
Między 12 a 15 maja 2026 roku przypada setna rocznica zamachu majowego. Marszałek Piłsudski poczuł się wtedy na tyle pewnie, by dzięki poparciu PPS-u zaprowadzić bonapartystyczną dyktaturę policyjno-wojskową. Po niecałych ośmiu latach i zduszeniu zaczątków władzy robotniczej przez „socjalistów” Daszyńskiego, Moraczewskiego i s-kę, okres niestabilnej demokracji burżuazyjnej dobiegł końca.
Z tej okazji przedstawiamy artykuł jednej z czołowych postaci Komunistycznej Partii Polski przed jej stalinowską degeneracją po V Kongresie Kominternu w 1924 roku1 – Marii Koszutskiej (Wery Kostrzewy). Mimo iż został napisany we wrześniu 1922 roku, a więc na trzy i pół roku przed przewrotem majowym, dzięki umiejętnemu zastosowaniu marksistowskiej metody materializmu dialektycznego kreśli on bardzo wyraźny i proroczy obraz kierunku, w jakim zmierzała już wtedy burżuazyjna Polska.
Przedmowa
Dlaczego doszło do tego przewrotu? Było to następstwo polityki PPS-u. Mimo słabego uprzemysłowienia polski proletariat i biedota wiejska były skore walczyć nie tylko o cząstkowe reformy, ale o faktyczną władzę, o rewolucję socjalną – jak pokazała Republika Tarnobrzeska, powstanie krakowskie, setki rad robotniczych tworzonych tuż po wojnie, czy strajki robotników rolnych w 1919 i 1922 r. Na przeszkodzie do realizacji rewolucyjnych dążeń stała, jak to bywa, postawa przywództwa. A konkretniej – drobnomieszczańskie plagi PPS-u: sekciarstwo (odrzucanie zjednoczonego frontu z KPP, próba wymuszenia monopolu w radach), szowinizm narodowy, ślepe przywiązanie do formalnej demokracji parlamentarnej nawet wtedy, gdy władza była w zasięgu ręki robotników, wiara we współpracę klas. Wokół kwestii narodowej i dążenia do socjalizmu partia ta podzieliła się w 1906 roku. Lewe skrzydło (reprezentowane także przez Koszutską) przyjęło pozycje rewolucyjne i internacjonalistyczne, a prawe, tj. PPS-Frakcja Rewolucyjna, znani również jako „fracy” – reformistyczne i nacjonalistyczne. Ostatecznie w grudniu 1918 r. PPS-Lewica połączyła się z Socjaldemokracją Królestwa Polskiego i Litwy (SDKPiL) w Komunistyczną Partię Polski. Niestety za późno – jak określił to jeden z ówczesnych działaczy partii „Polska nam «wybuchła»”. Innymi słowy, gdyby istniała partia tak zakorzeniona w polskim proletariacie, jak bolszewicy w rosyjskim, historia mogła potoczyć się inaczej – ku obnażeniu reakcyjnego charakteru PPS-owskich ugodowców i przejęciu władzy przez robotników.
To właśnie ta nacjonalistyczna, reakcyjna polityka PPS-FR doprowadziła do tego, że w byłym zaborze austriackim nie powstała ani jedna rada delegatów robotniczych, nawet w tak dużych miastach, jak Kraków, gdy w rosyjskim powstawały one w tak małych ośrodkach, jak Żychlin, Choceń czy Soczewka k. Płocka.
Ostatecznie do lipca 1919 roku piłsudczykowscy renegaci doprowadzili do likwidacji rad w imię „przywracania porządku” [czyt. stabilizacji dyktatury wyzyskiwaczy]. Nie mogłoby się to odbyć bez pewnych ustępstw jak prawo głosu dla kobiet, swoboda zrzeszania się w związki czy 8-godzinny dzień pracy. Ustępstwa te cofnięto po przewrocie majowym, ku uciesze burżuazji. Więcej, sanacyjny autorytaryzm zniweczył formalne prawo głosu zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn – jakże egalitarnie! Taka jest meta reformistycznego tchórzostwa i naiwności. Jak głosi hasło I Międzynarodówki – interesy klasy robotniczej i kapitalistów są nieprzejednanie przeciwne! Wiara w możliwość ich pogodzenia na „wolnym rynku idei” w praktyce rozbija się o fakt, że dopóki klasa kapitalistów zachowuje przywileje oraz ogromne majątki zbudowane na wyzysku, dopóty przy pierwszej okazji cofnie ona reformy. Może to nastąpić poprzez roszady w partiach robotniczych – jak w brytyjskiej Partii Pracy po wyborczej porażce Corbyna (po której przekształcono ją w „czerwonych torysów” w ramach czystek Starmera). Może nastąpić w ramach „pakietu restrukturyzacyjnego” IMF-u, za pomocą różnej maści lobbystów, czy poprzez wykorzystanie nierównego dostępu do środków masowego przekazu przez kapitalistów, celem wypromowania tego czy innego reakcjonisty, którego zdanie parlamentarni kretyni będą traktować jak świętość – wyborcza arytmetyka jest nieubłagana, nic nie możemy zrobić!
Przewrót majowy pokazał, że taka postawa wcale nie prowadzi do umocnienia „demokracji”, ani nie jest mniej przemocowa od rewolucji. Wręcz przeciwnie! Przejęcie władzy przez bolszewików w listopadzie 1917 roku w Piotrogrodzie kosztowało życie zaledwie dwóch osób po stronie bolszewickiej, podczas gdy po stronie przeciwnej nie odnotowano żadnych ofiar śmiertelnych — w przeciwieństwie do późniejszej wojny domowej, która wybuchła dopiero w wyniku zbrojnej interwencji mocarstw zachodnich na rzecz sił białych oraz była podsycana porażkami rewolucji w Europie. W przewrocie majowym zginęło natomiast prawie 400 osób po obu stronach.
Co więcej, do spółki z niemieckimi zdrajcami klasy robotniczej polskie reformistyczne „gołąbki pokoju” przygotowały grunt najpierw pod śmierć przeszło 200 tys. robotników i chłopów w tzw. wojnie polsko-bolszewickiej2 – następstwie ekspansjonistycznej wyprawy Piłsudskiego na Kijów, w której II RP kilkukrotnie odrzucała oferty pokojowe – a następnie 80 milionów w II wojnie światowej, po tym, jak dzięki oddaniu władzy burżuazji w 1918 roku przez SPD ta wyniosła w końcu Hitlera do władzy. Właśnie tyle jest wart socjalpacyfizm. Jest on niczym więcej jak jawną zachętą do przemocy kontrrewolucji.
Polska lat 1918–1926 nie tyle była niestabilna, ile polska burżuazja w typowy dla burżuazji zacofanych krajów sposób nie mogła odegrać postępowej roli, do reform będąc nastawioną wrogo, a do silniejszej burżuazji wielkich potęg imperialistycznych – jak Francja – służalczo. Dlatego wreszcie porzuciła próby rządzenia inaczej niż poprzez sanacyjny zamordyzm. Słabość polskiej burżuazji miała też inną stronę. Mogła ona zostać łatwo obalona, gdyby istniała partia gotowa i zdolna tego dokonać – jak w Rosji, gdzie burżuazja była jeszcze bardziej reakcyjna, jak pokazała rewolucja 1905 roku i okres panowania Rządu Tymczasowego. Jeśli nie było to łatwe przed przewrotem majowym, gdy światowy kapitalizm przechodził okres chwilowego umocnienia, to po wielkim kryzysie, który ożywił walkę klas nad Wisłą, a sytuacja obiektywna stała się jak najbardziej sprzyjająca. Niestety po śmierci Lenina partie komunistyczne całego świata, zrzeszone w III Międzynarodówce (Kominternie) zmieniono z komórek światowej partii rewolucji – które jednak, jak zawsze podkreślał Lenin, powinny uwzględniać uwarunkowania danego kraju – w posłuszne narzędzia stalinowskiej biurokracji, która niczego nie bała się bardziej, niż właśnie światowej rewolucji. Lenin ostrzegał również ówczesnego przywódcę Kominternu, Grigorija Zinowiewa, że jeśli nie będzie znosił sprzeciwu, skończy otoczony posłusznymi głupcami. Tak się też stało. Po jego „bolszewizacji” Kominternu (w istocie niemającej za wiele wspólnego z bolszewizmem), w oparciu nie o leninowską metodę centralizmu demokratycznego, a stalinowski centralizm biurokratyczny, kierownictwo tych partii obsadzono ludźmi na tyle tchórzliwymi, że zarówno KPP, jak i KPD3 okazały się niezdolne do stawienia oporu represjom – aż do przejęcia władzy przez nazistów „bez wybicia ani jednej szyby”.4
Stalinowskiej klice „socjalizm w jednym kraju” (na którym mogła pasożytować) był na rękę tak samo, jak „socjalizm demokratyczny” był i jest na rękę ugodowej lewicy, której karierowiczostwo i państwowe dotacje zapewniają wygodną pozycję – kiedyś pod szyldem PPS-u, dziś „Lewicy” lub Razem. Jednych i drugich nic nie przeraża bardziej, niż bezpośrednia władza robotnicza w radach, brak przywilejów na stanowiskach decyzyjnych i ich rotacja – bo uczyni ich, jeśli nie zbędnymi, to sprawi, że – o zgrozo! – polityka przestanie być ich głównym zajęciem!
Za socjalpacyfizmem zawsze stoi troska o stołki, w parze z drobnomieszczańskimi uprzedzeniami, jak mit jedności narodowej aż do najgorszego szowinizmu – nieważne czy to usprawiedliwianie wzajemnego wyrzynania się robotników przez partie II Międzynarodówki w 1914, czy dzisiejsze podsycanie strachu przed wydumanymi „Ruskimi” w interesie zbrojeniowych spekulantów. To też niezdolność do wysuwania długoterminowych perspektyw, w myśl zasady „ruch jest wszystkim, cel jest niczym”, ideowy eklektyzm, brak odwagi i hartu ducha, niezdolność do podnoszenia świadomości mas, popychania jej naprzód. Typowe dla „lewego” drobnomieszczaństwa w ogólności jest właśnie wleczenie się za świadomością nawet nie proletariatu, a lumpenproletariatu. Przyjmuje to często formę oportunistycznych umizgów do najbardziej zacofanych uprzedzeń – jak wtedy, gdy Zandberg straszył tysiącami pakistańskich imigrantów w kampanii prezydenckiej.
To nie bolszewizm, nie rewolucyjny marksizm jest tym brutalnym nurtem, którego idee w praktyce oznaczają śmierć i zniszczenie. Jest nim właśnie reformizm, który jeśli akurat nie głosuje za cięciami, które zabijają po cichu, to przepycha militaryzację i pierwszy rzuci robotników na pastwę losu, gdy „zrobi się gorąco” przez ich przyzwolenie dla prowokatorskiej polityki zagranicznej burżuazji. Przykładowo, w rządzonych przez reformistów w koalicji z partią wielkiego kapitału Niemczech już teraz próbowano ograniczyć swobodę przemieszczania się w służbie militaryzmu – jakże demokratycznie! Próbowano – bo opór niemieckiej młodzieży pokrzyżował plany „socjalnym” miłośnikom upuszczania rzek proletariackiej krwi w interesie bankierów. Reformizm traktuje robotników jak pionki w wyborczych rozgrywkach, których zadaniem jest wrzucić kartkę do urny co cztery lata i zamknąć mordę. Bolszewizm traktuje robotników jako prawowitych władców całej ziemi. Czymże innym jest bowiem hasło „całej władzy w ręce rad”, które tak przeraża mienszewików wszelkiego sortu?!
Nie mamy co szukać wybawienia w burżuazyjnych parlamentach. Na ulicy, w codziennej walce w pracy wywalczymy najwięcej – oto nauka z tragedii polskiego proletariatu w dwudziestoleciu międzywojennym. Czerwony Front będzie tam, gdzie będzie toczyć się ta walka. Tam właśnie wykuje się świadomość, która zburzy zbutwiały gmach społeczeństwa klasowego i wykona zadanie zaprzepaszczone przez stalinizm i reformizm. Niech drżą przed tym klasy panujące i ich marionetki – frackie, razemickie i wszystkie inne!
PRZECIW REAKCJI
„Śpijcie spokojnie, robotnicy, 53 pułki wierne Piłsudskiemu czuwają nad Warszawą”. Tak odpowiedział na warszawskiej Radzie Del[egatów] Robotniczych radny fracki5 Jaworowski6 robotnikom, domagającym się po słynnym zamachu Sapiehy7, by rząd Moraczewskiego uzbroił proletariat i dał mu w ten sposób możność walki i obrony przed nadciągającą reakcją.
„Śpijcie spokojnie”, pułki Piłsudskiego czuwają nad wami — oto kwintesencja politycznej mądrości, wpajanej robotnikom w ciągu ubiegłych trzech lat przez PPS, kwintesencja nauk, które nie mogły pozostać bez wydatnego wpływu na układ stosunków politycznych w naszym kraju.
Słaby wpływ mas proletariackich na życie polityczne, brak ich czynnej ingerencji i żywszego zainteresowania, bezwład i bezruch, wywołany terrorem władz, a jednocześnie podtrzymywany obietnicami, groźbą, zaklęciami ugodowych przywódców — oto najbardziej charakterystyczne cechy ubiegłego okresu.
Na tle tego bezwładu konstytucja, parlamentaryzm, demokracja, rządy przedstawicielskie, oddziaływanie opinii — wszystko to było fikcją. Mieliśmy faktycznie rządy zakulisowe, oparte na cichym porozumieniu wpływowych klik sejmowych i pozasejmowych, rodzaj jakiejś kamaryli, w której obok sił najskrajniejszej prawicy podrzędną rolę odgrywała zarówno pozasejmowa militarna klika belwederska, jak i jej robotniczy ogon, reprezentowany przez PPS. I ciekawe, że podczas gdy niemieccy koledzy polskich scheidemanowców8 nieustannie muszą się biedzić nad tym, by uzyskiwać zgodę robotników przy każdym nowym zbliżeniu się do prawicy, przy przerzucaniu każdej nowej kładki, mającej partię Stinnesa9 doprowadzić z powrotem do rządów, polska odmiana robotniczej ugody mogła z łatwością obchodzić się bez tych kłopotów i zamaskować swój zasadniczy stosunek do rządu. PPS mogła podtrzymywać najgorszą reakcję i współdziałać z nią, nie ponosząc za to odpowiedzialności przed masami, mogła jednocześnie być i nie być w rządzie, być i nie być opozycją wobec rządu, być i psem, i wydrą: w mętnym bagnie rządowego błota grzebać się do spółki z endecją, łowić posady, urzędy, stanowiska, dzielić łupy, zawierać układy wymierzone przeciw masom pracującym, rzucać je w otchłań wojny, knuć przeciw nim najgorsze spiski i jednocześnie udawać srogiego brytana, stojącego wiernie i niewzruszenie na straży socjalizmu oraz interesów klasy robotniczej.
Było to możliwe po części dlatego, że PPS, związana silnymi nićmi z Belwederem, potrzebna mu jako najwierniejszy jego filar, mogła, dzięki jego mocnej protekcji, nie będąc w rządzie i uchylając się w ten sposób od odpowiedzialności przed masami, brać jednak znaczący udział w kierowaniu państwem i w organizowaniu życia publicznego.
Główną jednak przyczyną, która w minionym okresie zapewniła zarówno PPS, jak innym sejmowym grupom robotniczym i chłopskim taką bezkarność, swobodę ruchów i niezależność od ich mocodawców i która pozwoliła warstwom rządzącym w praktyce bez żadnych skrupułów podeptać wszelkie zasady bronionej w teorii demokracji — było to uśpienie mas, nienawykłych do wywierania wpływu na życie polityczne, sterroryzowanych przez zbrojną przemoc rodzimej i międzynarodowej reakcji oraz utrzymywanych w bezruchu przez swoich ugodowych przywódców.
Niech robotnicy śpią spokojnie, niech nie burzą się chłopi, niech jedni i drudzy nie wysilają zbytnio mózgów i nie próbują brać się do czynów — „dziadek” czuwa. Piłsudski będzie myślał, jego pułki będą bić się za wolność i prawa mas robotniczych i chłopskich. To oświadczenie, złożone robotnikom przez Jaworowskiego, stało się dewizą i ewangelią głoszoną masom przez wszystkie grupy, na których opierał się Piłsudski w początkach istnienia niepodległej Polski. Właśnie ta dewiza utorowała mu drogę do władzy — jej zawdzięczał jednomyślną uchwałę Sejmu wynoszącą go na stanowisko naczelnika: państwa.
Bowiem dla burżuazji, tworzącej dopiero aparat swojego klasowego panowania, najwyższe przykazanie polityczne, wobec którego ustępowały w tym okresie wszystkie inne względy, streszczało się w słowach: nie budzić licha śpiącego w masach robotniczych i chłopskich, za wszelką cenę opanować ich budzący się ruch. Piłsudski, były socjalista, później brygadier Franciszka Józefa i Ludendorffa10, został wyniesiony na naczelne stanowisko w państwie za zgodą najbardziej reakcyjnych żywiołów i największych wrogów polskiego aktywizmu jako ten, którego imię miało być zaklęciem utrzymującym masy w martwocie. Obawa przed ulicą była łącznikiem zespalającym wszystkie partie od Związku Ludowego11 do PPS włącznie, obawa przed ulicą, przed walką mas, wprowadzała do ich współżycia nutę rzeczywistej harmonii. Zespolone wspólną troską o byt państwa burżuazyjnego, endecja i fracy uważali za potrzebne postępować przez długi czas w myśl zasady: gdzie dwóch się kłóci, tam trzeci korzysta. Siebie wzajemnie traktowali jako tych „dwóch”, dla których najkorzystniejsze będzie zgodne współżycie, masy zaś robotnicze i chłopskie — jako owego niebezpiecznego „trzeciego”, który przypadkiem mógłby wyzyskać na swoją korzyść ich kłótnię.
Rządzono więc na podstawie cichego porozumienia i zakulisowych konszachtów.
W krajach o starszych tradycjach życia konstytucyjnego, o silniejszym i bardziej wyszkolonym ruchu robotniczym każda zmiana w rządzie wywołuje żywe zainteresowanie wszystkich warstw społecznych, kwestia udziału socjalistów w bloku rządowym na takich czy innych warunkach, w takim czy innym składzie, pośrednio lub bezpośrednio, możliwość rozszerzenia tego bloku na prawo lub na lewo budzi nieustające ożywione spory, dyskusje, rozłamy w partiach ugodowych itp. Szczególnie w Niemczech możliwość wejścia scheidemanowców do bloku rządowego razem z partią wielkiego przemysłu (Deutsche Volkspartei) budzi wśród scheidemanowskich robotników silny opór, który udaremnia wszelkie próby czynione w tym kierunku od ponad roku przez przywódców partii. U nas jest inaczej. Nasza PPS wchodziła i wychodziła z rządu, popierała go nieoficjalnie, tworzyła go sama lub oddawała dobrowolnie w ręce burżuazji, a wszystko to przechodziło bez większego echa wśród mas robotniczych.
Podobnie ze zmianą gabinetu. Gdzie indziej jest to wydarzenie polityczne, którego przyczyny, możliwość, następstwa, okoliczności towarzyszące mu — są szeroko debatowane w prasie i w łonie stronnictw, zarówno burżuazyjnych, jak i robotniczych. Nasze przesilenia gabinetowe miały dotychczas charakter jakichś misteriów, jakichś tajemniczych obrządków, które arcykapłani odprawiali w „świętym świętych”, niedostępnym dla oczu i uszu zwykłego śmiertelnika.
Nowe gabinety zjawiały się nagle, nieraz zupełnie nieoczekiwanie, bez żadnych ujawnionych ku temu politycznych powodów, wyskakiwały jak Minerwa z głowy Jowisza, w pełnym rynsztunku zawartych już uprzednio umów, porozumień, i poza nieliczną grupą wtajemniczonych nieraz przez całe miesiące nikt nie wiedział, jaka była przyczyna zmian zachodzących w składzie osób stojących u steru państwa.
Nie znano tych przyczyn i mało się nimi do ostatnich czasów interesowano. Panowało powszechne przeświadczenie, że w takim czy innym składzie, w tym czy innym sosie i podaniu będzie to zawsze ta sama potrawka, przyprawiona zbiorowymi siłami przez wszystkie grupy wchodzące jawnie lub skrycie w skład koalicji rządzącej.
Wszakże za zgodą endecji doszedł do władzy zarówno Piłsudski, jak i mianowany przezeń gabinet Moraczewskiego. Za zgodą gabinetu Moraczewskiego jego miejsce zajął gabinet Paderewskiego. Wstąpienie do gabinetu i wystąpienie Daszyńskiego, ustąpienie Witosa, mianowanie Ponikowskiego12 — wszystko to przechodziło niemal niepostrzeżenie, nie wywołując ani większych wstrząśnień i ostrzejszych zatargów, ani też żywszego zainteresowania.
Nawet gdy chodziło a sprawę tak kapitalnej wagi, jak wojna z Rosją w 1920 r., siły endeckie, ostrożniejsze i bardziej przezorne, a przeto przeciwne zbyt ryzykanckim próbom, ograniczyły się do zakulisowej opozycji. I gdy Daszyński zwrócił się wtedy w Sejmie z błagalną prośbą do Paderewskiego, by bez oporu zrezygnował z godności premiera, gdy obiecywał mu za to „rzucić pod stopy wszystkie kwiaty Rzeczypospolitej Polskiej”, to endeckie egerie „mistrza” zrozumiały w lot, że stary makler fracki przemawia ich własnym, najbardziej autentycznym językiem, że lęka się, by ujawnione niesnaski u góry nie wywołały poruszenia szerokich mas, że pragnie polubownego załatwienia sporu po to, aby robotnicy i chłopi polscy nie dowiedzieli się, że ich krew i życie są przedmiotem targów. Były to oczywiście racje przemożne, skłaniające do milczenia.Toteż dopiero, gdy armaty grały już pod Kijowem, stało się dla szerszego ogółu jasne, że wyższość aptekarza nad wirtuozem13, akcentowana z taką namiętnością przez Daszyńskiego, oznaczała po prostu poddanie się Skulskiego pod komendę Belwederu i jego zgodę na awanturę kijowską. Za tą powodzią kwiatów rzucanych pod stopy endeckiego bożyszcza przez „socjalistycznego” przywódcę kryły się nie tylko stosy trupów robotników i chłopów, pchniętych do walki za obcą i wrogą im sprawę, ale, wbrew temu, czego usiłuje dziś dowieść endecja, kryło się jeszcze jedno ciche sprzysiężenie: prawica nie chciała wprawdzie brać na siebie oficjalnej odpowiedzialności za wyprawę kijowską, ale nie chciała też wówczas na tym ani na żadnym innym gruncie wypowiedzieć otwartej walki Piłsudskiemu.
Tak było dawniej. Tak nie jest dzisiaj i tak nie będzie jutro.
Błędem byłoby mniemać, że zażarta wojna, jaka w wigilię rozwiązania się Sejmu Konstytucyjnego wybuchła między prawicą a Belwederem, była tylko i wyłącznie przygotowaniem do zbliżającej się walki wyborczej i że po tej próbie sił, jaką stanowią wybory14, powróci dawniejszy stan rzeczy: endecja przywdzieje znów skórę potulnego baranka i z pobłażaniem pozwoli się wyręczać u steru nawy państwowej. Wręcz przeciwnie, wybory miały być tylko dla prawicy hasłem do walki z tym stanem rzeczy, miały być najdogodniejszym momentem dla stoczenia generalnej bitwy, do której żywioły prawicowe przygotowywały się od dawna. Nie ulega wątpliwości, że obawa przed ruchem mas będzie i w dalszym ciągu łagodziła ostrość zatargów między wielkimi i małymi paskarzami, sprzymierzonymi z ugodą robotniczą, będzie jednym i drugim dyktowała ostrożność, ujawnioną już wyraźnie podczas ostatniego kryzysu, kiedy to każda ze stron cofała się przed zbyt głośnym skandalem, i nadal będzie ich pchała na drogi kompromisu. Ale, mimo wszystko, zasadniczym rysem okresu, w który wkroczyliśmy, stanie się walka wielkiej burżuazji o pełnię władzy — o dyktaturę. Będzie to jeden z epizodów ogólnej ofensywy politycznej, jaką wielka burżuazja prowadzi dziś z zaciekłością we wszystkich tych krajach, w których wstrząśnienia powojenne wywołały większe przeobrażenia polityczne, odsuwając junkierstwo i wielki kapitał od steru rządów.
Endecja, podobnie jak niemieccy monarchiści, uważa, że partie reprezentujące drobnomieszczaństwo miejskie i wiejskie oraz ugodę robotniczą spełniły już swoją rolę: doprowadziły masy do letargu, pozwoliły klasom posiadającym zorganizować się i uzbroić i stanowią dziś już tylko niepotrzebną zawadę, którą należy czym prędzej usunąć z drogi. Endecja, która na podobieństwo niemieckich monarchistów, znoszących — do czasu — Eberta, tolerowała dawniej Piłsudskiego, a dziś za wszelką cenę pragnie go obalić, zmieniła swe postępowanie nie dlatego, aby Piłsudski ulegał jej dawniej, a dziś przestał to czynić, tylko dlatego, że wydaje się on jej już niepotrzebny dla utrzymania mas na wodzy. Targnięcie się na autorytet Piłsudskiego jest ze strony endecji dowodem poczucia siły, dowodem przeświadczenia, że wszelkie maski, tłumiki, parawany są już zbyteczne, że ustępstwa i połowiczność mogą już być zlikwidowane na rzecz polityki gołego gwałtu i bezwzględnego wyzysku i że ta polityka musi być wykonana własnymi, a nie cudzymi rękoma, aby była dość twarda i nieubłagana, a co za tym idzie — skuteczna.
Kapitalistyczna burżuazja wyszła już dawno z tego górnego i chmurnego okresu swej młodości, gdy była pionierką postępu, rewolucyjnym czynnikiem walki z przeżytkami feudalizmu. Nad dawnymi wolnohandlowymi, pokojowymi dążnościami w polityce zewnętrznej, nad potrzebą osiągnięcia pewnej miary demokracji, która by zapewniała pokojowe współżycie klas, warunkujące pomyślny rozwój kapitalizmu, już przed wojną coraz bardziej brały górę tendencje grabieżcze, militarne, imperialistyczne, idące w parze z dyktatorskimi zakusami wobec klasy robotniczej.
Po wojnie, która zrujnowała machinę gospodarczą świata i zburzyła wszelką równowagę w produkcji, wymianie i podziale dóbr, na tle ogólnego chaosu i rozprzężenia gospodarczego — burżuazja coraz mniej może odgrywać swą dawną rolę wielkiej organizatorki sił wytwórczych świata. I w miarę tego, jak usuwa jej się spod nóg naturalna podstawa jej potęgi i panowania, jak wypada jej z rąk ster rzeczywistego kierownictwa życiem gospodarczym, podminowanym w swych najgłębszych podstawach i wstrząsanym nieustannymi konwulsjami, kapitalistyczna burżuazja przechodzi coraz bardziej do metod właściwych pasożytniczym, obumierającym warstwom, staje się coraz bardziej przedstawicielką najskrajniejszej, czarnej reakcji. W sojuszu z obszarnictwem i klerem dąży ona do stworzenia rządów gołego gwałtu, do zdobycia takiego politycznego przywileju i przewagi, do zapędzenia mas pracujących w takie jarzmo, które by umożliwiło nieznany dotąd w dziejach wyzysk siły roboczej i przez dokonanie w gwałtownym tempie akumulacji kapitału uratowało zagrożony gmach kapitalizmu.
Oto co oznacza zwycięstwo Dmowskich i Korfantych, co oznacza dewiza wyborcza Narodowej Demokracji — hasło odrodzenia gospodarczego. Oznacza ona zniesienie 8-godzinnego dnia pracy, prześladowanie strajków środkami, których przedsmak dał nam poznać strajk rolny w poznańskim15, obalenie reformy rolnej i wszelkich praw zmierzających do uszczuplania obszarniczej ziemi, zaprowadzenie przepisów uniemożliwiających nawet ugodowo nastrojonym robotnikom organizowanie się na klasowej podstawie, zdwojone brzemię podatkowe, jeszcze dzikszą orgię spekulacji.
Oto wobec jakiego niebezpieczeństwa stanęła dzisiaj klasa robotnicza Polski.
Niebezpieczeństwa tego nie usunie jednorazowy wysiłek, jedna demonstracja, a nawet zwycięstwo wyborcze „lewicy”.
Samymi tylko kartkami wyborczymi nie można wysadzić z siodła reakcji kapitalistycznej. Posiada ona swe twierdze poza Sejmem — w sile kapitału, w jego panowaniu nad życiem gospodarczym, w poparciu potężnych ententowskich16 grup kapitalistycznych, mających bezpośredni interes w duszeniu polskich robotników przez swój udział w kapitale polskim; może oddziaływać przez banki, przez stosunek do kredytu państwowego, przez zależność każdego rządu od potężnych grup gospodarczych, wreszcie — przez organizację kleru — w szkole, w życiu publicznym, w wojsku. Jak bojkot kapitalistów zmusił Moraczewskiego — według jego własnych słów — do ustąpienia, tak nacisk kapitału mógłby zmusić nawet PPS-owską większość Sejmu do kapitulacji; odparować jego ataki może tylko ulica, masa czujna, czynna, idąca zwartym frontem.Niezależnie od rezultatu wyborów burżuazja polska broni nie złoży — będzie broniła swych zagrożonych twierdz wszelkimi środkami, tak jak ich bronią burżuazja włoska i niemiecka, organizatorki faszystów, band Orgescha17 i Ehrhardta18, Już dziś widzimy na łamach „Gazety Warszawskiej”19 gloryfikację włoskiego faszyzmu, już dziś, jak o tym świadczy czarnosecinna agitacja endeckiej prasy, przygotowuje się grunt do mordów bratobójczych.
Porażka endecji? zwycięstwo wyborcze lewicy? Ale któż stanowi jądro tej lewicy? Blok mniejszości narodowych i blok włościański, a w jednym i drugim, obok żywiołów niezdecydowanych, chwiejnych, ugodowych — ileż podpór najgorszej reakcji! Któż wątpić może, że kapitaliści niemieccy, żydowscy, rusińscy, że paskarze witosowi, którzy idą teraz przeciw endecji, pójdą w Sejmie z nią, ilekroć będzie chodziło o zgnębienie robotników. Tak czy inaczej, groźny atak reakcji czeka klasę robotniczą. Zastaje ją nieprzygotowaną, zdezorganizowaną, rozbitą.
I któż to doprowadził masy pracujące do takiej mety? Kto sprawił, że robotnik polski, któremu kazano wciąż obchodzić święto wolnej, ludowej Polski, stanął nagle oko w oko wobec takich niebezpieczeństw i, co gorsze, dotąd jasno ich nie widzi?
Sprawiły to te same partie lewicy sejmowej, które dotąd usypiały czujność proletariatu miejskiego i wiejskiego, a dziś wołają ratunku, widząc, że letarg mas może je uczynić zbędnymi u żłobu władzy państwowej. Sprawili to ci, którzy mówili robotnikom, że mogą spać spokojnie, strzeżeni przez pułki Piłsudskiego. Sprawili to ci, którzy do spółki z prawicą deptali wszystkie zasady demokracji, skrępowali wolność słowa, druku, zebrań i w tej zatęchłej, dusznej atmosferze pozwolili rozrastać się bujnie zarazkom najgorszego wstecznictwa, pozwolili im zatruwać bezkarnie umysły i dusze.
Sprawiła to PPS, której członkowie, przyjaciele i zwolennicy zapełnili wszystkie biura defensywy i do spółki z dowborczykami20 katowali rewolucyjnych robotników. Sprawili to piastowcy, którzy razem z endecją kuli antyrobotnicze prawa i oszukiwali małorolnych chłopów. Sprawili to ci, którzy popierali awantury wojenne i związaną z nimi militaryzację kraju, a ciężary stąd płynące zwalali na barki najuboższych. Sprawili to ci wszyscy, którzy klasie robotniczej, potrzebującej dla obrony przed wrogami pełnego lotu i rozwinięcia wszystkich sił, kazali oddychać jak gdyby tylko jednym płucem, wtrącając do więzień i paraliżując wysiłki najbardziej rewolucyjnej i czynnej części proletariatu.
Oni to doprowadzili do tego, że dziś, gdy reakcja wielkokapitalistyczna i obszarniczo-klerykalna szykuje się do coraz gwałtowniejszych ataków, tysiące robotników wołają: „A czymże, jeśli nie panowaniem najgorszej reakcji, były dotychczasowe rządy?” I gdy mowa o obronie, z głębi swych umęczonych dusz odpowiadają: my nic nie mamy do obronienia! Mordy za strajki, mordy w biurach defensywy, katowanie przez ochranników Snarskich21 i katowanie przez sędziów śledczych Luksemburgów, lata katorgi za przekonania polityczne — więc to jeszcze nie jest zupełny triumf reakcji? Walczyć przeciw prawicy po to, by z powrotem iść pod komendę Belwederu, paskarzy chłopskich i ugody robotniczej, która utrzymawszy się u steru, znów pozycję za pozycją oddawać będzie w ręce tych, z którymi dziś wydziera sobie mandaty i władzę?
Walczyć przeciw prawicy, a więc dać zwycięstwo lewicy, gdy z jednej strony stoją bankierzy, fabrykanci, obszarnicy i księża, a z drugiej paskarze chłopscy i klika belwederska, gdy jedni widzą w robotniku przede wszystkim bydlę robocze, a drudzy mięso armatnie? Czy może tu być mowa o „mniejszym złu”? I czy wobec tego nie jest jedynie wskazanym stać na boku wobec toczącej się walki?
Oto do jakich wniosków doprowadziła liczne szeregi robotnicze polityka ugody, awanturnictwa wojennego i pokornego czołgania się wobec sfer wielkoburżuazyjnych.
I właśnie naszym zadaniem, zadaniem rewolucyjnej części proletariatu jest przełamać ten bezwład, zwyciężyć apatię. Robotnicy nie mogą zadowolić się bierną obserwacją rozgrywających się wydarzeń i sceptycznym oświadczeniem: to złe i tamto niedobre. Nie mogą jak księżniczka Heinego w sporze między mnichem i rabinem poprzestać na stwierdzeniu, że: „i ten, i tamten śmierdzi” (alle beide stinken).22 Robotnicy na szalę losu muszą rzucić swój czyn. Tylko w ten sposób mogą sprawić, by wypadki te nie przeszły po nich, miażdżąc i druzgocąc im grzbiety. Przyczyną dzisiejszego stanu rzeczy jest właśnie dotychczasowy letarg i bezwład mas; jedynym ratunkiem: wytężenie wszystkich sił, zmobilizowanie wszystkich szeregów dla zażartej, wytrwałej, nieustępliwej walki z reakcją.
Głównym, najgroźniejszym przedstawicielem tej reakcji są przede wszystkim prawicowe stronnictwa — endecja i różne ich odmiany. Toteż gdy idzie o odparcie niebezpieczeństwa panowania Korfantych i Dmowskich—wszystkie odłamy klasy robotniczej muszą iść w zwartych szeregach, ale najbardziej rewolucyjna jej część musi masy poprowadzić dalej: do walki równie zażartej z reakcją utajoną, pielęgnowaną i protegowaną w łonie lewicowego bloku.
Polscy scheidemanowcy, podobnie jak ich niemieccy koledzy, nawet wtedy, gdy odwołują się do mas, usiłują z góry sparaliżować ich dalsze wystąpienia, wyprowadzić je raz na scenę, a potem pogrążyć znów w letargu. Zmuszeni do walki przez atakującą prawicę, idą przeciw niej z tymi samymi metodami, z jakimi szli do niej przedtem na wysługi — z tą samą troską o uśpienie i znieczulenie mas, z tym samym hasłem głoszącym, że słowo „Piłsudski” jest równoznaczne ze słowami „demokracja” i „sprawa robotnicza”. Atak prawicy niczego pepesowców nie nauczył.
Ale dalsza ofensywa burżuazji, mnożące się niebezpieczeństwa, których ewentualne zwycięstwo wyborcze lewicowego bloku nie usunie i nie zażegna, muszą pod groźbą najstraszliwszych klęsk wyrwać masy z bezruchu, zmobilizować i skupić wszystkie ich odłamy wokół żądań zabezpieczających im wolność polityczną i znośny byt. Zburzenie zgody między wielką burżuazją a przywódcami drobnomieszczaństwa i ugody robotniczej będzie coraz bardziej uzależniać blok belwederski od mas robotniczych i chłopskich i zmuszać do liczenia się z nimi. Zbudzić w nich wolę do narzucania swych żądań — to najważniejszy dla nas sens polityczny obecnych wydarzeń.
Dopóki ogólny bieg wypadków nie przygotuje gruntu dla przewrotu i dopóki hasła rewolucji socjalnej nie odniosą zwycięstwa w masach robotniczych i chłopskich, dopóty ich masowa walka, skierowana przeciw prawicy, siłą rzeczy oddawać będzie zwycięstwo i władzę drobnomieszczaństwu i ugodzie robotniczej z ich belwederskim czy innym chochołem na czele. Ale stąd nie wynika bynajmniej, że walki tej należy poniechać lub nie dążyć do jej wzmożenia i zaostrzenia. Wniosek stąd płynie całkiem inny. Wniosek stąd taki, że w tej walce rewolucyjna część klasy robotniczej nie na końcu, nie na przyprzążkę iść powinna, ale na czele, jako przednia straż, która nie pozwoli ugodowym przywódcom zmarnować wysiłku mas, skieruje go na właściwe tory, zwiąże z wyraźnie sformułowanymi żądaniami, dla przeprowadzenia ich wykorzysta każdą kłótnię w obozie wrogów i potrafi, bijąc prawicę, zwrócić jednocześnie ostrze walki przeciw antydemokratycznym, antyrobotniczym czy militarnym dążeniom lewicowego bloku.
Wniosek stąd taki, że cały proletariat miast i wsi, wszyscy robotnicy i biedni chłopi muszą zrozumieć, że nie osoba Piłsudskiego czy Witosa, jak głoszą fracy i ludowcy, ale tylko zbudzenie się do czynu, nieustanna czujność, solidarna masowa akcja mogą im zapewnić demokratyczne zdobycze niezbędne w burżuazyjnym państwie i mogą zapobiec temu, by zwycięska czy zwyciężona, ale tchórzliwa i zdradziecka lewica nie poszła w swej społecznej polityce całkowicie pod komendą potężnych i groźnych — niezależnie od wyniku wyborów — stronnictw prawicy.
Odsłonić przed masami robotników i biednych chłopów cały ogrom grożącego im niebezpieczeństwa, wyrwać je z letargu, sformułować ich żądania i poprowadzić zwartym frontem do walki o te żądania — oto zadania przednich szeregów klasy robotniczej.
„Nowy Przegląd” nr 3—4,
wrzesień 1922 r., str. 57—64.
Podpis: (k).
- Zasadniczo polscy komuniści dość długo opierali się stalinizacji partii (mniej więcej do końca lat 20. – akurat jednak na tyle krótko, by wraz z represjami uniemożliwić skuteczną interwencję w wielkich zrywach lat 30., jak Strajk Chłopski w 1937 roku), co przyczyniło się też do jej brutalnej likwidacji w 1938 roku – przyp. red. CF ↩︎
- Mimo to polscy robotnicy i chłopi stawiali spory opór wobec poboru, a do wkraczających oddziałów Armii Czerwonej odnoszono się na ogół dość przyjaźnie. „Rząd polski zmagał się z uchylaniem się od poboru do wojska i masową dezercją. Entuzjazm był szczególnie niski wśród robotników, chłopów i mniejszości etnicznych. Na Kielecczyźnie w samym maju 1920 r. aresztowano ponad 2.000 dezerterów. W regionie krośnieńskim w odpowiedzi na nową falę poboru do wglądu zgłosiła się tylko 1 z 28 gmin. W Zagłębiu Dąbrowskim w lipcu 1920 r. wybuchły strajki przeciwko poborowi, prowadzone przez KPRP. Średnio tylko 30-50% wezwanych odpowiedziało na pobór. Zobacz: Piotr Stawecki, Wojsko Polskie i społeczeństwo w latach 1919-1920 w świetle raportów i komunikatów naczelnych władz wojskowych”. Cyt. za: „Domski o wojnie polsko radzieckiej” — przyp. red. CF ↩︎
- KPD — Komunistyczna Partia Niemiec – przyp. red. CF ↩︎
- Przyjmowało to w pewnym punkcie dość absurdalną postać jak np. wtedy, gdy po śmierci Piłsudskiego Julian Leński, ówczesny sekretarz generalny KC KPP forsował w kompletnie szablonowy sposób ideę „frontu ludowego”, mimo że sojusz z „postępową” burżuazją miał raczej charakter myślenia życzeniowego, gdyż polskiej burżuazji na ogół faszyzacja kraju była jak najbardziej w smak – przyp. red. CF ↩︎
- Tj. związany z prawicowym, piłsudczykowskim skrzydłem PPS, powstałą po rozłamie w PPS w 1906 na tle reakcyjnego podejścia części partii do kwestii narodowej w rewolucji 1905 r., na reakcyjną PPS-Frakcję Rewolucyjną oraz PPS-Lewicę (do której należała Koszutska), która później połączyła się z SDKPiL w Komunistyczną Partię Polski. — przyp. red. CF ↩︎
- Jaworowski Rajmund (1885–1944) — Członek PPS od 1902 r., działacz odłamu piłsudczykowskiego PPS-FR. Po wybuchu I WŚ — szef oddziału wywiadowczego I Brygady Legionów. W styczniu 1919 — przewodniczący Warszawskiej Rady Delegatów Robotniczych i jednocześnie przewodniczący Wojewódzkiego Komitetu Robotniczego (WKR) PPS. W 1928 r. dokonał rozłamu w PPS i utworzył prosanacyjną partię „PPS — dawna Frakcja Rewolucyjna” ↩︎
- Mowa o nieudanym zamachu stanu, dokonanym w Warszawie w nocy z 4 na 5 stycznia 1919 r. przez grupę działaczy endeckich z księciem F. Sapiehą i płkiem Januszajtisem na czele ↩︎
- Scheidemann Filip (Philipp) (1865–1939) — niemiecki polityk socjaldemokratyczny (SPD), deputowany i działacz okresu Cesarstwa i Republiki Weimarskiej, znany głównie z ogłoszenia republiki 9 listopada 1918 roku na tle wydarzeń znanych jako rewolucja listopadowa. Jego ugodowa, mienszewicka polityka stanowiła preludium porażki Powstania Spartakusa w styczniu 1919 r., kryzysu wywołanego bandyckim traktatem wersalskim, izolacji i degeneracji rewolucji rosyjskiej, a wreszcie triumfu faszyzmu — przyp. red. CF ↩︎
- Stinnes Hugo (1870–1924) — wielki przemysłowiec niemiecki. Po I wojnie światowej, skorzystawszy z inflacji (1922–1923) i spekulacji walutowych, stworzył olbrzymie zjednoczenie monopolistyczne, obejmujące 1530 firm w Niemczech i za granicą (koncern Stinnesa). Poseł do parlamentu niemieckiego z ramienia Niemieckiej Partii Ludowej (DVP, jedno z najbardziej reakcyjnych ugrupowań do czasu pojawienia się partii nazistowskiej) ↩︎
- Ludendorff Erich von (1865–1937) — pruski generał, w czasie I WŚ (od 1916 r.) wraz z gen. Hindenburgiem kierował działaniami wojennymi armii niemieckiej ↩︎
- Mowa o Związku Ludowo-Narodowym, utworzonym przez endecję w 1919 r. ↩︎
- Gabinet Ignacego Paderewskiego, powołany przez Piłsudskiego 16 stycznia 1919 r. na podstawie porozumienia z Komitetem Narodowym Polskim (KNP), ustąpił 9 grudnia 1919 roku. 20 lipca 1920 r., gdy wojska radzieckie po odparciu wyprawy Piłsudskiego na Kijów zbliżały się do Warszawy, Rada Obrony Państwa, utworzona 1 lipca 1920 r., powołała rząd koalicyjny na czele z Witosem jako premierem i Daszyńskim jako wicepremierem. W połowie grudnia tegoż roku Daszyński w wyniku uchwały Rady Naczelnej PPS podał się do dymisji. 13 września 1921 r. ustąpił Witos, a 20 września 1921 r. utworzony został rząd Ponikowskiego. ↩︎
- Mowa o Ignacym Paderewskim, znanym pianiście i kompozytorze, od stycznia do grudnia 1919 r. premierze RP, i o Leopoldzie Słupskim, aptekarzu z zawodu. Skulski początkowo był działaczem Związku Ludowo-Narodowego. W 1919 r. wystąpił z ZLN i utworzył Narodowe Zjednoczenie Ludowe, które w 1923 r. weszło w skład PSL „Piast”. Premier w latach 1919–1920 i 1922. ↩︎
- Sejm Konstytucyjny, zwany ustawodawczym, powołany w wyniku wyborów z 26 stycznia 1919 r., rozwiązał się w październiku 1922 r. Wybory do nowego Sejmu i Senatu odbyły się 5 i 12 listopada 1922 r. ↩︎
- Strajk robotników rolnych w sierpniu 1922 r. objął ok. 80% majątków obszarniczych w woj. poznańskim; stłumiono go przy użyciu policji i wojska. W walkach zginęło 6 robotników rolnych, było również kilkunastu rannych. ↩︎
- Tj. związanych z Ententą ↩︎
- Orgesch — org[anizacja Georga] Esch[ericha], reakcyjne bojówki bawarskich antykomunistów i antysemitów, utworzone w 1920 r., rozwiązane przez Ententę rok później — przyp. red. CF ↩︎
- Ehrhardt, Heinrich (1881–1971) — jeden z najbardziej znanych dowódców Freikorpsu, protofaszystowskich bojówek, zajmujących się w Niemczech po I WŚ zwalczaniem ruchów rewolucyjnych, jeden z kluczowych graczy w niesławnym puczu Kappa w 1920 r. — przyp. red. CF ↩︎
- „Gazeta Warszawska” — główny organ Stronnictwa Narodowego, wychodzący w latach 1774–1936. ↩︎
- Dowborczycy — żołnierze I Korpusu Polskiego, zorganizowanego we wrześniu 1917 r. w Rosji pod dowództwem gen. Dowbór-Muśnickiego. Korpus brał udział w walkach po stronie kontrrewolucji, przeciwko władzy radzieckiej. ↩︎
- Snarski Michał – podinspektor policji w Warszawie; występował jako świadek oskarżenia w procesach komunistów. ↩︎
- Cytat z wiersza H. Heinego „Dysputa”. ↩︎