marksizmem pokonaj opresje kobiet 10

Opresja kobiet jest jednym z najokropniejszych przykładów niesprawiedliwości i ucisku, głęboko zakorzenionych w kapitalistycznym społeczeństwie. Każdego dnia miliony kobiet, żyjąc w świecie zdominowanym przez mężczyzn, doświadczają strachu, podporządkowania, poniżenia i przemocy w najokrutniejszych formach. Ten stan rzeczy nie jest niczym „naturalnym” ani „przyrodzonym”, jak z jednej strony uważają prawicowi, tradycjonalistyczni hipokryci, ani wynikiem odwiecznej walki między płciami, jak z drugiej chciałyby „radykalne”, burżuazyjne feministki. Przez większość swojego istnienia na Ziemi ludzie żyli w egalitarnych wspólnotach, nieznających ucisku jednej płci przez drugą. Opresja kobiet pojawiła się wraz z ustanowieniem własności prywatnej i powstaniem pierwszych społeczeństw klasowych. Twórcy socjalizmu naukowego zrozumieli to w XIX w., a ich stanowisko potwierdziły i uzupełniły odkrycia antropologii i archeologii z ostatnich 150 lat. Choć ucisk kobiet jest więc starszy od samego kapitalizmu, to jego prawdziwe zniesienie możliwe jest tylko wraz ze zniesieniem społeczeństwa klasowego, a droga do tego wiedzie po trupie obecnego, barbarzyńskiego systemu.

Jednym z najbardziej nieludzkich przejawów patriarchalnej opresji jest instytucja prostytucji i istnienie przemysłu seksualnego, zmuszającego miliony najbiedniejszych kobiet do sprzedawania swoich ciał, żeby przeżyć. O skali degeneracji kapitalistycznego społeczeństwa świadczy pojawienie się ruchów przedstawiających prostytucję nie jako przykład ucisku, ale wyzwolenia kobiet, pracę jak każdą inną i kwestię wyboru. Obowiązkiem wszystkich szczerych marksistek i marksistów jest oczywiście zdecydowana walka z przemysłem seksualnym oraz organizacjami postulującymi dekryminalizację alfonsów i stręczycieli. Iluzją jednak jest myślenie, że walka ta może zostać doprowadzona do końca w warunkach kapitalistycznego państwa i przez jego instytucje. Wszystkie reformy wprowadzone w warunkach kapitalizmu, również te dotyczące zwalczania prostytucji, niosą ze sobą odium wypaczeń właściwych dla tego system. Pokazuje to przykład abolicjonistycznych rozwiązań wprowadzonych we Francji, które nie przyniosły poprawy losu kobiet doświadczających prostytucji i w wielu elementach okazały się przeciwskuteczne. Nie oznacza to, że należy całkowicie lekceważyć rozwiązania prawne proponowane przez tzw. model nordycki. Trzeba mieć jednak świadomość, że bez poprawy losu ogółu klasy pracującej możliwego jedynie dzięki socjalistycznej przemianie społeczeństwa, niemożliwe będzie wyeliminowanie opresji kobiet i prostytucji całkowicie, w skali całej ludzkości, a nie tylko powierzchownie i w ograniczonym zakresie.

Zachęcamy do zapoznania się z omawiającym dokładniej te problemy tekstem przygotowanym przez francuską sekcję IMT – Révolution.


Niektóre burżuazyjne feministki twierdzą, że pojęcie „prostytucja” musi zostać odrzucone i zastąpione terminem „praca seksualna”. Innymi słowy, prostytucja powinna być traktowana jak każda inna forma pracy i za taką uznawana przez społeczeństwo. Według liberalnej, feministycznej aktywistki Morgane Merteuil (jednej z wielu) prostytucja może być nawet narzędziem w walce z kapitalizmem i pomogłaby kobietom osiągnąć emancypacje. W tym artykule przeanalizujemy te idee z marksistowskiej perspektywy.

Początki prostytucji

Co prawda, męska prostytucja również istnieje, ale w przeważającej mierze jest to „branża” zdominowana przez kobiety. Prostytucja jest jednym z elementów ucisku, którego doświadczają i zawsze doświadczały kobiety w społeczeństwach klasowych. Aby przeanalizować dzisiejszą prostytucję w konkretnych kategoriach, warto zatem spojrzeć wstecz, na początek i historię rozwoju ucisku wobec kobiet oraz pokazać organiczny związek między tym uciskiem a początkami prostytucji.

Wbrew powszechnemu przekonaniu, dyskryminacja kobiet nie istniała od zawsze. Powstała ona wraz z pojawieniem się wyzysku klasowego, który również nie istniał od zawsze. Fryderyk Engels prześledził rozwój ucisku wraz z rozwojem społeczeństwa klasowego w „Pochodzeniu rodziny, własności prywatnej i państwa” (1884), a założenia teoretyczne tej pracy potwierdziły badania archeologów i antropologów, prowadzone od ponad wieku.

Przez dziesiątki tysięcy lat mężczyźni i kobiety żyli we względnie egalitarnych wspólnotach łowiecko-zbierackich. W społeczeństwach tych nie było własności prywatnej, klas społecznych, państwa i ucisku kobiet; dlatego Engels opisał je jako systemy „prymitywnego komunizmu”. Z pewnością istniał podział pracy między mężczyznami i kobietami, wynikający z przyrodzonych konieczności ciąży i karmienia piersią. Polowanie było zwykle zajęciem męskim, podczas gdy kobiety były odpowiedzialne za gromadzenie i utrzymywanie gospodarstwa domowego, co było wówczas zadaniem zbiorowym. Jednak ten „płciowy podział pracy” nie oznaczał ucisku jednej płci przez drugą. Kobiety uczestniczyły w pracach zbiorowych, a zbieractwo odgrywało ważną rolę w żywieniu grupy. Obecnie istnieją archeologiczne dowody na to, że kobiety były również zaangażowane w tworzenie sztuki naskalnej – zadanie, które wszyscy historycy uznają za bardzo ważne dla pierwotnych społeczeństw. Co więcej, jakikolwiek przymus lub brak równowagi sił w płciowym podziale pracy nie był ścisły. Niektóre kobiety były zaangażowane w polowania, a niektórzy mężczyźni w zbieractwo lub utrzymywanie gospodarstwa domowego.

Jeśli chodzi o miłość i związki seksualne, społeczeństwa te charakteryzowały się względną wolnością i równością płci. Monogamiczne rodziny i małżeństwa jeszcze nie istniały; poprzedzały je różne formy małżeństw „grupowych”. W takich warunkach przynależność rodowa ustalana była po linii matki, ponieważ wiadome było tylko to, kto urodził dziecko. Miało to konsekwencje dla przekazywania własności. Chociaż rodzaj własności prywatnej, który rozwinął się w społeczeństwach klasowych, wtedy nie istniał, to jednak myśliwy posiadał swoją broń, rzemieślnik swoje narzędzia itp., które były przekazywane w spadku matriarchalnej rodzinie.

Nie należy jednak idealizować tych społeczeństw. Owy „komunizm” był przede wszystkim podyktowany nieubłaganą koniecznością. Bardzo niski poziom wydajności pracy i brak jakiejkolwiek nadwyżki produkcyjnej sprawiły, że grupy te były niezwykle niestabilne; solidarność i równość były więc im absolutnie niezbędne do przetrwania.

Hunter gatherers Image public domain
Polowanie było zwykle zajęciem męskim, podczas gdy kobiety były odpowiedzialne za gromadzenie i utrzymywanie gospodarstwa domowego / Zdjęcie: domena publiczna

Sytuacja zmieniła się dramatycznie w okresie neolitu, około dziesięć tysięcy lat temu. Dzięki hodowli zwierząt, a następnie rolnictwu, społeczności ludzkie były w stanie wyprodukować nadwyżkę żywności, którą można było przechowywać lub sprzedawać innym grupom. Handel zaczął się rozwijać. Pojawiła się kwestia własności nowych zasobów (które teraz mogły stać się towarami) oraz środków ich produkcji. Narodziła się więc własność prywatna ziemi i zwierząt gospodarskich, a także niewolnictwo i nierówności społeczne. Tak powstały pierwsze społeczeństwa klasowe.

Ponieważ rolnictwo i hodowla zwierząt były zajęciami zdominowanymi głównie przez mężczyzn, mieli oni teraz ogromną przewagę: to ich praca przynosiła większość produktów niezbędnych do przetrwania społeczności i prawie wszystko, co można było wymienić jako towar. Rozwój ten doprowadził do przewrotu w stosunkach rodzinnych, który Engels opisał jako „globalną, historyczną klęską płci żeńskiej”. Mając kontrolę nad zasobami ekonomicznymi, najbogatsi mężczyźni chcieli przekazać je swoim dzieciom, a nie rodzinom ich matek. Z kolei pochodzenie matrylinearne (określanie przynależności rodzinnej według linii matki – przyp. tłum.) zostało zastąpione patrylinearnym (określanym według ojcostwa – przyp. tłum.). Aby mieć pewność, że dzieci pochodzą od oficjalnego ojca, na kobiety (i tylko na kobiety) nałożono obowiązek monogamii.

Z miejsca zbiorowej pracy dom stał się przestrzenią prywatną i więzieniem dla żon. Kobiety zostały wyparte z produkcji społecznej, ograniczone do roli matek i domowych (oraz seksualnych) niewolnic. Zostały zredukowane do roli towaru: mogły zostać sprzedane jako niewolnice przez swoich mężów lub ojców. Ich rodziny mogły je oddać lub sprzedać jako żony, bez konsultacji z nimi. W tym momencie zaczęła pojawiać się prostytucja. Odsunięte od sfery produkcyjnej kobiety z najbiedniejszych klas społecznych, aby przetrwać, były zmuszone sprzedawać jedyny towar, jaki posiadały – swoje ciała. Co więcej, jak zauważył Engels, podczas gdy wymuszona monogamia kobiet była ściśle egzekwowana, prostytucja była jednym ze środków, za pomocą których de facto podtrzymywano poligamię mężczyzn.

W kręgu cywilizacyjnym Zachodu, historia widziała kolejne niewolnicze społeczeństwa starożytności, a następnie feudalizm i wreszcie kapitalizm. Wszystkie z wciąż trwającym uciskiem kobiet. Prostytucja również przetrwała, ponieważ była organicznie związana ze strukturami rodzinnymi. W średniowieczu i renesansie obłudne potępienie prostytucji przez Kościół nie spowodowało jej zniknięcia. W rzeczywistości papieże i kardynałowie Rzymu czy Awinionu byli jednymi z największych klientów prostytutek, jeżeli akurat sami nie działali jako alfonsi. We wszystkich społeczeństwach opartych na wyzysku klasowym kobiety były uciskane, a prostytucja była jedną z form tego ucisku.

Ucisk i kapitalizm

Kapitalizm wprowadził poważną zmianę w sytuacji kobiet. W XIX-wiecznej Europie zapotrzebowanie na siłę roboczą dla rozkwitającego przemysłu wyciągnęło niektóre z najbiedniejszych kobiet ze sfery domowej do produkcji społecznej. Jako integralna część klasy robotniczej, uczestniczyły one w walkach klasowych i rozwoju ruchu robotniczego. Kobiety pracujące stały w pierwszych szeregach Komuny Paryskiej w 1871 r. i rewolucji rosyjskiej w 1917 r.

To właśnie okresie rozwoju kapitalizmu na Zachodzie stopniowo tworzono podstawy „liberalnego prawodawstwa dotyczącego równości płci”: ekonomiczna niezależność kobiet od ich mężów (przynajmniej na papierze), swoboda zamieszkania, małżeństwa cywilne i rozwody, a także prawo do głosowania, formalna równość przed sądami i prawo do aborcji. Należy jednak podkreślić, że burżuazja w żadnym wypadku nie zaoferowała kobietom tych praw z własnej inicjatywy. Wszystkie one musiały zostać zdobyte w masowych walkach, które były regularnymi walkami klasowymi. Pouczający jest przykład Rewolucji Październikowej: po przejęciu władzy przez bolszewików, rosyjskie kobiety w ciągu kilku miesięcy uzyskały pełną równość prawną i polityczną z mężczyznami, a także prawo do rozwodu i aborcji. Żadna z tych swobód nie została osiągnięta w większości krajów kapitalistycznych przez następne dziesięciolecia. Prawa kobiet zostały tam wywalczone dopiero w wyniku masowych mobilizacji w II połowie XX wieku. Na przykład we Francji, prawo do aborcji zostało wprowadzone w następstwie ogromnego strajku generalnego w maju 1968 roku.

Jednak pomimo całego tego postępu, ucisk kobiet nie zniknął. Burżuazja ma wiele powodów, by go utrwalać. Podobnie jak wszystkie wcześniejsze społeczeństwa klasowe, kapitalizm ostatecznie opiera się na własności prywatnej i dziedziczeniu, które były podstawą patriarchalnej rodziny od czasów neolitu. Do tego dochodzi potrzeba podzielenia klasy robotniczej, aby zapobiec jej zjednoczeniu, uświadomieniu sobie przez nią własnej siły i w konsekwencji zagrożeniu dominacji burżuazji. Seksizm i ucisk kobiet, podobnie jak rasizm, homofobia i wszelkie inne formy opresji, są nieodłączną częścią arsenału środków kapitalistów do nastawienia pracowników przeciwko sobie.

1917 Women Image public domain

Pracujące kobiety stały w pierwszych szeregach Komuny Paryskiej i rewolucji rosyjskiej / Zdjęcie: domena publiczna

Prostytucja również została utrwalona. W społeczeństwie, w którym ciała kobiet są towarem, warstwa najbiedniejszych kobiet jest zmuszona do sprzedawania się, aby przetrwać. Pod koniec XIX wieku niemiecki socjalista August Bebel zauważył, że większość prostytutek rekrutowała się spośród najbiedniejszych robotnic, zwłaszcza tych zatrudnionych w przemyśle tekstylnym, ponieważ były one szczególnie nisko opłacane. Podobnie jak Marks i Engels przed nim, Bebel wskazywał na hipokryzję burżuazji, która oficjalnie potępiała prostytucję, ale rządziła społeczeństwem, które czyniło ją nieuniknioną. Co więcej, ci sami kapitaliści opowiadali się za wiernością małżeńską – jednocześnie utrzymując armię kochanek i kurtyzan.

Pojęcie ,,pracy seksualnej”

W latach 60. i 70. przez świat przetoczyła się fala masowych mobilizacji. Obejmowały one Maj 68 we Francji, fale strajków we Włoszech (1968-69), rewolucję portugalską w 1974 r., rewolucję chilijską w latach 1970-73 oraz upadek dyktatur wojskowych w Grecji i Hiszpanii.

Jednak z powodu zdrady reformistycznych przywódców, te rewolucyjne mobilizacje nie doprowadziły do obalenia kapitalizmu. Nastąpiła fala reakcji: przewroty wojskowe (Chile, Argentyna), dojście do władzy konserwatywnych przywódców – takich jak Reagan i Thatcher – oraz szeroko zakrojona ofensywa ideologiczna przeciwko ideom marksizmu. W tym okresie, przy wsparciu klasy rządzącej, rozwinęły się teorie „postmodernistyczne”. To właśnie w tym ogólnym kontekście, w ruchu feministycznym pojawiła się nowa teoria, redefiniująca prostytucję jako „pracę seksualną”.

Według propagatorów tej teorii, powinniśmy porzucić pojęcia takie jak „prostytucja” i „prostytutka” na rzecz „pracy seksualnej” i „pracownic seksualnych”. Innymi słowy, prostytucja nie powinna być postrzegana jako element ucisku kobiet, ale jako praca „jak każda inna”. Zatem wszystkie negatywne konotacje z nią związane – a przede wszystkim cel zniesienia prostytucji – powinny być odrzucone i zwalczane. Tak więc, w 2013 r. „afro-feministyczna” działaczka Rokhaya Diallo stwierdziła, że prostytucja jest kwestią indywidualnego wyboru, który dla zainteresowanych kobiet jest prawem do „swobodnego dysponowania” swoimi ciałami.

Uzasadniając to stanowisko, niektóre feministki uciekały się nawet do rzekomo „marksistowskich” argumentów: sprzedając swoje ciała, prostytutki mają znajdować się w takiej samej sytuacji, jak pracownicy najemni. Wniosek: nie powinniśmy prowadzić kampanii na rzecz zniesienia prostytucji, ale na rzecz jej „uznania” za pracę samą w sobie, którą kobiety decydują się wykonywać „swobodnie”.

Niektóre aktywistki, takie jak Morgane Merteuil, idą jeszcze dalej i twierdzą, że uznanie pracy seksualnej jest koniecznym krokiem w walce z kapitalizmem, ponieważ zachęciłoby to do uznania seksu w ogóle za „pracę”, co stanowiłoby wyzwanie dla patriarchatu. Jeszcze inni twierdzą, że prostytucja sama w sobie jest rewolucyjna, ponieważ zachęca kobiety do wolności seksualnej. Patriarchat może zatem finansować własne zniszczenie poprzez „pracę seksualną”!

Rzeczywistość prostytucji

Pomysły tych burżuazyjnych feministek ignorują (mniej lub bardziej świadomie) rzeczywistość prostytucji dla większości ludzi, którzy są jej ofiarami. Zacznijmy od kwestii handlu ludźmi i jego roli w prostytucji. W artykule z 2016 r. Morgane Merteuil uznała, że w tej kwestii konieczne jest „wyjście poza wymianę danych i doświadczeń”.

Ryzykując zirytowanie Morgane Merteuil, przejdźmy dalej i podajmy trochę „danych” i „doświadczeń”, aby nakreślić ogólny obraz panującej sytuacji. W 2016 r. Międzynarodowa Organizacja Pracy (MOP) oszacowała, że 40 milionów ludzi na całym świecie było ofiarami handlu ludźmi w celu zawarcia przymusowych małżeństw, niewolnictwa, prostytucji lub handlu organami. Przytłaczającą większość ofiar handlu ludźmi została zmuszona do prostytucji. W 2018 r., zgodnie z globalnym raportem ONZ na temat handlu ludźmi, 70 procent jego ofiar stanowiły kobiety, a 83 procent z nich było wykorzystywane seksualnie.

Wbrew temu, co twierdzą niektórzy zwolennicy legalizacji prostytucji, zjawisko to dotyczy również krajów takich jak Niemcy i Holandia, gdzie prostytucja została zalegalizowana. Szacuje się, że w tych dwóch krajach 75-80 procent prostytutek w domach publicznych było ofiarami handlu ludźmi. Legalizacja prostytucji nie tylko nie wyeliminowała tego procederu, ale wręcz go ułatwiła, umożliwiając handlarzom pokazywanie swoich ofiar w oknach wystawowych burdeli w Hamburgu czy Amsterdamie.

Red light district Image public domain

Legalizacja prostytucji nie tylko nie wyeliminowała handlu ludźmi, ale wręcz go ułatwiła, umożliwiając handlarzom pokazywanie swoich ofiar w oknach wystawowych burdeli w Hamburgu czy Amsterdamie / Zdjęcie: domena publiczna

Zarówno w Europie, jak i na całym świecie, kobiety będące ofiarami handlu ludźmi przeżywają prawdziwe piekło. Ich paszporty zostają często skonfiskowane przez handlarzy. Są nieustannie zastraszane, często bite lub gwałcone. Żyją w sytuacji, której w żaden sposób nie można porównać do pracy najemnej, a której bliżej jest do niewolnictwa. Kobiety te są sprowadzane do roli towaru dla sieci przestępczych. Co więcej, ich status nielegalnych imigrantek bardzo często uniemożliwia im ubieganie się o jakąkolwiek pomoc ze strony burżuazyjnego państwa (które również je uciska). Uwięzione między przemocą alfonsów a policji, często nie są w stanie sprawić, by ich głos został usłyszany, a zatem „feministyczne aktywistki” mogą sobie twierdzić, że mówią w ich imieniu.

Argumentując, że prostytucja jest synonimem większej wolności dla kobiet w odniesieniu do ich ciał, feministki takie jak Rokhaya Diallo w pełni zgadzają się z zasadami kapitalizmu i wolnego rynku. Zasadami, zgodnie z którymi zatrudnienie za wynagrodzeniem jest umową zawartą „w pełnej wolności” między szefem a pracownikiem. W rzeczywistości nigdy tak nie jest, a tym bardziej w przypadku prostytucji.

W kapitalizmie ludzie nie są równi i nie wszyscy dysponują takimi samymi środkami. Zdecydowana większość populacji jest podzielona na dwie kategorie: z jednej strony ci, którzy są właścicielami środków produkcji (fabryk, przedsiębiorstw itp.) i żyją z wyzysku pracy innych ludzi; z drugiej strony masa pracowników najemnych, którzy posiadają jedynie zdolność do sprzedaży swojej siły roboczej. Większość ludzi należy do drugiej kategorii. Nie mają zatem „wolności wyboru”, czy chcą pracować, czy nie. Są zmuszeni sprzedawać swoją siłę roboczą w zamian za wynagrodzenie.

W tym kontekście niewielka część kobiet, które nie posiadają środków produkcji i nie mogą znaleźć pracy (z powodu masowego bezrobocia), aby przetrwać, jest zmuszona do prostytucji. Przykład Grecji pokazuje to w pouczający sposób. Po kryzysie z 2008 r., kiedy bezrobocie dotknęło prawie 25 procent greckiej populacji, liczba prostytutek wzrosła tam o 7 procent. Te same przyczyny ekonomiczne i społeczne doprowadziły do wzrostu zjawiska camgirl, pojawienia się kampanii reklamujących prostytucję wśród studentek itp. Legalizacja prostytucji nie doprowadziłaby do uznania „wolnego wyboru”, ale usankcjonowałaby jedynie fakt, że biedne kobiety są sprowadzane do roli przedmiotów i towarów oraz zmuszane do oddawania swoich ciał klientom i alfonsom.

Można by argumentować, że prostytutka zawsze może odrzucić oferty, które uważa za poniżające lub które sprawiają, że czuje się niekomfortowo. W rzeczywistości jednak wolność ta jest najczęściej fikcyjna. Z jednej strony, odmowa naraża prostytutkę na gwałtowną reakcję ze strony wyzyskiwacza (klienta lub alfonsa). Z drugiej strony, w gospodarce rynkowej dominuje prawo konkurencji. Prostytutka, która odmawia niektórym klientom lub ich prośbom, ryzykuje utratę środków do życia. Dlatego też, jest zmuszana przez konkurencję, do zaakceptowania wszystkiego.

Prostytucja generalnie dotyka głównie kobiety, a szczególnie mocno uderza w osoby transpłciowe. Z powodu ucisku i nieproporcjonalnie wysokiego bezrobocia, wiele z nich jest zmuszonych do prostytucji, aby zwyczajnie przeżyć. To nie przypadek, że żądanie „uznania pracy seksualnej” jest często powiązane z wezwaniami do wspierania praw osób transpłciowych w celu zalegalizowania działalności, w którą część z nich jest zaangażowana. To całkowicie bezproduktywne podejście: zamiast walczyć z uprzedzeniami, zwalczać ucisk i marginalizację osób transpłciowych, wzmacnia się krzywdzące stereotypy, sugerując, a czasem nawet twierdząc, że prostytucja jest dla nich jedynym odpowiednim zajęciem.

Z drugiej strony, czasami przytacza się przykłady zamożnych kobiet z klasy średniej, które wchodzą w prostytucję „z wyboru” nie z przymusu, z powodu atrakcyjności tego „zawodu”. Mówi się, że zalegalizowanie prostytucji zapewniłoby im ochronę. Jednak w rzeczywistości, jeśli takie osoby naprawdę są zabezpieczone przed przymusem, to nie potrzebują żadnej szczególnej opieki. W kapitalizmie bogaci są już de facto „chronieni” swoim majątkiem. Ich nawyki seksualne są zatem sprawą prywatną i nie dotyczą kobiet z klasy pracującej, ani nie wchodzą w zakres tej debaty. Zwłaszcza że, jak już wykazałyśmy, te przypadki stanowią niewielki odsetek osób w prostytucji. Przykład „bogatych prostytutek” służy jedynie jako listek figowy ukrywający nikczemną i brutalną rzeczywistość przemysłu seksualnego.

Często słyszymy również o „autonomicznych” prostytutkach, które są prawdziwymi „pracownicami seksualnymi” i prowadzą zupełnie inne życie niż te, które pracują pod kontrolą alfonsów. Również w tym przypadku (według większości badań statystycznych) ustalono, że większość kobiet sprzedających seks jest podporządkowana alfonsom, tj. przestępcom, którzy żądają od swoich ofiar wygórowanych odsetek, pod groźbą przemocy fizycznej i psychicznej. „Niezależne” prostytutki stanowią mniejszość. Co więcej, same są ofiarami opresyjnego systemu, ponieważ mają bardzo ograniczone możliwości wyjścia z prostytucji.

Dodatkowo ich wejście do „zawodu” rzadko przebiega bezproblemowo. W 2014 r., w raporcie Parlamentu Europejskiego podkreślono, że „od 80 do 95 procent prostytutek doświadczyło jakiejś formy przemocy przed rozpoczęciem prostytucji (gwałt, kazirodztwo, pedofilia)”, ponadto „62 procent z nich deklaruje, że zostały zgwałcone”, a „68 procent cierpi na zespół stresu pourazowego – odsetek ten jest podobny do odsetka ofiar tortur” (Rezolucja PE z dnia 26 lutego 2014 r. w sprawie wykorzystywania seksualnego i prostytucji oraz ich wpływu na równouprawnienie płci – przyp. tłum.). Już same te statystyki wystarczą, by ujawnić hipokryzję tych, którzy machają flagą „wolności” w obronie prostytucji.

Ten sam raport wskazuje, że prostytutki „mają do czynienia z wyższym wskaźnikiem śmiertelności niż przeciętna populacja”, zwłaszcza dlatego, że często cierpią z powodu „uzależnienia od alkoholu i narkotyków” lub dlatego, że „wielu nabywców usług seksualnych wymaga seksu bez zabezpieczenia, co zwiększa ryzyko chorób przenoszonych drogą płciową”. Taka jest rzeczywistość prostytucji, daleka od retoryki niektórych feministek na temat „pracy seksualnej”.

Jak walczyć z prostytucją?

Żadne prawo zaprojektowane przez burżuazyjną demokrację nie jest w stanie zlikwidować prostytucji. Przykładowo, surowo restrykcyjne prawa krajów skandynawskich czy Francji nie zakończyły procederu prostytucji i handlu ludźmi. W rzeczywistości prawa uchwalane przez burżuazyjne rządy tylko pogłębiają ucisk, jakiego doświadczają prostytutki (w tym miejscu przypominamy, że to stwierdzenie, jak i przykłady z następnego akapitu pisane są z perspektywy abolicjonistycznych rozwiązań wprowadzonych we Francji, które mają wiele niedomagań i nie spełniają swoich założeń. Nie oznacza to, że jednakowo krytycznie należy odnosić się do wszystkich rozwiązań prawnych proponowanych w tej kwestii – przyp. tłum.).

Soviet poster Image public domain

Dopóki kapitalizm nie zostanie obalony, żaden wybór nie będzie prawdziwie wolny, a ucisk kobiet nigdy nie zostanie całkowicie zniesiony / Zdjęcie: domena publiczna

Wspierana przez reformistyczne stowarzyszenia (takie jak Osez le féminisme) ustawa przyjęta przez francuskie Zgromadzenie Narodowe w 2016 r. penalizuje klientów prostytutek i nakłada na nich karę grzywny. Ustawa ta, zamiast pomóc prostytutkom, zepchnęła je w najciemniejsze i najbardziej niebezpieczne zakątki francuskich miast. Jak wykazaliśmy, w ogromnej większości przypadków prostytucja nie jest „wyborem” jednostki, więc prostytutki są zmuszane udać się z klientami do mniej uczęszczanych części miast, gdzie szansa na zostanie złapanym przez policję jest znacznie mniejsza. Niestety, godząc się na takie rozwiązanie są bardziej narażone na doświadczenie większej przemocy i gwałtów ze strony klienteli. Ponadto, daje to nowy powód policji, aby je prześladować.

Przedstawiony przykład jest typowy dla reformizmu abolicjonistycznego, który stawia sobie za cel zniesienie prostytucji, bez jednoczesnej walki o wyzwolenie spod kapitalizmu. Takie rozwiązanie jest jedynie okazją dla burżuazyjnych polityków, aby zabłysnąć tak zwanym „humanizmem”.

Rozwiązanie tego problemu jest jednak oczywiste, gdyby wszystkim prostytutkom, niezależnie od ich sytuacji czy pochodzenia, zaoferowano wsparcie finansowe, dostęp do mieszkań, pomoc psychiatryczną i szkolenia zawodowe, a pozbawionym dokumentów ofiarom handlu ludźmi przyznano obywatelstwa kraju, w którym się znajdują, to ile z nich zdecydowałoby się pozostać w prostytucji?

Wmawia się nam, że jest to niemożliwe do osiągnięcia. Rzeczywiście, w kapitalizmie jest to niemożliwe, nie dlatego, że nie ma wystarczającej ilości pieniędzy, ale dlatego, że bogactwo jest zmonopolizowane przez mniejszość ze szkodą dla reszty populacji. Podobnie jak wiele innych chorób społecznych, prostytucja wyrasta z ubóstwa i bezrobocia, które zmuszają ludzi do sprzedawania swoich ciał, by przeżyć. Warunki życia zmuszają ludzi również do ucieczek, w okropnych warunkach, z kraju pochodzenia. Naraża ich to na wpadnięcie w sieci wyzysku splecione z przemysłem seksualnym, którymi zarządza zorganizowana przestępczość. Kapitalistyczny wyzysk potęguje nierówność płci oraz rasizm i powoduje wojny imperialistyczne.

Natychmiast musimy podjąć zdecydowane kroki w celu zwalczania prostytucji poprzez zajęcie się wszystkimi ekonomicznymi sprzecznościami, na których się ona opiera. Takie środki zostały podjęte we wczesnych latach radzieckiej Rosji. Walka z prostytucją polegała wówczas na organizowaniu usług pomocowych dla bezrobotnych kobiet, zanim uzyskały one dostęp do zatrudnienia, a także na tworzeniu schronisk dla bezdomnych kobiet i publicznych żłobków dla ich dzieci. Sieć publicznych klinik oferowała leczenie chorób przenoszonych drogą płciową, a jednocześnie organizowano kampanie uświadamiające, objaśniające związek pomiędzy ich rozprzestrzenianiem a prostytucją. We współpracy głównie z masowymi organizacjami kobiecymi, nowy rząd radziecki zapewnił kobietom dostęp do konkretnych możliwości wyjścia z prostytucji.

Jednocześnie bolszewicki rząd zakazał jakichkolwiek formy prawnej regulacji prostytucji. Kodeks karny nie karał prostytutek, ale przewidywał surowe kary dla sutenerów i właścicieli domów publicznych. Ze względu na ogromne zniszczenia spowodowane wojną światową i wojną domową, prostytucja nie została oczywiście całkowicie wyeliminowana. Niemniej jednak, środki te, wymierzone z jednej strony w bazę ekonomiczną i społeczną prostytucji, a z drugiej w osoby czerpiące z niej zyski, znacznie ograniczyły to zjawisko.

Polityka ta została całkowicie porzucona przez stalinowską kontrrewolucję, która spowodowała szybką degenerację statusu kobiet w społeczeństwie. Prostytucja pojawiła się ponownie jako zjawisko masowe w latach trzydziestych XX w. Nowy stalinowski kodeks karny zaadaptował burżuazyjne metody, ponownie atakując prostytutki.

Popieramy wdrożenie demokratycznych środków podobnych do tych przyjętych przez bolszewików we wczesnych latach radzieckiego reżimu. Naturalnie walczymy o ich wdrożenie także teraz. Jesteśmy jednak świadomi, że żadne kapitalistyczne państwo ich nie wdroży. Dla marksistów walka z prostytucją jest zatem ściśle powiązana z walką przeciwko kapitalizmowi.

Prostytucja opiera się na opresji wobec kobiet i nędzy generowanej przez podzielone klasowo społeczeństwo. Dopóki kapitalizm nie zostanie obalony, żaden wybór nie będzie prawdziwie wolny, a ucisk kobiet, we wszystkich jego formach, nigdy nie zostanie całkowicie zniesiony.


Autor: Révolution – IMT France
Tłumaczenie: Czerwony Front
Tekst oryginalny: https://www.marxist.com/women-s-oppression-and-prostitution-a-marxist-perspective.htm