palestyna protesty hipokryzja 01

Ostatni atak Hamasu posłużył Izraelowi za pretekst do rozpoczęcia barbarzyńskiej wojny przeciwko bezbronnym mieszkańcom Strefy Gazy – kolejnego etapu trwającej od dekad polityki wyniszczenia narodu palestyńskiego. W odpowiedzi na to bestialstwo przez świat przetacza się fala międzynarodowej solidarności z Palestyńczykami.  Wojna ta, tak jak każda inna, zaostrza przeciwieństwa klasowe, demaskuje rzeczywiste interesy kapitalistów i jest doskonałą lekcją dla klasy pracującej na temat iluzji „demokracji”, za którą za każdym razem kryje się policyjna pałka.

Ale „solidarność” zaprezentowała nam również klasa panująca – klasa kapitalistów. Jest to oczywiście solidarność z syjonistami i imperialistami, a nie z wyzyskiwanymi i zabijanymi Palestyńczykami. Nie z ofiarami mordów, lecz z ich oprawcami. Tę kapitalistyczną „moralność” trzeba było również narzucić robotnikom, i z pomocą przyszły tu „liberalne” media, które w ramach „wolności słowa” tłumaczyły nam, że wszelka krytyka Izraela to po prostu antysemityzm. Bardzo sprytnie!

Jednocześnie rządy krajów europejskich przystąpiły do tłumienia organicznego buntu robotników przeciwko wojnie. Kapitaliści walczą więc teraz w imię jej kontynuowania, pomimo pustych apeli o „zachowanie pokoju” czy „ostrożniejsze” bombardowania szpitali i obozów dla uchodźców. Fala zginania karku przed imperialistycznymi panami dotarła również do Polski. Demonstracja zaplanowana na 18 listopada w Warszawie została zakazana przez „demokratę” Trzaskowskiego. Już teraz wzywamy wszystkich naszych sympatyków i zwolenników Wolnej Palestyny do bojkotu tego bezprawnego i cynicznego „zakazu” (uchylonego 16 listopada przez sąd) i pokazania naszym lokalnym marionetkom amerykańskiego i europejskiego imperializmu, co znaczy solidarność ludzi pracy!

Jako inspirację  potraktujmy przykłady oporu wobec kapitalistycznej rzezi, jakie dają robotnicy i nasi towarzysze z Międzynarodowej Tendencji Marksistowskiej (IMT) na całym świecie.

Otwarta i demokratyczna Europa

Ile można się było nasłuchać przy okazji ostatnich wyborów do Sejmu i Senatu na temat potrzeby powrotu do „otwartej” i „zjednoczonej” Europy, na przekór „dyktaturze” i „rosyjskim wpływom”! Dziwna jest jednak ta europejska demokracja, dla której śmiertelnym zagrożeniem okazują się legalne protesty robotników i młodzieży przeciwko wojskowej rzezi w Palestynie.

Zarówno Niemcy, jak i Francja zakazały właśnie takich protestów. Podobnie jest w Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, Austrii czy na Węgrzech, o czym pisze Amnesty International – zapewne również organizacja „wspierająca Hamas”. Innymi słowy – mamy popierać mordowanie cywilów (według samego Izraela liczba ta wynosi ok. 20 tys., oczywiście „w większości terrorystów”) i siedzieć cicho. Gdyby podobnego ograniczenia wolności zgromadzeń dopuścił się Putin albo PiS, mielibyśmy do czynienia z „autorytarną dyktaturą”. Jednak cała rzecz ma miejsce w kluczowych krajach europejskiego kapitalizmu, więc w tym wypadku jest to „walka z terroryzmem”! Dobrze zapamiętajmy sobie tę lekcję kapitalistycznej moralności. Moralne jest tylko to, co jest w interesie burżuazji – wszystkiego innego po prostu nam zabronią.

Na Himalaje hipokryzji postanowił wdrapać się Olaf Scholz, niemiecki kanclerz:

Nasza historia, nasza odpowiedzialność za Holokaust sprawia, że naszym obowiązkiem w każdej chwili jest opowiadać się za istnieniem i bezpieczeństwem Izraela.

Bardzo wygodnie! Izraelscy rządowi rasiści, na czele z Benjaminem Netanjahu, Benem Gvirem czy Yoavem Gallantem z pewnością będą zadowoleni ze swojego lojalnego przyjaciela. Dla niemieckiego kapitalizmu lekcją z barbarzyńskich dziejów nazizmu nie jest więc przeciwdziałanie ludobójstwu, lecz po prostu wspieranie kapitalistycznego kolegi. Być może burżuje liczą na to, że Izrael po wymordowaniu Palestyńczyków zreflektuje się i też wpisze sobie na sztandary hasło „nigdy więcej”? Pan Scholz najwyraźniej zapomniał, że przy wykonywaniu tak cynicznych sztuczek cyrkowych można sobie łatwo skręcić polityczny kark.

Trudno o większą obłudę, niż krzyki kapitalistów o „antysemityzmie”. Nikt o zdrowych zmysłach nie wierzy, że klasa panująca, która karmiła i wspierała Mussoliniego, Franco i Hitlera, rzeczywiście martwi się o rasizm i religijne konflikty. Jedynym celem tej narracji jest podzielenie klasy pracującej według linii etnicznych i religijnych oraz uzyskanie żałosnego casus belli po to, by rękoma policji i sądów niszczyć solidarność robotników. Ci bardzo „sprytni” agenci kapitału mogą się niedługo przekonać, że wiatr walki klas bardzo szybko zmiecie ten cienki listek figowy.

„Pełna moc prawa”

W Wielkiej Brytanii rządzący – jakże demokratycznie – naciskali na policję, by w walce z protestującymi korzystała z „pełnej mocy prawa”. W imię obrony tego właśnie świętego prawa kapitalizmu do mordowania wszystkich, którzy stoją na drodze zyskom, zaatakowano również naszych brytyjskich towarzyszy, oczywiście za pomocą znanego arsenału oskarżeń o „antysemityzm, terroryzm i rasizm”. Oprócz nacisków na pojedyncze jednostki zamyka się także marksistowskie kluby studenckie. Jaka była odpowiedź marksistów?

Bardzo prosta – intifada do zwycięstwa! Nasi towarzysze dalej organizowali protesty i proponowali w związkach zawodowych rewolucyjne rezolucje potępiające Izrael. Brytyjska policja była zmuszona do przeprosin i zniesienia bezpodstawnych oskarżeń. Tak kończą się próby zastraszenia politycznie przygotowanych marksistów.

Kto rządzi?

Oprócz milionowych protestów, walki z represjami burżuazyjnego państwa i zdecydowanym trzymaniem rewolucyjnej linii politycznej na przekór naciskom imperializmu, klasa robotnicza ma również w ręku potężne narzędzie, jakim jest ich własna siła robocza. To z niej bierze się zysk i kapitał, i właśnie w procesie produkcji tkwi nasza największa siła.

We Włoszech nasi towarzysze z Sinistra Classe Rivoluzione wraz z metalowcami z FIOM zorganizowali w Modenie demonstrację liczącą 2 tys. osób. Niech kapitalistyczne media zachodzą w głowę, co mogą mieć wspólnego włoscy metalowcy z Palestyńczykami – my wiemy dokładnie, że jest to wyraz międzynarodowej, klasowej solidarności najwyższej próby.

Jeszcze radykalniejsze kroki podjęli pracownicy portu w Barcelonie. Związek OEPB podjął decyzję, by nie wpuszczać do portu statków przenoszących sprzęt wojenny, a to samo zrobiła siostrzana USTP. Takie sytuacje to nie nowość w historii walki klas. Podobna sytuacja miała miejsce rok temu, gdy greccy pracownicy kolei zablokowali transport czołgów NATO na Ukrainę.

Co mogą zrobić kapitaliści, kiedy zabraknie broni, sprzętu i robotników w mundurach? Czy sami, prywatnymi jachtami, przypłyną, by samodzielnie strzelać do biednych na drugim końcu świata? Każdy z takich protestów to praktyczne postawienie pytania – kto rządzi? Kto produkuje i wytwarza całą wartość w społeczeństwie, a kto tylko ją „posiada”? Kto wywołuje wojny i kto na nich zarabia, a w czyim interesie jest pokój między narodami? W takich momentach klasa robotnicza dobrze rozumie, że kluczem do tego, jak urządzony jest świat, jest ona sama. Jest to świadomość, której kapitaliści nigdy nam nie wybaczą.

Powrót na plac Tahrir

Oczywiście protesty i demonstracje w obronie Palestyny nie ograniczają się do wymienionych już krajów europejskich – mają miejsce na całym świecie. W Stanach Zjednoczonych liczna diaspora żydowska, której życie społeczne stara się kontrolować szereg syjonistycznych organizacji, jest w tej kwestii podzielona, jak pokazały niedawne protesty. Ale nie bez przyczyny jako marksiści wskazujemy, że brutalny atak na strefę Gazy jest płomieniem, który pali się niebezpiecznie blisko beczki prochu, jaką jest cały region Bliskiego Wschodu. Masy w krajach arabskich, Turcji, a nawet Iranie przyglądają się całej sytuacji bardzo dokładnie, a wnioski z tych obserwacji nieuchronnie prowadzą do zakwestionowania pozycji miejscowych reżimów.

Na placu Tahrir w Kairze, na którym skupił się gniew mas w roku 2011 (przeciwko Hosniemu Mubarakowi) i 2013 (przeciwko Mohamedowi Mursiemu), znowu zagościł duch rewolucji. Obok oficjalnej demonstracji 21 października, obliczonej na polityczny wiec poparcia dla rządzącego aktualnie Egiptem Abdela Fattaha el-Sisiego, to właśnie tam zgromadziły się masy, które owszem, zgodnie z oficjalną linią prezydenta są przeciwko Izraelowi, ale co do władzy w Kairze mają poważne wątpliwości –  dlatego też protestujący zostali rozpędzeni przez policję. El-Sisi, jak i reszta bonapartystycznych władców krajów arabskich, zapomniał o podstawowej lekcji z Arabskiej Wiosny – pod żadnym pozorem nie pokazywać masom swojej prawdziwej twarzy!

Ale maski zaczynają opadać, a gniew i niezadowolenie wobec lokalnych reżimów na usługach imperialistów będzie tylko rosnąć. Ta organiczna nieufność, przerastająca w klasowy bunt, jest napędzana hipokryzją, szczególnie widoczną na palestyńsko-egipskiej granicy w Rafah, rutynowo zamykanej właśnie przez władze w Kairze i posłusznych Izraelowi figurantów z Autonomii Palestyńskiej. W efekcie minimum pomocy, które rzuca Palestyńczykom ONZ i inne organizacje zjednoczonego imperializmu, nie jest w stanie dotrzeć do potrzebujących.

W słowach tych miejscowych lokajów kapitalizmu Palestyna ma być wolna, ale w praktyce – co arabscy robotnicy i młodzież widzą na co dzień – celem tych państw jest „niezaognianie” stosunków z Izraelem i Stanami Zjednoczonymi. Poświęcenie palestyńskich cywilów na ołtarzu kapitału może się jednak okazać niewystarczające, kiedy masy zbudzą się i pomaszerują ramię w ramię z Palestyną – przeciwko własnym zgniłym reżimom. Cały region – od Maroka po Iran – jest dziś na skraju masowych protestów.

Imperialistyczny pionek w Europie Wschodniej

A co z Polską? W istocie, po wygranej liberałów rzeczywiście zbliżyliśmy się do Europy – pełnej łamania wolności słowa i masowych aresztowań za palestyńską flagę czy wypowiedziane rewolucyjne hasło.

Rafał Trzaskowski, polityczny przedstawiciel obozu Donalda Tuska (tego samego, który nie wahał się wykorzystać imperialistycznego kłamstwa o „palestyńskich terrorystach w Polsce” do żałosnego ataku na równie reakcyjny PiS) zakazał teraz demonstracji propalestyńskiej, która odbędzie się (tak – bez względu na rozkazy płynące z Waszyngtonu i Brukseli!) w sobotę 18 listopada.

Polska pełni obecnie rolę wschodniej flanki NATO. To nie arabscy terroryści albo rosyjski szpiedzy, ale wojska amerykańskie stacjonują na terenie naszego kraju – najpewniej w podziękowaniu za haniebną rolę, jaką polskie oddziały odegrały w bandyckich atakach na Irak czy Afganistan. Polska klasa panująca jest ściśle związana z imperializmem amerykańskim i europejskim (w kwestii „obrony” Izraela te obydwa obozy są zgodne). Teraz uznano za stosowne, by „europejskie standardy” względem aktów solidarności z Palestyną  wprowadzić i u nas.

Jaka powinna być odpowiedź marksistów, klasy pracującej i rewolucyjnej młodzieży? Taka, jak wszędzie indziej na świecie – Intifada do zwycięstwa! Ani na krok nie zamierzamy odpuścić naszej bezwarunkowej, klasowej solidarności z wyzyskiwanymi Palestyńczykami. Nie będziemy naszych poglądów chować do szafy, jak na czas kampanii wyborczej zrobili nasi niezawodni reformiści. Jesteśmy marksistami i będzie wspierać Palestynę w obliczu imperialistycznej agresji zawsze i wszędzie – tego niech będą pewni redaktorzy liberalnych szmatławców i „dbające o bezpieczeństwo” marionetki w warszawskim ratuszu.

Dążymy do tego, by móc z dumą pokazać robotnikom całego świata, że i my rozumiemy podstawowe założenia internacjonalizmu. Jednak żeby powtórzyć odważne działania robotników z Barcelony, musimy zbudować silną organizację, która będzie mogła wysunąć się na czoło walki klas. Potrzebujemy uzbrojonych w teorię marksistowską, odważnych i śmiałych rewolucjonistów, odpornych na imperialistyczną propagandę.

Nie czekaj – dołącz do nas i buduj z nami organizację klasy pracującej – klasy, która jako jedyna jest w stanie powstrzymać obecną rzeź w strefie Gazy i zapobiec wszystkim innym katastrofom, które szykuje dla nas gnijący kapitalizm!



Autor: Łucja Świerk