Czas czytania: 24 minut(y)
mankom

Przy okazji 174. rocznicy wydania Manifestu komunistycznego (opublikowanego 21 lutego 1848 pod niemieckim tytułem Manifest der Kommunistischen Partei) proponujemy czytelnikom tekst Alana Woodsa z 1997 r., odpowiadający na pytanie, czy Manifest w dzisiejszych czasach możemy uznać za „przestarzały”.

W pierwszym zdaniu autor zastanawia się, czy ciągłe publikacje nowych wydań Manifestu mają w ogóle jakikolwiek sens poza historycznym – w końcu minęło tyle lat, świat z pewnością poszedł do przodu! Czytelnicy również mogliby się dziwić, dlaczego dzisiaj przypominamy tekst napisany przez jakiegoś Brytyjczyka w roku 1997? Odpowiedź nie jest trudna. Pomimo zapewnień o rozwoju, nowym ładzie, tysiącu bajek i mitów zawartych w tekstach ustaw, uchwał i deklaracji, kapitalizm pozostaje kapitalizmem, z takim samym cyklem kryzysów, z takimi samymi prawami i takim samym wyzyskiem. Jego natura w Niemczech XIX wieku nie różni się znacząco od Polski wieku XXI.

Wielcy posiadacze, ich posłuszne stadko uniwersyteckich papug, skorumpowani „przywódcy związkowi”, obłudni politycy i wszyscy, którzy liczą na ochłapy z suto zastawionego stołu współczesnego kapitału będą nas przekonywać, że marksizm został już pogrzebany. Robią wszystko, byle tylko młodzież i klasa pracująca nie przejrzała ich delikatnej zasłony, za którą ukryli masową grabież pracującej ludności, okradanej z owoców własnej pracy i otrzymującej w zamian kryzys, inflację, pogarszające się warunki życia, przemoc, wojnę i degradację środowiska naturalnego.

Nie oznacza to oczywiście, że wystarczy przeczytać tę krótką broszurę Marksa i Engelsa, żeby zdobyć magiczny klucz otwierający złote drzwi do skarbca pełnego dobrobytu. Marksizm nie jest utopijną bajką, nie obiecuje religijnego wyzwolenia, nie jest hipotezą, akademickim paradygmatem ani wcielonym złem. Jest metodą opisu rzeczywistości społecznej w oparciu o naukę. Jednocześnie jest jednak – ponieważ niewiedza jeszcze nikomu nie pomogła! – najlepszym narzędziem postępu, jaki posiada klasa pracująca. Tak, jak w innych dziedzinach nauki, musimy najpierw poznać ogólne prawa, by móc je stosować do konkretnych sytuacji.

Czy więc „przestarzałym” poglądem jest to, że mamy do czynienia z klasą posiadającą środki produkcji i tą, która ich nie posiada, ale pracuje? Czy nie jest współczesny pogląd o tym, że stan życia dla znacznej większości ludzi wciąż się pogarsza, a im bardziej tak jest, tym częściej występują strajki, demonstracje i walka o godne życie? Czy nie żyjemy w dobie jeszcze większej niż w 1997 r. globalizacji i monopolizacji wielkiego kapitału światowego, gdzie niezliczona ilość pieniędzy należy zaledwie do kilku koncernów? Skoro marksizmu już nie ma, to dlaczego ekonomia klasyczna, zmuszona przez kolejny kryzys do opracowania spójniejszej wizji funkcjonowania gospodarki, garściami czerpie z prac Marksa i Engelsa, oczywiście skrzętnie chowając ich zdobycze za fasadą swojego „specjalistycznego” żargonu?

Cóż, jak na martwą ideologię marksizm wydaje się całkiem aktualny. Dlatego też bez wahania przedstawiamy ten krótki artykuł, który z drobnymi zmianami mógłby powstać zarówno w 2022, 1997, jak i 1848 roku. Oczywiście jest to tylko wstęp do wartościowego oryginału – który w formie papierowej możecie zamówić za pośrednictwem naszej strony.


Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że ponowne wydanie Manifestu komunistycznego wymagałoby wyjaśnienia. Jak można uzasadnić nowe wydanie książki napisanej prawie 150 lat temu? Jednak w rzeczywistości Manifest jest książką jak najnowocześniejszą.

Prawdziwość tego stwierdzenia można łatwo wykazać. Jeśli zbadamy jakąkolwiek burżuazyjną książkę napisaną półtora wieku temu na podobny temat, szybko stanie się jasne, że taka praca będzie miała jedynie znaczenie historyczne, bez wartości praktycznej. A jednak książka, o której tu piszemy, dostarcza nam dogłębnej analizy; w zdumiewająco małej ilości słów zawarto weń genialne wyjaśnienie najbardziej fundamentalnych zjawisk, które w dzisiejszych czasach zajmują uwagę całego świata.

W rzeczywistości Manifest komunistyczny jest dziś jeszcze bardziej prawdziwy niż w 1848 roku, gdy pojawił się po raz pierwszy. Rozważmy jeden przykład. W czasie, gdy tworzyli Marks i Engels, świat wielkich międzynarodowych korporacji był wciąż muzyką bardzo odległej przyszłości. Mimo to byli oni w stanie wyjaśnić, jak „wolna przedsiębiorczość” i konkurencja nieuchronnie prowadzą do koncentracji kapitału i monopolizacji sił wytwórczych. Jest coś niebywale komicznego w czytaniu oświadczeń obrońców kapitalizmu dotyczących rzekomego błędu Marksa w tej kwestii, podczas gdy w rzeczywistości była to właśnie jedna z jego najbardziej błyskotliwych i bezsprzecznie spełnionych przepowiedni.

W latach 80. modne stało się zdanie, że „małe jest piękne”. To nie jest oczywiście miejsce na dyskusję o względnej estetyce dużych, małych czy średnich rozmiarów, co do której każdy ma prawo do własnego zdania. Ale jest absolutnie niepodważalnym faktem, że proces koncentracji kapitału przewidziany przez Marksa nadal trwa, a w ciągu ostatnich dziesięciu lat osiągnął bezprecedensowy poziom.

W Stanach Zjednoczonych, gdzie proces ten można zaobserwować w szczególnie wyraźnej formie, 500 gigantycznych monopoli odpowiadało za 92 procent wszystkich dochodów w 1994 roku. W skali świata 1000 największych firm miało dochód w wysokości 8 miliardów dolarów, co stanowi równowartość jednej trzeciej łącznych światowych zysków. W USA 0,5 proc. najbogatszych rodzin posiada połowę aktywów finansowych będących w posiadaniu osób fizycznych. Najbogatszy jeden procent populacji Stanów Zjednoczonych zwiększył swój udział w dochodzie narodowym z 17,6 procent w 1978 roku do zdumiewającego poziomu 36,3 procenta w 1989 roku.

Wall Street Image Carlos Delgado
Koncentracja kapitału osiągnęła niewyobrażalne dotąd rozmiary / Zdjęcie: Carlos Delgado

Proces centralizacji i koncentracji kapitału osiągnął niewyobrażalne rozmiary. Liczba przejętych przedsiębiorstw nabrała już charakteru epidemii we wszystkich rozwiniętych krajach uprzemysłowionych. W 1995 roku pobito w tym względnie wszelkie rekordy. Bank Mitsubishi i Bank Tokyo połączyły się, tworząc największy bank na świecie (Bank of Tokyo-Mitsubishi UFJ). Fuzja Chase Manhattan i Chemical Bank stworzyła największą grupę bankową w USA z łącznymi rezerwami sięgającymi 297 miliardów dolarów. Największa na świecie firma rozrywkowa powstała w wyniku wykupu Capital Cities/ABC przez firmę Walta Disneya. Westinghouse kupił CBS, a Time Warner kupił Turner Broadcasting Systems. W sektorze farmaceutycznym Glaxo kupiło Wellcome. Przejęcie Scott Paper przez Kimberly-Clark stworzyło największego producenta chusteczek papierowych na świecie. Mania przejęć rozprzestrzeniła się na Europę, osiągając rekordowe liczby nawet w ciągu ostatnich kilku tygodni. Nawet Szwajcaria doświadczyła pierwszego wrogiego przejęcia grupy Holvis, zajmującej się produkcją papieru. W Wielkiej Brytanii mieliśmy do czynienia z falą wrogich przejęć, jak wtedy, gdy Forte, największa sieć hoteli w Wielkiej Brytanii przejęła swojego rywala, imperium rozrywkowo-restauracyjne, Granadę, za 3,2 miliarda funtów. W wielu przypadkach takie przejęcia są ściśle związane z wszelkiego rodzaju podejrzanymi praktykami – wykorzystywaniem informacji poufnych, fałszowaniem cen akcji i innymi rodzajami oszustw, kradzieży i wyłudzeń, jak ujawnił skandal giełdowy firmy Guinness [mowa tu o aferze z lat 80., kiedy to metodami przestępczymi starano się spekulować akcjami dwóch konkurujących koncernów, irlandzkiego Guinnessa i szkockiego Distillers, tak, by ten pierwszy mógł wykupić ten drugi – przyp. tłum.].

Nie byłoby trudnością podać wiele innych liczb, które ponad wszelką wątpliwość udowodniłyby słuszność rozumowania Marksa i Engelsa w analizie procesu koncentracji kapitału. Ta koncentracja kapitału nie oznacza jednak wzrostu produkcji, wręcz przeciwnie. Celem nie jest inwestowanie w nowe zakłady i maszyny, ale zamykanie istniejących fabryk i biur oraz zwalnianie dużej liczby pracowników w celu zwiększenia stopy zysku bez zwiększania produkcji.

Plaga bezrobocia

Ujawnia się tu wyraźnie, że burżuazja jest niezdolna do pozostawania nadal klasą panującą społeczeństwa i do narzucania społeczeństwu warunków istnienia swej klasy jako normy regulującej. Jest ona niezdolna do panowania, gdyż jest niezdolna do zapewnienia swemu niewolnikowi egzystencji bodaj w ramach jego niewolnictwa, gdyż jest zmuszona spychać go do takiego stanu, przy którym musi go żywić, zamiast być przezeń żywiona. Społeczeństwo nie może już istnieć pod jej panowaniem, to znaczy, – jej istnienie nie daje się nadal pogodzić ze społeczeństwem.

Manifest komunistyczny

Wbrew złudzeniom przywódców związkowych, masowe bezrobocie powróciło i rozprzestrzeniło się na cały świat jak rak trawiący wnętrzności współczesnego społeczeństwa. Według ONZ bezrobocie na świecie wynosi 120 mln. Jednak liczba ta, podobnie jak wszystkie oficjalne statystyki dotyczące bezrobocia, jest znacznie zaniżona względem rzeczywistej sytuacji. Jeśli uwzględnimy ogromną liczbę mężczyzn i kobiet, którzy są zmuszani do pracy na wszelkiego rodzaju „śmieciowych” stanowiskach, rzeczywista wartość bezrobocia i niepełnego zatrudnienia na świecie nie będzie mniejsza niż miliard osób.

Według oficjalnych danych w samej Europie Zachodniej jest 18 mln bezrobotnych, czyli 10,6 procenta ludności aktywnej zawodowo. W Hiszpanii liczba ta wynosi niewiarygodne 20 procent. Ale nawet w Niemczech, ekonomicznym fundamencie Europy, po raz pierwszy od czasów Hitlera bezrobocie osiągnęło poziom 4,5 miliona osób. Również w Japonii po raz pierwszy od 1930 r. bezrobocie poszybowało w górę. Obraz Japonii jako raju, gdzie panuje pełne zatrudnienie, to już przeszłość. Według oficjalnych danych bezrobocie w Japonii osiągnęło 3 procent, ale nie jest to prawda. Gdyby zastosowano te same kryteria bezrobocia, co w przypadku innych zaawansowanych krajów kapitalistycznych, rzeczywista liczba nie byłaby mniejsza niż 8, a może nawet 10 procent.

Takie bezrobocie nie jest rodzajem bezrobocia cyklicznego, które klasa robotnicza dobrze zna z przeszłości, i które w czasie recesji wzrosłoby tylko po to, by ponownie zniknąć, gdy gospodarka się poprawi. Obecnie sytuacja wygląda zupełnie inaczej. W chwili pisania niniejszego tekstu, boom gospodarczy w USA trwa już ponad sześć lat, ale bezrobocie na świecie nie wykazuje oznak znaczącego spadku. Każdego dnia gazety donoszą o nowych zamknięciach fabryk i zwolnieniach („redukcjach etatów”, by użyć modnego żargonu), często związanych z opisanymi powyżej przejęciami. To nie jest cykliczne bezrobocie, ani nawet to, co Marks nazwał „rezerwową armią pracy”, która z kapitalistycznego punktu widzenia odgrywała w przeszłości użyteczną rolę. Nie. Jest to zupełnie nowe zjawisko – trwałe, strukturalne, organiczne bezrobocie, które nie zmniejsza się zauważalnie nawet podczas „boomu”.

The world is wracked not only by unemployment but precarious work and underemployment Image Flickr Steven Eason
Świat niszczy nie tylko bezrobocie (rezerwowa armia pracy), ale także niepewna praca i niepełne zatrudnienie / Zdjęcie: Flickr, Steven Eason

Co więcej, bezrobocie dotyka obecnie tych części społeczeństwa, które nigdy wcześniej nie borykały się z tym problemem: nauczycieli, lekarzy, pielęgniarek, urzędników, pracowników banków, naukowców, a nawet menedżerów. Nastrój niepewności stał się powszechny w praktycznie wszystkich warstwach społeczeństwa. Przytoczone powyżej słowa Marksa i Engelsa stały się dosłowne. W każdym kraju burżuazja podnosi ten sam okrzyk wojenny: „Musimy obciąć wydatki publiczne!” To było hasło Margaret Thatcher i Johna Majora. Teraz Tony Blair i prawicowi przywódcy związkowi idą tą samą drogą. To nie przypadek. Każdy kapitalistyczny rząd, czy prawicowy, czy „lewicowy”, w rzeczywistości prowadzi tę samą politykę. Nie jest to wynikiem kaprysów poszczególnych polityków, ich ignorancji czy złej wiary (chociaż tego też nie brakuje), lecz jest raczej wulgarnym wyrazem ślepego zaułka, w którym znajduje się system kapitalistyczny.

W okresie kapitalistycznego rozkwitu w latach 1948-1973 burżuazja zdołała częściowo i tymczasowo przezwyciężyć dwie fundamentalne sprzeczności, które działały jak kolosalny hamulec postępu: własność prywatną środków produkcji z jednej strony, a państwo narodowe z drugiej. Ogromna siła środków produkcji powołanych do istnienia przez kapitalizm dawno już przerosła te wąskie granice. Oto prawdziwe wyjaśnienie obecnego kryzysu. Po drugiej wojnie światowej burżuazja próbowała obejść ten problem z jednej strony przez zastosowanie keynesowskich metod finansowania deficytu, z drugiej przez zaostrzenie międzynarodowego podziału pracy i bezprecedensową ekspansję światowego handlu. Teraz jednak oba te procesy osiągnęły swoje granice. Stosowanie metod keynesowskich, wciąż silnie popieranych przez lewicowych reformistów, ostatecznie doprowadziło do eksplozji inflacji i niezrównoważonych deficytów we wszystkich sektorach, tak jak z uprzedzeniem przewidywali marksiści. Marks wyjaśniał już w Kapitale, w jaki sposób kapitalizm może przekroczyć swoje organiczne granice dzięki wykorzystaniu kredytów. Ma to jednak swoje ograniczenia, o czym pan Micawber [bohater Davida Copperfielda autorstwa Charlesa Dickensa; był zubożałym urzędnikiem, pełnym nadziei na lepszą przyszłość w ramach rozwijającego się kapitalizmu] wiedział aż za dobrze! W rezultacie klasa panująca jest obecnie zmuszona odwrócić cały proces, obcinając wydatki publiczne w desperackiej próbie przywrócenia „zdrowych finansów”. Innymi słowy, aby powrócić do sytuacji, która istniała w latach 20. i 30., a nawet w czasach Marksa. To gotowy przepis na wybuch walki klasowej na całym świecie. Ale nie tylko.

z27559103QManifestacja pracownikow ochrony zdrowia
Bezrobocie dotyka obecnie tych części społeczeństwa, które nigdy wcześniej nie borykały się z tym problemem, jak pokazał ogromny strajk ochrony zdrowia w 2021 r. / Zdjęcie Agencja Gazeta

Obcinając wydatki państwa, kapitaliści jednocześnie zmniejszają popyt i izolują część rynku. Robią to w czasie, gdy nawet burżuazyjni ekonomiści przyznają, że istnieje poważny problem nadprodukcji („nadmiaru zdolności produkcyjnych”) na skalę światową. W ten sposób kapitaliści przygotowują się na ogromną recesję w nadchodzącym okresie. Jest to nieunikniony wynik tego, że w poprzednim okresie system kapitalistyczny wykroczył poza swoje granice. Jak wyjaśnia Marks, kapitaliści mogą rozwiązywać kryzysy wyłącznie „torując drogę dla bardziej rozległych i bardziej destrukcyjnych kryzysów w przyszłości, a także zmniejszając środki, dzięki którym kryzysom można zapobiegać”.

Socjalizm i internacjonalizm

W ostatnich latach ekonomiści dużo mówili o „globalizacji”, wyobrażając sobie, że jest to panaceum, które pozwoli im całkowicie zlikwidować cykl boomów i spadków. Te marzenia rozwiał krach na giełdzie w październiku 1997 roku i następujące kryzysy wśród tzw. azjatyckich tygrysów. Kiedy piszę te słowa, właśnie nadeszła wiadomość o upadku ważnej japońskiej firmy finansowej Yamaichi Securities Co. Ma to głębokie implikacje dla reszty świata, ponieważ załamanie finansowe w Japonii może popchnąć Stany Zjednoczone do zapaści.

Obecny kryzys w Azji szczególnie dotkliwie dotyka Japonię, gdzie sprzedaje się 44 proc. jej eksportu. W wyniku krachu na giełdzie zasadnicza słabość japońskiego systemu bankowego wysunęła się na pierwszy plan, a Japonia jest największym pożyczkodawcą na świecie. Szacuje się, że pięć największych banków w Japonii jest obecnie technicznie niewypłacalnych. Według czołowego japońskiego dziennika finansowego, Nihon Keizai Shimbun, złe długi wobec japońskich banków sięgają obecnie oszałamiającej wartości 1,5 biliona jenów. Niebezpieczeństwo załamania finansowego przyznaje nawet wysoki rangą urzędnik Banku Japonii, który powiedział The Economist (22.11.97), że „istnieje wyraźny przypadek ryzyka systemowego”. Gdyby taki kryzys doprowadził do masowego wycofania japońskich funduszy z USA, efekt byłby katastrofalny.

Wszystko to pokazuje drugą stronę „globalizacji”. Rozwijając gospodarkę światową, kapitalizm przygotowuje jednocześnie warunki do wyniszczającego kryzysu światowego na późniejszym etapie. Kryzys w jednym sektorze gospodarki światowej (w tym przypadku w rejonie Azji) szybko rozciąga się na wszystkie pozostałe gałęzie. Globalizacja, niemogąca znieść cyklu koniunkturalnego [cykl koniunkturalny jest w ekonomii klasycznej tym, co Marks wcześniej opisywał jako naturalny dla kapitalizmu cykl kryzysów i regeneracji, wynikający z nadprodukcji i spekulacji, regularnie przynoszących krach, inflację i recesję – przyp. tłum.], nadaje mu jeszcze bardziej konwulsyjny i uniwersalny charakter.

Każdy, kto czyta Manifest, widzi, że to właśnie Marks i Engels przewidzieli tę sytuację 150 lat temu. Wyjaśniają, że kapitalizm musi rozwijać się jako system światowy. Dziś ta analiza została znakomicie potwierdzona przez rzeczywiste wydarzenia. W chwili obecnej nikt nie może zaprzeczyć wszechobecnej dominacji rynku światowego, jest to bowiem najbardziej decydująca cecha epoki, w której żyjemy. To czas światowej gospodarki, światowej polityki, światowej kultury, światowej dyplomacji i, nie zapominajmy, wojny światowej. W XX wieku doświadczyliśmy już dwóch takich wojen, wynikających z głębokich kryzysu kapitalistycznego. Ta druga spowodowała 55 milionów zgonów i prawie doprowadziła do zagłady ludzkiej cywilizacji.

Marx and Engels predicted the crushing global domination of the markets Image Rafael Matsunaga
Marks i Engels przewidzieli miażdżącą dominację rynku światowego / Zdjęcie: Rafael Matsunaga

Socjalizm jest albo międzynarodowy, albo żaden. Ale socjalistyczny internacjonalizm nie jest wytworem sentymentów, nie jest po prostu „fajnym pomysłem”. Wypływa natomiast z naukowej analizy Marksa i Engelsa, która wyjaśnia, że stworzenie państwa narodowego, jedno z historycznie postępowych zdobyczy burżuazji, prowadzi nieuchronnie do systemu handlu światowego. Ogromny rozwój środków produkcji w warunkach kapitalizmu nie może mieścić się w wąskich granicach państwa narodowego i dlatego wszystkie potęgi świata, nawet te największe, są zobowiązane do uczestniczenia w coraz większym stopniu w rynku światowym.

Sprzeczność między ogromnym potencjałem sił wytwórczych a duszącym kaftanem bezpieczeństwa państwa narodowego została dramatycznie ujawniona w latach 1914 i 1939. Te krwawe konwulsje pokazały, że z historycznego punktu widzenia system kapitalistyczny wyczerpał już swoją postępową misję. Nie ma jednak czegoś takiego jak ostateczny kryzys kapitalizmu w sensie jego automatycznego upadku. Aby przeprowadzić transformację społeczeństwa, nie wystarczy, że stary system pogrąży się w kryzysie. Bez względu na to, jak poważny jest kryzys, w grę zawsze wchodzą potężne interesy. Ich dobrobyt zależy od zachowania status quo w zakresie dochodów, przywilejów i prestiżu, i dlatego klasa posiadająca zaciekle opiera się wszelkim próbom zmiany społeczeństwa. Właśnie z tego powodu Marks i Engels napisali Manifest nie jako abstrakcyjny dokument czy podręcznik, ale jako wezwanie do działania. To program uruchomienia partii rewolucyjnej, a nie klubu dyskusyjnego.

Aby obalić kapitalizm, konieczne jest, aby klasa robotnicza zorganizowała się jako klasa broniąca swoich interesów. Przez wiele dziesięcioleci robotnicy wszystkich krajów, przede wszystkim zaawansowanych krajów kapitalistycznych, tworzyli potężne organizacje – partie i związki zawodowe. Ale te organizacje nie istnieją w próżni. Podlegają one naciskom kapitalizmu, które szczególnie obciążają warstwę kierowniczą.

Upadek stalinizmu, a jeszcze wcześniej udział chińskiej i rosyjskiej biurokracji w rynkach światowych, uwidocznił bankructwo nacjonalizmu w ogóle, a w szczególności tej horrendalnej poczwary zwanej „socjalizmem w jednym kraju”. Wszystkie te kraje Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej, które walczyły i wywalczyły sobie niezależność od bezpośrednich rządów imperialistycznych, są teraz ponownie przykute do łańcucha niegdysiejszych panów poprzez mechanizm handlu światowego.

Każdy inteligentny człowiek zdaje sobie sprawę, że swobodny rozwój sił wytwórczych wymaga zjednoczenia gospodarek wszystkich krajów poprzez wspólny plan, który pozwoli na harmonijną eksploatację zasobów naszej planety z korzyścią dla wszystkich. Jest to tak oczywiste, że dostrzegają to naukowcy i eksperci nie mający nic wspólnego z socjalizmem. Nawet oni są jednak oburzeni koszmarnymi warunkami, w jakich żyją dwie trzecie ludzkości, i zaniepokojeni skutkami zniszczenia środowiska. Niestety, ich dobre intencje trafiają w próżnię, ponieważ są sprzeczne z interesami wielkich korporacji międzynarodowych, które dominują w gospodarce światowej i których kalkulacje nie opierają się na dobrobycie ludzkości lub przyszłości planety, ale wyłącznie na chciwości i poszukiwaniu zysku ponad wszystko.

W ostatniej dekadzie XX wieku, pomimo całej gadaniny o „globalnej wiosce”, narodowe sprzeczności są bardziej intensywne niż kiedykolwiek. Dziesięć lat temu USA eksportowały równowartość 6 proc. swojego PKB. Teraz liczba ta wynosi 13 procent, a Waszyngton planuje zwiększyć ją do 20 procent do 2000 roku. Oznacza to wypowiedzenie wojny reszcie świata, poczynając od Japonii – nie wojny militarnej, ale wojny handlowej. To prawda, że w każdym innym okresie w przeszłości napięcia między USA a Japonią już wywołałyby wojnę. Ale istnienie broni jądrowej oznacza, że wojna między głównymi mocarstwami kapitalistycznymi jest teraz wykluczona. Tak więc obecnego kryzysu nie da się rozwiązać tak, jak to było w latach 1914 i 1949. W przypadku braku konfliktu militarnego wewnętrzne sprzeczności w każdym kraju kapitalistycznym staną się jeszcze bardziej intensywne. Klasa rządząca nie widzi innego wyjścia, jak zrzucić cały ciężar kryzysu na barki klasy robotniczej.

Autorzy Manifestu z niezwykłą dalekowzrocznością przewidzieli warunki, jakich doświadcza obecnie klasa robotnicza we wszystkich krajach. Kiedy pisali:

Praca proletariuszy zatraciła na skutek rozpowszechnienia maszyn i podziału pracy wszelkie cechy samodzielności, a wraz z tym wszelki powab dla robotników. Robotnik staje się prostym dodatkiem do -maszyny, od którego wymagane są tylko czynności najprostsze, najbardziej jednostajne, do wyuczenia się najłatwiejsze. Wydatki na robotnika ograniczają się zatem niemal wyłącznie do środków żywności, niezbędnych do jego utrzymania i przedłużenia jego gatunku. Ale cena wszelkiego towaru, a więc również pracy i, równa się kosztom jego produkcji. Dlatego też w tym samym stopniu, w jakim praca staje się coraz bardziej odstręczająca, zmniejsza się płaca zarobkowa. Co więcej, w tym samym stopniu, w jakim rośnie zastosowanie maszyn i podział pracy, zwiększa się także masa pracy, bądź wskutek pomnożenia godzin pracy, bądź też wskutek zwiększenia pracy wymaganej w danym okresie czasu, przyśpieszenia biegu maszyn itd.

Dziś Stany Zjednoczone zajmują to miejsce, które zajmowała Wielka Brytania w czasach Marksa – pozycję najbardziej rozwiniętego kraju kapitalistycznego. W ten sposób ogólne tendencje kapitalizmu wyrażają się tam w ich najbardziej wyrazistej formie. W ciągu ostatnich 20 lat płace realne amerykańskich robotników spadły o 20%, czemu towarzyszył wzrost długości dnia roboczego o 10%. W ten sposób obecny boom odbywa się w dużej mierze kosztem klasy robotniczej. Obecnie amerykański pracownik pracuje średnio 168 godzin nadliczbowych rocznie – odpowiednik prawie jednego miesiąca dodatkowej pracy. Jest to szczególnie prawdziwe w przemyśle samochodowym, gdzie dziewięć godzin, sześć dni w tygodniu jest normą. Według amerykańskich związków zawodowych, gdyby tydzień pracy był ograniczony do 40 godzin tylko w tym sektorze, powstałoby 59 000 miejsc pracy.

UPS strike in 1997 Image Teamsters Local
Strajk UPS w 1997 r. Image Teamsters Local

Pracownicy skarżą się, że dla nich ekspansja gospodarcza oznacza wyczerpanie. W całym przemyśle amerykańskim firmy wykorzystują nadgodziny, aby wycisnąć jak najwięcej siły roboczej z pracowników w USA: przeciętny tydzień pracy zbliża się obecnie do rekordowych 42 godzin, w tym 4,6 nadgodzin”.

Ten sam artykuł przytacza przypadek Josepha Kelterborna, pracownika Fiber Optics, który w wyniku redukcji personelu pracuje średnio cztery nadgodziny dziennie, a dodatkowo w co trzeci weekend: „Kiedy wrócę do domu”, narzeka „Jedyne, na co mam czas, to wziąć prysznic, trochę zjeść i przespać się; po chwili czas wstać i zacząć wszystko od nowa.

Ogromna presja spowodowana przepracowaniem, spadkiem płac realnych, zwiększonym rytmem produkcji itp. wywarła poważny wpływ na jakość życia rodzin robotniczych. W USA, podobnie jak w innych krajach, wskaźnik urodzeń spadł ze średnio 2,5 dziecka na rodzinę na początku lat 60. do 1,8 pod koniec lat 80. Liczba rozwodów podwoiła się od lat siedemdziesiątych i w latach 80. dotyczyła już 60% małżeństw. Nawet średnia długość życia, która wzrastała do 1980 roku, uległa stagnacji.

Taka sama sytuacja ma miejsce w Wielkiej Brytanii, gdzie za rządów Thatcher zlikwidowano 2,5 miliona miejsc pracy w przemyśle, a mimo to utrzymano ten sam poziom produkcji, co w 1979 roku. Udało się to osiągnąć nie poprzez wprowadzenie nowych maszyn, ale poprzez nadmierną eksploatację brytyjskich pracowników. W 1995 roku Kenneth Calman, dyrektor generalny ds. zdrowia, ostrzegał, że „utrata zatrudnienia wywołała epidemię chorób związanych ze stresem”.

W 1994 roku w Wielkiej Brytanii z powodu choroby stracono 175 milionów dni roboczych – prawie osiem dni roboczych na pracownika. Liczba recept lekarskich wzrosła o 11,7 mln w ciągu jednego roku (1995). „Stres, korki i zanieczyszczenia zabijają zawodowych kierowców w Wielkiej Brytanii”, deklaruje związkowa gazeta TGWU Record. Według badań przeprowadzonych przez związek, 30 proc. kierowców przyznało się do zaśnięcia za kierownicą, a prawie 45 proc. miało w rezultacie wypadek. Podobne przykłady można podać z każdego innego kraju kapitalistycznego.

Metoda Marksa

Zadziwiająca trafność przewidywań zawartych w Manifeście nie jest przypadkiem. Wypływa z naukowej metody marksizmu – materializmu dialektycznego, który w zastosowaniu do historii nazywamy materializmem historycznym. Podstawę marksistowskiej teorii historii ustanowiono już we wcześniejszych pismach, takich jak Święta rodzinaIdeologia niemiecka.

Musimy pamiętać, że socjalizm i komunizm nie rozpoczęły się od Marksa i Engelsa. Byli przed nimi wielcy myśliciele, którzy bronili idei społeczeństwa bezklasowego opartego na wspólnej własności: Robert Owen, Fourier, Saint Simon i inni. Już w XVI wieku Thomas More napisał swoją słynną książkę Utopia, która opisuje społeczeństwo komunistyczne. Już wcześniej pierwsi chrześcijanie organizowali się we wspólnoty, z których własność prywatna była rygorystycznie wykluczona, o czym każdy może przeczytać w Dziejach Apostolskich.

Marks i Engels określali wszystkie te tendencje jako socjalizm utopijny, podczas gdy sami opowiadali się za czymś zupełnie innym – socjalizmem naukowym. Na czym polega różnica? Dla utopistów socjalizm był po prostu dobrym pomysłem, czymś moralnie pożądanym, o czym trzeba było przekonać ludzi poprzez edukację. Z tego punktu widzenia, gdyby mieli rację, takie nowe społeczeństwo mogło powstać już dwa tysiące lat temu – co z pewnością oszczędziłoby rodzajowi ludzkiemu wielu kłopotów!

Marks i Engels wyjaśniali jednak, że socjalizm ma swoją bazę materialną, która polega na poziomie rozwoju sił wytwórczych – przemysłu, rolnictwa, nauki i techniki. Materializm historyczny wyjaśnia, że rozwój historyczny w ostatecznej analizie opiera się na rozwoju tych rzeczy. To twierdzenie – którego prawdę jasno pokazuje cały bieg historii ludzkości – zostało wybrane przez krytyków marksizmu jako cel najdotkliwszych ataków. Ale atakuje się nie idee Marksa i Engelsa, ale ich prymitywną karykaturę, absurdalny pogląd, że w marksizmie „wszystko sprowadza się do ekonomii”. Autorzy Manifestu wielokrotnie odpowiadali na ten absurd, o czym łatwo możemy się przekonać, czytając list Engelsa do Blocha:

Według materialistycznego pojmowania dziejów momentem w ostatniej instancji decydującym w historii jest produkcja i reprodukcja rzeczywistego życia. Ani Marks, ani ja nie twierdziliśmy nigdy nic ponadto. Jeśli więc ktoś to wypacza i twierdzi, jakoby moment ekonomiczny był jedynym czynnikiem decydującym, przekształca on ową tezę w nic nie mówiący, abstrakcyjny, niedorzeczny frazes. Położenie ekonomiczne jest bazą, ale rozmaite momenty nadbudowy – polityczne formy walki klasowej i jej rezultaty: ustroje ustanawiane po wygranej bitwie przez zwycięską klasę itd., formy prawne, a nawet odbicie wszystkich tych rzeczywistych walk w mózgu ich uczestników, teorie polityczne, prawna, filozoficzne, poglądy religijne oraz ich dalszy rozwój w systemy dogmatów – również wywierają wpływ na przebieg walk historycznych i w wielu wypadkach one przede wszystkim określają ich formę.

Za: http://marksizm.edu.pl/wydawnictwa/klasyka-mysli-marksistowskiej/fryderyk-engels/list-do-jozefa-blocha-w-krolewcu-21-wrzesnia-1890-rok/

Jest oczywiste, że religia, polityka, moralność, filozofia itd. odgrywają rolę w procesie historycznym. Niemniej jednak w ostatecznym rozrachunku sukces danego systemu społeczno-gospodarczego zależy od jego zdolności do zaspokojenia podstawowych potrzeb człowieka. Zanim mężczyźni i kobiety rozwiną idee religijne, polityczne lub filozoficzne, muszą jeść, nosić ubrania i mieć dach nad głową. Od najwcześniejszych czasów istoty ludzkie musiały nieustannie walczyć o zaspokojenie tych podstawowych potrzeb, a nawet i dziś jest to codziennością przeważającej większości.

W pewnym momencie historycznym następuje podział pracy, który historycznie zbiega się z początkami podziału społeczeństwa na klasy. Stanowiło to wielki krok naprzód, pozwalający na stworzenie po raz pierwszy wartości dodatkowej, która zostaje zawłaszczona przez klasę uwolnioną od konieczności pracy, klasę żyjącą z pracy innych: w starożytności ci „inni” to niewolnicy; w czasie feudalizmu chłopi pańszczyźniani; i w końcu w kapitalizmie jest to klasa robotnicza.

marx engels
Marks i Engels odkryli, że dana forma społeczeństwa może przetrwać tylko w takim stopniu, w jakim rozwija siły wytwórcze / Ilustracja: domena publiczna

Pomimo wszystkich okropności, niesprawiedliwości i cierpień związanych ze społeczeństwem klasowym, z marksistowskiego, to znaczy naukowego, a nie moralistycznego punktu widzenia, społeczeństwo klasowe było historycznie usprawiedliwione i odgrywało postępową rolę w procesie rozwoju ludzkości. Najwspanialsze osiągnięcia nauki, sztuki i filozofii w Grecji i Rzymie były, nie zapominajmy, oparte na pracy niewolników, których Rzymianie nazywali instrumentum vocale – „narzędzie z głosem” (z punktu widzenia szefów rzeczywista sytuacja współczesnego pracownika nie różni się aż nadto). Nadwyżka wytworzona pracą klas wyzyskiwanych wystarczała do wyzwolenia mniejszości wyzyskiwaczy, ale nie do osiągnięcia emancypacji większości, której niewolnictwo było uprzednim warunkiem powstania cywilizacji.

Marks i Engels odkryli najważniejsze prawo rozwoju społecznego, które jako jedyne jest w stanie wyjaśnić rozwój historii ludzkości. Wyjaśniają, że dana forma społeczeństwa może przetrwać tylko w takim stopniu, w jakim rozwija siły wytwórcze, i że żadne społeczeństwo nie znika, dopóki nie wyczerpie zawartego w nim potencjału rozwoju. W tym sensie można porównać system społeczno-gospodarczy do żywego organizmu. Nie jest to coś statycznego i ustalonego na zawsze, jak chcą nas przekonać obrońcy kapitalizmu, wysuwając wprost absurdalne twierdzenia o genetycznych podstawach gospodarki rynkowej. Jak każdy inny system społeczny, kapitalizm narodził się, rozwinął, wszedł w pełną dojrzałość, ale później osiągnął swoje granice i teraz wszedł w fazę upadku.

Opierając się na tym naukowym stanowisku, po raz pierwszy możliwe staje się rozumienie historii nie jako bezsensownego i niespójnego łańcucha zdarzeń, zdeterminowanego wyłącznie przez przypadek lub jako wyłączny rezultat działalności „wielkich jednostek” (chociaż oczywiście czynnik subiektywny w historii może i odgrywa decydującą rolę w danych okolicznościach), ale jako proces rządzony prawami, które można zrozumieć jak każdy inny obszar przyrody.

Tak jak Karol Darwin wyjaśnia, że gatunki nie są niezmienne i że posiadają przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, zmieniając się i ewoluując, tak Marks i Engels wyjaśniają, że dany system społeczny nie jest czymś wiecznym. Każdy system społeczny wierzy, że reprezentuje jedyną możliwą formę egzystencji dla istot ludzkich, że jego instytucje, religia czy moralność to ostatnie słowo historii. W to żarliwie wierzyli barbarzyńscy kanibale, kapłani egipscy, Maria Antonina i car Mikołaj. I właśnie to burżuazja i jej apologeci chcą wykazać dzisiaj, kiedy zapewniają nas bez najmniejszych podstaw, że tak zwany system „wolnej przedsiębiorczości” jest jedynym możliwym systemem – właśnie wtedy, gdy zaczyna tonąć.

Reforma i rewolucja

Obecnie idea „ewolucji” jest powszechnie akceptowana przynajmniej przez osoby wykształcone. Idee Darwina, tak rewolucyjne w jego czasach, są przyjmowane niemal jako truizm. Jednak ewolucja jest ogólnie rozumiana jako proces powolny i stopniowy, bez przerw i gwałtownych wstrząsów. W polityce tego rodzaju argumentacja jest często wykorzystywana jako uzasadnienie reformizmu. Twierdzenie to opiera się na błędnym rozumowaniu. Prawdziwy mechanizm ewolucji nawet dzisiaj pozostaje niezbadany. Trudno się temu dziwić, skoro sam Darwin nie był w stanie w pełni go zrozumieć. Dopiero w ostatnim dziesięcioleciu nowe odkrycia w paleontologii dokonane przez Stephena J. Goulda, który odkrył teorię przerywanej równowagi, wykazały, że ewolucja nie jest procesem stopniowym. Są długie okresy, w których nie obserwuje się dużych zmian, ale w pewnym momencie spokojna linia ewolucji zostaje przerwana przez eksplozję, istną rewolucję biologiczną charakteryzującą się masowym wymieraniem niektórych gatunków i szybkim rozrostem innych.

Analogia między społeczeństwem a naturą jest oczywiście tylko przybliżona. Ale nawet najbardziej powierzchowne badanie historii pokazuje, że stopniowa, reformistyczna interpretacja jest bezpodstawna. Społeczeństwo, podobnie jak przyroda, zna długie okresy powolnych i stopniowych zmian, ale i tutaj linię przerywają nagłe wydarzenia – wojny i rewolucje, w których proces zmian jest ogromnie przyspieszony. W rzeczywistości to właśnie te wydarzenia działają jako główna siła napędowa rozwoju historycznego. A podstawową przyczyną rewolucji jest fakt, że określony system społeczno-gospodarczy osiągnął swoje granice i nie jest w stanie rozwinąć swoich sił wytwórczych, jak poprzednio.

„Historia wszystkich dotychczas istniejących społeczeństw jest historią walki klas” — głosi Manifest komunistyczny w jednym ze swoich najsłynniejszych zdań. Ale czym jest walka klas? Ani więcej, ani mniej niż walka o podział nadwyżki produkowanej przez klasę robotniczą. I ta walka będzie zawsze nieunikniona, dopóki siły wytwórcze nie osiągną wystarczającego poziomu rozwoju, aby umożliwić zniesienie ubóstwa i niedoboru produktów nie tylko dla uprzywilejowanej mniejszości, ale dla wszystkich. Socjalizm nie jest więc tylko „fajnym pomysłem”, który można realizować w każdej sytuacji tak długo, jak ludzie tego chcą. Socjalizm ma bazę materialną, która zależy od poziomu rozwoju przemysłu, rolnictwa, nauki i techniki.

Już w Ideologii niemieckiej, napisanej w latach 1845-1846, Marks i Engels wyjaśniali, że

[…] rozwój sił wytwórczych stanowi bezwzględnie niezbędną przesłankę praktyczną (komunizmu) również z tej racji, że bez tego uspołeczniona zostałaby tylko nędza, a wraz z tym znów rozpoczęłaby się walka o rzeczy niezbędne do życia i zmartwychwstałby cały ten stary kram.

Przez wyrażenie „stary kram” Marks i Engels mieli na myśli nierówność, wyzysk, ucisk, korupcję, biurokrację, państwo i wszelkie inne rodzaje zła nieodłączne społeczeństwu klasowemu. Dziś, po upadku stalinizmu w Rosji, wrogowie socjalizmu próbują pokazać, że idee marksizmu nie mogą być wcielone w życie. Przeoczają „drobny” szczegół, że Rosja przed 1917 r. była znacznie bardziej zacofana niż w obecnych czasach np. Indie. Lenin i bolszewicy, dość dobrze zaznajomieni z pismami Marksa, doskonale zdawali sobie sprawę z braku materialnych warunków socjalizmu w Rosji. Ale Lenin i Trocki nigdy nie wpadli na ideę rewolucji narodowej lub „socjalizmu w jednym kraju”, a już na pewno nie w tak zacofanym kraju jak Rosja.

Bolszewicy przejęli władzę w 1917 roku z perspektywą rewolucji światowej. Rewolucja październikowa była potężnym impulsem dla reszty Europy, począwszy od Niemiec, gdzie rewolucja mogłaby wygrać, gdyby nie tchórzliwa zdrada przywódców socjaldemokracji, którzy ocalili kapitalizm. Świat zapłacił za tę zbrodnię straszliwą cenę – chaos gospodarczy i społeczny dwudziestolecia międzywojennego, triumf Hitlera w Niemczech, wojna domowa w Hiszpanii i wreszcie okrucieństwo kolejnej wojny światowej.

Lenin and Trotsky Public Domain PD 1923
Bolszewicy przejęli władzę w 1917 roku z perspektywą rewolucji światowej / Ilustracja: domena publiczna

Nie jest to miejsce na analizowanie całego procesu, który miał miejsce po 1945 roku. Wystarczy powiedzieć, że kapitalizmowi udało się przez pewien czas i za pomocą wspomnianych środków przywrócić względną stabilność, przynajmniej w rozwiniętych krajach kapitalistycznych Europy Zachodniej, Japonii i USA. Jednak nawet w tym okresie nie zniknęły podstawowe sprzeczności. Dla dwóch trzecich ludzkości były to lata głodu i nędzy, wojen, rewolucji i kontrrewolucji. Jednak przynajmniej w krajach uprzemysłowionych panowało pełne zatrudnienie, państwo opiekuńcze i ogólny wzrost poziomu życia.

Wszystko to uwiarygodniało ideę przywódców związkowych (zarówno z lewej, jak i prawej strony), że kapitalizm rozwiązał swoje problemy, że masowe bezrobocie należy do przeszłości, że walka klasowa się skończyła i że (oczywiście!) marksizm jest przestarzały. Jak absurdalnie brzmią dziś podobne pomysły! Przy ponad 30 milionach bezrobotnych w krajach OECD (USA, Kanada, Europa zachodnia, Turcja) i postępującego obniżania standardu życia robotników na całym świecie, sprzeczności między klasami stają się coraz bardziej intensywne. W Europie następuje strajk za strajkiem – we Francji, Niemczech, Hiszpanii, Włoszech, Belgii. W USA niewiarygodny strajk pracowników UPS zakończył się zwycięstwem i był ostrzeżeniem, że amerykańscy robotnicy nie zgadzają się na dalsze akceptowanie niskich płac i złych warunków w interesie wyższych zysków. Również w Wielkiej Brytanii wybór rządu Partii Pracy po 18 latach rządów torysów był oznaką fundamentalnej zmiany nastrojów społecznych.

„Byt społeczny determinuje świadomość”. To kolejna głęboka idea, która stanowi podstawę materializmu historycznego. Wcześniej czy później warunki społeczne spowodują zmianę w świadomości ludzi. Jednak związek między procesami zachodzącymi w społeczeństwie a sposobem, w jaki znajduje to odzwierciedlenie w umysłach ludzi nie jest automatyczny. Gdyby tak było, już dawno żylibyśmy w socjalizmie! Wbrew przekonaniu idealistów, myśl ludzka w ogóle nie jest postępowa, lecz głęboko konserwatywna. W „normalnych” okresach ludzie mają tendencję do trzymania się znanych rzeczy. Wolą wierzyć w idee, moralność, instytucje, partie i przywódców, do których się przyzwyczaili.

Engels powiedział kiedyś, że są w historii okresy, w których 20 lat mija jak jeden dzień, ale są też takie, w których historię 20 lat można streścić w ciągu doby. Przez długi czas wydaje się, że nic się nie zmienia. Niemniej jednak pod powierzchnią pozornego spokoju kryje się olbrzymie nagromadzenie niezadowolenia, oburzenia, frustracji i wściekłości. W pewnym momencie wywoła to społeczną eksplozję. W chwilach kryzysu ludzie zaczynają myśleć samodzielnie, zachowywać się jak wolne jednostki, jak protagoniści, a nie bierne ofiary. Szukają zorganizowanych środków wyrazu, angażują się w działalność związków zawodowych i partii masowych, próbując zmienić społeczeństwo.

W Manifeście znajduje się ważny ustęp, który omawia się dziś zbyt rzadko, a w którym możemy przeczytać, co następuje:

W jakim stosunku są w ogóle komuniści do proletariuszy? Komuniści nie stanowią żadnej odrębnej partii w stosunku do innych partii robotniczych. Nie mają oni żadnych interesów odrębnych od interesów całego proletariatu. Nie wysuwają żadnych odrębnych zasad, w które chcieliby wtłoczyć ruch proletariacki.

Komuniści tym tylko różnią się od pozostałych partii proletariackich, że z jednej strony w walkach toczonych przez proletariuszy różnych narodów podnoszą i wysuwają na czoło wspólne, niezależne od narodowości, interesy całego proletariatu, z drugiej zaś strony – że na rozmaitych szczeblach rozwoju, przez które przechodzi walka pomiędzy proletariatem a burżuazją, reprezentują stale interesy ruchu jako całości.

W praktyce więc komuniści są najbardziej zdecydowaną, porywającą naprzód częścią partii robotniczych wszystkich krajów; w teorii wyprzedzają oni pozostałą masę proletariatu zrozumieniem warunków, przebiegu i ogólnych wyników ruchu proletariackiego.

Ta część Manifestu jest niezwykle ważna, ponieważ pokazuje metodę Marksa i Engelsa, którzy zawsze wychodzili od rzeczywistego ruchu klasy robotniczej, takiego, jakim jest, a nie takiego, jakim chcielibyśmy, aby był. Metoda ta jest o tysiąc lat świetlnych odległa od jałowego sekciarstwa tych „rewolucyjnych” sekt, które utrzymują się na obrzeżach ruchu robotniczego i są organicznie niezdolne do nawiązania więzi z prawdziwym ruchem robotniczym.

Dla marksistów partia to przede wszystkim program, idee, metody i tradycje, a dopiero potem organizacja przenosząca te idee do klasy robotniczej. W ciągu swojej historii klasa robotnicza tworzy masowe organizacje, aby bronić swoich interesów i zmieniać społeczeństwo. Począwszy od związków zawodowych, podstawowych organizacji klasowych, w pewnym momencie robotnicy zaczynają rozumieć, że walka o cząstkowe żądania ekonomiczne sama w sobie jest niewystarczająca. W dzisiejszych warunkach ten wniosek jest rzecz jasna nieunikniony. Bez codziennej walki o poprawę warunków naszego życia w kapitalizmie, rewolucja socjalistyczna byłaby niemożliwa. Dzięki doświadczeniu strajków i demonstracji klasa robotnicza uczy się i nabiera poczucia własnej siły. To jednak samo w sobie jest niewystarczające. Nawet najbardziej solidny i udany strajk nie rozwiąże podstawowych problemów, przed którymi stoi klasa robotnicza. Co więcej, na każde udane uderzenie przypada większa liczba porażek. Nawet jeśli bitwa kończy się zwycięstwem, podwyżki płac są w końcu niwelowane przez inflację. To, co kapitaliści dają lewą ręką, zabierają prawą. W okresie kryzysu kapitalistycznego reformy zastępuje się kontrreformami, jak to widzimy obecnie w przypadku rządu Blaira. Ten sposób działania posiada swoją własną logikę. Jeśli ktoś akceptuje system kapitalistyczny, musi zaakceptować prawa kapitalizmu. Jeśli powiesz „A”, musisz również powiedzieć „B”, „C” i „D”. Bezrobocie, prywatyzacje, cięcia w wydatkach socjalnych – wszystko to wynika z ogólnego kryzysu kapitalizmu. Jest to kwestia polityczna, której nie da się rozwiązać wyłącznie za pomocą akcji protestacyjnych, choć oczywiście są one niezwykle ważne. Trzeba jednak wyjść poza granice działalności związkowej i przejść na płaszczyznę walki politycznej.

1945 Labour Party poster Image public domain
Plakat Partii Pracy (Labour Party) z 1945 r. „Gospodarka musi służyć ludziom, a nie ich zniewalać. Za publiczną własnością, a nie prywatnym monopolem”. / Ilustracja: domena publiczna

Związki zawodowe i masowe partie robotnicze zostały stworzone przez klasę robotniczą w wyniku wielopokoleniowej walki i poświęceń. Cała historia pokazuje, że robotnicy nie porzucą swoich tradycyjnych organizacji masowych, zanim nie wypróbują ich w praktyce. Prawie sto lat temu związki zawodowe utworzyły Partię Pracy, aby reprezentować klasę robotniczą w parlamencie. Partia Pracy powstała jako polityczny wyraz związków. Ale organizacje masowe nie istnieją w próżni. Znajdują się oni pod stałą presją klasy rządzącej, która posiada w swoich rękach potężne środki perswazji – prasę, telewizję, Kościół oraz tysiąc i jeden sposobów wywierania nacisku, wpływania i korumpowania przedstawicieli Partii Pracy. Niedawny skandal związany z przekazaniem przez biznesmena miliona funtów Partii Pracy to tylko wierzchołek bardzo dużej góry lodowej. Biznesmeni nie dają takich sum za nic! Nawet jeśli odrzucimy rzeczywistą korupcję, presja wielkiego biznesu na liderów Partii Pracy jest ogromna. Przywódcy prawicy nie mają problemu z przystosowaniem się do tych wpływów, ponieważ sami całym sercem popierają system kapitalistyczny. To naprawdę ironiczne, że wychwalają „rynek” właśnie w momencie, gdy zaczyna się on załamywać. Prawicowi przywódcy Partii Pracy ślepo próbują oprzeć się na kapitalizmie, który już nie istnieje. Reprezentują przeszłość, a nie przyszłość. Choć uważają się za wielkich realistów, w rzeczywistości są najgorszym rodzajem utopistów. Ich pozycja w Partii Pracy zostanie jednak zachwiana na podstawie wydarzeń w następnym okresie.

Jednak pozycja lewicowych reformistów nie jest dużo lepsza. Chociaż słusznie sprzeciwiają się prowadzonej przez prawicę polityce kontrreform, w praktyce nie oferują żadnej realnej alternatywy. Akceptując system kapitalistyczny, chcieliby, aby działał on w bardziej uprzejmy i łagodny sposób. To tak, jakby poprosić tygrysa, aby zjadł trawę zamiast mięsa! Jeśli wszystkie rządy na świecie prowadzą taką samą politykę cięć, to nie jest to efekt wyboru, ale wyraz tego, że kapitalizm znajduje się w głębokim kryzysie. Próba powrotu do keynesowskiej polityki finansowania deficytu wywołałaby eksplozję inflacji. A dla klasy robotniczej wybór między inflacją a deflacją jest wyborem między śmiercią przez powieszenie a powolnym pieczeniem nad ogniem. Nie chcemy ani jednego, ani drugiego, lecz jedynego realnego rozwiązania, jakim jest socjalistyczna transformacja społeczeństwa.

Jedyna droga

Kiedy Marks i Engels pisali Manifest, byli niezwykle młodzi, odpowiednio w wieku 29 i 27 lat. Pisali w okresie najgłębszej reakcji. Klasa robotnicza była na pozór w stagnacji. Sam Manifest powstał w Brukseli, gdzie jego autorzy przebywali jako uchodźcy polityczni. A jednak w chwili, gdy w lutym 1848 r. Manifest komunistyczny po raz pierwszy ujrzał światło dzienne, na ulicach Paryża wybuchła już rewolucja, która w ciągu następnych miesięcy rozprzestrzeniła się jak pożar na całą Europę.

Jeśli późniejsza historia może nas czegoś nauczyć, to tego, że nic i nikt nie jest w stanie złamać podświadomej woli klasy robotniczej, by zmienić społeczeństwo. To prawda, było wiele tragicznych porażek, takich jak klęska rewolucji 1848 roku, Komuna Paryska, a teraz ostateczna likwidacja ostatnich zdobyczy Rewolucji Październikowej w Rosji. A jednak w każdym z tych przypadków robotnicy zawsze otrząsali się ze skutków niepowodzeń i wracali na drogę walki, i to z bardzo dobrego powodu, a mianowicie dlatego, że nie mieli innego wyjścia. Z perspektywy czasu nawet najbardziej dotkliwa porażka wydaje się być tylko kolejnym epizodem w długiej walce klasy robotniczej o ostateczną emancypację.

The Manifesto was published during the fire of 1848 Image public domain
Manifest został opublikowany podczas wydarzeń rewolucyjnych 1848 r. / Ilustracja: domena publiczna

Jednak historia uczy nas też czegoś innego. Aby odnieść sukces, nie wystarczy chcieć walczyć. Trzeba walczyć świadomie, być uzbrojonym w program naukowy i odpowiednią perspektywę. Bez tego zwycięstwo zawsze nam umyka. Ale takie rzeczy nie spadają z nieba. Nie można improwizować programu, taktyki i strategii, kiedy masy już zaczęły się mobilizować, kwestionując istniejący porządek. Te sprawy należy przygotować już wcześniej. Trzeba przekonywać młodych, kształcić i szkolić kadry marksistowskie w każdej fabryce, kopalni, biurze, szkole i na uniwersytecie, działając w każdym związku zawodowym i oddziale Partii Pracy, i w każdej radzie handlowej. Niezbędne jest cierpliwe prowadzenie pracy propagandowo-agitacyjnej, łączącej codzienną walkę robotników i młodzieży z całościową perspektywą socjalistycznej transformacji społeczeństwa. W ten sposób możemy przygotować grunt pod dramatyczne wydarzenia, które nadejdą nie tylko w Wielkiej Brytanii [i rzecz jasna w Polsce – przyp. tłum], ale w Europie i na całym świecie.

Mimo wszelkich wysiłków zajadłych krytyków, marksizm zachowuje dziś pełną aktualność, zarówno jako trafna analiza współczesnego społeczeństwa, jak i jako program walki o jego zmianę. Może się zdarzyć, że zmieni się ten lub inny szczegół, ale we wszystkich podstawach idee Manifestu komunistycznego są dziś tak samo aktualne i prawdziwe, jak wtedy, gdy zostały napisane po raz pierwszy. Ba, pod pewnymi względami, są one nawet bardziej prawdziwe!

Rewolucja 1848 r. przetoczyła się przez Europę, ale poza nią odbiła się tylko niewielkim echem. Wielka fala rewolucji, która wypłynęła się z Rewolucji październikowej w 1917 roku, objęła nie tylko Europę, ale także Chiny, Indie, Persję i Turcję. Jednak obecnie kapitalizm światowy objął całą kulę ziemską, przygotowując ją do znacznie bardziej dramatycznego rozwoju wydarzeń. Stopień wzajemnego powiązania jest tak duży, że możemy z całą pewnością przewidywać, iż zwycięstwo klasy robotniczej w jakimkolwiek znaczącym kraju szybko doprowadzi do obalenia kapitalizmu w jednym kraju po drugim, tworząc podstawy do utworzenia socjalistycznej Wielkiej Brytanii [i Polski! – przyp. tłum], socjalistycznych Stanów Zjednoczonych Europy i socjalistycznej federacji całego świata.

Alan Woods, Londyn, 26 listopada 1997 r.


Tłumaczenie: tow. Andrzej Jagodziński, tow. Łucja Świerk
Tekst oryginalny: https://www.marxist.com/150-years-communist-manifesto.htm