
W 2025 roku na świecie miało miejsce najwięcej konfliktów zbrojnych od czasu II wojny światowej. Pierwszy rok prezydentury Trumpa przyniósł zbombardowanie aż siedmiu krajów, czyli tylu, ile zbombardował Obama podczas całej swojej pierwszej kadencji. Gdziekolwiek spojrzymy, na własne oczy obserwujemy, jak rozszalały imperializm coraz śmielej niszczy świat. Widzimy, jak wraz z postępującą militaryzacją stopniowo obniża się nasz poziom życia.
Nieskończona procesja okropności, jakimi raczy nas odmawiający zdechnięcia stetryczały świat burżuazyjny, nie kroczy jednak nieprzerwanie. Raz po raz zakłócają ją symptomy walki klas. Wskutek odpływu sił wytwórczych, tj. inwestycji i etatów, z produktywnych gałęzi gospodarki, faktycznie potrzebnych robotnikom na rzecz rozszalałej militaryzacji, walka ta nieuchronnie przybiera na sile.
Kolejne programy cięć wywołują w społeczeństwie narastające fale sprzeciwu. Szczególnie w Europie, gdzie, przynajmniej na papierze, stan gospodarki wydaje się nie najgorszy – na giełdzie mamy przecież potężne wzrosty! A dobrze znany jest przecież fakt, że właśnie to definiuje stopień dobrobytu danego społeczeństwa. Dlaczego więc przeciętny robotnik nie odczuwa efektów nawet najznakomitszych wyników giełdowych? Możliwe, że nie może się już nawet nazwać stricte robotnikiem, bo zakład, w którym pracował, postanowił zlikwidować etaty nieprzynoszące korzyści w gospodarce, której głównym motorem rozwoju stała się zbrojeniówka. Ale co z tego? – zapyta burżuazja – powinien on przecież w takiej sytuacji zwyczajnie zagryźć zęby! W imię ojczyzny, w imię Boga, bo Putin, bo jesteśmy przecież na skraju wojny z Rosją…
Każdy powód wydaje się wystarczająco dobry, by uderzyć we wszystko, co wywalczyliśmy z wielkim trudem w ostatnich dziesięcioleciach. Każdy wystarczająco słuszny, nieważne, jak dalekie od prawdy jest uzasadnienie, jakie się dlań fabrykuje. Militaryzm będzie uważany za słuszny tak długo, jak będą znajdowali posłuch „lewicowi” liderzy robotników broniący go w interesie wąskiej grupy podżegaczy wojennych – lub aż nie skompromitują się tym sposobem doszczętnie i oddadzą pole populistycznej prawicy.
Ciągłe wymachiwanie szabelką idzie w parze z atakami na wszystko, co pracownicy wywalczyli z wielkim trudem w ostatnich dziesięcioleciach. Pracownicy w Polsce i na świecie stoją przed wyborem: albo stoczenie się w nędzę w imię frazesów „obrony ojczyzny” przed wyimaginowanym zagrożeniem, albo obrona własnych praw, własnej godności przed podkopywaniem ich przez klasę, która wyczerpała możliwości realnego rozwoju i musi sięgać po spekulację – m.in. na zbrojeniach. Jest więc gotowa najpierw zafundować nam lata wyrzeczeń, a następnie wpędzić nas w kolejną wojnę – i nieważne, pod jaką flagą padnie pierwszy strzał; ważne, która klasa ją zacznie (jest to zawsze burżuazja!). Gdy to nastąpi, mamy nie oddać „ani guzika”, ale co oni kiedykolwiek oddali nam z całego magazynu odzieży, jaki zgromadzili?? I czy kiedykolwiek oddadzą, jeśli ich nie wywłaszczymy? Nie! Prędzej spalą ten magazyn! Prędzej klasa panująca zachowa się jak psy ogrodnika i pogrąży świat w ruinie w imię „twórczego zniszczenia” niż odejdzie pokojowo ze sceny historii – a musi z niej odejść, by ludzkość mogła żyć.
Walka proletariatu z imperialistycznym monstrum nie może dojść do skutku jedynie poprzez parlamenty i drobne marsze, użyteczne co najwyżej jako narzędzie agitacji (ale nie cel ostateczny). Musimy powiedzieć jasno: burżuazja nie rozumie języka argumentów. Nie namówimy jej petycjami czy moralizatorskim płaczem. Nie przekonamy jej, potulnie prosząc, by łaskawie przestała wspierać ludobójców lub traktowała nas godnie.
Jedynym, co jest w stanie do niej dotrzeć, jest język pieniądza i siły. Pierwszego klasa robotnicza nie ma za wiele, więc zostaje jej ta druga. Przemówić do burżuazji może tylko groźba rewolucji społecznej. Jedyną gwarancją pokoju jest strach panów tego świata przed zorganizowanym, rewolucyjnym proletariatem. Właśnie na to wskazuje Julian Marchlewski, wielki polski bolszewik, w swojej broszurze „Imperializm czy socjalizm”, której fragment publikujemy poniżej. Podczas gdy Lenin dobrze scharakteryzował, czym jest imperializm (a i broszura Marchlewskiego w wielu miejscach jest zbieżna z „Imperializmem jako najwyższym stadium kapitalizmu”), tak Marchlewski odpowiada na pytanie, jak z imperializmem walczyć.
WALKA Z NIEBEZPIECZEŃSTWEM WOJNY
Wszystkie partie burżuazyjne znajdują się dziś w obozie imperializmu. Nie tylko partia konserwatywna i narodowo-liberalna reprezentujące interesy obszarnictwa sprzymierzonego z wielkim kapitałem, wyższą biurokracją i kołami wojskowymi, ale także Centrum i partia wolnomyślnych zrezygnowały z jakiejkolwiek opozycji przeciwko polityce kolonialnej, przeciw militaryzmowi i marynizmowi. Spełniając bez zastrzeżeń życzenia wielkiego kapitału, partie te zdradzają interesy swych drobnochłopskich i drobnomieszczańskich wyborców, dla których imperializm oznacza jedynie zwiększenie ciężarów. Tak silne stało się panowanie skoncentrowanego kapitału nad wszystkimi warstwami burżuazji i jej politycznymi przedstawicielami!
Tak więc proletariat w walce o utrzymanie pokoju jest w zasadzie osamotniony. Rośnie jednak stale nie tylko jego znaczenie ekonomiczne i polityczne, rośnie też stale jego znaczenie militarne; w nowoczesnej armii bowiem przeważa w coraz większym stopniu element proletariacki. O wiele ważniejszy jednak jest duch armii, zapał, z jakim wyrusza w bój. Duch armii jest decydującym czynnikiem zwycięstwa. W nowoczesnej wojnie w coraz większym stopniu decyduje o wyniku pojedynczy człowiek, jego wytrwałość, dzielność, ofiarność. A zalety te wystąpią u żołnierzy tym silniej, im bardziej będą oni przekonani o konieczności i sprawiedliwości walki. Dlatego opinia mas nabiera szczególnie wielkiego znaczenia. Prowadzenie nowoczesnej wojny wbrew woli mas staje się coraz trudniejsze. Z tego też powodu masy powinny starać się pojąć istotę imperializmu. Jeśli nauczą się one rozpoznawać ukryty za imperialistycznymi frazesami i nacjonalistycznymi sloganami sens tej polityki, jeśli poznają kapitalistyczną żądzę zysku i uświadomią sobie, do jakich ofiar ta polityka zmusza klasę robotniczą w czasie pokoju a w jeszcze potworniejszych rozmiarach w czasie wojny, wtedy masy pracujące uodpornią się na wszystkie zwodnicze sztuki imperializmu; zachowają trzeźwość, kiedy wszystkich innych zamroczą opary nacjonalizmu; wtedy nie uda się klasom rządzącym rozpalić w narodzie owego ducha walki, bez którego nie mogą się one ważyć na rozpętanie wojny. Nie mogą się one na to ważyć tym bardziej, że nie są w stanie przewidzieć, jak miłujące pokój masy ludowe zareagują na rozpętanie pożogi wojennej. Posłuchajmy, co powiedział o tym klasie rządzącej Bebel podczas dyskusji w sprawie Maroka. Po wykazaniu, jak wyścig zbrojeń prowadzi do niebezpieczeństwa, iż pewnego dnia któraś ze stron uzna za lepsze raczej koniec ze strachem niż strach bez końca — Bebel ostrzegał świat burżuazyjny:
„Wtedy nastąpi katastrofa. Wówczas zabrzmi w Europie pobudka do ogólnego pochodu wojennego. Na zewnątrz ten kwiat narodów, 16—18 milionów mężczyzn uzbrojonych w najskuteczniejsze narzędzia mordu, ruszy do wzajemnej rzezi. Według mego jednak przekonania następstwem wielkiego pochodu ogólnego będzie wielka klęska. Nie my ją spowodujemy, a wy sami. Wy stawiacie zagadnienie na ostrzu noża, wy doprowadzacie do katastrofy. To, czego dziś my doznaliśmy w znikomych tylko rozmiarach, stanie się w pełni waszym udziałem: Odczujecie to na własnej skórze, będziecie zbierać to, co posialiście. Nadchodzi zmierzch bogów burżuazyjnego świata. Bądźcie pewni, że nadchodzi! Doszliście już dziś do tego, że sami podkopujecie wasz własny ustrój społeczny i państwowy, sami staliście się jego grabarzami. Jakie będą następstwa? Za tą wojną kryje się masowe bankructwo, masowa nędza, masowe bezrobocie i wielka klęska głodu (sprzeciw z ław prawicy). Chcecie to kwestionować? Każdy, kto patrzy na sprawę obiektywnie, wie, że moje twierdzenia są słuszne. Do czego bowiem doprowadziła już tego lata drobna kwestia marokańska? Do znanego runu na kasy oszczędności, do spadku kursu wszystkich papierów wartościowych, do paniki w bankach! To była tylko mała próbka, która w porównaniu do tego, co może nastąpić, jest ni czym! A co dopiero będzie, gdy nastąpią poważne wydarzenia? Wtedy dojdzie do stanu, którego wy oczywiście nie chcecie, ale który musi nastąpić — powtarzam: nie z naszej, a z waszej winy. Wyciągnijcie naukę z tego ostrzeżenia”.
Strach przed rewolucją społeczną, strach przed socjalistycznym proletariatem — oto co stanowi dziś najpewniejszą gwarancję pokoju. Bez tego strachu przed swoimi spadkobiercami świat burżuazyjny już dawno rozpętałby szał wojenny.
Dlatego też najważniejszym zadaniem proletariatu staje się nieustanna czujność wobec zagranicznej polityki burżuazji. Na każdą próbę rozpętania wojny proletariat powinien odpowiedzieć zamanifestowaniem swej woli utrzymania pokoju, potężnymi demonstracjami solidarności międzynarodowej i przeciwstawieniem swej międzynarodowej zwartości narodowym waśniom burżuazji. Jednocześnie przedstawicielstwo parlamentarne proletariatu — popierane stale przez akcję mas poza obrębem parlamentu — musi włożyć wszystkie siły w celu ograniczenia absolutyzmu w polityce zagranicznej, musi nieustraszenie i zdecydowanie występować przeciwko wszelkim nacjonalistycznym nagonkom.
Obok tego jednak trwa nadal, stale i nieprzerwanie, walka proletariatu z całokształtem polityki imperialistycznej. Wiemy, że wyścig zbrojeń może stać się bezpośrednią przyczyną wojny. Proletariat zawsze walczył przeciw polityce zbrojeń. Zawsze przeciwstawiał się wszelkiemu powiększaniu liczebności wojsk lądowych i floty, stale domagał się przekształcenia stałej armii w armię ludową, aby armię z ewentualnego narzędzia agresji przekształcić w narzędzie wyłącznej obrony, z narzędzia panowania klasowego — w dźwignię wyzwolenia. Flota już dawno przerosła swe zadania obrony wybrzeży, dawno już stała się narzędziem kapitalistycznej grabieży kolonialnej. Nieustanne jej powiększanie pogłębia coraz bardziej antagonizm między Anglią a Niemcami i stanowi bezpośrednie niebezpieczeństwo. Żądamy przeto, jako tymczasowego środka zapobiegawczego, międzynarodowej konwencji o ograniczeniu zbrojeń morskich i zniesienia barbarzyńskiego prawa łupów morskich, potęgującego grozę wojny dodatkową klęską głodu. Żądamy ciągłemu powiększaniu zbrojeń, wysuwanemu przez klasy panujące, przeciwstawiamy nieustanną agitację za ograniczeniem ciężarów zbrojeniowych, za przeznaczeniem wpływów podatkowych na cele polityki socjalnej i kulturalnej. Walcząc o te postulaty, pokazujemy klasom panującym drogę wyjścia z ich wojennej polityki. Jeżeli klasy panujące drogą tą nie pójdą, to one same odpowiedzialne będą za następstwa.
Zwalczając wszędzie politykę imperialistyczną, przeciwstawiamy się jak najostrzej klasom panującym. Ich szowinizmowi przeciwstawiamy manifestację naszej solidarności międzynarodowej, ich polityce separatyzmu gospodarczego i barier celnych przeciwstawiamy żądanie wolności międzynarodowych stosunków gospodarczych, ich polityce kolonialnych podbojów i gwałtu, ich ucieczce przed socjalizmem na coraz to nowe tereny eksploatacji — przeciwstawiamy walkę o całkowite zniesienie kapitalistycznego wyzysku.
WALKA O WŁADZĘ
Tak więc w epoce imperializmu sprzeczności między proletariatem a burżuazją potęgują się coraz bardziej. Przeciwieństwa klasowe zaostrzają się, walka ekonomiczna i polityczna przybiera na sile i rozmiarach, zmagania toczą się o coraz donioślejsze i ważniejsze zagadnienia. Kapitalizm osiągnął najwyższe stadium swego rozwoju. Kapitał podporządkowuje sobie wszystkie siły i środki społeczeństwa. Narzuca produkcji organizację karteli i trustów, jednoczy swe siły w związkach przedsiębiorców, za pośrednictwem swych organizacji opanowuje partie polityczne i rządy, a władzę państwową przekształca w powolne narzędzie swej polityki wyzysku wewnątrz kraju i polityki ekspansji na zewnątrz. Kapitał świadomie koncentruje wszystkie siły gospodarcze dzisiejszego społeczeństwa, ale nie w interesie społeczeństwa, lecz w celu spotęgowania do najwyższych granic wyzysku społeczeństwa. Ale właśnie dlatego, że sytuacja jest tak jasna i przejrzysta, nie może ona trwać długo. Akcja klasy kapitalistów, której koncentracja środków produkcji przyniosła wzrastającą jedność woli i działania, wywołuje kontrakcję klasy robotniczej, która musi tylko uświadomić sobie swą potęgę, by uczynić ją niezwyciężoną. Im bardziej jednak wzrasta jedność działania klas panujących, a im bardziej wszystkie ich poczynania koncentrują się wokół jednego celu, który sprowadza się do ucieczki przed socjalizmem — na nowe tereny wyzysku, tym ściślej także splatają się ze sobą wszystkie poszczególne zagadnienia polityczne; tym lepiej musi klasa robotnicza rozumieć współzależność wszystkich poszczególnych zagadnień i uświadomić sobie, że toczy się walka na śmierć i życie, że tylko zdobycie władzy politycznej przez proletariat może tej fazie kapitalizmu położyć kres.
W ten sposób walka z imperializmem coraz bardziej się przeradza w decydującą walkę między kapitałem a pracą. Niebezpieczeństwo wojny, drożyzna i kapitalizm — pokój, dobrobyt dla wszystkich i socjalizm! Oto jak stoją sprawy. Znajdujemy się w obliczu wielkich wydarzeń. Proletariat musi nieustannie pracować nad spełnieniem swych historycznych zadań, wzmagać siłę swej organizacji i podnosić swą świadomość. Cokolwiek się wówczas stanie, czy uda się siłom proletariatu oszczędzić ludzkości straszliwych okrucieństw wojny światowej, czy też świat kapitalistyczny zniknie z historii tak samo, jak się z niej zrodził — w krwi i przemocy — historyczna chwila zastanie klasę robotniczą w stanie gotowości, a gotowość decyduje o wszystkim.
[broszura wydana w Berlinie w 1912 r.]