W czasie, gdy trwają obchody 101-szej rocznicy Bitwy Warszawskiej, prezentujemy tekst autorstwa Adolfa Warskiego, polskiego komunisty, członka SDKPiL i KPP oraz współpracownika Róży Luksemburg, straconego w czasie czystek stalinowskich w 1937 r. Artykuł nakreśla historyczne uwarunkowania tzw. „Wojny polsko-bolszewickiej”, umieszczając je w kontekście m.in. Komuny Paryskiej, I Wojny Światowej, rewolucji węgierskiej czy ówczesnych działań światowego imperializmu. Tekst rozprawia się również z mitem „socjalpatriotyzmu” wyznawanego przez członków PPS z Piłsudskim na czele, unaoczniając drobnomieszczański i kontrrewolucyjny charakter „socjalistów” polskich. Historycznego znaczenia dążeń proletariatu Rosji do połączenia się z rewolucyjnymi ruchami na zachodzie Europy nie da się przecenić. Artykuł tow. Warskiego stanowi testament idei Lenina i Trockiego oraz teoretyczny oręż przeciwko reakcji w postaci „patriotycznego” socjalizmu drobnomieszczańskiego czy stalinowskiego rewizjonizmu.

Polish soviet propaganda poster 1920
„Czym kończy się plan panów”, radziecki plakat przeciwko polskiej szlachcie

Artykuł Adolfa Warskiego „Rewolucja i wojny rewolucyjne”, napisany w końcu 1920 r., ukazał się pod kryptonimem w piśmie „Przegląd Komunistyczny”, zeszyt 1, maj 1921 r., str. 3-12. Wydrukowano go również w Kalendarzu Komunistycznym, Moskwa 1922, str. 121-128.

Podstawa niniejszego wydania: Adolf Warski. „Wybór pism i przemówień”, tom 2. wyd. Książka i Wiedza, Warszawa 1958.

W ciągu paru miesięcy swego niesławnego panowania rząd „robotniczo-włościański” socjalisty Moraczewskiego zdołał dokonać dwóch rzeczy: po pierwsze, rozbroił robotników w tym samym czasie, gdy ułani i żandarmi Piłsudskiego urządzili pogromy rewolucyjnych instytucji robotniczych i katowanie (pamiętne bicie przez czerwone płachty!) robotników i chłopów usiłujących realizować wolność strajków; po drugie, utorowawszy w ten sposób drogę kontrrewolucji kapitalistycznej, nadał jej formy jedynie w tym czasie możliwe – formy demokratyczne, z jednym zresztą zastrzeżeniem: dla lepszego zabezpieczenia kontrrewolucji w formie demokratycznej pozostawił swym zastępcom nie naruszony carski kodeks katorżniczy dla karania przestępstw państwowych, z czego sądy polskie w stosunku do rewolucjonistów korzystają w tak obfitej mierze, ze wprawiają niezawodnie w zdumienie niejednego byłego żandarma carskiego. Po tych pięknych czynach rząd Moraczewskiego, bez próby oporu, ustąpił miejsca otwarcie burżuazyjnemu rządowi p. Paderewskiego.

kolejarze
Rycina przedstawiająca krwawe stłumienie strajku kolejarzy poznańskich w dniu 26 kwietnia 1920 r.

Po zabezpieczeniu kontrrewolucji na wewnątrz – pierwszym czynem wodzów PPS było utorowanie drogi kontrrewolucji na zewnątrz. Z ich to szeregów wyszły pierwsze i najgłośniejsze okrzyki o grożącym Polsce „imperializmie bolszewickim”, o „najeździe” bolszewickim na Litwę i Białoruś, o potrzebie wyzwolenia tych krajów spod „jarzma” bolszewickiego. Było to oczywiście moralnym przygotowaniem zbrojnego napadu na republiki sowieckie Litwy i Białorusi. I podczas gdy wodzowie PPS przekonywali polskie masy pracujące, że nie można na bagnetach z zewnątrz nieść wyzwolenia proletariatowi, ułani i żandarmi Piłsudskiego „wyzwalali” lud na Litwie i Białorusi z ziemi, którą im niosła rewolucja sowiecka, i przywracali panowanie żubrów kresowych i knuta ekonomskiego.

Socjalistyczne krzyki o imperializmie bolszewickim i szlachetne zapewnienia, że klasa robotnicza w każdym kraju potrafi sama wywalczyć sobie wyzwolenie, bez pomocy obcych bagnetów, nie przeszkodziły Radzie Partyjnej KPRP w lutym 1919 r. ogłosić uchwałę stwierdzającą

„z naciskiem. że obowiązkiem i prawem klasy robotniczej każdego kraju jest nieść czynną pomoc robotnikom innych krajów w ich rewolucyjnej walce… i że wobec tego zbrojna pomoc proletariatu rosyjskiego, gdyby jej potrzebowała dojrzewająca rewolucja polska, nie byłaby najazdem, ani też wyrazem tendencji imperialistycznych, sprzecznych z istotą rządów socjalistycznych, nie miałaby nic wspólnego z dążeniern do podbojów i hasłem narodowych wojen, lecz byłaby po prostu wcieleniem w czyn haseł międzynarodowej solidarności rewolucyjnego proletariatu”¹.

W Niemczech, jak i w innych krajach, w których kapitał dawno już sformułował swoje zadania imperialistyczne, historia przeznaczyła szajdemanowcom rolę agentów imperializmu i wojny kapitalistycznej. W Polsce rola szajdemanowców była inna. Przed wojną i w okresie wojny burżuazja polska popierała interesy imperialistyczne odnośnych państw zaborczych. Znalazłszy się raptem na skutek wojny w położeniu „niepodległości”, bez przemysłu i handlu w zrujnowanym kraju, burżuazja polska nie mogła w ciągu jednego dnia wykrzesać z siebie własnego imperializmu. Zadanie to przypadło w udziale inteligencji drobnomieszczańskiej, która w tradycji Polski szlacheckiej czerpała elementy ekspansji burżuazyjnej w formie federacji Polski, Litwy i Rusi, w związku z oderwanymi od b. Rosji krajami od Helsingforsu do Tyflisu pod hegemonią Polski – ekspansji, która prześcigała najśmielsze marzenia endeków. W Polsce zatem los ,,socjalistów” był okrutniejszy: szajdemanowcom polskim wyznaczył rolę pionierów imperializmu, wykuwających jego hasła i broń. Po „wyzwoleniu” Litwy i Białorusi z rewolucji socjalnej i oddaniu ich na pastwę demokratów z byłej armii carskiej w rodzaju generałów Listowskiego. Iwaszkiewicza, Bałachowicza itp. – wodzom PPS pozostało sformułować zadanie „wyzwolenia” Ukrainy. Było to w końcu 1919 r., gdy republiki sowieckie, zadając ostatnie ciosy Denikinowi, poświęcały się całkowicie zadaniom odbudowy gospodarczej. Praca stała się ewangelią rządów sowieckich, cały entuzjazm partii komunistycznych Rosji i Ukrainy wylał się w formach walki z „głodem i chłodem, z wszą i tyfusem”. Armie wojenne zamieniano w armie pracy, ogołocono niemal zupełnie front polski z armii i przerzucono ją na wschód jako armię pracy. Jednocześnie rządy sowieckie w swoich propozycjach pokojowych oddawały żubrom kresowym Polski na pastwę tak rozległe terytoria na wschód, że zadowalały one daleko sięgające apetyty endeków. Republikom sowieckim Rosji i Ukrainy zdawało się, że w ten sposób zabezpieczą sobie pokój ze strony Polski, i w tej błogiej nadziei zabrały się do pracy pokojowej na froncie gospodarczym. Politycy sowieccy nie wiedzieli o tym, że w Polsce panował wtedy nie zrujnowany kapitał z endecją na czele, lecz osobliwy i niebywale awanturniczy bonapartyzm w osobie Piłsudskiego, popieranego przez drobnomieszczańską PPS, bonapartyzm, którego marzenia imperialistyczne sięgały daleko dalej.

Red Army soldiers march to Kharkov 1919
Armia Czerwona w czasie marszu na Charków opanowany przez oddziały Denikina, 1919 r.

Ten właśnie moment uważali wodzowie PPS za najodpowiedniejszy, aby rozpocząć nową kampanię zohydzania republik sowieckich w oczach mas pracujących i w ten sposób przygotować grunt moralny dla „wyzwalania” Ukrainy. W tym samym czasie, gdy tajna dyplomacja Piłsudskiego zawierała układ z Petlurą i przygotowywała zbrojny najazd na Kijów, wodzowie PPS malowali w najczarniejszych barwach „niewolę” robotników rosyjskich, zakutych w koszarowe dyby armii pracy i pędzonych do roboty jak wojsko z frontu na front według planów strategii gospodarczej. Czyż armie pracy mogą mieć coś wspólnego z socjalizmem? Wprawdzie już Marks i Engels, kreśląc swój program w Manifeście Komunistycznym, żądali m. in. „powinności pracy dla wszystkich” oraz „zorganizowania armii przemysłowych”. Ale wodzowie PPS, którzy wraz z Piłsudskim chełpią się tym właśnie, że nikt inny, tylko oni są twórcami militaryzmu polskiego (organizacje strzelców galicyjskich, legiony), doskonale rozumieją konieczność powinności wojennej i armii wojennych w państwie kapitalistycznym i dla takiej powinności i takich armii na rzecz kapitału i panowania junkrów polskich w „wyzwalanych” krajach nie skąpią bynajmniej ani honoru własnej partii, ani krwi i mienia ludu polskiego. Ale powinność pracy i armie pracy – czyż to nie jest gwałt nad „socjalizmem” PPS?

Nie zdążyli jeszcze wodzowie PPS ochłonąć z radości witania zwycięskiego wodza wracającego z Kijowa, gdy awanturnicza wyprawa ukraińska zaczęła się już zamieniać w bezwładny odwrót, w którym uciekające wojska polskie zatrzymały się dopiero aż pod Warszawą.

I oto znowu rozległy się okrzyki o najeździe bolszewickim, i znowu socjalpatrioci jęli wpajać w masy, że Czerwona Armia robotników i chłopów rosyjskich nie ma prawa wnosić do cudzego kraju socjalizmu na bagnetach swoich. Zjawiło się znowu święte przykazanie, że w każdym kraju klasa robotnicza musi sama wyzwalać się z pęt kapitalizmu, bez pomocy obcych bagnetów.

Należy przyznać, że tym razem znaleźli się nawet komuniści polscy² – co prawda w bardzo szczupłym gronie – dla których to przykazanie socjalpatriotyczne miało pewną rację, niezależnie od kontrrewolucyjnej treści, jaką wkładali w nie wodzowie PPS.

Że twierdzenie to jest krzycząca obłudą w ustach socjalpatriotów polskich – o tym świadczą wszystkie ich czyny i cała ich polityka przed wojną i po wojnie światowej. W samej rzeczy, trzeba podziwiać niezwykły cynizm naszych socjalpatriotów, którzy poczytują to sobie za największa zasługę, że czekali na wybuch wojny światowej, aby wcielić się do armii cesarskich i nieść Polsce wyzwolenie na bagnetach imperialistycznych Ludendorffa, którzy potem budowali swoją Polskę na zbrojnej pomocy imperialistycznej Francji; którzy z entuzjazmem witali „zwycięskiego wodza”, usiłującego wcielić w czyn ich imperialistyczny program federacyjny i wyzwalającego Ukrainę za pomocą bagnetów polskich – i którzy po tym wszystkim śmią występować przeciw wyzwalaniu Polski za pomocą bagnetów sowieckich. Nie chodzi tu zresztą o wytykanie cynizmu politykom socjalnacjonalistycznym. Gdy pepesowcy, mając za sobą przeszłość bagnetów kajzerowskich, głosowali w Sejmie za sojuszem z Ententą tworzącą swój sławny „drut kolczasty” wokoło Rosji Sowieckiej, wykazali przez to, że chodzi tu bynajmniej nie o narodowość bagnetów ani o żadne abstrakcyjne przykazania, lecz jedynie i wyłącznie o związek ,,socjalistów” polskich z międzynarodową kontrrewolucją, bez względu na to, czy ja niosą bagnety Ludendorffa czy Focha. Jeżeli zatem PPS głosi, że klasa robotnicza w każdym kraju musi sama zdobywać sobie wyzwolenie, to w świetle czynów socjalpatriotycznych formuła ta oznacza tylko jedno: nie wolno za pomocą obcych bagnetów rewolucyjnych odbierać ziemi i fabryk kapitalistom i junkrom, wolno natomiast i należy za pomocą obcych bagnetów kontrrewolucyjnych przywracać panowanie kapitalistów i junkrów w każdym kraju.

unnamed
Armia Czerwona w Kijowie, 1920 r.

Nic w tym dziwnego, że ta sama formuła socjalpatriotyczna z takim samym cynizmem głoszona była przez szajdemanowców niemieckich w chwili, gdy Czerwona Armia dotarła do granic Prus Wschodnich i wkraczała w korytarz polski, wywołując entuzjazm proletariatu niemieckiego i obawy junkrów niemieckich. Ale rzeczą co najmniej dziwną jest, że i w prasie komunistycznej, i w komunistycznej frakcji parlamentarnej Niemiec znaleźli się towarzysze, którzy uważali za potrzebne ugiąć się przed tą kontrrewolucyjną formułą międzynarodowego socjalpatriotyzmu. A przecież komuniści niemieccy mieliby tak wdzięczne zadanie, gdyby zechcieli i przy tej okazji zdemaskować obłudę swoich szajdemanowców i zapytać się ich publicznie, w prasie i w parlamencie: nie chcecie obcych bagnetów? A kto, jeśli nie wy, błogosławił na początku wojny bagnetem cesarskim, wmawiając w robotników niemieckich, ciągnionych na rzez międzynarodową, że idą wyzwolić Polskę z kajdan najazdu rosyjskiego, że idą wyzwalać Rosję z opresji caryzmu? Kto przyjmował z wdzięcznością usługi Focha, ułatwiającego waszemu Noskemu rozstrzeliwanie robotników niemieckich i duszenie rewolucji niemieckiej? Skoro wasze bagnety imperialistyczne były dobre dla wyzwalania Rosji, to rosyjskie bagnety sowieckie muszą być dobre dla wyzwalania Niemiec z krwawych rąk takich oprawców, jak wasz Noske. Robotnik niemiecki, mający przeciw sobie różne wasze formacje bojowe wytresowane przez oficerów wilhelmowskich, a z tyłu gotowe do ciosu zbrojne bandy Focha, niezawodnie z entuzjazmem witałyby czerwone dywizje sowieckie, gdyby te były zmuszone i zdolne wkroczyć w granice Niemiec. I miałby do tego takie samo prawo. jakie mieli demokratyczni przodkowie burżuazji niemieckiej, gdy niecierpliwie oczekiwali i entuzjastycznie witali bataliony Wielkiej Rewolucji Francuskiej, aby przy ich pomocy burzyć jarzmo feudalne, lub demokraci holenderscy wzywający armię generała Pichegru³, która w 1794-1795 r. zdobyła Holandię.

I chociaż armie W[ielkiej] Rewolucji Francuskiej prędko przestały nieść na swych bagnetach wyłącznie „pokój chatom i wojnę pałacom”, chociaż były to już tylko armie Pierwszego Cesarstwa, to jednak nawet bohater Żeromskiego w Popiołach zrozumiał znaczenie nowożytnych bagnetów francuskich w zacofanej Hiszpanii, gdy po wysłuchaniu manifestu Napoleona, znoszącego niewole feudalną, zawołał: „Naszą to krwią pisana twoja konstytucja, więźniu hiszpański!” I nie bezsilny sentyment demokratyczny poczciwych patriotów szlacheckich, lecz miecz Napoleona w Warszawie podyktował Polsce pierwszy paragraf konstytucji: „Le servage est aboli – niewola chłopów zniesiona”. Gdy Czerwona Armia Sowietów przekroczyła w roku zeszłym granice Polski, Piłsudski, rząd, Sejm obiecywali złote góry robotnikom i chłopom polskim. Sejm na łap-cap wygotował lipcową ustawę o wykonaniu reformy rolnej, podpisaną przez jej przeciwnika, ówczesnego ministra rolnictwa, prof. Bujaka. Dopiero gdy Czerwona Armia została odparta, gdy kapitaliści i junkrzy polscy ochłonęli z przestrachu, prof. Bujak (wśród wielu innych) nabrał odwagi do skrytykowania tego, co zostało spłodzone w godzinę strachu, i w swoich Uwagach krytycznych o naszej reformie rolnej pisze: „Los – jakby przez ironię – zdarzył, że jestem podpisany na lipcowych ustawach”, które „dalekie są od zasadniczej linii moich poglądów”. A żołnierze Czerwonej Armii Sowietów mogliby zawołać: „Naszą to krwią pisana ta ustawa dla bezrolnych i małorolnych i te uroczyste zapewnienia opieki i zaopatrzenia dla rodzin ochotników w czasie wojny i obietnice pracy po wojnie. Naszej to porażce zawdzięczacie, robotnicy polscy, ze was haniebnie oszukano, naszej porażce zawdzięczacie, chłopi małorolni i bezrolni, że nie dostajecie i nie dostaniecie nawet tych ochłapów, które wam ustawa rolna obiecywała”. Gdy Piłsudski szedł na Kijów „wyzwalać” Ukrainę, szła za nim sfora żandarmów i junkrów kresowych, a przed nimi uciekał chłop z roli pańskiej do lasu lub szedł pod kulę i bat pański. Gdy w swojej kontrofensywie Czerwona Armia szła pod Warszawę, przed nią uciekali kapitaliści i junkrzy polscy, a chłopi stawali się panami roli. A potem znowu „cud nad Wisłą” wyraził się w powrocie panów i w masowym rozstrzeliwaniu robotników i chłopów. W ten sposób „obce” bagnety sowieckie i „swoje” bagnety kapitalistyczne jaskrawą swoją wymową wyrazić się musiały w świadomość mas pracujących jako rewolucja i kontrrewolucja, a w poczuciu klas posiadających – jako „najazd” i odparcie „najazdu” na święte prawa własności kapitalistycznej. W zdeprawowanej zaś obłudą socjalpatriotyczną wyobraźni inteligenckiej bagnety Piłsudskiego skierowane przeciw Ukrainie Sowieckiej są wyrazem prawa samookreślenia narodów, a bagnety proletariackie wymierzone przeciw Polsce kapitalistycznej są zaprzeczeniem tego prawa.

II 

Gdyby maksyma, że każdy kraj winien robić swą własną rewolucję wyłącznie własnymi siłami – gdyby ta maksyma nie była abstrakcyjno-metafizycznym postulatem, pozbawionym treści i prawdy historycznej, musiałaby mieć nieuniknienie odwrotną stronę – tę mianowicie, że każdy kraj winien przeprowadzać u siebie kontrrewolucję również wyłącznie własnymi siłami klas kontrrewolucyjnych. Ale gdyby się nawet znalazł apostoł podobnej fikcji politycznej w obozie kontrrewolucji, spotkałby go tylko śmiech i pogarda. Gdy Sejm Czteroletni w Konstytucji 3 Maja ośmielił się zrobić drobny wyłom w feudalnej anarchii szlacheckiej, Targowica nie zawahała się prosić carowej Katarzyny o najazd na miłą ojczyznę, a emigranci francuscy zbierali się pod obcymi bagnetami całej Europy feudalnej, którą pchali do najazdu na ojczyznę jakobinów. Wersalczycy wyjednali pozwolenie na powrot z niewoli niemieckiej 100-tysięcznej armii i przy jej pomocy pod osłoną bagnetów pruskich oblegających Paryż utopili we krwi Komunę Paryską. Nie siłami własnej burżuazji zduszona została rewolucja socjalistyczna w Finlandii i na Łotwie, lecz za pomocą bagnetów niemieckich. Jeżeli na trupie Węgier sowieckich⁴ szaleje biały terror band Horthyego, należy to zawdzięczać nie sile kontrrewolucji węgierskiej, lecz najazdowi armii rumuńskiej popartej przez aliantów. Kontrrewolucyjna Polska Piłsudskiego zostałaby już dawno obalona przez robotników i chłopów polskich w zbrojnym sojuszu z rewolucją rosyjską, gdyby nie miała zbrojnego poparcia imperializmu francuskiego, który wyznaczył jej rolę swego brytana na Wschodzie. I nikt przecież ani chwili wątpić nie może, że gdyby na miejsce Polski kapitalistycznej stanęło dziś polskie państwo proletariackie, Polska Republika Rad, Piłsudski i Daszyński, w świętej zgodzie i braterstwie z Romanem Dmowskim, zebraliby u rządów kapitalistycznych całego świata o zbrojny najazd na Polskę proletariacką, tak samo jak eserowcy, kadeci i monarchiści rosyjscy skomlą po wszystkich dworach i gabinetach europejskich o podobny najazd na ojczyznę rewolucyjnych robotników i chłopów rosyjskich.

5c46d5cb15e9f901981d3aba
„Spieszmy bić pana polskiego – nie zapominajmy o Baronie (Piotr Wrangel – przyp. CzF)”

Wobec bijących w oczy faktów historycznych, wobec niesłychanie wielkiego doświadczenia historycznego, wykazującego nieunikniony splot każdej wielkiej rewolucji z wojnami kontrrewolucyjnymi i rewolucyjnymi, niepodobna wprost zrozumieć, jak w głowie choćby jednego komunisty urosnąć mogła do godności zasady owa fikcja o samodzielności i samowystarczalności rewolucji w każdym kraju, która w ręku socjalpatriotów może być dogodnym narzędziem obłudy i oszustwa, ale w ręku rewolucjonistów może być tylko szkodliwą fikcją. Do czego w praktyce politycznej prowadzi ta osobliwa zasada? Pozwala ona wspaniałomyślnie republikom sowieckim bronić się we własnych – nie wiadomo jakich – granicach przeciw najazdowi band kapitalistycznych całego świata, ale zakazuje im przestąpić granice wroga. Jakobini francuscy nigdy nie należeli do tak dziwnego gatunku fantastów i od samego początku wojny z feudalną koalicją europejską woleli zająć miasta wzdłuż Renu, pójść na Moguncję, bić kontrrewolucję w Niemczech i Belgii nie tylko militarnie, lecz bić ja wszędzie socjalnie, znosząc na terenie wroga przywileje i powinności feudalne. Wolno było będącym na żołdzie alianckim bandom kondotierskim, polskim, czechosłowackim i innym, występować zbrojnie na terenach republik sowieckich: ale gdy Piłsudski, największy, choć niesforny kondotier giełdy paryskiej i militaryzmu francuskiego na Wschodzie, organizuje na terenie Polski kontrrewolucyjne bandy ,,pogromczyków” Bałachowicza, Pieremykina, Petlury – aby wraz z nimi rzucić się na Ukrainę i Białoruś – republikom sowieckim ma być wolno czekać cierpliwie, aż bandy te na skinienie Piłsudskiego lub jego rozkazodawców z francuskiego sztabu generalnego przekroczą ich granice! Po czym raczymy Czerwonej Armii łaskawie pozwolić, aby zgniotła te watahy bandytów pod jednym warunkiem: by, broń Boże, sama nie przekraczała etnograficznych czy innych granic Polski!

Należy stwierdzić, że Komunistyczna Partia Robotnicza Polski nigdy nie miała nic wspólnego z podobnym mędrkowaniem w próżni historycznej, choćby dlatego, że taka próżnia istnieć może tylko w głowach inteligentów drobnomieszczańskich, którzy w konstruowaniu sobie świata z mgieł fantazji znajdują miłą ucieczkę od przeklętej rzeczywistości międzynarodowych wojen klasowych, rewolucji i kontrrewolucji. Toteż partia komunistyczna w Polsce zapewne nie przypuszczała nawet możliwości powstania fikcji nakazującej Sowietom potykać się tylko na własnych terenach ze zbrojną kontrrewolucją światową, gdy od pierwszych chwil powstania zbrojnych sił sowieckich nakazywała robotnikom polskim widzieć w nich armię rewolucji międzynarodowej, a w powstającej białej armii burżuazji polskiej widzieć wrogów swoich i gdy to samo powtarzała w swych pismach i odezwach w czasie najazdu Piłsudskiego na Ukrainę i kontrofensywy Czerwonej Armii w Polsce. W klasowych walkach zbrojnych rewolucji z imperializmem światowym komuniści polscy nigdy nie szukali i nigdy nie odkrywali granic etnograficznych ani innych, tak samo jak nie zatrzymywała się na progu czyichkolwiek granic kontrrewolucja międzynarodowa, gdy chodziło o zduszenie rewolucji sowieckiej w Rosji czy na Ukrainie, w Estonii czy na Łotwie, w Bawarii czy na Węgrzech.

Ale za Czerwoną Armią kroczy rewolucja socjalna – a czyż można wnosić do jakiegokolwiek kraju rewolucję socjalną na obcych bagnetach?

Można – co najmniej z takim samym prawem, z jakim Ludendorff, popierany przez szajdemanowców, wnosił kontrrewolucję socjalną na bagnetach niemieckich w krajach bałtyckich, w Finlandii, na Ukrainie – z jakim Foch, popierany przez Renaudelów, czynił i usiłuje czynić to samo na wszystkich terenach rewolucji rosyjskiej – z jakim Piłsudski, popierany przez PPS, czynił to samo na Litwie, Białorusi, Ukrainie i przy pierwszej okazji znowu postara się uczynić.

Można z takich samych powodów i pod naciskiem takich samych konieczności, jakie zniewalały armie W[ielkiej] Rewolucji Francuskiej, przekraczać granice i wstrząsać podwaliny feudalizmu w Europie.

Co więcej, można to uczynić w sposób daleko pewniejszy, daleko skuteczniejszy, aniżeli czyniły dzieło swoje armie sankiulotów francuskich. I co ważniejsza, przy odpowiedniej okoliczności dywizje Czerwonej Armii mogą być zmuszone pomaszerować bardzo daleko i ze skutkiem zupełnie pewnym.

5c46d80385600a3f042d89eb
„Żnijmy póki czas” – po lewej stronie „polski pan”, po prawej Piotr Wrangel

W samej rzeczy, pomiędzy Wielką Rewolucją burżuazji a Wielką Rewolucją proletariatu leży przeszło sto lat rozwoju międzynarodowego rynku kapitalistycznego, który sprzągł świat ludzki w jeden wspólny organizm gospodarczy. Z tego wynika, po pierwsze, że świat burżuazyjny, mogący istnieć tylko pod warunkiem akumulacji kapitału w coraz bardziej rozszerzających się granicach rynku międzynarodowego, nie może zachować się obojętnie wobec terytorialnie wielkich, ludnych i zasobnych w bogactwa naturalne republik proletariackich, które na terenach swych przecięły proces akumulacji kapitału, i musi dążyć do obalenia ustroju sowieckiego. Świat kapitalistyczny nie może długo współistnieć z wielkimi republikami proletariackimi; albo pierwszy, albo drugie zginąć muszą. Dzięki niesłychanemu bohaterstwu swego proletariatu oraz dzięki nadzwyczajnej energii i przenikliwej, szybko orientującej się polityce swych wodzów republiki sowieckie przez trzy lata wytrzymały zbrojny i ekonomiczny napór całego świata kapitalistycznego i wreszcie przy nadludzkich mękach głodu wywalczyły sobie teraz względny pokój na frontach zewnętrznych. Ale świat kapitalistyczny nie może i nie będzie w stanie długo znosić obok siebie republik proletariackich, o ile rewolucja proletariatu europejskiego nie wyrwie mu broni z ręki – będzie musiał w tej lub innej formie pokój zerwać. Wtedy Czerwona Armia, porzucając narzędzia pracy na froncie gospodarczym, zmuszona będzie znowu maszerować z orężem w ręku. I od stopnia wrzenia rewolucyjnego w krajach europejskich zależeć będzie, gdzie i kiedy się zatrzyma.

Po drugie, co się tyczy sytuacji międzynarodowej i perspektyw powodzenia, rezultaty rozwoju kapitalistycznego sprawiły ogromną różnice na korzyść Wielkiej Rewolucji Rosyjskiej w porównaniu z Wielką Rewolucją Francuską. W końcu XVIII stulecia Francja dojrzała do rewolucji burżuazyjnej, ale nie dojrzała do niej reszta Europy, a zwłaszcza Rosja stanowiła niewzruszoną opokę feudalizmu europejskiego. Stąd niedojrzałe rezultaty wojen rewolucyjnych Francji i utrzymanie się resztek feudalizmu w wielu rozwiniętych krajach Europy aż do ostatniej światowej wojny imperialistycznej. Dziś zaś cała Europa brzemienna jest w dojrzały płód rewolucji socjalistycznej. Co więcej, ze wszystkich krajów kapitalistycznych Rosja pod względem rozwoju gospodarczego, techniki i organizacji sił wytwórczych była najmniej dojrzała do przewrotu proletariackiego. To wyjaśnia, dlaczego Europa feudalna mogła słać swe pułki przeciw rewolucyjnej Francji, nie napotykając oporu ze strony swych poddanych, podczas gdy czynne wdanie się robotników europejskich odstraszyło rządy mocarstw kapitalistycznych od wysłania własnych armii przeciw republikom sowieckim i zmusiło je do szukania sobie armii kondotierów w Polsce i do finansowania kontrrewolucyjnych band rosyjskich.

III

Czyż Cziczerin⁵ w swoich notach pokojowych z powodu najazdu Piłsudskiego na Ukrainę nie głosił proletariatowi międzynarodowemu, że „klasa robotnicza w każdym kraju powinna sama dokonać swej własnej rewolucji”? Bezsprzecznie, tak głosił Cziczerin w imieniu rządów sowieckich, to samo głosił publicznie Lenin i Trocki, tego pragnęły i pragną republiki sowieckie jak najgoręcej. Ale czynią to bynajmniej nie z pobudek pacyfistycznych, które były i są im zupełnie obce, ani z motywów, którymi kierowała się berlińska „Rote Fahne” i frakcja komunistyczna w parlamencie niemieckim, gdy z powodu zbliżania się Czerwonej Armii ku granicom Niemiec uważały widocznie za potrzebne uspokajać szajdemanowców i zapewniać, że niemiecka klasa robotnicza nie życzy sobie zbrojnej pomocy sowieckiej, bo sama potrafi dokonać swej rewolucji, mając Focha z Zachodu, jego podwładnych polskich ze Wschodu i doświadczenie rewolucji węgierskiej.

A Tanacskoztarsasag kikialtasa 1919. marcius 21 Kossuth ter
Budapeszt 1919, Béla Kun ogłasza powstanie Węgierskiej Republiki Radzieckiej

Gdy wojska czeskie i rumuńskie rzuciły się na Węgry sowieckie, by je zdusić, Czerwona Armia nie pospieszyła im na pomoc. Czy w imię rzekomej zasady, że proletariat węgierski winien był sam dokonać swej rewolucji? Oczywiście, nie! Raczej całkiem odwrotnie. Skuteczna pomoc Czerwonej Armii nie tylko uratowałaby Węgry sowieckie, lecz zdecydowałaby o losach rewolucji w Czechach i Rumunii i byłaby sygnałem do rewolucji europejskiej. Ale Czerwona Armia sama była uwikłana w ciężkie walki na wewnętrznym froncie kontrrewolucyjnym i żadnej pomocy Węgrom udzielić nie mogła. Wyczerpany, głodny, obdarty proletariat rosyjski zawsze pragnął pokoju, aby przystąpić do pracy gospodarczej i korzystać z owoców swego zwycięstwa. Liczył zawsze na szybki wybuch rewolucji europejskiej, bo sam potrzebował jej pomocy. Wspomniane noty Cziczerina twierdzące, że klasa robotnicza każdego kraju powinna sama dokonać swej rewolucji, są wyrazem tego wołania o pomoc i w ustach komunisty rosyjskiego nic innego oznaczać nie mogą. Natomiast w ustach komunisty polskiego lub niemieckiego mogły stanowić tylko niespodziewany akompaniament do fałszywej muzyki Lloyd George`a, udającego moralne oburzenie z powodu przekroczenia przez Czerwoną Armię etnograficznych granic Polski.

Niewątpliwie, słuszność mieli nie owi komuniści, lecz tylko Lloyd George i wszystkie kliki imperialistyczne, obawiające się sowietyzacji Polski. Ale nie mniejszą słuszność miał proletariat niemiecki, gdy z entuzjazmem witał marsz dywizji sowieckich i z zupełnie inną troską zadawał sobie pytanie, azali Czerwona Armia zatrzyma się u granic Polski, czy u granic Niemiec. czy też pójdzie jeszcze dalej. I nie mniej naturalny był entuzjazm proletariatu europejskiego, jego rosnący czynny udział w zatrzymywaniu transportów amunicji dla kontrrewolucyjnej Polski, jego rosnące wrzenie rewolucyjne. Tak dalece dojrzał płód rewolucji europejskiej, ze wystarczyć może echo maszerujących batalionów sowieckich, by wywołać jej wybuch.

Z jednej strony Weygand⁶, z drugiej Wrangel uratowali tym razem kontrrewolucję polską. Ale gdyby nie nadzwyczajnie szybki pochód czerwonych wojsk pod Warszawę i również nadzwyczaj szybki ich odwrót, wojna ta, która coraz bardziej zrewolucjonizowała nie tylko robotników i chłopów, nie tylko żołnierzy, lecz nawet coraz większą część PPS i radykalnej inteligencji, musiałaby doprowadzić do Polski sowieckiej. A rewolucja sowiecka oznaczałaby nie tylko obalenie imperializmu ententowskiego na gruncie Polski, lecz byłaby zarazem zburzeniem jego wschodniej twierdzy, wzniesionej w postaci białej Polski w celu strzeżenia traktatu wersalskiego, byłaby śmiertelnym jego ciosem, stanowiącym wstęp do rewolucji europejskiej.

Polska twierdza kontrrewolucji światowej ocalała i pomimo pokoju ryskiego nie przestaje stanowić groźby wojennej dla republik sowieckich i, co za tym idzie, dla rewolucji europejskiej. Czy twierdza ta padnie pod bezpośrednimi uderzeniami proletariatu polskiego czy dopiero na skutek rewolucji niemieckiej, czy wreszcie na skutek nowej wyprawy awanturniczej Piłsudskiego na Ukrainę Sowiecką – przyszłość niedaleka pokaże.

Jedno jest wszakże niewątpliwe: Piłsudski nie wyrzekł się planu „wyzwolenia” Ukrainy i Białorusi. Świadczą o tym głosy popierającej go prasy polskiej i wystąpienia stojących za nim posłów sejmowych, którzy musieli głosować za ratyfikacją pokoju ryskiego, ale z naciskiem podkreślali, że Polska nie osiągnęła swoich celów na Wschodzie. Wprawdzie po katastrofie kijowskiej opuściła go znaczna większość Sejmu, a burżuazja polska, która w imperialistycznej Francji widzi swego opiekuna i rozkazodawcę, wytrąciła mu z rak „samodzielność” i ,,niezależność” zagranicznej polityki awantur wojennych i na podobieństwo swoje kazała mu oddać się pod rozkazy Focha. Piłsudski musiał pojechać do Paryża i oddać politykę polska i armię polską w ręce francuskiego sztabu generalnego. Ale wszystko to czyni polską twierdzę imperializmu francuskiego tym większą groźbą wojenną dla republik sowieckich. Przedtem awantury wojenne Piłsudskiego przygotowywane były w porozumieniu z nim przez wodzów PPS, którzy propagowali szlacheckie tradycje „unii Polski, Litwy i Rusi” w formie federacji Polski, Litwy, Białorusi i Ukrainy i rozszerzyli swój program aż do rozmiarów federacji wszystkich od Wielkorosji oderwanych krajów pod hegemonią kapitału polskiego. Ale kapitał polski jest zbyt słaby i organizacyjnie zbyt nieudolny, aby mógł zdobyć się choćby w marzeniach swoich na tak wielki apetyt imperialistyczny, na jaki stać polskiego inteligenta drobnomieszczańskiego, wolał więc położyć kres tej fantastycznej „niezależności” Piłsudskiego w polityce wojennej. Z tego jednak faktu, że teraz o polityce polskiej decyduje prezes ministrów francuskich, nie wynika bynajmniej, że polityka ta będzie mniej zaczepna, mniej wojownicza, mniej awanturnicza pomimo całej nędzy i ruiny Polski, i to dlatego, że imperializm francuski, będący w położeniu bez wyjścia, jest teraz sam najbardziej wojowniczy i awanturniczy. Jeżeli Foch organizuje teraz w Polsce jedną z największych pod względem liczebnym armii, nie zważając na katastrofalny stan finansów państwowych polskich i groźne położenie budżetu francuskiego, to ta wielka armia polska nie może mieć na celu tylko szachowania Niemiec, lecz przeznaczona jest do następnej wojny przeciw rewolucji rosyjskiej. Awanturniczość wojenna Piłsudskiego, kierowanego przez awanturniczą politykę francuską, może być zmuszona zrezygnować z planów ,,federacji”, lecz nie może być mniej awanturnicza.

5c46d6b685600a7a662b940b
Każde uderzenie młota uderza we wroga

Republiki sowieckie długiego pokoju nie zaznają, i o ile rewolucja europejska nie pospieszy im z pomocą, Czerwona Armia będzie znowu musiała rzucić narzędzia pracy i wziąć do ręki oręż wojny.

A jeżeli rewolucja proletariacka w Europie wybuchnie – co wtedy?

Wybuch rewolucji w Europie będzie sygnałem dla czerwonych pułków proletariuszy rosyjskich do marszu na Zachód”⁷.

(Komitet Centralny KPRP w swoich tezach przedstawionych II Konferencji partyjnej⁸).


¹ Patrz: Sprawozdanie z Rady Partyjnej zwołanej w połowie lutego 1919 r., Warszawa [1919], str. 12. – Red.

² Mowa o artykule Henryka Steina-Domskiego Rosja Sowiecka a pokój, wydrukowanym 22 VII 1920 r. w organie KP Niemiec ,,Rote Fahne”. – Red.

³ Pichegru Charles (1761-1804) – generał francuski, stłumił powstanie jakobinów w 
1795 r. Projektował restaurację monarchii Burbonów. Stracony w Paryżu w 1804 r. – Red.

⁴ Węgierska Republika Radziecka powstała 21 III 1919 r. w wyniku rewolucji. Władzę w kraju objęły Rady Delegatów Robotniczych. Na czele utworzonego z komunistów i socjaldemokratów rządu stanął wybitny komunista węgierski Bela Kun. Węgierska Republika Radziecka unarodowiła przemysł, banki i ziemię, utworzyła Armię Czerwoną. Władza rad na Węgrzech została obalona na początku sierpnia 1919 r. wspólnymi siłami wewnętrznej i zewnętrznej kontrrewolucji. – Red.

⁵ Cziczerin Georgij (1872-1936) – wybitny dyplomata radziecki, ówczesny Ludowy Komisarz Spraw Zagranicznych. – Red.

⁶ Weygand Maxime – generał francuski, od lipca do października 1920 r. doradca wojskowy w Polsce. – Red.

⁷ Patrz: W sprawach partyjnych. Druga Konferencja KPRP, Warszawa, luty 1921, str. 6.
– Red.

⁸ II Konferencja KPRP odbyła się w połowie lutego 1921 r. Konferencja przyjęła „21 punktów” obowiązujących partie wchodzące w skład Międzynarodówki Komunistycznej. Głównym tematem konferencji była dyskusja nad parlamentaryzmem, w wyniku której przyjęto większością głosów (18 na 11) uchwałę o rewolucyjnym wykorzystaniu parlamentów burżuazyjnych i uchwałę o wzięciu udziału partii w najbliższych wyborach do Sejmu (w listopadzie l922 r.). – Red.