrainie”, za którą rzekomo toczy się wojna.

Brzmi kuriozalnie? Bynajmniej. Polska już przecież zawiesiła prawo do azylu rękoma miłościwie panujących nam liberałów. Sam ukraiński resort obrony liczy zaś na uzupełnienie braków kadrowych obcokrajowcami. Kuriozalny jest cel, jaki sobie przy tym stawia – 30–50% pozycji w jednostkach szturmowych oraz piechoty (60–100 tys. najemników), względem 5–10% obecnie. Przy żołdzie wynoszącym około 10 tysięcy dolarów oraz barierze językowej Ukraina nie ma więc co liczyć na stworzenie choćby namiastki Legii Cudzoziemskiej. Wśród zwierzchników armii stałych Europy brakuje chętnych do „koalicji chętnych”. Podobnie jest w przypadku nastrojów społecznych – przewaga zwolenników dozbrajania Ukrainy w Polsce stopniała z 59,2 p.p. w grudniu 2022 r. do zaledwie 7 p.p. w lipcu tego roku. Dalsze podwyżki żołdu, na który już teraz brakuje 3,6 mld euro (11% deficytu budżetowego), są zaś mało prawdopodobne, na co wskazuje linkowana wcześniej analiza Ośrodka Studiów Wschodnich. Obecne podwyżki mogą więc co najwyżej służyć za desperacką próbę ratowania morale przed doszczętnym upadkiem.

Wróćmy raz jeszcze do najważniejszych liczb: 30 tysięcy nowych rekrutów potrzebnych co miesiąc, 3 tys. wcielanych siłą, 290 tys. ściganych za dezercję, 2 miliony dezerterów. Deportacja na front mogłaby zostać wynegocjowana w zamian za złagodzenie i tak już niezbyt skutecznych łapanek, co pozwoliłoby na ostudzenie do pewnego stopnia kipiących nastrojów w ukraińskim społeczeństwie. Banderyzm, na którym coraz mocniej opiera się ukraińska armia i rząd, mógłby zakorzenić się tym skuteczniej, im z większą obojętnością polskie społeczeństwo oddałoby Ukraińców na pożarcie. Spełnienie hasła „wynocha na wojnę”, które ustawicznie pada pod adresem Ukraińców mieszkających w Polsce, bardziej niż polskiemu kołtuństwu dogodziłoby więc władzom w Kijowie oraz ich zachodnim sponsorom.

Oczywiście taki mechanizm nie znajdzie zastosowania do takich osobników jak Timur Mindycz, uwikłany w aferę związaną z defraudacją 100 milionów dolarów i łapówkami, w ramach której wyprowadzano środki z ukraińskiego państwowego operatora energetyki jądrowej. Po nalotach na jego rezydencję w apartamentowcu współdzielonym z Zełenskim, w którym znaleziono sławetne złote kible, Mindycz uciekł do Izraela.

Walczmy z reakcją!

Musimy zdawać sobie sprawę z powagi zagrożenia – a nie jest nim przestępczość ze strony Ukraińców. Zagrożenie tkwi w rozkręceniu spirali wzajemnej nienawiści, która nie jest w interesie ani polskich, ani ukraińskich pracowników.

Na Podkarpaciu w marcu mediana wynagrodzeń wynosiła 7002 zł brutto, podczas gdy w skali kraju było to 7530 zł. Powiat jarosławski należy do najbiedniejszych części regionu. Ludzie łatwiej zauważają, że jest coś nie tak z tym, jak funkcjonuje świat, ale często nie wiedzą, gdzie szukać rozwiązania.

We wspomnianej ankiecie dotyczącej wsparcia wojskowego Ukrainy największy odsetek przeciwników był wśród mieszkańców wsi oraz osób z wykształceniem podstawowym lub zasadniczym zawodowym. Często były to osoby głosujące na PiS, Konfederację lub Razem albo niegłosujące. Zmęczenie wojną zastępczą dotyczy nie tylko krajów bezpośrednio w nią uwikłanych. Jest obecne również tutaj i wyraża się właśnie tak.

Coraz więcej ludzi dostrzega związek między wojną, militaryzacją, problemami surowcowymi a spadającym poziomem życia. Obecnie jednak do tych spostrzeżeń skutecznie odnoszą się głównie prawicowi demagodzy, wytykający rzekome potężne wpływy Ukrainy (jakże podobnie to brzmi do równie wygodnych bajek o kontrolowaniu USA przez Izrael) i obwiniający ogół Ukraińców.

To nie Ukraińcy zabierają nam pracę. Do zamknięcia zakładów doprowadziła po pierwsze chciwość burżuazyjnych „rodaków”, a po drugie polityka burżuazji całej Europy, która wywindowała ceny energii po odcięciu od rosyjskich surowców, a które wzrosną jeszcze bardziej w miarę kolejnych ataków na rosyjskie rafinerie przeprowadzanych z jej błogosławieństwem.

Kluczem do pokonania ksenofobicznej demagogii jest właśnie to pragnienie pokoju. Demagogia jest tylko objawem chorego systemu, a winę ponoszą zarówno „patoprawica”, jak i liberałowie. Obie strony służą tej samej klasie, która od zawsze używała podziałów do rządzenia i dla której Ukraina jest po prostu źródłem zysków z rabunkowej gospodarki, a Ukraińcy – surowcem do wyzysku, mięsem armatnim i kozłem ofiarnym. Realna odbudowa Ukrainy czy powstrzymanie wielu przestępstw z udziałem ludzi zdeprawowanych przez wojnę wymagają obalenia imperialistycznego kapitalizmu, który zrobił z Ukrainy państwo upadłe, a nas wpędza w nędzę. Im liczniejszymi siłami podejmiemy się tej walki, tym lepiej.