wegry fb

W 2022 roku partia Fidesz Viktora Orbána została ponownie wybrana po raz czwarty z rzędu, uzyskując najwyższy wynik wyborczy spośród wszystkich węgierskich partii po 1989 roku. Orbán stwierdził wówczas, że „odnieśliśmy zwycięstwo tak wielkie, że widać je z Księżyca, a z pewnością widać je z Brukseli”. Cztery lata później, po 16 latach rządów, Fidesz został odsunięty od władzy, tracąc 80 mandatów w porównaniu z poprzednimi wyborami.

Orbán został pokonany przez Pétera Magyara, lidera partii Tisza. Partia Tisza powstała zaledwie sześć lat temu, ale w 2024 r. zyskała nowe życie, gdy jej liderem został Magyar, który chciał startować w wyborach do Europarlamentu w 2024 r., ale nie mógł założyć własnej partii ze względu na terminy wyborcze. Tak więc, mimo że Tisza faktycznie istnieje jako znacząca siła dopiero od dwóch lat, partia ta osiągnęła obecnie większość kwalifikowaną, przekraczając w parlamencie próg dwóch trzecich głosów, który pozwala rządowi na zmianę konstytucji.

Nastroje na Węgrzech są radosne. W noc wyborczą ulice Budapesztu wypełniła muzyka i świętowanie, ludzie trąbili klaksonami przez całą noc, opróżniano butelki szampana. Wielu komentatorów medialnych określiło zwycięstwo Magyara jako pełnoprawną „zmianę reżimu”, a nawet „rewolucję”.

Frekwencja wyborcza wyniosła rekordowe 80 procent, czyli o 10 procent więcej niż w ostatnich wyborach w 2022 roku.

Tym, co zadecydowało, o tym wyniku była rola młodzieży. Sondaże przeprowadzone przed głosowaniem sugerowały, że tylko 8 procent wyborców w wieku 18–29 lat popierało Orbána, a wśród osób w wieku 18–39 lat odsetek ten wynosił zaledwie 22 procent. Krążą anegdoty o młodych ludziach chowających dowody rodzicom, aby nie mogli oni potencjalnie zagłosować na Fidesz, oraz o młodzieży mówiącej mediom, że gdyby Fidesz zapewnił sobie kolejną kadencję, opuściliby kraj.

A świętowanie nie zatrzymało się w granicach Węgier. Zwycięstwo Orbána zostało wysławione w całej Europie jako zdecydowane zwycięstwo sił liberalizmu nad prawicowym populizmem, brytyjski premier Keir Starmer ogłosił je „historycznym momentem nie tylko dla Węgier, ale i dla europejskiej demokracji”, a przewodnicząca Komisji Europejskiej von der Leyen stwierdziła, że „kraj wraca na europejską drogę. Unia staje się silniejsza”.

Jednak pod powierzchnią tej pozornej radykalnej zmiany kryje się zupełnie inna historia.

To nie głęboka miłość do Magyara poruszyła naród i skłoniła wyborców do rekordowej frekwencji, a głęboka nienawiść do Orbána i Fideszu. Nie chodziło o głosowanie na Magyara, ale raczej o głosowanie przeciwko Orbánowi.

Jak to się stało, że Viktor Orbán w ciągu zaledwie czterech lat przeszedł od rekordowego poparcia do wyborczej klęski?

Spadek gospodarczy

Przez pewien czas Orbánowi udawało się ze względnym sukcesem balansować między UE a Rosją. Węgry korzystały zarówno z dziesiątek miliardów euro dotacji unijnych, jak i taniej rosyjskiej ropy i gazu, a także rosyjskich inwestycji. Na przykład Rosja zainwestowała 10 mld euro w projekt jądrowy Paks II.

Jednak to jedynie maskowało głębsze problemy węgierskiej gospodarki. Wraz z pogrążaniem się światowej gospodarki w coraz głębszym kryzysie i dolewaniem oliwy do ognia przez wydarzenia takie jak wojna na Ukrainie, węgierska gospodarka wpadła w stagnację.

Węgry mają jedną z najwyższych skumulowanych inflacji od 2020 r. w UE; ceny na Węgrzech wzrosły o 57 procent w ciągu ostatnich sześciu lat, czyli prawie dwukrotnie więcej niż średnia unijna wynosząca 28 procent.

putorban
Przez pewien czas Orbánowi udawało się utrzymywać równowagę między UE a Rosją, odnosząc względny sukces

Podstawą programu Orbána było wzmocnienie rodzimej węgierskiej klasy kapitalistycznej poprzez silną państwową interwencję oraz przekazanie kontroli nad przemysłem państwowym sojusznikom rządu. Efekt tych starań był mizerny.

W ramach nacjonalistycznej próby zmniejszenia zapotrzebowania Węgier na siłę roboczą z zagranicy Orbán dążył do podwyższenia wskaźnika dzietności. Poprzez ulgi podatkowe i nieoprocentowane pożyczki rząd węgierski przeznaczył na ten cel około 5 procent PKB… i poniósł całkowitą porażkę. W 2011 roku wskaźnik dzietności wynosił 1,6 dziecka na kobietę, a w 2025 roku spadł do 1,3.

Ta niska dzietność w połączeniu z walką Orbána przeciwko imigracji doprowadziły do spadku populacji Węgier o 500 000 osób od 2011 roku. To tylko pogłębiło problemy gospodarcze kraju, powodując znaczny ubytek ludności w wieku produkcyjnym.

Przez ostatnią dekadę pogorszyła się również sytuacja węgierskiego systemu opieki zdrowotnej. Ponad 8 500 lekarzy wyjechało z kraju na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat za lepszymi płacami oraz warunkami pracy – do tego stopnia, że na Węgrzech przypada zaledwie 3,5 lekarza na 1 000 mieszkańców, co stanowi wynik poniżej unijnej średniej.

W sferze edukacji sytuacja wygląda podobnie. W ciągu ostatniej dekady nastąpił gwałtowny spadek liczby nauczycieli w kraju, co wynika z mniejszej liczby chętnych oraz emigracji obecnych nauczycieli. Liczba kandydatów na kierunki pedagogiczne zmniejszyła się o połowę od 2022 r., a odsetek rezygnacji ze studiów pedagogicznych sięga nawet 50 procent.

I wreszcie kwestia korupcji. Rząd Orbána dzierżył tytuł najbardziej skorumpowanego w UE przez cztery lata z rzędu. Jest to szczególnie widoczne przy zamówieniach publicznych, gdzie kontrakty rządowe konsekwentnie przyznawano osobom bardzo blisko związanym z najbliższym otoczeniem Orbána.

Kiedy gospodarka rosła, a życie ogólnie stawało się lepsze, wielu Węgrów było skłonnych przymknąć na to oko. Jednak gdy koszty życia zaczęły rosnąć, płace pogrążyły się w stagnacji, a warunki życia ogólnie się pogorszyły, niezadowolenie wobec Orbána zaczęło narastać.

Nie jest zaskoczeniem, że stłumiony gniew wobec systemu jest szczególnie silny wśród młodzieży. Dla kogoś w wieku około 18 lat rząd Viktora Orbána jest jedynym, jaki kiedykolwiek znał. Nauka w szkołach cierpiących na braki kadrowe, patrzenie, jak rodzice walczą o przetrwanie w kraju, w którym infrastruktura się sypie, a urzędnicy państwowi w międzyczasie wzbogacają się z publicznych pieniędzy – to wszystko nie może nie wywoływać głębokiego poczucia gniewu w umysłach młodzieży.

Wchodzi Magyar

To właśnie w tym kontekście Péter Magyar i nowa partia Tisza zyskali na znaczeniu.

Magyar przez większość swojego życia był członkiem – a w pewnym momencie nawet ministrem – partii Fidesz. W 2024 roku wybuchł skandal związany z ułaskawieniem przez rząd zastępcy dyrektora Domu Dziecka im. Zsuzsanny Kossuth, który tuszował przypadki wykorzystywania seksualnego w tej placówce. Sprawa ta poruszyła społeczeństwo w sposób szczególnie bolesny, biorąc pod uwagę, że stałym motywem w materiałach politycznych Fideszu jest twierdzenie, że jest to jedyna partia, która może chronić dzieci i promować „wartości chrześcijańskie”.

Wyczuwając okazję, Magyar opuścił Fidesz i rozpoczął długotrwałą ogólnokrajową kampanię, mobilizując społeczeństwo przeciwko korupcji. Od momentu jej „odnowienia” pod przywództwem Magyara w 2024 roku, Tisza stała się punktem odniesienia dla znacznej części skumulowanego gniewu wobec Fideszu.

Jak Magyar zdołał zdobyć serca i umysły węgierskich wyborców? Dzięki prostemu trikowi polegającemu na tym, że nie jest Viktorem Orbánem. Tisza bardzo świadomie unikała kojarzenia swojego szyldu z innymi partiami politycznymi, ponieważ nie tylko Fidesz jest skompromitowany, ale i cała reszta.

Magyar jest postrzegany przez wielu jako „czarny koń”, stosunkowo nowa postać na scenie politycznej, a o jego poglądach niewiele wiadomo. Wielu podchodzi również sceptycznie do jego długiej kariery jako członka Fideszu. Wśród wielu wyborców panuje zgoda co do tego, że choć nie są oni fanami Magyara, to ich nienawiść do Orbána po 16 latach rządów wystarczyła, by „zatkać nos” i zagłosować na „mniejsze zło”.

Na przykład 26-letni pracownik branży IT w ramach sondy w Budapeszcie powiedział:

„Moim zdaniem po szesnastu latach po prostu musimy pozbyć się tego reżimu. Nie przepadam za Magyarem jako osobą. Jego poglądy polityczne niekoniecznie pokrywają się z moimi. Ale jest on obecnie naszą najlepszą szansą”.

Wybrany wystarczająco dużą większością, by zmienić konstytucję i z łatwością wprowadzić większą część swoich postulatów, Magyar jest teraz w centrum uwagi, a wszyscy oczekują, że rozwiąże problemy, przed którymi stoi węgierskie społeczeństwo. Magyar nie będzie jednak, w odróżnieniu od swojego poprzednika, miał po swej stronie warunków względnej stabilności i wzrostu gospodarczego.

Po pierwsze, światowa gospodarka jest w znacznie gorszym stanie niż wcześniej, zwłaszcza z powodu ogromnej niestabilności spowodowanej wojną USA i Izraela przeciwko Iranowi. W związku z zamknięciem Cieśniny Ormuz i wynikającym z tego gwałtownym wzrostem cen ropy inflacja – która na Węgrzech już jest wysoka – będzie tylko rosnąć.

Ponadto bliższe stosunki z UE wiążą się z pewnymi warunkami. Roczny deficyt budżetowy Węgier należy do najwyższych w UE, sięgnąwszy około 5 procent w 2026 roku, toteż ze strony Brukseli będzie rosła presja na cięcie wydatków, tak by dostosować deficyt do standardów UE.

Węgry importują ponad 80 procent ropy naftowej i gazu ziemnego z Rosji. Jeśli Węgry wejdą w konflikt z Rosją z powodu bliższych relacji z Europą, postawi je to w bardzo trudnej sytuacji.

Orbán bez Orbána

Prawda jest taka, że niewiele jest różnic merytorycznych między programem Magyara a programem Orbána.

magorban
Niewiele jest różnic merytorycznych między programem Magyara a programem Orbána

Jego kampania opierała się w dużej mierze na sprzeciwie wobec korupcji. Niektórzy nawet porównali Magyara roku 2026 do samego Orbána roku 2010, kiedy rozpoczął on swoją 16-letnią kadencję. Obaj prowadzili zapalczywe, populistyczne kampanie obracające się wokół modernizacji kraju i wykorzystali gniew węgierskich pracowników wywołany korupcją i niegospodarnością ustępującego rządu. W rzeczywistości Magyar próbował czasami wyprzedzić Fidesz na prawicy, krytykując kiedyś Orbána za zbyt łagodne podejście do imigracji.

Na przykład w kwestii Ukrainy wiele artykułów chwaliło wybór Magyara jako nowy punkt zwrotny w wojnie na Ukrainie, ponieważ Orbán wielokrotnie zawetował pomoc UE dla Ukrainy. Jednak to nie cała historia. To prawda, że Magyar obiecał zaprzestać blokowania obecnego pakietu UE dla Ukrainy o wartości 90 mld euro, ale oświadczył również, że będzie kontynuował politykę Orbána polegającą na nieprzeznaczaniu żadnych węgierskich środków na ten cel.

Magyar powiedział również na konferencji prasowej dzień po wyborach, że sprzeciwia się przyspieszeniu procesu przystąpienia Ukrainy do UE i nie widzi, aby miało to miejsce „w ciągu najbliższych dziesięciu lat”.

Ponadto, w kwestii węgierskich powiązań gospodarczych z Rosją, obiecując zmniejszenie zależności od rosyjskiej ropy i gazu, Magyar w tym samym zdaniu podkreślił, że „nie można zmienić geografii”.

Trump upokorzony

Inną ważną kwestią, wynikającą z wyników tych wyborów jest wpływ na stosunki między USA a Europą. Orbán to wieloletni sojusznik prezydenta Trumpa, a jego prawicowo-populistyczna retoryka jest często postrzegana jako „prekursor” ruchu MAGA samego Trumpa.

Węgry Orbána były konsekwentnie wspierane przez USA, pomimo konsternacji UE i oskarżeń o „ingerencję wyborczą”. Weto Orbána wobec pomocy UE dla Ukrainy w działaniach wojennych zostało przyjęte z zadowoleniem przez Trumpa, który chce jak najszybszego zakończenia wojny. W okresie poprzedzającym wybory w 2026 r. Trump poparł Orbána przy sześciu różnych okazjach, a w ostatnich dniach kampanii sprowadził nawet wiceprezydenta JD Vance’a, aby wzmocnić Fidesz. Wielu twierdzi jednak, że obecność Vance’a faktycznie zaszkodziła pozycji Orbána w sondażach.

Wynik wyborów jest zatem poważną porażką dla Trumpa, który od niedzieli zachowuje nietypową dla siebie ciszę w tej sprawie. Klęska Orbána podkreśla fakt, że prawicowi populiści mogą płynąć na fali, która wyniesie ich do władzy, ale gdy już ją zdobędą, prędzej czy później tracą swój blask i zaczynają być postrzegani takimi, jakimi naprawdę są. Nie wróży to dobrze Trumpowi, który również ma już za sobą szczyt popularności. Dla Trumpa spojrzenie na Orbána jest jak lustrzane odbicie jego własnej niedalekiej przyszłości. To samo dotyczy wszystkich innych prawicowych populistów w całej Europie, od Farage’a w Wielkiej Brytanii po AfD w Niemczech i wielu innych.

trumporban
Wynik wyborów to poważna porażka dla Trumpa

Gdzie jest lewica?

Pytanie, które nasuwa się po ogłoszeniu wyników – w których jedna prawicowa partia przegrała z inną prawicową partią – brzmi: gdzie jest lewica? Przed wyborami Węgierska Partia Socjalistyczna (MSZP) miała zaledwie dziesięć mandatów w parlamencie, a w ostatnią niedzielę nie wystawiła żadnych kandydatów, celem wzmocnienia poparcia dla Magyara.

MSZP sprawowała władzę przez większą część pierwszej dekady XXI wieku i w tym czasie całkowicie się skompromitowała, przeprowadzając ataki na klasę robotniczą poprzez zaciskanie pasa. Sytuacja osiągnęła szczyt w 2006 roku, kiedy to ujawnione nagranie, na którym premier przyznał, że rząd kłamał na temat gospodarki, aby wygrać wybory, co wywołało największe protesty na Węgrzech od dziesięcioleci.

To właśnie przeciwko skompromitowanemu „socjalistycznemu” rządowi Orbán zdołał dojść do władzy w 2010 roku. Jednak po 16 latach dla większości elektoratu stało się oczywiste, że nie udało mu się rozwiązanie żadnej z wyznaczonych sobie kwestii. Magyar odziedziczył te same warunki co Orbán, a sytuacja ta będzie się tylko pogarszać. Ponieważ opiera się na tym samym kapitalistycznym systemie co Fidesz, Tisza jest równie niezdolna do rozwiązania problemów, przed którymi stoją węgierscy pracownicy i młodzież.

W społeczeństwie węgierskim ma miejsce głębokie upolitycznienie, czego przykładem jest 80-procentowa frekwencja wyborcza. Obecnie nagromadzony gniew wobec establishmentu wyraża przypadkowa postać Magyara, ale wynika to głównie z braku jakiejkolwiek realnej alternatywy na lewicy. Od Tiszy ludzie oczekują pełnokrwistej „zmiany reżimu”, „rewolucji”, jak to opisano. Nie otrzymają tego.

Objąwszy urząd w czasie głębokiego kryzysu całego systemu kapitalistycznego, Magyar będzie musiał wykonać to, czego wymaga od niego kapitał. Będzie pod presją na cięcia wydatków publicznych. W związku z tym nie będzie miał środków na poprawę systemu opieki zdrowotnej ani edukacji. Nie uda mu się obniżyć inflacji. Nie przyniesie żadnej ulgi masom pracującym. Zdyskredytowanie Viktora Orbána zajęło 16 lat, Magyarowi nie zajmie to nawet w przybliżeniu tyle czasu.

Zdyskredytowanie Orbána jest pierwszym krokiem na drodze do pogłębienia świadomości klasowej. Najbliższy okres przygotuje grunt pod dyskredytację Magyara. W ten sposób otworzy się przestrzeń na lewicy. Pytanie brzmi: co wypełni tę przestrzeń? Jedynym wyjściem z obecnego impasu jest pojawienie się na scenie prawdziwej partii robotniczej, która w centrum swojego programu postawi nacjonalizację wszystkich głównych zasobów gospodarczych kraju pod kontrolą robotniczą. Taką partię trzeba zbudować.

[Tekst oryginalny]

Kategorie: Komentarze