malthusmarks str

W XIX wieku wielebny Thomas Malthus zdobył rozgłos jako zagorzały obrońca ubóstwa i nierówności. Twierdził, że biedni nie są biedni z powodu kapitalistycznego wyzysku czy niesprawiedliwości, ale po prostu dlatego, że jest ich zbyt wiele i konkurują o ograniczone zasoby. Dzisiaj idee Malthusa wciąż krążą w różnych formach, a nawet zyskały pewien rozgłos na lewicy. W poniższym artykule Adam Booth, wychodząc od marksowskiej i engelsowskiej krytyki Malthusa, obnaża fałszywe i reakcyjne implikacje tych idei w dzisiejszych czasach.



[Tekst oryginalny]

Zachodnia cywilizacja upada, podczas gdy rzesze imigrantów zabierają nam pracę i domy. Na rządowych budżetach ciąży armia kulawych osiemdziesięciolatków jak zombie, o nienasyconym apetycie na zasiłki i opiekę zdrowotną. Planeta płonie, bo zamieszkuje ją zbyt wielu ludzi; ponieważ żyjemy ponad stan.

Wszystko to, a nawet więcej, jest regularnie przedstawiane jako fakt na pierwszych stronach burżuazyjnej prasy.

Te twierdzenia, w takiej czy innej postaci, są współczesnym odzwierciedleniem reakcyjnych idei wielebnego Thomasa Malthusa, duchownego i ekonomisty z przełomu XVIII i XIX wieku, którego nazwisko jest dziś utożsamiane z dziedziną demografii, a w szczególności teorii, zgodnie z którą to przeludnienie jest przyczyną wszystkich bolączek społeczeństwa i obecnego w nim zła.

To właśnie maltuzjańska ideologia stanowi w ostatecznym rozrachunku podstawę ksenofobicznych ataków prawicy na migrantów i uchodźców. Podobne szkodliwe argumenty szerzy liberalny establishment, który obarcza osoby starsze winą za kryzysy nękające systemy opieki zdrowotnej i emerytalne. Podobnie mówi się nam, że to właśnie „pokolenie baby boomers” rzekomo uniemożliwia millenialsom i pokoleniu Z zakup domu lub znalezienie godziwej pracy – a nie chaos kapitalizmu oraz anarchia rynku.

Dzisiejszy maltuzjanizm nie jest jednak wałkowany do znudzenia wyłącznie przez przedstawicieli klasy rządzącej. Niestety, wielu tak zwanych „lewicowców” również przyswoiło sobie te idee – świadomie lub nie – w postaci teorii „degrowth” (postwzrostu) i temu podobnych przekonań, wszechobecnych w ruchu ekologicznym.

W obliczu tak rozpowszechnionych twierdzeń i koncepcji w całym spektrum politycznym ogromnej wagi dla nas jako marksistów nabiera zadanie uzbrojenia się we właściwe zrozumienie maltuzjanizmu oraz w jasną socjalistyczną odpowiedź na te bzdury.

Orędownik reakcji

obrazek1 1
Malthus jest najbardziej sławny – lub raczej niesławny – dzięki swojej teorii dotyczącej praw populacji i produkcji.

Malthus jest najbardziej sławny – lub raczej niesławny – dzięki swojej teorii dotyczącej praw populacji i produkcji, którą po raz pierwszy nakreślił w tekście zatytułowanym „Esej o zasadzie ludności”. Pierwsze wydanie tego traktatu ukazało się w 1798 roku, tuż po wybuchu rewolucji francuskiej.

Nie był to przypadek. Rewolucja we Francji zainspirowała romantycznych i utopijnych autorów w całej Europie, nie wspominając już o rodzącym się ruchu robotniczym. W Wielkiej Brytanii klasa rządząca była przerażona radykalizującym efektem wydarzeń po drugiej stronie kanału La Manche, zarówno w kraju, jak i w koloniach. Na przykład w tym samym roku, w którym ukazał się esej Malthusa, wybuchło irlandzkie powstanie przeciwko panowaniu Brytyjczyków – kierowane przez Towarzystwo Zjednoczonych Irlandczyków, republikańskim ugrupowaniem, pozostającym pod wpływem rewolucyjnych ideałów swoich francuskich braci i sióstr.

Poruszeni tymi wydarzeniami myśliciele, tacy jak William Godwin w Anglii, zaczęli spekulować na temat nieskończonego potencjału przyszłego społeczeństwa opartego na nauce i rozumie, wierząc, że postęp ludzkości nie zna granic.

Taka propaganda była uważana przez klasę rządzącą za niezwykle niebezpieczną. W osobie Malthusa znaleźli oni orędownika, który był więcej niż chętny do walki w ich imieniu; kogoś, kto przedstawił teoretyczną kontrargumentację wobec utopistów i zapewnił obronę bankrutującego status quo kapitalizmu.

Pierwsze wydanie eseju Malthusa zostało tym samym wyraźnie napisane jako odpowiedź na poglądy Godwina i jemu podobnych. Jak sam stwierdził, wraz z innymi orędownikami sił konserwatyzmu i reakcji, takimi jak Edmund Burke, dążył do przedstawienia „przekonującego argumentu, który obali możliwość doskonalenia się ludzkości”1.

Podsumowując, Malthus stwierdził, że pozostawieni sami sobie, bez żadnych materialnych barier lub ograniczeń, ludzie rozmnażaliby się w tempie geometrycznym: 1, 2, 4, 8, 16 i tak dalej. Nasza zdolność do produkcji żywności – uprawy roślin i hodowli zwierząt – sugerował jednak – może rosnąć jedynie w tempie arytmetycznym: 1, 2, 3, 4, 5 itd.

W efekcie, podług tego sławetnego księdza, liczba ludności ulega nieustannym „czynnikom hamującym”, takim jak wojny i głód, które ograniczają wzrost populacji. Innymi słowy, śmierć, zniszczenie i choroby są rzekomo konsekwencją niezrównoważonego pragnienia rozmnażania się ludzkości.

„Każdy zalążek życia na ziemi, uposażony w wielką ilość żywności i wielki obszar do rozwoju, zapełniłby miliony światów w okresie kilku tysięcy lat. Konieczność, to imperatywne, wszystko przenikające prawo przyrody utrzymuje zalążki życia w określonych granicach. Ilość roślin i zwierząt kurczy się pod działaniem tego potężnego, restryktywnego prawa. Żaden zaś wysiłek rozumu nie pozwala ludzkości uciec od niego. Jego skutki wśród roślin i zwierząt wyrażają się w stratach nasion życia, chorobach i przedwczesnej śmierci. Wśród ludzi – w nędzy i występku”2.

Obwinianie ubogich

Wielebny Malthus poszedł dalej niż tylko sugerowanie, że wzrost liczby ludności nie może być nieograniczony. W końcu twierdzenie, że istnieją materialne ograniczenia ogólnej liczebności ludzkości, jest truizmem. Oczywiste jest, że żaden gatunek nie może się rozmnażać bez odpowiednich zasobów żywności, wody i tak dalej.

Pierwszy traktat Malthusa był przede wszystkim polemiką skierowaną przeciwko romantykom i utopistom. W późniejszych pismach odniósł jednak swoje teorie do palących problemów politycznych tamtych czasów. Za każdym razem wyciągał szalenie reakcyjne wnioski – zwłaszcza w kwestii ubóstwa.

Rewolucji przemysłowej w Wielkiej Brytanii towarzyszyła powszechna nędza, ponieważ „wolni robotnicy” tłumnie napływali ze wsi do miast, a kapitalizm przeżuwał robotników i wypluwał ich na ulice.

W czasie, gdy Malthus pisał swój esej, funkcjonował oparty na parafiach system „Praw Biednych”. Zapewniał on pomoc żebrakom i włóczęgom. Jednak w następstwie wojen napoleońskich kraj ogarnęła recesja i masowe bezrobocie, a stare ustawy ws. ubogich coraz częściej uznawano za niemożliwe do utrzymania.

W 1832 roku powołano komisję królewską, której zadaniem było zaproponowanie nowych ustaw ws. ubogich. Argumenty Malthusa – przedstawiane publicznie i z wielkim zapałem przez niego samego – wykorzystano do uzasadnienia zastąpienia pomocy na poziomie lokalnych okręgów scentralizowanym systemem przytułków dla ubogich: państwowych instytucji z piekła rodem, które w zamian za wyczerpującą pracę zapewniały skromne zakwaterowanie i rozrzedzoną zupę.

Według Malthusa i jego zwolenników dotychczasowe ustawy o pomocy dla ubogich tylko pogarszały i tak już złą sytuację. Prawdziwym problemem, jak twierdzili, była ograniczona podaż żywności i innych środków do życia. Redystrybucja bogactwa poprzez działalność charytatywną nie rozwiązałaby tej kwestii. Zamiast tego zachęciłaby jedynie niższe klasy społeczne do rozmnażania się, pogłębiając problem.

Innymi słowy, to biedni byli winni swojej biedy. I podobnie jak każda inna prawa dusza, musieli stoicko pogodzić się ze swoim losem – w przeciwnym razie zapanowałyby chaos oraz nędza.

„…Człowiek, który urodził się w świecie już zawłaszczonym, jeżeli nie może uzyskać środków utrzymania od swych rodziców — od nich mu się one słusznie należą — i jeżeli społeczeństwo nie potrzebuje jego pracy, wówczas nie przysługuje mu żadne roszczenie prawne do choćby najdrobniejszej cząstki pożywienia, wówczas nie ma co robić na świecie. Zabrakło dla niego nakrycia na wielkim stole, zastawionym przez naturę. Przyroda każe mu odejść i sprawnie wykona swoje rozkazy, jeżeli nie uda mu się wzbudzić politowania gości, siedzących przy stole. Jeżeli któryś z nich odejdzie i zrobi mu miejsce, natychmiast zjawiają się inni intruzi i żądają podobnej łaski. […]

[…]

„Porządek i harmonia uczty zostają zakłócone. Chwilowa poprzednia obfitość zmienia się w niedostatek. Obraz nędzy i zależności w każdym rogu sali, krzykliwe natręctwa tych, którzy nie otrzymują oczekiwanego zaopatrzenia, niweczą szczęście gości. ”. (Podkreślenia w oryginale).3

Zamiast więc udzielać pomocy ubogim, Malthus i jego zwolennicy wzywali do karania ich i faktycznego więzienia, aby uniemożliwić im rozmnażanie się niczym gryzonie.

„[Maltuzjanom] chodzi nie o to” – zauważył Engels w swoich badaniach nad „Położeniem klasy robotniczej w Anglii” – „żeby wyżywić nadliczbową ludność, lecz o to, by w ten czy inny sposób jak najbardziej ograniczyć jej liczbę”4.

„Z tą wysoce humanitarną teorią” – stwierdził młody Karol Marks – „łączy się pogląd parlamentu angielskiego, że winę za pauperyzm ponoszą sami robotnicy, że nie jest to nieszczęście, któremu należy zapobiec, lecz na odwrót, jest to przestępstwo, które należy likwidować i karać”5.(Podkreślenie w oryginale).

Ludzie kontra zwierzęta

Pisząc w odniesieniu do teorii Malthusa i nowych ustaw o ubogich z 1834 r., Karol Marks i Fryderyk Engels zdemaskowali te reakcyjne argumenty.

Po pierwsze, twórcy socjalizmu naukowego podważyli podstawowe aksjomaty, na których opierała się hipoteza Malthusa.

„Malthus robi obliczenie, na którym opiera cały swój system” – stwierdza Engels. „Twierdzi on, że ludność wzrasta w postępie geometrycznym, […] podczas gdy siła produkcyjna gleby w postępie arytmetycznym. […] Różnica rzuca się w oczy, jest zastraszająca; ale czy jest tak naprawdę?6

Malthus twierdził, że udowodnił te zależności na podstawie dowodów empirycznych. W szczególności ustalił geometryczne tempo wzrostu liczby ludności na podstawie badań nad rozwojem nowych społeczeństw w Ameryce Północnej i innych koloniach brytyjskich.

Dokładne proporcje liczbowe podawane przez Malthusa nieco odwracają jednak uwagę od głównych wad jego teorii. Przede wszystkim należy podważyć twierdzenie pastora dotyczące granic produkcji.

„Gdzie jest dowód, że wydajność gleby wzrasta w postępie arytmetycznym?” – kontynuuje Engels w swojej „Krytyce”.

„Obszar ziemi nadającej się do uprawy jest ograniczony, zgoda. Jednakże siła robocza, którą można zastosować do uprawy tej ziemi, rośnie wraz z ludnością; przypuśćmy nawet, że wzrost urodzajów osiągany przez wzrost nakładu pracy nie zawsze jest proporcjonalny do nakładu pracy; ale pozostaje przecież jeszcze czynnik trzeci, na który ekonomista oczywiście nie zwraca żadnej uwagi – nauka, a postęp nauki jest równie bezgraniczny i co najmniej równie szybki, jak wzrost ludności”7.

Malthus przedstawia zatem ludzi jako istoty nie lepsze od zwierząt. Ludzkość, jego zdaniem, jest jak bakterie na szalce Petriego: skazana na wykładnicze rozmnażanie się, aż do wyczerpania wszystkich dostępnych zasobów w swoim środowisku.

Jednak w przeciwieństwie do reszty królestwa zwierząt – jak wyjaśniali Marks i Engels – my, ludzie, jesteśmy zdolni do świadomego, czynnego myślenia; do rozumienia otaczającego nas świata poprzez interakcję z otoczeniem oraz do wykorzystywania tej wiedzy w celu przekształcania naszego środowiska; do rozwijania nauki i technologii, aby opanować siły natury.

Malthus wierzył, że dzięki swojej teorii ludności (lub przeludnienia) odkrył ponadczasowe, wieczne prawo natury. Było to jednak prymitywne podejście, forma redukcjonizmu, który w praktyce dążył do przedstawienia dynamiki społeczeństwa ludzkiego jako niewiele więcej, niż darwinowska „walka o byt” (na wiele dziesięcioleci przed samym Darwinem).

Jednak dzięki pracy ludzkość jest w stanie rozwijać ilość sił wytwórczych do swojej dyspozycji. W ten sposób jesteśmy w stanie zmieniać warunki, w jakich żyjemy, i przełamywać wszelkie bariery stojące na drodze do rozwoju naszego gatunku. To właśnie odróżnia ludzi od wszystkich innych stworzeń.

„Zwierzę dochodzi co najwyżej do zbierania” – podkreśla Engels w swoim niedokończonym arcydziele „Dialektyka przyrody”, podczas gdy „człowiek produkuje, wytwarza środki takie do życia, w najszerszym [tego] słowa znaczeniu, jakich przyroda bez niego nie zdołałaby wytworzyć. Nie można zatem dowolnie przenosić praw życia społeczeństw zwierzęcych na społeczeństwo ludzkie”8. (Podkreślenie w oryginale).

Innymi słowy, prawa społeczeństwa i populacji ludzkich różnią się jakościowo od praw biologii i ewolucji. Społeczeństwo ludzkie ma swoje własne prawa, wykraczające poza te, które mają zastosowanie do innych gatunków. Nauk demograficznych nie można sprowadzać do formy społecznego „darwinizmu”.

Materialistyczna koncepcja historii

Ze swoimi abstrakcyjnymi prawami ludnościowymi Malthus był lustrzanym odbiciem utopistów, z którymi prowadził polemikę. Ci drudzy snuli plany idealnego społeczeństwa, oderwane od materialnych uwarunkowań. Pierwszy z kolei starał się bronić obecnego stanu rzeczy, odwołując się do rzekomo ponadczasowych praw społecznych; praw demograficznych uważanych za powszechnie obowiązujące w całej historii, niczym prawa ruchu Newtona w fizyce.

obrazek2 1
Prawa i granice populacji ludzkich nie są determinowane ani uwarunkowane przez naturę, lecz przez produkcję.

W przeciwieństwie do obu tych idealistycznych obozów Marks i Engels przedstawili materialistyczną koncepcję historii. Wyjaśniali, że nie ma żadnych wiecznych praw społecznych, mających zastosowanie do wszystkich form cywilizacji. Każdy etap rozwoju ludzkości rodzi raczej własną dynamikę, sprzeczności i stosunki społeczne. Każdy sposób produkcji cechują z kolei jego własne, unikalne prawa dotyczące populacji, które należy badać konkretnie.

„[Według maltuzjan] całą historię należy zredukować do jednego jedynego wielkiego prawa natury” – pisze Marks w swojej korespondencji, ganiąc niektórych burżuazyjnych intelektualistów za ich idealizm historyczny.

„Tym prawem natury jest frazes […] »walka o byt«, a treścią tego wyrażenia jest maltusowskie prawo zaludnienia lub raczej przeludnienia […]

„A więc, zamiast analizować, jak się ta walka o byt historycznie przejawiała w różnorodnych konkretnych formach społecznych, wystarczy każdą konkretną walkę zastąpić frazesem »walka o byt«, a powyższy frazes maltusowską »fantazją zaludnienia«”9.

„Malthus przekształca w ten sposób” – wyjaśnia dalej Marks w Grundrisse – „odmienne pod względem historycznym stosunki [ludnościowe] w abstrakcyjny stosunek liczbowy wyssany z palca i nieoparty ani na prawach przyrodniczych, ani historycznych”10.

Prawa i granice populacji ludzkich nie są zatem determinowane ani uwarunkowane przez naturę, lecz przez produkcję. Różne sposoby produkcji cechują z kolei różne prawa dotyczące ludności.

„Bo istotnie każdy historyczny sposób produkcji ma swe własne prawa ludnościowe mające moc w danej epoce historycznej. Abstrakcyjne prawo zaludnienia istnieje tylko wśród roślin i zwierząt aż do historycznego momentu ingerencji człowieka”.11

Względna nadwyżka ludności

Odrzucając abstrakcyjne, niezmienne prawa ludnościowe Malthusa, Marks podjął się konkretnego zadania analizy i sformułowania praw ludnościowych charakterystycznych dla kapitalizmu.

Marks nie zajmował się jednak próbą zbadania dynamiki demograficznej wpływającej na wielkość danego społeczeństwa. Cała gama czynników – w tym zmieniające się postawy moralne i religijne – może decydować o tym, czy dana populacja rośnie, czy maleje; czy rodzice decydują się na większe, czy mniejsze rodziny; czy wskaźniki urodzeń i śmiertelności są niskie, czy wysokie.

Marks rozumiał tutaj, że całkowita liczebność ludzkości nie opiera się wyłącznie na uwarunkowaniach ekonomicznych; że nie istnieje mechaniczny związek między populacją a produkcją.

Zamiast tego w „Kapitale” nakreślił, jak dynamika kapitalistycznej akumulacji tworzy tendencję do powstawania względnej nadwyżki ludności.

Malthus przypisywał ubóstwo bezwzględnej liczbie ludzi; nieuniknionemu skutkowi sytuacji, w której zbyt wielu ludzi rywalizuje o zbyt mało dóbr. Natomiast Marks wykazał, że ubóstwo jest wynikiem sprzeczności kapitalizmu.

Napędzana niezaspokojoną żądzą coraz większych zysków konkurencja między kapitalistami zmusza ich do ciągłego reinwestowania wartości dodatkowej – wytworzonej przez klasę robotniczą – w nowe środki produkcji, co prowadzi do ekspansji i wzrostu.

W tym procesie wzrasta całkowity popyt na siłę roboczą. Jednocześnie jednak kapitaliści inwestują w maszyny i automatyzację, aby zwiększyć wydajność pracowników, obniżyć ceny swoich towarów i wyprzedzić konkurencję.

W ten sposób rozwijają się dwie sprzeczne tendencje. Z jednej strony pracownicy stają się zbędni z powodu rozwoju technologii i zostają wyrzuceni na śmietnik historii. Z drugiej strony, wraz z rozwojem gospodarki, bezrobotni pracownicy są ponownie wciągani do produkcji.

Niektóre gałęzie przemysłu ulegają przekształceniu, co powoduje zwolnienia; inne się rozrastają, tworząc zapotrzebowanie na dodatkowych pracowników. A na tle tych zmian zachodzących między różnymi sektorami gospodarki oraz w ich obrębie pojawiają się nieustanne cykle kapitalistycznego ożywienia i spowolnienia.

Skutkiem tego są wahania liczebności populacji uznawanej za nadmiarową w stosunku do potrzeb kapitału; chaotyczne fluktuacje tego, co Marks nazwał „rezerwową armią pracy”.

„To właśnie kapitalistyczna akumulacja” – wyjaśnia Marks w swoim magnum opus – „wytwarza, mianowicie w stosunku do swego rozmachu i swych rozmiarów, ludność robotniczą nadmierną względnie, to znaczy nadmierną w stosunku do średnich potrzeb pomnażania kapitału, a więc ludność robotniczą zbędną, czyli nadmiar ludności robotniczej” [podkreślenia w oryginale]12.

Ponadto Marks podkreślał, że rezerwowa armia pracy jest nie tylko produktem kapitalistycznej akumulacji, ale także niezbędnym warunkiem jej zachodzenia.

Aby nieustannie rozszerzać swoją działalność, kapitaliści muszą stale dysponować zasobem niewykorzystanej siły roboczej, gotowej i zdolnej do zatrudnienia. Istnienie tej rezerwy pracowników przyczynia się z kolei do utrzymywania presji na obniżanie płac, zwiększając w ten sposób zyski pracodawców.

„Kapitał działa naraz po obu stronach. Jeżeli akumulacja kapitału z jednej strony zwiększa popyt na pracę, z drugiej strony zwiększa podaż robotników, „uwalniając” ich, gdy jednocześnie nacisk ze strony bezrobotnych zmusza zatrudnionych do uruchomienia większej ilości pracy, a więc czyni podaż pracy do pewnego stopnia niezależną od podaży robotników”. (Podkreślenia w oryginale)13

Zatem to nie bezwzględna liczba ludności obniża płace i powoduje ubóstwo, jak sugerował Malthus, ale rezerwowa armia robocza wynikająca z dynamiki kapitału; mamy do czynienia nie z przeludnieniem i ograniczonymi mocami produkcyjnymi, lecz nadwyżką ludności w stosunku do potrzeb systemu opartego na zysku; nie jest to „nacisk [zaludnienia] […] na środki utrzymania, a na środki zatrudnienia”, jak podkreśla Engels.14

„Wytwarzając tedy akumulację kapitału, ludność robotnicza wytwarza w coraz większym zakresie środki, które ją samą czynią stosunkowo nadmierną. Jest to prawo ludności, właściwe kapitalistycznemu sposobowi produkcji”. (Podkreślenia w oryginale)15

Nędza pośród dostatku

obrazek3 1
Marks i Engels przeanalizowali rzeczywiste sprzeczności kapitalizmu, które uniemożliwiają społeczeństwu wyżywienie coraz większej liczby ludzi.

W przeciwieństwie do twierdzeń Malthusa o arytmetycznym wzroście podaży żywności, Marks i Engels przeanalizowali rzeczywiste sprzeczności kapitalizmu, które uniemożliwiają społeczeństwu wyżywienie coraz większej liczby ludzi.

Przede wszystkim wyjaśnili, że nie mamy do czynienia z przeludnieniem, lecz z nadprodukcją. Ludzkość nie boryka się z chronicznym niedostatkiem, lecz z ubóstwem pośród dostatku. Jak pisze Engels:

„Cała rzecz polega na tym, że produkuje się zbyt mało. Dlaczego jednak produkuje się zbyt mało? Nie dlatego, że doszliśmy do granic możliwości produkcyjnych […], ale dlatego, że granice możliwości produkcyjnych wyznacza nie ilość głodnych żołądków, lecz ilość kupujących, ilość wypłacalnych sakiewek pieniężnych. Społeczeństwo burżuazyjne nie chce, nie może chcieć produkować więcej. Pozbawieni pieniędzy robotnicy o pustych żołądkach, których pracy nie można zastosować dla otrzymania zysku, którzy więc nie mogą kupować — powiększają cyfrę śmiertelności” (Podkreślenie w oryginale)16.

Krótko mówiąc, głód w kapitalizmie nie wynika z technicznej niezdolności społeczeństwa do wyżywienia się, lecz z szaleństwa systemu opartego na zysku.

„Gdyby Malthus nie patrzył na sprawę tak jednostronnie” – stwierdza Engels w swojej „Krytyce” – „byłby dostrzegł, że nadmiar ludności czy siły roboczej jest zawsze związany z nadmiarem bogactwa, nadmiarem kapitału i nadmiarem własności ziemskiej”17.

Teorie Malthusa w tej kwestii zostały wielokrotnie obalone w praktyce od czasu jego śmierci. Malthusowskie przepowiednie zagłady były konsekwentnie podważane przez rozwój wypadków; przez postęp w rolnictwie, przemyśle i nauce, które umożliwiły społeczeństwu zwiększenie żyzności gleby, podniesienie wydajności dzięki zastosowaniu technologii i techniki oraz produkcję większej ilości dóbr mniejszym kosztem.

Nawet dzisiaj, według organizacji humanitarnej Action Against Hunger, szacuje się, że produkuje się dość żywności, by wyżywić cały świat – a mimo to około 10 procent światowej populacji cierpi z powodu niedożywienia i głodu.

Problem nie leży w malthusowskim przeludnieniu, ale we własności prywatnej i państwie narodowym: tych dwóch fundamentalnych barierach, które stoją na drodze rozwoju sił wytwórczych i które uniemożliwiają nam dziś racjonalne wykorzystanie ogromnych zasobów społeczeństwa, które zamiast tego są plądrowane dla zysku przez kapitalistów.

Apologeta pasożytnictwa

Obwiniając zwykłych ludzi za głód i niedostatek, Malthus aktywnie odwracał uwagę od prawdziwego winowajcy: systemu kapitalistycznego. Marks w tym kontekście opisał Malthusa jako „bezwstydnego sykofanta klas panujących”18, a jego teorie jako dostarczające „nowej apologii tych, co wyzyskują pracę”19.

Przede wszystkim Malthus bronił interesów szlachty obszarniczej. Na przykład w debatach dotyczących ustaw zbożowych (ceł na import zboża do Wielkiej Brytanii) Malthus zdecydowanie opowiedział się po stronie protekcjonizmu i właścicieli ziemskich, sprzeciwiając się zwolennikom wolnego handlu, takim jak angielski ekonomista klasyczny David Ricardo.

Co więcej, zgodnie ze swoim credo, wielebny wykorzystywał również swoje teorie ekonomiczne do uzasadniania istnienia własnej klasy pasożytniczej – broniąc darmozjadztwa Kościoła, arystokracji i innych różnorodnych „próżnych dostojników”.

Takie trwonienie zasobów społecznych, zapewniał, nie było marnotrawstwem, lecz w rzeczywistości było konieczne, by zapobiegać kryzysom i zapewnić dalsze przetrwanie kapitalizmu.

Marks podsumowuje poglądy ekonomiczne Malthusa w następujący sposób:

„Potrzebni są nabywcy, którzy nie są sprzedawcami, aby kapitalista mógł zrealizować swój zysk i sprzedać swoje towary »po ich wartości«.

„Stąd [według Malthusa] wynika konieczność istnienia właścicieli ziemskich, rentierów, synekurzystów, kleru itd., a także ich sług i przybocznych”.20 (Podkreślenie w oryginale)

Jednocześnie, według Malthusa, mamy do czynienia zarówno z przeludnieniem, jak i niedostateczną konsumpcją; zbyt wiele gęb do wyżywienia obok zbyt wielu towarów do sprzedania; zbyt małą produkcją, by utrzymać zubożałe masy, obok nadwyżki, którą można wchłonąć jedynie dzięki obżarstwu i chciwości zamożnych próżniaków i leni.

obrazek4 1
Zgodnie ze swoim credo wielebny wykorzystywał również swoje teorie ekonomiczne do uzasadniania istnienia własnej klasy pasożytniczej / Zdjęcie: domena publiczna.

„Okazuje się zatem” – konkluduje Marks, wytykając ironię i hipokryzję – „że autor broszury o ludności sławi ciągłą nadmierną konsumpcję oraz możliwie największe przywłaszczanie rocznego urobku przez próżniaków, widząc w tym warunek procesu produkcji”21.

Ten rażący paradoks w poglądach Malthusa w gruncie rzeczy wyraża prawdziwą sprzeczność leżącą u podstaw kapitalizmu: nadprodukcję.

Odpowiadając klasycznym ekonomistom wyznającym zasadę leseferyzmu, takim jak Adam Smith i Jean-Baptiste Say, którzy wierzyli w racjonalność i efektywność wolnego rynku, Marks wykazał, że kapitalizm jest z natury podatny na kryzysy – kryzysy wynikające z samej natury systemu opartego na zysku.

Marks wyjaśnił, że zyski kapitalistów pochodzą z nieopłaconej pracy klasy robotniczej. Pracownicy otrzymują mniej wartości (w postaci wynagrodzeń), niż wytwarzają (w postaci towarów). W konsekwencji zdolność kapitalizmu do produkcji zawsze przewyższa zdolność rynku do wchłonięcia wszystkiego, co zostało wyprodukowane.

Skutkiem tego, jak wyjaśnili Marks i Engels w „Manifeście Komunistycznym”, są kryzysy, w których „wybucha epidemia społeczna, która wszystkim poprzednim epokom wydałaby się niedorzecznością – epidemia nadprodukcji”.

„Społeczeństwo zostaje gwałtownie cofnięte do stanu nagle powstałego barbarzyństwa, jak gdyby klęska głodowa, powszechna niszczycielska wojna pozbawiły je wszelkich środków utrzymania; przemysł, handel wydają się unicestwione, a dlaczego? Dlatego, że społeczeństwo posiada zbyt wiele cywilizacji, zbyt wiele środków utrzymania, zbyt wiele przemysłu, zbyt wiele handlu”22.

Marks przyznał, że choć uważał pastora za nałogowego plagiatora, to idee ekonomiczne Malthusa miały pewną wartość, ponieważ „w przeciwieństwie do żałosnych doktryn harmonii w burżuazyjnej ekonomii politycznej” duchowny kładł „wyraźny nacisk na dysharmonię”.

Malthus chętnie głosił sprzeczności kapitalizmu, o ile służyło to uzasadnieniu istnienia arystokratów i innych pasożytów społecznych, których interesom służył.

„Malthusowi nie zależy na ukrywaniu sprzeczności burżuazyjnego sposobu produkcji, lecz przeciwnie – na ich uwypukleniu” – stwierdza Marks. „Z jednej strony po to, by dowieść, że nędza klas pracujących jest konieczna (jak to rzeczywiście ma miejsce w przypadku tego sposobu produkcji), a z drugiej strony, by wykazać kapitalistom konieczność istnienia sytej hierarchii kościelnej i państwowej w celu stworzenia odpowiedniego popytu na wytwarzane przez nich towary”23.

Starzejące się społeczeństwo czy zniedołężniały system?

Malthus karcił więc ubogich za to, że są ubodzy. Jednak najwyraźniej nie miał żadnego problemu z faktem, że bogaci są bogaci.

To samo dotyczy dzisiejszych współczesnych naśladowców Malthusa. Liberalni komentatorzy obwiniają osoby najbardziej bezbronne za to, że stanowią ciężar dla społeczeństwa. Jednak ci sami hipokryci wygodnie ignorują – a co gorsza, aktywnie bronią – prawdziwego kamienia u szyi, który na nas ciąży: miliarderów i bankierów, którzy są niczym innym jak tylko obciążeniem, a których system skazuje miliony ludzi na życie pełne cierpienia i znoju.

obrazek5 1
Liberalni komentatorzy obwiniają osoby najbardziej bezbronne za to, że stanowią ciężar dla społeczeństwa.

Neomaltuzjanie wszelkiej maści odgrywają w tym sensie niebezpieczną rolę, wskazując palcem na wszelkiego rodzaju kozły ofiarne, gdy mowa o zbrodniach i nieszczęściach kapitalizmu. Oczekuje się na przykład, że migranci i uchodźcy utoną w Morzu Śródziemnym lub Kanale La Manche. Mówi się nam, że kraj jest „pełny”. Jeśli „chmara” obcokrajowców zostanie wpuszczona na nasze wybrzeża, to i tak już przeciążone usługi publiczne padną. Tymczasem kapitaliści opływają w dostatki.

Weźmy też na przykład osoby starsze. Jak na ironię, choć niegdyś obawiali się „bomby demograficznej”, wielu autorów inspirowanych poglądami Malthusa dziś martwi się czymś zupełnie odwrotnym: tym, że ludzie nie mają wystarczająco dużo dzieci, co prowadzi do spadku populacji i starzenia się społeczeństw.

Według szacunków ONZ kobiety na całym świecie – z różnych powodów – rodzą coraz mniej dzieci. W rezultacie przewiduje się, że całkowita populacja planety licząca obecnie ponad 8 miliardów, w 2083 roku osiągnie szczyt, wynoszący około 10,4 miliarda. Przy uwzględnieniu prognoz wskazujących na mniej urodzeń, punkt ten przesuwa się na 9 miliardów w roku 2050.

Jednocześnie, dzięki postępom w opiece zdrowotnej i innym czynnikom, wydłuża się średnia długość życia. Ogólnym następstwem jest gwałtowne starzenie się społeczeństwa.

Ma to istotne konsekwencje gospodarcze. W szczególności powoli rośnie „wskaźnik obciążenia demograficznego”, mierzący stosunek liczbowy osób starszych do ludności w wieku produkcyjnym (15–64 lata). Innymi słowy, zmniejszająca się siła robocza musi utrzymywać coraz większą liczbę emerytów.

Oznacza to stosunkowo mniejszą liczbę pracowników napędzających wzrost gospodarczy; proporcjonalnie mniejszą siłę roboczą, którą kapitaliści mogą eksploatować; oraz mniejszy odsetek podatników w ogóle ludności, przy jednoczesnym wzroście zapotrzebowania na wydatki rządowe na państwowe emerytury i publiczną opiekę zdrowotną.

„Nadchodzące znaczące i długotrwałe zmiany w liczebności i strukturze ludności oraz siły roboczej mogą osłabić wzrost gospodarczy” – ostrzega George Magnus, były główny ekonomista banku inwestycyjnego UBS, w swojej książce „The Age of Ageing”. „Starzejące się społeczeństwa będą musiały wymyślić, jak uzyskać od państwa opiekuńczego więcej środków na wydatki związane ze starzeniem się społeczeństwa i jak za nie zapłacić”24.

Dla Malthusa problemem było zbyt wielu biednych pochłaniających zasoby społeczne. Teraz, jak nam się mówi, problemem jest zbyt wiele osób starszych.

Podobnie w niedawnym raporcie specjalnym liberalny tygodnik „The Economist” przewiduje „japonizację” Zachodu – czyli proces starzenia oraz kurczenia się populacji, prowadzący do stagnacji gospodarczej i gwałtownego wzrostu długu publicznego25.

Autorzy pisma posuwają się nawet do sugestii, jakoby to właśnie osoby starsze miały być odpowiedzialne za bagno recesji, w którym utknęła światowa gospodarka – nie tylko dlatego, że rosnąca liczba osób starszych oznacza wyższe wskaźniki obciążenia demograficznego i rosnący poziom wydatków publicznych (na opiekę społeczną i zdrowotną), ale także dlatego, że emeryci najwyraźniej przyczyniają się do powstawania „globalnej nadwyżki oszczędności”.

Bez zaskoczenia,  ci burżuazyjni pismacy nie zadają sobie trudu, by zbadać prawdziwe przyczyny spowolnienia światowej gospodarki: przyczyną nie jest „nadmiar oszczędności” w rękach osób starszych, lecz na kontach bankowych miliarderów.

To kapitalizm – system nękany nadprodukcją i anarchią – odpowiada za „sekularną stagnację”26 i „permanentny zastój” [permanent slump], o których burżuazyjni ekonomiści (tacy jak odpowiednio Larry Summers i Paul Krugman) rozprawiali przed pandemią; a także za niestabilność i inflację, które obecnie nękają zarówno klasę rządzącą, jak i klasę robotniczą.

Faktem jest, że gdyby gospodarka rozwijała się, a wydajność rosła, nie byłoby problemu z sytuacją, w której stosunkowo mniejsza liczba pracowników musiałaby utrzymywać większą liczbę osób w podeszłym wieku. Byłoby dość środków na zapewnienie wyższego poziomu opieki zdrowotnej itp. W rzeczywistości pieniądze na to już istnieją, ale leżą bezczynnie w skarbcach obrzydliwie bogatych ludzi.

Zamiast więc obwiniać pokolenie wyżu demograficznego za przeciążanie rządowych budżetów, powinniśmy obwiniać szefów i ich system za wpędzenie społeczeństwa w zastój. Problemem nie jest podział pokoleniowy, lecz podział klasowy.

Prawdziwe pytanie, jakie należy w tym kontekście zadać, nie brzmi: „co zrobimy z tymi wszystkimi starszymi ludźmi?”, ale „dlaczego wydajność wpadła w zastój?”.

Dlaczego nie jesteśmy w stanie produkować więcej mniejszym nakładem sił – nie tylko w przemyśle i rolnictwie, ale także w dziedzinie podstawowych usług? Dlaczego technologie takie jak sztuczna inteligencja i automatyzacja nie doprowadziły do znacznego skrócenia dnia roboczego i obniżki wieku emerytalnego? Dlaczego, pomimo wszystkich najnowszych osiągnięć nauki, stosunkowo mniejsza siła robocza nie jest w stanie utrzymać rosnącego odsetka osób niesamodzielnych, jednocześnie zwiększając nakłady na emerytury, opiekę społeczną, nad dziećmi, edukację i tak dalej?

Tak jak postęp naukowy i technologiczny umożliwił większej liczbie ludzi dłuższe życie i dał rodzinom większą kontrolę nad liczbą posiadanych dzieci, tak samo dalszy rozwój sił wytwórczych powinien umożliwić społeczeństwu utrzymanie starszej i liczniejszej populacji, przy wyższym standardzie życia dla wszystkich.

Wszystko to – a nawet więcej – jest całkowicie możliwe. Jednak nie w ramach kapitalizmu, który znalazł się w impasie.

W rzeczy samej nawet środowisko akademickie głównego nurtu ostrzega o nurtuprzed „stagnacją naukową”, wskazując, że w ostatnich dziesięcioleciach badania stały się mniej „przełomowe”, a tempo innowacji wyhamowało.

Oczywiście ci empiryczni pesymiści – podobnie jak Malthus przed nimi – nie widzą, że ten zastój nie jest absolutny, lecz względny. To nie nauka i technologia zabrnęły w kozi róg, lecz obecny sposób produkcji.

Krótko mówiąc, to nie starzejące się społeczeństwo jest winne kryzysom społecznym, lecz zniedołężniały system – zgrzybiały system kapitalistyczny – który już dawno wypełnił swoją historyczną rolę i musi zostać wreszcie pochowany przez swoich grabarzy, czyli klasę robotniczą.

Upadek i katastrofa

obrazek6 1
To właśnie ideologia maltuzjańska stanowi ostatecznie podstawę ksenofobicznych ataków prawicy na migrantów i uchodźców.

Wspomniane dane i prognozy dotyczące wzrostu liczby ludności stanowią kolejny cios dla argumentów Malthusa i jego zwolenników. Ten reakcyjny klecha nie tylko pomylił się w ocenie możliwości przekształcenia produkcji przez ludzkość, a tym samym wyżywienia rosnącej liczby ludzi; był on również w błędzie co do rzekomego zamiłowania ludzkości do prokreacji.

W swoim niesławnym eseju Malthus upierał się, że nic nie powstrzyma zwykłych ludzi przed rozmnażaniem się w sposób niekontrolowany, jak króliki. A jednak widzimy, że wraz z postępem społecznym przemiany materialne odbijają się na rodzinie, prowadząc do ogólnej spadkowej tendencji dzietności.

Wiele czynników stoi za tym procesem: przejście od rolnictwa do przemysłu oraz ze wsi do miasta; wejście większej liczby kobiet na rynek pracy; powstawanie państw opiekuńczych, w tym publicznej edukacji oraz opieki zdrowotnej; większa dostępność środków antykoncepcyjnych i wiedzy na temat planowania rodziny; zmieniające się postawy społeczne, zwłaszcza w kontekście malejącej roli religii; a także – obecnie coraz częściej – fakt, że potencjalni rodzice nie mogą sobie pozwolić na wychowanie większej liczby dzieci (o ile w ogóle), z powodu niskich wynagrodzeń, a wysokich kosztów opieki nad dziećmi, czynszów itp.

Niezależnie od konkretnych przyczyn ogólny rezultat w ramach współczesnego kapitalizmu jest jasny: rozwój sił wytwórczych stanowi materialny bodziec i podstawę do tego, by rodziny miały mniej dzieci, a jednocześnie umożliwia społeczeństwu utrzymanie większej liczby ludności. Jednak maltuzjanie, postrzegając wszystko czysto jednostronnie, nie dostrzegają tego faktu.

To samo dotyczy wybitnych neomaltuzjan, takich jak „Klub Rzymski” – zbiorowisko burżuazyjnych naukowców, intelektualistów i organizacji, które w 1972 roku opublikowało swój szokujący raport pt. „Granice wzrostu”.

Dostosowując idee Malthusa do ery komputerów, naukowcy z Klubu Rzymskiego stworzyli modele zmian zasobów planety i populacji, formułując apokaliptyczne prognozy całkowitego załamania ekologicznego, gospodarczego i społecznego w ciągu 100–120 lat.

Jednak, jak stwierdził w odpowiedzi krytyk Christopher Freeman z Uniwersytetu w Sussex – autor książki „Models of Doom” („Modele zagłady”): „Wprowadź Malthusa, a otrzymasz Malthusa”27. Innymi słowy, każdy model jest tak wiarygodny, jak jego dane wejściowe i założenia. Autorzy „Granic wzrostu” byli zaś całkowicie przesiąknięci maltuzjańskimi uprzedzeniami, co całkowicie wypaczyło ich prognozy demograficzne i środowiskowe.

Prognozowano, że liczba ludności i konsumpcja będą nadal rosły wykładniczo, podczas gdy produkcja – zwłaszcza żywności – z trudem nadążała za tym tempem. Ograniczone zasoby miały się wyczerpywać w coraz szybszym tempie. A jeśli głód nie zabiłby nas wszystkich, to z pewnością zrobiłoby to zanieczyszczenie środowiska.

Przede wszystkim, podobnie jak Malthus, badacze z Klubu Rzymskiego nie mieli wizji postępu. W ich równaniach nie było miejsca na jakościowe skoki technologiczne, na przemiany społeczne i gospodarcze, ani na walkę klas.

Wobec tego ich jedyną rekomendacją była polityka ukierunkowana na osiągnięcie „zerowego wzrostu”. To właśnie z tej maltuzjańskiej tradycji wywodzą się współczesne idee „postwzrostu”. W realiach kapitalizmu sprowadza się to do reżimu ciągłego zaciskania pasa.

A jednak Klub Rzymski miał rację. Kontynuując obecny kurs, ludzkość gna ku koszmarnej przyszłości naznaczonej kryzysami ekologicznymi, gospodarczymi i społecznymi, które mogą nawet zagrozić dalszemu istnieniu samej cywilizacji.

Rozwiązaniem nie są jednak maltuzjańskie rozwiązania w postaci „pozytywnych hamulców”, kontroli populacji czy ograniczania konsumpcji, lecz przejęcie władzy przez klasę robotniczą i podporządkowanie przez nią produkcji racjonalnemu planowaniu  w interesie ludzi oraz planety.

Socjalizm albo barbarzyństwo

Marksiści nie zajmują abstrakcyjnego, moralnego stanowiska w kwestii tego, czy lepsze jest więcej, czy mniej ludności; czy ludzie powinni, czy nie powinni chcieć mieć dzieci.

Sprzeciwiamy się natomiast twierdzeniom maltuzjan – zarówno prawicowych, jak i lewicowych – że zwykli ludzie muszą umierać, cierpieć lub godzić się na obniżenie poziomu życia, ponieważ społeczeństwo rzekomo nie dysponuje zasobami ani potencjałem gospodarczym, wymaganymi do zapewnienia godnego bytu całej światowej populacji oraz kolejnym miliardom ludzi.

Różnego rodzaju bariery odbierają rzeczywistą kontrolę nad swoim życiem ogromnej większości ludzi. Z jednej strony Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych – oraz reakcyjne rządy w kolejnych krajach – pozbawiły miliony kobiet prawa do decydowania o tym, by nie mieć dziecka. Z drugiej strony kapitalizm pozbawia miliony kobiet i mężczyzn możliwości decydowania o posiadaniu dzieci z powodu braku przystępnych cenowo żłobków lub mieszkań.

Marksiści chcą usunąć wszystkie te przeszkody, zapewniając kobietom prawa reprodukcyjne i inne podstawowe swobody demokratyczne oraz wprowadzając demokratycznie planowaną gospodarkę w celu zapewnienia godziwych warunków mieszkaniowych, w pełni finansowanych usług publicznych i emerytur, a także bezpłatnych, uspołecznionych placówek opieki nad dziećmi i osobami starszymi dla wszystkich.

Aby to osiągnąć, potrzebujemy rewolucji, która zastąpi anarchiczne prawa kapitalistycznej produkcji i własności prywatnej nowymi prawami gospodarczymi opartymi na racjonalnym, socjalistycznym planowaniu, wspólnej własności oraz kontroli robotniczej. Jak wyjaśnia Engels:

„Tak zwana walka o byt przybiera formę ochrony wytworzonych przez burżuazyjne społeczeństwo produktów i sił wytwórczych przed zgubnym, niszczącym, działaniem samego tego kapitalistycznego ustroju społecznego, zakładającej odebranie kierownictwa produkcją społeczną i podziałem niezdolnej już do tego panującej klasie kapitalistów i przekazanie go masie wytwórców – a to jest rewolucja socjalistyczna”28.

Tylko w ten sposób zdołamy odżegnać widmo zagłady wiszące nad ludzkością. Mamy przed sobą prosty wybór: y socjalizm, albo barbarzyństwo.

Bibliografia

  1. T. R. Malthus, Prawo ludności, tłum. K. Stein (przekład uwspółcześniono), Gebethner i Wolff, Warszawa 1925, s. 59
    ↩︎
  2. Tamże, s. 58–59 ↩︎
  3. Tamże, s. 145–146
    ↩︎
  4. F. Engels, „Położenie klasy robotniczej w Anglii”, w: K. Marks, F. Engels, Dzieła wszystkie, t. 3, Warszawa 1961, s. 582 ↩︎
  5. . Marks, „Krytyczne uwagi do artykułu Prusaka »Król Prus a reforma społeczna«”, w: K. Marks, F. Engels, Dzieła wszystkie, t. I, Książka i Wiedza, Warszawa 1960, s. 481 ↩︎
  6. F. Engels, „Zarys krytyki ekonomii politycznej”, w: dz. cyt., s. 776 ↩︎
  7. . Engels, „Zarys krytyki ekonomii politycznej” w: Dzieła zebrane Marksa i Engelsa, tom 3, Laurence and Wishart, 1975, str. 440 ↩︎
  8. F. Engels, „Dialektyka przyrody” w: Dzieła zebrane Marksa i Engelsa, tom 25, Laurence and Wishart, 1987, s. 584 ↩︎
  9. Marks do Ludwika Kugelmanna, 27 czerwca 1870 w: K. Marks, F. Engels, Listy wybrane, Książka i Wiedza, Warszawa 1951, s. 317 ↩︎
  10. K. Marks, Zarys krytyki ekonomii politycznej, Książka i Wiedza, Warszawa 1986, s. 486 ↩︎
  11. Karol Marks, Kapitał. Krytyka ekonomii politycznej, t. I, Książka i Wiedza, Warszawa 1951, s. 682 ↩︎
  12. Dz. cyt., s. 680
    ↩︎
  13. Dz. cyt., s. 691 ↩︎
  14. Engels do F. A. Lange, 29 marca 1865, w: Listy…, s. 225
    ↩︎
  15. K. Marks, Kapitał, t. I, KiW 1951, s. 681–682 ↩︎
  16. Engels do F. A. Lange, 29 marca 1865, w: Listy…, s. 226 ↩︎
  17. F. Engels, „Zarys krytyki ekonomii politycznej”, w: K. Marks, F. Engels, Dzieła wszystkie, t. I, Książka ↩︎
  18. K. Marks, „Teorie wartości dodatkowej”, w: K. Marks, F. Engels, Dzieła wszystkie, t. XXVI, Książka i Wiedza, Warszawa 1981, s. 143 ↩︎
  19. Dz. cyt., s. 139
    ↩︎
  20. K. Marx, Theories of Surplus Value, Vol. 3, Laurence and Wishart, 1972, s. 22 (Przekład własny) ↩︎
  21. Tamże ↩︎
  22. K. Marks, F. Engels, Manifest Partii Komunistycznej, wyd. Czerwonego Frontu, 2022, s. 15 
    ↩︎
  23. K. Marx, Theories of Surplus Value, Vol. 3, Laurence and Wishart, 1972, s. 57 (Przekład własny) ↩︎
  24. G. Magnus, „The Age of Aging”, John Wiley and Sons, 2009, s. 19–20
    ↩︎
  25. Elderly populations mean more government spending”, The Economist, 5 października 2022
    ↩︎
  26. Sekularna, inaczej długotrwała stagnacja (łac. saeculum – wiek) – przyp. tłum. ↩︎
  27. P Neurath, From Malthus to the Club of Rome and Back, M.E. Sharpe, 1994, s. 96 ↩︎
  28. F. Engels, Dialektyka przyrody, przeł. T. Zabłudowski, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1979, s. 368 ↩︎