lenin grozaca katastrofa fb strona

Od redakcji

W dniach 10–13 września 1917 roku robotnicy Piotrogrodu kierowani przez bolszewików pokonali próbę  puczu gen. Korniłowa. Jego wspierana przez kapitał finansowy „Dzika Dywizja” miała zająć ówczesną stolicę Rosji i zgładzić Rady. Jednak celem było nie tylko zniszczenie jedynej faktycznie demokratycznej władzy w Rosji, ale też Rządu Tymczasowego. Obecni w nim reformiści przygotowali  grunt pod tę pierwszą próbę ucieczki burżuazji w faszyzm w historii (np. próbując rozbroić i zdezorganizować robotników po Dniach Lipcowych).

Było to zwycięstwo o historycznym znaczeniu, obfitujące w lekcje w dziedzinie metod rewolucyjnych. Partia bolszewicka zdołała nie tylko utrzymać, ale i zwiększyć swój autorytet w masach dzięki konsekwentnej opozycji wobec rządu. Rewolucyjni robotnicy Piotrogrodu dali pokaz siły, organizując milicje robotnicze i zmuszając Kiereńskiego do zwrócenia się ku bolszewikom w popłochu. Bolszewicy taktycznie zwarli szeregi z innymi partiami robotniczymi. Marsz generała został zatrzymany bez wystrzału, zanim dotarł do Piotrogrodu. Telegrafiści przechwycili komunikację sił Korniłowa, kolejarze zatrzymali lub pokierowali w inną stronę ich pociągi. Wszędzie otaczali je agitatorzy.

Na tle tych wydarzeń Lenin pisze broszurę „Grożąca katastrofa i jak z nią walczyć”. Jej sedno nie odbiega zasadniczo od teorii rewolucji permanentnej kojarzonej dziś głównie z Trockim oraz jej praktyczny wyrazu – metody przejściowej. Wyszydzany przez Lenina mienszewicki argument o tym, że „«Wprowadzenie» socjalizmu jest przedwczesne, nasza rewolucja jest rewolucją burżuazyjną” można za to odnieść do wielu rewolucji, w których stalinizm odegrał szkodliwą rolę, podporządkowując ruch robotniczy burżuazji. Metoda przejściowa nie jest niczym innym, jak metodą prawdziwego bolszewizmu. Lenin wyraził się jasno: 

„[…] kapitalizm państwowo-monopolistyczny to najkompletniejsze materialne przygotowanie socjalizmu, to przedsionek doń, to ten szczebel drabiny dziejowej, między którym (szczeblem) a szczeblem zwanym socjalizmem, nie ma żadnych szczebli pośrednich”.

W czymże leżało sedno leninowskiego programu przejściowego? O tym w niniejszej przedmowie (oryginał tutaj).

Program przejściowy Lenina: „Zginąć albo całą parą ruszyć naprzód”

Rewolucje są kryzysami całego społeczeństwa, w których żadna z jego klas nie może dalej żyć tak jak wcześniej. Coś pęka i wybucha kryzys, lecz rewolucje wcale nie są takie proste. Mają swoje przypływy i odpływy, a w ich obrębie pojawiają się nowe problemy. Sześć miesięcy po wybuchu rewolucji rosyjskiej 1917 roku zbliżał się nowy kryzys. Jak przeciąć ten gordyjski węzeł? To było pytanie, na które Lenin starał się odpowiedzieć w pracy Grożąca katastrofa i jak z nią walczyć.

W lutym 1917 roku robotnicy i chłopi w Rosji okazali się na tyle silni, by obalić cara, jednak nie zdołali przejąć władzy w swoje ręce. Główną przeszkodą byli ich reformistyczni przywódcy. Zamiast tego oddali władzę z powrotem w ręce klasy kapitalistów, reprezentowanej przez Rząd Tymczasowy. Jednak po sześciu miesiącach zawirowań reżim utworzony w wyniku rewolucji lutowej 1917 roku nie zdołał rozwiązać żadnego z kluczowych problemów robotników i chłopów.

Przemysł metalurgiczny i węglowy znalazły się na skraju upadku z powodu sabotażu szefostwa. Sytuację pogarszała dezorganizacja kolei, która uniemożliwiała transport zboża, żelaza, węgla i innych paliw do miast, gdzie były potrzebne. Pieniądz papierowy stawał się bezwartościowy dla milionów robotników próbujących zdobyć podstawowe środki do życia. Wszystko to oznaczało, że mimo iż Rosja była krajem bogatym w surowce, widmo głodu i zapaści stawało się coraz bardziej realne. Bezrobocie wzrosło do przerażających, niespotykanych dotąd rozmiarów.

Na froncie wojskowym morale rosyjskiej armii sięgnęło dna wraz z kapitulacją Rygi przed Niemcami, które znalazły się teraz niebezpiecznie blisko Piotrogrodu. Krążyły plotki, że armia umyślnie dąży do porażki, aby wojska niemieckie mogły zmiażdżyć rewolucyjne masy. Pamięć o katastrofalnej czerwcowej ofensywie Kiereńskiego wciąż była żywa wśród żołnierzy, którzy byli masakrowani lub dezerterowali masowo.

Na wsiach panował stan bliski wojnie domowej, ponieważ chłopi nie chcieli dłużej czekać, aż Rząd Tymczasowy dotrzyma swoich obietnic [parcelacji majątków obszarniczych – tłum.]. Robotnicy i chłopi mieli dość tego, że nic się zasadniczo nie zmieniło.

Rewolucja wyraźnie znalazła się w kryzysie. Carscy oficerowie bacznie obserwowali utratę poparcia przez Rząd Tymczasowy. Wyczuwali, że zbliża się moment na przeprowadzenie zamachu stanu, by raz na zawsze zmiażdżyć rewolucyjne masy.

Rosja stanęła na rozdrożu. Zbliżała się katastrofa. Albo robotnicy przejmą inicjatywę i odbiorą władzę Rządowi Tymczasowemu, albo inicjatywa przejdzie na stronę kontrrewolucji.

Wobec wszystkich tych wyzwań zwiastujących potencjalną zagładę rewolucji, Lenin wyjaśnił, jak można zapobiec tym zagrożeniom w Grożącej katastrofie i jak z nią walczyć.

Kerensky_war_minister
Pamięć o katastrofalnej czerwcowej ofensywie Kiereńskiego wciąż była żywa wśród żołnierzy, którzy byli masakrowani lub dezerterowali masowo. / Obraz: domena publiczna

Miliony robotników i chłopów przechodziły na stronę bolszewików. Zadaniem było zmobilizowanie mas do działań rewolucyjnych. Jednak aby ocalić rewolucję, nie wystarczyło karmić robotników i chłopów abstrakcyjnymi hasłami o socjalizmie czy władzy robotniczej. Potrzeba decydującego skoku musiała zostać konkretnie i jasno wyjaśniona w sposób zrozumiały dla mas.

Środki kontroli

Lenin w prostych słowach wyjaśnił, co należy zrobić. Bogactwo potrzebne do rozwiązania głębokiego kryzysu było na wyciągnięcie ręki. Widać je było w wystawnym życiu kapitalistów, którzy wciąż nie szczędzili szampana, podczas gdy masy głodowały w kolejkach po chleb. Powszechnie wiedziano, że kapitaliści czerpią ogromne zyski z wojny. Wiedziano również, że aby utrzymać wysokie ceny, kapitaliści gromadzili i ukrywali zboże oraz towary pierwszej potrzeby.

„Lewicowi” ministrowie w Rządzie Tymczasowym dużo mówili o karaniu spekulantów i paskarzy… ale nie podejmowali żadnych działań. Prawda była taka, że aby zwalczyć upadek przemysłu, chaos w gospodarce i groźbę głodu, potrzebny był wglądkontrola. Państwo musiało wiedzieć, gdzie znajdują się jakie zasoby i mieć możliwość ich dystrybucji.

„Ale takie środki są niezwykle trudne do wprowadzenia” – oponowały reformistyczne partie „socjalistyczne” (mienszewicy i eserowcy). To bzdura – odpowiadał Lenin. Nie było potrzeba żadnego specjalnego aparatu państwowego. Wystarczyło wydać dekret nakazujący połączenie konkurujących ze sobą monopoli w kluczowych sektorach gospodarki, takich jak węgiel, żelazo, cukrownie itp., w jednolite znacjonalizowane podmioty, aby państwo mogło uzyskać klarowne rozeznanie w produkcji. Konferencje specjalistów zatrudnionych w tych branżach mogłyby dzielić się technologiami, eliminować nieefektywności i zapewnić sprawną konsolidację.

leninn
Przede wszystkim najpilniejszym zadaniem w oczach Lenina było połączenie wszystkich banków w jeden bank państwowy / Zdjęcie: domena publiczna

Przede wszystkim najpilniejszym zadaniem w oczach Lenina było połączenie wszystkich banków w jeden bank państwowy. Był to pierwszy krok do ukazania faktycznego stanu gospodarki: ile pieniędzy szefowie naprawdę mieli i na co je przeznaczali.

Podobnie jak dzisiaj, kapitaliści stosowali wszelkiego rodzaju sztuczki i kombinacje, aby ukryć swoje bogactwo i inwestycje. Ale przed bankami, które skupiają na swoich kontach cały kapitał narodu, nie da się ukryć rzeczywistego stanu rzeczy. Taki środek byłby również bardzo prosty i w najmniejszym stopniu nie wpłynąłby na zwykłych deponentów. Nadal mogliby oni wpłacać i wypłacać swoją gotówkę. W rzeczywistości drobni chłopi i małe firmy mogliby liczyć na znacznie lepsze warunki kredytowe ze strony banku państwowego, który nie byłby już nastawiony na osiąganie zysków.

Przejęcie banków byłoby ważnym krokiem w kierunku uzyskania wglądu w to, gdzie znajduje się bogactwo w społeczeństwie. Ale aby naprawdę przejąć kontrolę nad gospodarką i skierować ją na zaspokajanie potrzeb mas, Lenin dodał, że należy znieść tajemnicę handlową. Kapitaliści (tak jak dziś) twierdzili, że tajemnica ta jest niezbędna do pobudzania innowacji w przemyśle. Po co w ogóle wprowadzać innowacje, skoro są zmuszeni do dzielenia się swoją wiedzą?

Może to i prawda w przypadku małych firm, które Lenin proponował zostawić w spokoju. Ale dla kapitalistycznych monopoli, które dominują w gospodarce, tajemnica nie ma nic wspólnego z ochroną ich innowacji technicznych. Monopole są wobec siebie dość otwarte. Regularnie wymieniają się informacjami na potrzeby zmów cenowych, a nawet powstrzymywania innowacji, które mogłyby obniżyć koszty ich produktów.

Prawdziwym celem tajemnicy handlowej jest ukrycie bajecznych zysków wysysanych z klasy robotniczej – tych samych robotników, którzy głodowali w Rosji z powodu spekulacji kapitalistów!

Zniesienie tajemnicy handlowej sprawiłoby, że nie mieliby gdzie się ukryć. Ujawniłoby to, jak kapitaliści bogacili się na rzezi robotników, zarabiając według szacunków Lenina miliony rubli dziennie. Ponownie, zastosowanie takiego środka byłoby bardzo proste. Wymagałby jedynie dekretu, który pozwalałby każdej organizacji robotniczej określonej wielkości na dostęp do ksiąg rachunkowych dowolnej korporacji o wielkości powyżej określonego progu.

Czy dyrektorzy i wyższe kierownictwo próbowaliby sabotować takie rozwiązania? Czy próbowaliby mącić wodę lub fałszować księgi? Być może. Jednak powstrzymanie jakiegokolwiek sabotażu byłoby prostą sprawą. Państwo musiałoby jedynie uchwalić surowe prawa karzące za sabotaż, wydając jednocześnie kolejny dekret o utworzeniu i rozszerzeniu związków zawodowych na wszystkich robotników i pracowników biurowych w tych branżach, z pełnymi uprawnieniami do nadzorowania i regulowania ich wdrażania.

Innymi słowy, opierając się na rewolucyjnej inicjatywie mas, regulacja państwowa stałaby się możliwa. Gdyby tę samą rewolucyjną inicjatywę wykorzystano do tworzenia spółdzielni spożywców w całym kraju, z monopolem na dystrybucję towarów konsumpcyjnych, możliwe byłoby zapewnienie wszystkim niezbędnych środków do życia. A poprzez odebranie kapitalistom możliwości czerpania zysków z wojny, przestałaby ona mieć reakcyjny, imperialistyczny charakter, a stałaby się prawdziwą rewolucyjną wojną obronną, która zainspirowałaby robotników w Rosji i poza nią.

Te środki kontroli oparte na rewolucyjnej inicjatywie Lenin przeciwstawił takiemu typowi regulacji państwowych, które były już faktem w wielu walczących państwach Europy. Tam burżuazja sama odczuła, jak spekulacja i anarchia rynku wywołały chaos i załamanie gospodarcze. Domagała się interwencji państwa. Jednak taka interwencja państwa, przeprowadzona w sposób reakcyjny i biurokratyczny, pomagała tylko kapitalistom w spekulacji i ukrywaniu tych zysków przed masami za murem państwowej biurokracji.

„Realistyczni” mienszewicy

Lenin pokazał, jakie proste środki obecny rząd mógłby podjąć z dnia na dzień, aby zwalczyć kryzys, a jednak odmówił ich podjęcia. Dlaczego tak zwani „socjalistyczni” ministrowie Rządu Tymczasowego odmówili podjęcia tych środków? Ponieważ trzymali się dogmatu, że rewolucja rosyjska była czysto burżuazyjną rewolucją, a zatem nie mogła wyjść poza ramy kapitalizmu. Dlatego też odmawiali podjęcia jakichkolwiek działań, które rozbiłyby koalicję Rządu Tymczasowego między nimi a burżuazyjnymi ministrami.

Mensevikii
Mienszewicy i eserowcy ograniczali się do programu „minimum”, programu „realistycznych” środków, z poszanowaniem prawa kapitalistów do osiągania bajecznych zysków… / Zdjęcie: domena publiczna

Zamiast tego mienszewicy i eserowcy ograniczali się do programu „minimum”, programu „realistycznych” środków, z poszanowaniem prawa kapitalistów do osiągania bajecznych zysków… i które w rzeczywistości były całkowicie nierealistyczne.

Uchwalili prawa opodatkowujące dochody kapitalistów. Jednak bez przejęcia kontroli nad bankami lub zniesienia tajemnicy handlowej, nie mieli pojęcia, ile te dochody faktycznie wynoszą! Ich środki podatkowe okazały się zatem bezsilne, a podatki, które udało się ściągnąć, zostały szybko przeżarte przez inflację. Próbowali łatać dziury w budżecie publicznym dodrukowując pieniądze, co jeszcze bardziej wywindowało inflację, podsycając chaos gospodarczy. Uderzające jest to, jak programy dzisiejszych lewicowych, reformistycznych „socjalistów” różnią się od programów ich mienszewickich protoplastów jedynie powierzchownie!

Oczywiście to, co sugerował Lenin, naruszało „święte” prawo kapitalisty do osiągania zysku bez zakłóceń. Państwo musiało przejąć kontrolę, ale nie to państwo, państwo Rządu Tymczasowego, które chroniło zyski kapitalistów, pomimo swoich „socjalistycznych” ministrów, którzy byli na pasku szefów. Tylko państwo robotnicze, tylko robotnicy u władzy, mogli zrealizować program Lenina. Wszystko zwiastowało nadejście Rewolucji Październikowej.

To, co proponował Lenin, nie było jeszcze planowaniem gospodarczym, ani nawet pełną kontrolą robotniczą. Niemniej jednak wyraźnie wskazywało w tym kierunku i stanowiłoby pierwszy krok ku socjalizmowi. Dlatego w tym genialnym tekście Lenin nie wychodzi od z góry przyjętego schematu tego, co jest „możliwe”, ale od palących potrzeb mas i tego, co jest niezbędne. A poprzez program postulatów odpowiadających na te potrzeby, ukazuje konieczność rozpoczęcia przejścia do socjalizmu.

Jego własnymi słowami: „Albo zginąć, albo całą parą ruszyć naprzód. Tak postawiła sprawę historia”.

Ta metoda, tak wspaniale zademonstrowana i tak skutecznie wykorzystana w Grożącej katastrofie i jak z nią walczyć, jest nazywana przez komunistów metodą przejściową. Termin ten jest najściślej związany z nazwiskiem Lwa Trockiego, za sprawą jego słynnego tekstu z 1938 roku, Programu przejściowego (którego pełny tytuł brzmi Agonia kapitalizmu i zadania IV Międzynarodówki) [epub][pdf].

Ale ta metoda, choć po mistrzowsku rozwinięta przez Trockiego, nie została po prostu przez niego wymyślona w 1938 roku. Stanowi ona część i rozwinięcie długiej tradycji bolszewizmu, a także była częścią myśli samego Lenina.


Grożąca katastrofa i jak z nią walczyć to ostatnia praca serii Lenin w rok napisana przez Lenina przed zdobyciem władzy w Rewolucji Październikowej 1917 roku. Z powyższego jasno wynika, że sytuacja, którą odziedziczyli rządzący bolszewicy, była katastrofalna. Zadanie stojące przed klasą robotniczą u władzy polegało przede wszystkim na przetrwaniu, a w tej trudnej sytuacji — na rozpoczęciu budowy socjalizmu z gruzów pozostawionych przez stare społeczeństwo.

GROŻĄCA KATASTROFA i JAK Z NIĄ WALCZYĆ

ZBLIŻA SIĘ GŁÓD

Rosji zagraża niechybna katastrofa. Rozprzężenie transportu kolejowego jest niebywałe i wzmaga się coraz bardziej. Koleje staną. Dowóz surowców i węgla do fabryk ustanie. Ustanie dowóz zboża. Kapitaliści rozmyślnie i uporczywie sabotują produkcję (szkodzą, wstrzymują, podważają, hamują), licząc na to, że niesłychana katastrofa doprowadzi do bankructwa republiki i demokratyzmu, Rad oraz proletariackich i chłopskich związków w ogóle, ułatwiając powrót do monarchii i przywrócenie wszechwładzy burżuazji i obszarników.

Niewidziana co do rozmiarów katastrofa i głód grożą niechybnie. Mówiono już o tym niezliczoną ilość razy we wszystkich gazetach. Partie oraz Rady Delegatów Robotniczych, Żołnierskich i Chłopskich uchwaliły również niesłychaną liczbę rezolucji, które przyznają, że katastrofa jest nieunikniona, że nadciąga bezpośrednio, że konieczna jest zacięta walka z nią, konieczne są „bohaterskie wysiłki” ludu, by uniknąć zagłady i tak dalej.

Wszyscy to mówią. Wszyscy to przyznają. Wszyscy doszli do takiego wniosku.

I nic się nie robi.

Minęło pół roku rewolucji. Katastrofa stała się jeszcze bliższa. Bezrobocie stało się masowe. Pomyśleć tylko: w kraju zupełny brak towarów, kraj przy dostatecznej ilości zboża i surowców ginie z powodu braku produktów, z braku rąk roboczych — i w takim kraju, w tak krytycznym momencie wzrosło masowe bezrobocie! Jakiego potrzeba jeszcze dowodu tego, że w ciągu pół roku rewolucji (niektórzy nazywają ją wielką, lecz na razie słuszniej byłoby chyba nazwać ją zgniłą), mając republikę demokratyczną, mnóstwo związków, organów, instytucji, chełpliwie nazywających siebie „rewolucyjno-demokratycznymi”, w praktyce nie uczyniono nic a nic poważnego przeciw katastrofie, przeciw głodowi? Z coraz to większą szybkością zbliżamy się do bankructwa, wojna bowiem nie czeka, a wywołane przez nią rozprzężenie we wszystkich dziedzinach życia narodowego stale się potęguje.

A przecież wystarczy nieco tylko uwagi i zastanowienia, by się przekonać, że sposoby walki z katastrofą i głodem istnieją, że środki walki są zupełnie wyraźne, proste, całkowicie wykonalne, całkowicie dla sił ludowych dostępne i że środków tych nie stosuje się tylko dlatego, wyłącznie dlatego, że ich urzeczywistnienie naruszy niebywałe zyski garstki obszarników i kapitalistów.

W rzeczy samej. Można zaręczyć, że nie znajdziecie ani jednego przemówienia, ani jednego artykułu w gazecie jakiegokolwiek kierunku, ani jednej rezolucji jakiegokolwiek zebrania czy instytucji, gdzie zupełnie jasno i wyraźnie nie wskazywano by podstawowego i głównego środka walki, środka zapobieżenia katastrofie i głodowi. Środkiem tym jest kontrola, nadzór, ewidencja, regulowanie przez państwo, ustanowienie prawidłowego podziału sił roboczych w dziedzinie wytwórczości i podziału produktów, oszczędzanie sił ludowych, usunięcie wszelkiej zbędnej zatraty sił, ich oszczędzanie. Kontrola, nadzór, ewidencja — oto pierwszy krok w walce z katastrofą i głodem. Oto co bezspornie i powszechnie przyznano. I oto tego właśnie nie robi się w obawie, by nie podnieść ręki na wszechwładzę obszarników i kapitalistów, na ich niezmierne, niesłychane, skandaliczne zyski, które osiągają oni z drożyzny, na dostawach wojennych (obecnie zaś dla wojny „pracują” wprost czy pośrednio prawie wszyscy), zyski, o których wszyscy wiedzą, które wszyscy widzą, z powodu których wszyscy biadają i narzekają.

I absolutnie nic się nie robi dla jakiejkolwiek poważnej kontroli, ewidencji i nadzoru ze strony państwa.

ZUPEŁNA BEZCZYNNOŚĆ RZĄDU

Odbywa się powszechny, systematyczny, stały sabotaż wszelkiej kontroli, nadzoru i ewidencji, wszelkich prób zmierzających do zorganizowania jej przez państwo. I trzeba nieprawdopodobnej naiwności, żeby nie rozumieć — trzeba wyrafinowanej obłudy, by udawać, że się nie rozumie — skąd ten sabotaż pochodzi, jakimi środkami się go dokonuje. Albowiem ten sabotaż bankierów i kapitalistów, to podkopywanie przez nich wszelkiej kontroli, nadzoru i ewidencji przystosowuje się do państwowych form republiki demokratycznej, przystosowuje się do istnienia „rewolucyjno-demokratycznych” instytucji. Panowie kapitaliści doskonale zrozumieli tę prawdę, którą w słowach uznają wszyscy zwolennicy socjalizmu naukowego, lecz o której mienszewicy i eserowcy postarali się zapomnieć natychmiast po tym, kiedy ich przyjaciele usadowili się w fotelach ministrów, wiceministrów itp. Jest to mianowicie ta prawda, że zmiana monarchistycznych form rządzenia na republikańsko-demokratyczne bynajmniej nie narusza ekonomicznej istoty wyzysku kapitalistycznego, a więc i wręcz przeciwnie: wystarczy tylko zmienić formę walki o nietykalność i świętość zysku kapitalistycznego, ażeby obronić go tak samo skutecznie w republice demokratycznej, jak broniono go w monarchii samowładnej.

Współczesny, najnowszy, republikańsko-demokratyczny sabotaż wszelkiej kontroli, ewidencji i nadzoru polega na tym, że kapitaliści (podobnie jak wszyscy mienszewicy i eserowcy, rozumie się samo przez się) „gorąco” uznają w słowach „zasadę” kontroli i jej konieczność, ale tylko domagają się „stopniowego”, planowego „państwowo-uporządkowanego” wprowadzenia tej kontroli. W rzeczywistości zaś tymi pięknymi słówkami osłania się podkopanie kontroli, obrócenie jej wniwecz, w fikcję, zabawę w kontrolę, zwlekanie z wydaniem wszelkich rzeczowych i pod względem praktycznym poważnych zarządzeń oraz tworzenie niezwykle skomplikowanych, ciężkich, biurokratycznie skostniałych instytucji kontroli, które są całkowicie zależne od kapitalistów i absolutnie nic nie robią i robić nie mogą.

Aby nie być gołosłownymi, powołamy się na świadków spośród mienszewików i eserowców, czyli tych właśnie ludzi, którzy w pierwszym półroczu rewolucji mieli większość w Radach, którzy uczestniczyli w „rządzie koalicyjnym” i z tej racji są pod względem politycznym odpowiedzialni wobec rosyjskich robotników i chłopów za pobłażanie kapitalistom, za poderwanie przez nich wszelkiej kontroli.

W oficjalnym organie najwyższego spośród tak zwanych „pełnomocnych” (bez żartów!) organów „rewolucyjnej” demokracji, w „Izwiestijach CIK” (czyli Centralnego Komitetu Wykonawczego Ogólnorosyjskiego Zjazdu Rad Delegatów Robotniczych, Żołnierskich i Chłopskich), w nrze 164 z 7 września 1917 roku, wydrukowano uchwałę specjalnej instytucji do spraw kontroli, instytucji stworzonej przez tych samych mienszewików i eserowców i znajdującej się w ich rękach. Tą specjalną instytucją jest „Wydział Ekonomiczny” Centralnego Komitetu Wykonawczego. Uchwała tego wydziału przyznaje oficjalnie, jako fakt, „zupełną bezczynność utworzonych przy rządzie centralnych organów dla regulowania życia ekonomicznego”.

Zaiste, czyż można wyobrazić sobie bardziej wymowne świadectwo bankructwa mienszewickiej i eserowskiej polityki, podpisane własnoręcznie przez mienszewików i eserowców?

Jeszcze za caratu uznano konieczność regulowania życia ekonomicznego i do tego celu stworzone zostały pewne instytucje.1 Ale za caratu rozprzężenie ciągle wzrastało, sięgając potwornych rozmiarów. Zastosowanie poważnych, stanowczych środków do usunięcia rozprzężenia zostało natychmiast uznane za zadanie republikańskiego, rewolucyjnego rządu. Gdy formował się rząd „koalicyjny” z udziałem mienszewików i eserowców, to w jego bardzo uroczystej deklaracji publicznej z 6 maja dana była obietnica i zobowiązanie ustanowienia państwowej kontroli i regulowania. I Ceretelowie i Czernowowie, podobnie jak wszyscy mienszewiccy i eserowscy wodzowie, przysięgali i zaklinali się, że są nie tylko odpowiedzialni za rząd, ale że znajdujące się w ich rękach „pełnomocne organy rewolucyjnej demokracji” rzeczywiście śledzą i kontrolują pracę rządu.

Upłynęły cztery miesiące od 6 maja, cztery długie miesiące, w ciągu których Rosja zostawiła na polach bitew setki tysięcy żołnierzy gwoli bezsensownej, imperialistycznej „ofensywy” i w ciągu których rozprzężenie i katastrofa zbliżały się siedmiomilowymi krokami, wówczas gdy letni okres stwarzał wyjątkowe możliwości dokonania wielu posunięć zarówno w dziedzinie transportu wodnego, jak i w dziedzinie rolnictwa i w dziedzinie poszukiwań górniczych itd. itd. — i po czterech miesiącach mienszewicy i eserowcy zmuszeni są oficjalnie przyznać „zupełną bezczynność” utworzonych przy rządzie instytucji kontroli!!

I właśnie mienszewicy i eserowcy z poważną miną mężów stanu rozprawiają teraz (słowa te piszemy akurat w przeddzień Narady Demokratycznej2 12 września) o tym, że można pomóc sprawie, zastępując koalicję z kadetami koalicją z handlowo-przemysłowymi „Kit Kityczami”3, Riabuszyńskimi, Bublikowami, Tereszczenkami i ską!4

Nasuwa się pytanie, czym tłumaczy się ta zdumiewająca ślepota mienszewików i eserowców? Czy należy ich uważać za niemowlęta w polityce państwowej, które w bezgranicznej nieświadomości i naiwności nie wiedzą, co czynią, popełniając błędy w dobrej wierze? Czy też obfitości zajmowanych foteli ministrów, wiceministrów, generał-gubernatorów, komisarzy i tym podobnych należy przypisać właściwość wywoływania szczególnej, „politycznej”, ślepoty?

POWSZECHNIE ZNANE I ŁATWE ŚRODKI KONTROLI

Może powstać pytanie, czy sposoby i środki kontroli nie są czymś nadzwyczaj skomplikowanym, trudnym, niewypróbowanym, wręcz nieznanym? A może zwłoka tłumaczy się tym, że choć państwowi działacze partii kadeckiej, klasy handlowo-przemysłowej, partii eserowców i mienszewików już od pół roku pracują w pocie czoła nad wynalezieniem, zbadaniem, odkryciem środków i sposobów kontroli, to jednak zadanie okazuje się niezmiernie trudne i ciągle jeszcze nierozwiązane?

Niestety! Ciemnym kmiotkom, analfabetom i ludziom zahukanym, jako też mieszczuchom, którzy wszystkiemu wierzą i w nic nie wnikają, usiłuje się „zamydlić oczy” i przedstawić sprawę w ten sposób. W rzeczywistości zaś nawet caratowi, nawet „dawnemu reżimowi”, który utworzył komitety wojenno-przemysłowe5, znany był podstawowy środek, główny sposób i główna droga kontroli: zrzeszenie ludności według różnych zawodów, celów pracy, dziedzin pracy itp. Ale carat bał się zrzeszania ludności i dlatego wszelkimi sposobami ograniczał, sztucznie zwężał te powszechnie znane, najłatwiejsze i dające się całkowicie zastosować sposoby i drogi kontroli.

Wszystkie państwa prowadzące wojnę, odczuwając nieznośne ciężary i plagi wojny, znosząc — w tej lub innej mierze — głód i ruinę, dawno wytyczyły, określiły, zastosowały i wypróbowały cały szereg środków kontroli, które zazwyczaj sprowadzają się do zrzeszania ludności, do stworzenia lub popierania różnego rodzaju związków, z udziałem przedstawicieli państwa, pod jego nadzorem itp. Wszystkie takie środki kontroli są ogólnie znane, mówiono i pisano o nich wiele; ustawy w sprawie kontroli, wydane przez uczestniczące w wojnie przodujące mocarstwa zostały przetłumaczone na język rosyjski lub szczegółowo omówione w prasie rosyjskiej.

Jeśliby nasze państwo rzeczywiście chciało w rzeczowy, poważny sposób wprowadzać w życie kontrolę, jeśliby jego instytucje same nie skazały się wskutek swojej służalczości wobec kapitalistów na „całkowitą bezczynność”, to państwu pozostawałoby jedynie czerpać pełną garścią z obfitego zasobu środków kontroli, już znanych, już stosowanych. Jedyną przeszkodą ku temu — przeszkodą, którą przed ludem ukrywają kadeci, eserowcy, mienszewicy — był i jest fakt, że kontrola ujawniłaby szalone zyski kapitalistów i nadwątliła je.

Ażeby bardziej poglądowo wyjaśnić to nader ważne zagadnienie (w istocie rzeczy, równoznaczne z zagadnieniem programu wszelkiego rzeczywiście rewolucyjnego rządu, który zechciałby uratować Rosję od wojny i głodu), wymienimy te najgłówniejsze środki kontroli i rozpatrzymy każdy z nich.

Zobaczymy, że rządowi, nie dla żartu tylko nazywanemu rewolucyjno-demokratycznym, wystarczyłoby, zaraz w pierwszym tygodniu po utworzeniu się, zadekretować (uchwalić, nakazać) urzeczywistnienie najważniejszych środków kontroli, ustanowić poważne, nie błahe kary dla kapitalistów, którzy by za pomocą oszustwa poczęli uchylać się od kontroli, oraz powołać samą ludność do nadzoru nad kapitalistami, do nadzoru nad sumiennym wykonywaniem przez nich postanowień, dotyczących kontroli — i kontrola w Rosji już dawno byłaby urzeczywistniona.

Oto te najważniejsze środki:

  1. Zjednoczenie wszystkich banków w jeden bank i państwowa kontrola jego operacji, czyli nacjonalizacja banków.
  2. Nacjonalizacja syndykatów, tj. największych monopolistycznych związków kapitalistów (syndykaty: cukrowniczy, naftowy, węglowy, metalurgiczny itd.).
  3. Zniesienie tajemnicy handlowej.
  4. Przymusowa syndykalizacja (tj. przymusowe zjednoczenie w związkach) przemysłowców, kupców i przedsiębiorców w ogóle.
  5. 5. Przymusowe zrzeszenie ludności w stowarzyszeniach spożywczych lub też popieranie takich stowarzyszeń i kontrola nad nimi.

Rozpatrzmy, jakie znaczenie miałby każdy z tych środków, pod warunkiem rewolucyjno-demokratycznego urzeczywistnienia ich.

NACJONALIZACJA BANKÓW

Banki, jak wiadomo, są ośrodkami współczesnego życia gospodarczego, głównymi węzłami nerwowymi całego kapitalistycznego systemu gospodarki krajowej. Mówić o „regulowaniu życia ekonomicznego” i omijać kwestię nacjonalizacji banków znaczy albo wykazywać kompletne nieuctwo, albo oszukiwać „pospólstwo” pompatycznymi słowami i kwiecistymi obietnicami, powziąwszy już uprzednio postanowienie niespełnienia tych obietnic.

Kontrolowanie i regulowanie dostaw zboża czy wytwarzania i podziału produktów w ogóle bez kontrolowania i bez regulowania operacji bankowych jest niedorzecznością. Jest to podobne do połowu przypadkowych „grosików” przy jednoczesnym przymykaniu oczu na miliony rubli. Współczesne banki tak ściśle i nierozerwalnie zrosły się z handlem (zbożowym i wszelkim innym) oraz przemysłem, że bez „położenia ręki” na bankach absolutnie nic poważnego, nic „rewolucyjno-demokratycznego” zrobić niepodobna.

Ale, być może, to „położenie ręki” przez państwo na banki stanowi jakąś bardzo trudną i skomplikowaną operację? Filistrów próbuje się zazwyczaj nastraszyć właśnie taką perspektywą — naturalnie, starają się to czynić kapitaliści i ich obrońcy, ponieważ jest to w ich interesie.

W rzeczywistości zaś nacjonalizacja banków, nie pozbawiając absolutnie żadnego „posiadacza” ani jednej kopiejki, nie przedstawia absolutnie żadnych trudności – ani technicznych, ani kulturowych – i wstrzymywana jest wyłącznie przez interesy ohydnego egoizmu znikomej garstki bogaczy. Jeśli nacjonalizacja banków jest tak często mylona z konfiskatą prywatnych majątków, to winę za rozpowszechnianie tego pomieszania pojęć ponosi prasa burżuazyjna, w której interesie leży okłamywanie publiki.

Prawo własności kapitałów, którymi operują banki i które są w nich skupione, jest poświadczone drukowanymi i pisemnymi świadectwami, zwanymi akcjami, obligacjami, wekslami, kwitami itp. Ani jeden z tych dowodów nie przepada i nie ulega zmianie przy nacjonalizacji banków, tj. przy zjednoczeniu wszystkich banków w jeden bank państwowy. Kto posiadał 15 rubli na książeczce oszczędnościowej, ten pozostaje właścicielem 15 rubli również po nacjonalizacji banków, a kto miał 15 milionów, u tego i po nacjonalizacji banków pozostaje 15 milionów w postaci akcji, obligacji, weksli, przekazów towarowych i tym podobnych.

Na czym więc polega znaczenie nacjonalizacji banków?

Na tym, że nad poszczególnymi bankami i ich operacjami jakakolwiek rzeczywista kontrola (nawet jeśli zostaje zniesiona tajemnica handlowa itp.) jest niemożliwa, albowiem nie można dociec tych niezmiernie skomplikowanych, zagmatwanych i chytrych sposobów, jakich się używa przy zestawianiu bilansów, przy zakładaniu fikcyjnych przedsiębiorstw i filii, przy wykorzystywaniu słupów i tak dalej, i tym podobne. Tylko złączenie wszystkich banków w jeden bank, co samo w sobie nie oznacza najmniejszych nawet zmian w stosunkach własności i nie zabiera — powtarzamy — żadnemu posiadaczowi ani jednej kopiejki, umożliwia rzeczywistą kontrolę — oczywiście pod warunkiem zastosowania wszystkich innych wyżej wymienionych zarządzeń. Tylko przy nacjonalizacji banków można osiągnąć to, że państwo będzie wiedziało, dokąd i jak, skąd i kiedy przekazuje się miliony i miliardy. I tylko kontrola nad bankami, nad centrum, tą główną osią i podstawowym mechanizmem obrotu kapitalistycznego pozwoliłaby zorganizować naprawdę, a nie w słowach, kontrolę całego życia gospodarczego, wytwarzania i podziału najważniejszych produktów, zorganizować to „regulowanie życia ekonomicznego”, które inaczej nieuniknienie skazane jest na to, by pozostać ministerialnym frazesem dla tumanienia prostego ludu. Jedynie kontrola operacji bankowych, pod warunkiem zjednoczenia tych operacji w jednym banku państwowym, pozwala zorganizować, przy dalszych, łatwych do urzeczywistnienia zarządzeniach, rzeczywiste ściąganie podatku dochodowego, bez możliwości zatajania majątków i dochodów, gdyż obecnie podatek dochodowy w przeważającym stopniu pozostaje fikcją.

Nacjonalizację banków wystarczyłoby właśnie zadekretować — a przeprowadziliby ją sami dyrektorzy i urzędnicy. Nie potrzeba tu żadnego specjalnego aparatu, żadnych specjalnych kroków przygotowawczych ze strony państwa, posunięcie to da się urzeczywistnić właśnie za pomocą jednego rozporządzenia, „za jednym zamachem”. Albowiem ekonomiczną możliwość takiego posunięcia stworzył właśnie kapitalizm, skoro doszedł w swym rozwoju do weksli, akcji, obligacji itp. W tej materii pozostaje tylko zjednoczyć rachunkowość i gdyby państwo rewolucyjno-demokratyczne zarządziło: natychmiast, telegraficznie, w każdym mieście zwołuje się zebrania, a w obwodach i w całym kraju zjazdy dyrektorów i pracowników dla bezzwłocznego połączenia wszystkich banków w jeden bank państwowy, to reforma ta zostałaby przeprowadzona w ciągu kilku tygodni. Rzecz jasna, że właśnie dyrektorowie i wyżsi pracownicy stawiliby opór, staraliby się oszukać państwo, odwlec sprawę itp., albowiem panowie ci utraciliby swoje szczególnie intratne posady, utraciliby możność dokonywania szczególnie zyskownych szalbierczych machinacji; w tym tkwi cała istota sprawy. Albowiem połączenie banków nie nastręcza najmniejszych trudności technicznych i jeśli władza państwowa jest nie tylko w słowach rewolucyjna (czyli nie lęka się zrywać ze skostniałością i rutyną), nie tylko w słowach demokratyczna (czyli działa w interesie większości ludu, a nie garstki bogaczy), to wystarczyłoby wydać dekret, ustalający konfiskatę majątku i więzienie jako karę dla dyrektorów, członków zarządów i wielkich akcjonariuszy za najmniejsze odwlekanie sprawy i za próby ukrycia dokumentów i sprawozdań, wystarczyłoby na przykład zjednoczyć oddzielnie najgorzej usytuowanych pracowników i premiować ich za ujawnienie oszustw i przewlekania sprawy przez bogatych — i nacjonalizacja banków zostałaby przeprowadzona najzupełniej gładko i nadzwyczaj szybko.

Nacjonalizacja banków przyniosłaby ogromne korzyści całemu ludowi, zwłaszcza nie-robotnikom (gdyż robotnicy mało mają z bankami do czynienia), lecz masom chłopskim i drobnym przemysłowcom. Uzyskałoby się olbrzymią oszczędność pracy i jeśli przypuścić, że państwo zachowałoby poprzednią liczbę pracowników bankowych, to byłby to potężny krok naprzód w kierunku uniwersalizacji (powszechności) korzystania z usług banków, zwiększenia ilości ich oddziałów, udostępnienia ich operacji itp. itp. Kredyt stałby się o wiele bardziej dostępny i łatwy, zwłaszcza dla drobnych gospodarzy, dla chłopstwa. Państwo zaś po raz pierwszy uzyskałoby możliwość przede wszystkim wglądu we wszystkie główne operacje pieniężne, bez zatajania ich, następnie kontrolowania, a poza tym regulowania życia gospodarczego i wreszcie otrzymywania milionów i miliardów na rzecz wielkich państwowych operacji, nie płacąc panom kapitalistom „za usługę” szalonych „komisowych”. Oto dlaczego — i tylko dlatego — wszyscy kapitaliści, wszyscy burżuazyjni profesorowie, cała burżuazja, wszyscy wysługujący się jej Plechanowowie, Potresowowie i ska z pianą na ustach gotowi są staczać boje przeciw nacjonalizacji banków, zmyślać tysiące wykrętów, skierowanych przeciw temu najłatwiejszemu i najniezbędniejszemu środkowi, aczkolwiek nawet ze stanowiska „obrony” kraju, tj. z wojennego punktu widzenia, środek ten byłby potężnym plusem, podniósłby w ogromnym stopniu „potęgę wojenną” kraju.

Tutaj wszakże może ktoś zaoponować: dlaczego to takie przodujące państwa, jak Niemcy i Stany Zjednoczone Ameryki, wprowadzają doskonałe „regulowanie życia ekonomicznego”, nawet nie myśląc o urzeczywistnianiu nacjonalizacji banków?

Dlatego — odpowiadamy — że oba te państwa, chociaż jedno z nich jest monarchią, a drugie republiką, są państwami nie tylko kapitalistycznymi, ale również imperialistycznymi. Jako takie wprowadzają one w życie nieodzowne dla nich przeobrażenia sposobami reakcyjno-biurokratycznymi, my zaś mówimy tutaj o sposobach rewolucyjno-demokratycznych.

Ta „maleńka różnica” ma  bardzo istotne znaczenie. Zazwyczaj „nie wypada” o niej myśleć. Wyrażenie „rewolucyjna demokracja” stało się u nas (zwłaszcza u eserowców i mienszewików) nieomal utartym zwrotem, w rodzaju powiedzenia: „chwała bogu”, którego używają również ludzie nie na tyle ciemni, by wierzyć w boga, lub w rodzaju powiedzenia: „szanowny obywatelu”, z którym zwracają się niekiedy nawet do współpracowników „Dnia” czy „Jedinstwa”, chociaż prawie wszyscy domyślają się, że gazety te zostały założone i są utrzymywane przez kapitalistów i że dlatego udział w nich niby-socjalistów niezbyt zasługuje na „szacunek”.

Jeśli używać słów: „rewolucyjna demokracja” nie jako wyświechtanego frazesu na pokaz, nie jako utartego zwrotu, lecz zastanowić się nad znaczeniem tych słów, to być demokratą oznacza  w praktyce liczenie się z interesami większości, a nie mniejszości ludu, bycie rewolucjonistą oznacza zaś burzenie w sposób najbardziej stanowczy i bezwzględny wszystko, co szkodliwe i przeżyte.

Ani w Ameryce, ani w Niemczech, ani rządy, ani klasy rządzące wcale nie pretendują – jak wiadomo – do miana „rewolucyjnej demokracji”, do którego pretendują (i które prostytuują) nasi eserowcy i mienszewicy. W Niemczech istnieją tylko cztery wielkie banki prywatne o ogólnokrajowym znaczeniu, w Ameryce tylko dwa: królom finansowym tych banków łatwiej, wygodniej i korzystniej łączyć się prywatnie, cichaczem, reakcyjnie, a nie rewolucyjnie, biurokratycznie, a nie demokratycznie, przekupując urzędników państwowych (to powszechna reguła zarówno w Ameryce, jak i w Niemczech), zachowując prywatny charakter banków właśnie dla zachowania tajemnicy operacyjnej, właśnie w celu zgarniania wielu milionów „nadzwyczajnego zysku” z tegoż państwa, właśnie w celu zapewnienia sobie możności dokonywania szalbierczych machinacji finansowych.

Zarówno Ameryka, jak i Niemcy „regulują życie ekonomiczne” w ten sposób, ażeby dla robotników (częściowo także dla chłopów) stworzyć katorgę wojenną, a dla bankierów i kapitalistów raj. Ich regulowanie polega na tym, że robotnikom „dokręcają śrubę” aż do głodowania, kapitalistom zaś zapewniają (potajemnie, w sposób reakcyjno-biurokratyczny) zyski wyższe niż przed wojną.

Taka droga jest zupełnie możliwa również dla republikańsko-imperialistycznej Rosji; tą właśnie drogą kroczą nie tylko Milukowowie i Szyngariowowie, lecz także Kiereński do spółki z Tereszczenką, Niekrasowem, Biernackim, Prokopowiczem i s-ką, którzy reakcyjnie i biurokratycznie tak samo osłaniają „nietykalność” banków, ich święte prawo do szalonych zysków. Lepiej więc powiedzieć prawdę: w republikańskiej Rosji chcą w sposób reakcyjno-biurokratyczny regulować życie ekonomiczne, lecz urzeczywistniać to regulowanie krępują się „częstokroć” ze względu na to, że istnieją „Rady”, których Korniłowowi numer jeden nie udało się rozpędzić, lecz które postara się rozpędzić Korniłow numer dwa…

Taka jest prawda. I ta prosta, choć gorzka prawda jest pożyteczniejsza dla oświecenia ludu, aniżeli ckliwe kłamstwo o „naszej”, „wielkiej”, „rewolucyjnej” demokracji.

Nacjonalizacja banków nadzwyczaj ułatwiłaby jednoczesną nacjonalizację ubezpieczeń, tj. zjednoczenie wszystkich towarzystw ubezpieczeniowych w jedno, centralizację ich działalności oraz jej państwową kontrolę. Zjazdy pracowników towarzystw ubezpieczeniowych bezzwłocznie i bez wszelkiego trudu dokonałyby i tutaj tego zjednoczenia, gdyby rewolucyjno-demokratyczne państwo je zadekretowało i poleciło dokonanie zjednoczenia dyrektorom zarządów, wielkim akcjonariuszom, czyniąc bezwzględnie każdego z nich odpowiedzialnym za najmniejszą zwłokę. W towarzystwach ubezpieczeniowych kapitaliści ulokowali setki milionów, a cała praca wykonywana jest przez pracowników. Zjednoczenie towarzystw ubezpieczeniowych obniżyłoby premię ubezpieczeniową, przyniosłoby mnóstwo korzyści i ułatwień wszystkim ubezpieczającym się, pozwoliłoby przy dawnym nakładzie sił i środków rozszerzyć ich zasięg. Absolutnie żadne inne okoliczności, oprócz skostniałości, rutyny i korzyści garstki posiadaczy intratnych posad, nie są przeszkodą dla wprowadzenia tej reformy, która ponadto podniosłaby „zdolność obronną” kraju, dając oszczędność pracy ludu, stwarzając szereg jak najpoważniejszych możliwości „regulowania życia ekonomicznego” czynem, a nie słowem.

NACJONALIZACJA SYNDYKATÓW

Kapitalizm tym się różni od dawnych, przedkapitalistycznych systemów gospodarki krajowej, że stworzył jak najściślejszy związek i wzajemną zależność różnych jej gałęzi. Nawiasem mówiąc, gdyby nie to, wszelkie kroki w kierunku socjalizmu byłyby technicznie niewykonalne. Współczesny zaś kapitalizm z właściwym mu panowaniem banków nad produkcją doprowadził tę wzajemną zależność różnych gałęzi gospodarki krajowej do najwyższego stopnia. Banki oraz największe gałęzie przemysłu i handlu zrosły się ze sobą nierozerwalnie. Z jednej strony oznacza to, że nie można nacjonalizować tylko banków, nie czyniąc kroków zmierzających do stworzenia państwowego monopolu syndykatów handlowych i przemysłowych (cukrowniczego, węglowego, żelaznego, naftowego i in.), nie nacjonalizując tych syndykatów. Z drugiej strony oznacza to, że regulowanie życia ekonomicznego, jeśli je urzeczywistniać poważnie, wymaga jednocześnie nacjonalizacji i banków, i syndykatów.

Weźmy dla przykładu choćby syndykat cukrowniczy. Powstał on jeszcze za caratu i doprowadził wtedy do wielkiego kapitalistycznego zjednoczenia świetnie urządzonych fabryk i zakładów przemysłowych, przy tym zjednoczenie to, rzecz jasna, przeniknięte było na wskroś najbardziej reakcyjnym i biurokratycznym duchem, zapewniało kapitalistom skandalicznie wysokie zyski, a urzędników i robotników spychało w stan doszczętnego wyzucia z praw, poniżenia, przygnębienia, niewoli. Państwo już wówczas kontrolowało, regulowało produkcję — na korzyść magnatów, bogaczy.

Tutaj pozostaje jedynie przekształcić reakcyjno-biurokratyczne regulowanie w rewolucyjno-demokratyczne za pomocą zwykłych dekretów w sprawie zwołania zjazdu pracowników, inżynierów, dyrektorów i akcjonariuszy, wprowadzenia jednolitego systemu sprawozdań, kontroli związków robotniczych itp. Jest to najprostsza rzecz — i właśnie jej się nie robi!! W republice demokratycznej pozostaje w rzeczywistości reakcyjno-biurokratyczne regulowanie przemysłu cukrowniczego, wszystko pozostaje po dawnemu, grabież pracy ludu, rutyna i zastój, bogacenie się Bobryńskich i Tereszczenków. Wezwać do samodzielnej inicjatywy demokrację, a nie biurokrację, robotników i urzędników, a nie „królów cukrowych”, oto co można by i należałoby zrobić w ciągu kilku dni, za jednym zamachem — gdyby eserowcy i mienszewicy nie zaciemnialiby świadomości ludu planami „koalicji” właśnie z tymi królami cukrowymi, właśnie tej koalicji z bogaczami, z której i wskutek której wynika absolutnie nieuchronnie „zupełna bezczynność” rządu w dziedzinie regulowania życia ekonomicznego.6

Weźcie przemysł naftowy. Został on już „uspołeczniony” na olbrzymią skalę wskutek uprzedniego rozwoju kapitalizmu. Kilku królów naftowych — oto kto obraca milionami i setkami milionów, trudniąc się odcinaniem kuponów, zgarnianiem bajecznych zysków z „interesu”, już zorganizowanego faktycznie, technicznie i społecznie na skalę ogólnopaństwową, już prowadzonego przez setki i tysiące pracowników, inżynierów itd. Nacjonalizacja przemysłu naftowego jest możliwa od razu i przeprowadzenie jej jest obowiązkiem rewolucyjno-demokratycznego państwa, zwłaszcza gdy przeżywa ono ogromny kryzys, kiedy trzeba za wszelką cenę oszczędzać pracę ludu i zwiększać produkcję paliwa. Rzecz zrozumiała, że biurokratyczna kontrola nic tutaj nie da, nic nie zmieni, albowiem i z Tereszczenkami, i z Kiereńskimi, i z Awksentjewami, i ze Skobielewami „króle naftowi” dadzą sobie radę równie łatwo, jak dawali sobie radę z carskimi ministrami, dadzą sobie radę za pomocą zwlekania, wykrętów i obietnic, poza tym za pomocą bezpośredniego i pośredniego przekupywania prasy burżuazyjnej (nazywa się to „opinią publiczną” i z tym Kiereńscy i Awksentjewowie „liczą się”), przekupywania urzędników (pozostawionych przez Kiereńskich i Awksentjewów na dawnych stanowiskach, w dawnym „nietykalnym” aparacie państwowym).

Ażeby dokonać poważnych zmian, trzeba przejść od biurokracji – i to przejść w sposób rzeczywiście rewolucyjny – do demokracji, czyli wypowiedzieć wojnę królom naftowym i akcjonariuszom, zadekretować konfiskatę ich majątków i karę więzienia za zwlekanie z nacjonalizacją przemysłu naftowego, za ukrywanie dochodów albo sprawozdań, za sabotaż produkcji, za niestosowanie środków zmierzających do zwiększenia produkcji. Trzeba się odwołać do inicjatywy robotników i pracowników, zwołać ich bezzwłocznie na narady i zjazdy, w ich ręce oddać pewną część zysku pod warunkiem zaprowadzenia wszechstronnej kontroli i zwiększenia produkcji. Gdyby takie rewolucyjno-demokratyczne kroki zostały wykonane natychmiast, od razu, w kwietniu 1917 roku, wówczas Rosja, jeden z najbogatszych w zasoby płynnego paliwa krajów na świecie, mogłaby w ciągu lata, wykorzystując wodny transport, uczynić bardzo wiele w sprawie zaopatrzenia ludu w niezbędną ilość paliwa.

Ani burżuazyjny, ani koalicyjny eserowsko-mienszewicko-kadecki rząd nic kompletnie nie zrobił, ograniczywszy się do biurokratycznej zabawy w reformy. Nie miał odwagi, by zrobić choć jeden rewolucyjno-demokratyczny krok. Ci sami królowie naftowi, taki sam bezwład, taka sama nienawiść robotników i urzędników do wyzyskiwaczy, a w związku z tym taki sam rozkład, taki sam rabunek pracy ludu, wszystko jest w takim stanie, w jakim było za caratu, zmieniły się tylko nagłówki blankietów dokumentów otrzymywanych i wysyłanych  w „republikańskich” kancelariach!

Co się tyczy przemysłu węglowego, który nie mniej jest „przygotowany” pod względem technicznym i kulturalnym do nacjonalizacji, którym nie mniej bezwstydnie zarządzają grabieżcy ludu, królowie węglowi, to w tym przemyśle znamy szereg niezbitych faktów bezpośredniego sabotażu, wprost szkodnictwa i wstrzymywania produkcji przez przemysłowców. Nawet ministerialna mienszewicka „Raboczaja Gazeta” potwierdziła te fakty. I cóż? Prócz dawnych, reakcyjno-biurokratycznych narad „pół na pół”, z jednakową liczbą przedstawicieli robotników i rozbójników syndykatu węglowego, absolutnie nic nie zrobiono!! Ani jednego rewolucyjno-demokratycznego zarządzenia, ani cienia próby zaprowadzenia jedynie realnej kontroli oddolnej, przez związki pracowników, przez robotników, za pomocą terroru w stosunku do tych przemysłowców węglowych, którzy doprowadzają kraj do zguby i hamują produkcję! Czyż to możliwe, wszak „wszyscy” jesteśmy za „koalicją”, jeśli nie z kadetami, to z kołami handlowo-przemysłowymi, a koalicja oznacza właśnie pozostawienie władzy kapitalistom, pozostawienie ich w stanie bezkarności, pozwolenie im na hamowanie sprawy, zwalanie wszystkiego na robotników, potęgowanie rozprzężenia, przygotowanie w ten sposób nowej korniłowszczyzny!

ZNIESIENIE TAJEMNICY HANDLOWEJ

Bez zniesienia tajemnicy handlowej kontrola produkcji i podziału albo pozostaje całkiem czczą obiecanką, potrzebną tylko kadetom do tumanienia eserowców i mienszewików, a eserowcom i mienszewikom — do tumanienia klas pracujących, albo też może być urzeczywistniona jedynie za pomocą reakcyjno-biurokratycznych sposobów i środków. Aczkolwiek jest to oczywiste dla każdego nieuprzedzonego człowieka, aczkolwiek zniesienia tajemnicy handlowej uporczywie domagała się „Prawda” (którą rząd Kiereńskiego, wysługujący się kapitałowi, zamknął w znacznym stopniu właśnie za to) — ani nasz republikański rząd, ani „prawomocne organy rewolucyjnej demokracji” nawet nie pomyślały o tym pierwszym kroku rzeczywistej kontroli.

To właśnie jest klucz do wszelkiej kontroli. To właśnie jest najczulsze miejsce kapitału, grabiącego lud i sabotującego produkcję. Dlatego właśnie eserowcy i mienszewicy boją się dotknąć tego punktu.

Zwykły argument kapitalistów, powtarzany bez zastanowienia przez drobnomieszczaństwo, polega na tym, że gospodarka kapitalistyczna absolutnie nie pozwala na zniesienie tajemnicy handlowej w ogóle, albowiem własność prywatna środków produkcji, zależność poszczególnych przedsiębiorstw od rynku czyni niezbędną „świętą nietykalność” handlowych ksiąg i handlowych, a więc oczywiście również bankowych, obrotów.

Ludzie, którzy powtarzają w tej lub innej formie te, lub podobne argumenty, dają się tumanić i sami tumanią lud, zamykając oczy na dwa podstawowe, bardzo ważne i powszechnie znane fakty współczesnego życia gospodarczego. Fakt pierwszy: wielki kapitalizm, czyli szczególne właściwości gospodarki banków, syndykatów, wielkich fabryk itd. Fakt drugi: wojna.

Właśnie współczesny wielki kapitalizm, który staje się wszędzie kapitalizmem monopolistycznym, pozbawia tajemnicę handlową nawet cienia rozsądku, czyni z niej obłudę i wyłącznie narzędzie ukrywania oszustw finansowych i niesłychanych zysków wielkiego kapitału. Już ze względu na swój charakter techniczny wielki zakład kapitalistyczny jest zakładem uspołecznionym, czyli że zarówno pracuje dla milionów ludzi, jak i przez swoje operacje jednoczy, bezpośrednio i pośrednio, setki, tysiące i dziesiątki tysięcy rodzin. To nie zakład drobnego rzemieślnika albo średniego chłopa, którzy żadnych ksiąg handlowych nie prowadzą w ogóle i do których wobec tego nie odnosi się zniesienie tajemnicy handlowej!

O operacjach w wielkim zakładzie i tak wiedzą setki i więcej osób. Prawo, stojące na straży tajemnicy handlowej, służy tutaj nie potrzebom produkcji czy wymiany, lecz spekulacji i bogaceniu się w jak najordynarniejszy sposób oraz zwykłemu oszustwu, które, jak wiadomo, w przedsiębiorstwach akcyjnych jest szczególnie rozpowszechnione i szczególnie kunsztownie osłaniane sprawozdaniami i bilansami kombinowanymi w ten sposób, ażeby tumanić publiczność.

Jeśli tajemnicy handlowej nie można uniknąć w drobnym zakładzie towarowym, tj. wśród drobnych chłopów i rzemieślników, gdzie samo wytwarzanie jest nieuspołecznione, rozproszone, rozdrobnione, to w wielkim kapitalistycznym zakładzie ochrona tej tajemnicy jest ochroną przywilejów i zysków dosłownie garstki ludzi przeciw całemu ludowi. Uznało ten fakt już samo prawo o tyle, że wprowadziło publikację sprawozdań towarzystw akcyjnych, ale taka kontrola — już wprowadzona w życie we wszystkich krajach przodujących, a także w Rosji — jest właśnie kontrolą reakcyjno-biurokratyczną, która ludowi nie otwiera oczu, która nie pozwala poznać całej prawdy o operacjach towarzystw akcyjnych.

Żeby działać w sposób rewolucyjno-demokratyczny, należałoby w tej sprawie wydać natychmiast inną ustawę, która by zniosła tajemnicę handlową, wymagałaby od wielkich przedsiębiorstw i od bogaczy najbardziej kompletnych sprawozdań, ustawę dającą każdej grupie obywateli, sięgającej poważnej demokratycznej liczebności (powiedzmy 1 000 lub 10 000 wyborców), prawo przeglądania wszystkich dokumentów każdego wielkiego przedsiębiorstwa. Zarządzenie takie daje się całkowicie i łatwo urzeczywistnić za pomocą zwykłego dekretu; tylko ono rozwinęłoby ludową inicjatywę kontroli poprzez związki pracowników, związki robotników, poprzez wszystkie partie polityczne, jedynie ono uczyniłoby tę kontrolę poważną i demokratyczną.

Do tego dodajcie jeszcze wojnę. Ogromna większość przedsiębiorstw handlowo-przemysłowych pracuje teraz nie na „wolny rynek”, lecz dla skarbu, dla wojny. Dlatego też pisałem już w „Prawdzie”, że ludzie, którzy oponują, wysuwając przeciw nam argumenty o niemożliwości wprowadzenia socjalizmu, łżą, po trzykroć łżą, chodzi bowiem nie o wprowadzenie socjalizmu obecnie, bezpośrednio, już dzisiaj, lecz o ujawnienie okradania skarbu.7

Przedsiębiorstwo kapitalistyczne pracujące „dla wojny” (tj. przedsiębiorstwo wprost lub pośrednio związane z dostawami wojennymi), na dostawach zgarnia niesłychane zyski, a panowie kadeci wraz z mienszewikami i eserowcami, którzy sprzeciwiają się zniesieniu tajemnicy handlowej, nie są nikim innym, jak współuczestnikami systematycznego, legalnego okradania skarbu oraz tymi, którzy to okradanie ukrywają.

Obecnie wojna kosztuje Rosję 50 milionów rubli dziennie. Te 50 milionów dziennie idzie głównie dla dostawców wojennych. Z tych 50 milionów co najmniej 5 milionów dziennie, a prawdopodobnie nawet 10 milionów lub więcej staje się „uczciwym zyskiem” kapitalistów i urzędników, pozostających z nimi w takiej lub innej zmowie. Zwłaszcza wielkie firmy i banki, które udzielają pożyczek na operacje związane z dostawami wojennymi, zgarniają na tym niesłychane zyski, zgarniają właśnie dzięki okradaniu skarbu, bo przecież nie można inaczej nazwać tego oszukiwania i obdzierania ludu „z okazji” nieszczęść wojny, „z okazji” tego, że giną setki tysięcy i miliony ludzi.

O tych skandalicznych zyskach na dostawach, o „listach gwarancyjnych” ukrywanych przez banki, o tym, kto bogaci się na wzrastającej drożyźnie — „wszyscy” wiedzą, o tym z uśmiechem na ustach mówi się w „towarzystwie”, o tym można znaleźć niemało poszczególnych ścisłych informacji nawet w prasie burżuazyjnej, która z zasady przemilcza fakty i omija sprawy „drażliwe”. Wszyscy wiedzą — i wszyscy milczą, wszyscy tolerują, wszyscy godzą się z rządem, który bardzo pięknie potrafi mówić o „kontroli” i „regulowaniu”!!

Rewolucyjni demokraci, gdyby w rzeczywistości byli rewolucjonistami i demokratami, wydaliby natychmiast ustawę, która znosiłaby tajemnicę handlową, zobowiązywała dostawców i kupców do składania sprawozdań, zabraniała im bez zezwolenia władzy porzucać swojej działalności w danej dziedzinie, ustanowiła za ukrywanie oraz oszukiwanie ludu konfiskatę majątku i karę śmierci przez rozstrzelanie8, organizowała sprawdzanie i kontrolę oddolnie, w sposób demokratyczny, ze strony samego ludu, ze strony związków pracowników, robotników, spożywców itd.

Nasi eserowcy i mienszewicy całkowicie zasługują na nazwę zastraszonych demokratów, albowiem w danej kwestii powtarzają to, co mówią wszystkie zastraszone mieszczuchy, a mianowicie, że kapitaliści „rozbiegną się”, gdy zastosowane będą środki „zbyt surowe”, że bez kapitalistów „my” rady sobie nie damy, że „obrażą się” bodaj i angielsko-francuscy milionerzy, którzy przecież nas „popierają”, i tym podobne. Można by pomyśleć, że bolszewicy proponują rzecz niespotykaną w dziejach ludzkości, nigdy nie wypróbowaną, „rzecz utopijną”, podczas gdy w rzeczywistości już przed 125 laty we Francji ludzie, będący rzeczywiście „rewolucyjnymi demokratami”, rzeczywiście przekonani o słuszności i obronnym dla nich charakterze wojny, opierający się rzeczywiście na masach ludowych, również szczerze o tym przekonanych, że ludzie ci umieli zaprowadzać rewolucyjną kontrolę nad bogaczami i osiągać wyniki, wobec których cały świat chylił czoła. A w ciągu ubiegłych 125 lat rozwój kapitalizmu, stworzywszy banki, syndykaty, koleje i bardzo wiele innych rozwiązań, stokrotnie ułatwił i uprościł środki rzeczywiście demokratycznej kontroli wyzyskiwaczy, obszarników i kapitalistów przez robotników i chłopów.

W istocie rzeczy całe zagadnienie kontroli sprowadza się do tego, kto kogo kontroluje, czyli do tego, jaka klasa kontroluje, a jaka jest kontrolowana. U nas, w republikańskiej Rosji, z udziałem „prawomocnych organów” rzekomo rewolucyjnej demokracji dotychczas uznaje się i pozostawia w charakterze kontrolerów — obszarników i kapitalistów. W wyniku tego staje się nieuniknione maruderstwo kapitalistów, które wywołuje powszechne oburzenie ludu, i rozprzężenie, które kapitaliści sztucznie podtrzymują. Trzeba stanowczo, bezpowrotnie, nie bojąc się zerwać z tym, co stare, nie bojąc się śmiałej budowy rzeczy nowych — przejść do kontroli nad obszarnikami i kapitalistami ze strony robotników i chłopów. Tego nasi eserowcy i mienszewicy boją się bardziej niż ognia.

PRZYMUSOWE ZRZESZANIE W ZWIĄZKI

Przymusową syndykalizację, czyli przymusowe zrzeszanie w związki, na przykład przemysłowców, już zastosowano w praktyce w Niemczech. W tej materii nie ma nic nowego. I w tej dziedzinie z winy eserowców i mienszewików panuje najzupełniejszy zastój w Rosji republikańskiej, którą owe nie bardzo zasługujące na szacunek partie „zabawiają” kadrylem, tańczonym w jednej parze z kadetami czy z Bublikowami lub z Tereszczenką i Kiereńskim.

Syndykalizacja przymusowa jest z jednej strony swojego rodzaju przyspieszaniem przez państwo rozwoju kapitalistycznego, prowadzącego zawsze i wszędzie do organizacji walki klasowej, do zwiększenia liczby, różnorodności i znaczenia związków. Z drugiej zaś strony przymusowe „uzwiązkowienie” jest nieodzownym warunkiem wstępnym wszelkiej mniej lub bardziej poważnej kontroli i wszelkiej oszczędności pracy ludu.

Prawo niemieckie zobowiązuje na przykład fabrykantów przemysłu skórzanego danej miejscowości lub całego państwa do zjednoczenia się w związek; przy tym w celu kontroli do zarządu tego związku wchodzi przedstawiciel państwa. Podobne prawo bezpośrednio, czyli samo przez się, nie narusza bynajmniej stosunków własności, nie pozbawia żadnego posiadacza ani jednej kopiejki i nie przesądza z góry, czy kontrola będzie urzeczywistniana w reakcyjno-biurokratycznych, czy w rewolucyjno-demokratycznych formach, kierunku, duchu.

Podobne ustawy można i trzeba by wydać u nas natychmiast, nie tracąc ani jednego tygodnia drogocennego czasu i pozostawiając samym warunkom społecznym określenie bardziej konkretnych form wprowadzenia ustawy w życie, szybkości jej urzeczywistnienia, sposobów nadzoru nad jej urzeczywistnieniem itd. Państwu jest tutaj niepotrzebny ani specjalny aparat, ani specjalne badania, ani jakiekolwiek przedwstępne studia dla wydania takiej ustawy, potrzebna jest tylko stanowczość w zerwaniu z pewnymi prywatnymi interesami kapitalistów „nieprzyzwyczajonych” do podobnego wtrącania się, niechcących tracić dodatkowych zysków, które im zapewniało gospodarowanie po dawnemu, podobnie jak brak kontroli.

Niepotrzebny jest żaden aparat i żadna „statystyka” (którą Czernow chciał podsunąć zamiast rewolucyjnej inicjatywy chłopstwa) do wydania takiej ustawy, albowiem do urzeczywistnienia jej należy zobowiązać samych fabrykantów, czyli przemysłowców, należy zobowiązać istniejące już siły społeczne, pod kontrolą już istniejących także społecznych (tj. nie rządowych, nie biurokratycznych) sił, tylko bezwarunkowo spośród tak zwanych „warstw niższych”, tj. spośród klas uciskanych, wyzyskiwanych, które w dziejach wykazywały zawsze bez porównania więcej aniżeli wyzyskiwacze zdolności do bohaterstwa, do poświęcenia, do dyscypliny społecznej.

Przypuśćmy, że mamy rząd rzeczywiście rewolucyjno-demokratyczny i że postanawia on: wszyscy fabrykanci i przemysłowcy każdej gałęzi produkcji, jeśli zatrudniają, powiedzmy, co najmniej dwóch robotników, obowiązani są do natychmiastowego zrzeszenia się w związkach według powiatów i guberni. Za bezwzględne wykonanie ustawy odpowiedzialni są przede wszystkim fabrykanci, dyrektorowie, członkowie zarządów i wielcy akcjonariusze (wszyscy oni bowiem są prawdziwymi wodzami współczesnego przemysłu, jego rzeczywistymi panami). Traktuje się ich jak wojskowych dezerterów i jako tacy podlegają karze za uchylenie się od pracy w dziedzinie natychmiastowego wprowadzenia w życie ustawy, odpowiadając na zasadzie zbiorowej odpowiedzialności: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego, całym swoim majątkiem. Następnie czyni się odpowiedzialnymi również wszystkich pracowników, obowiązanych także do utworzenia jednego związku, oraz wszystkich robotników wraz z ich związkiem zawodowym. „Uzwiązkowienie” ma na celu wprowadzenie obowiązku dawania najbardziej kompletnych, najściślejszych i najbardziej szczegółowych sprawozdań, głównie zaś łączenie operacji w zakresie zakupu surowców, zbytu wyrobów, w zakresie oszczędzania zasobów i sił ludowych. Oszczędność ta, przy zjednoczeniu rozproszonych przedsiębiorstw w jeden syndykat, sięga potężnych rozmiarów, jak uczy tego nauka ekonomiczna i jak wykazują przykłady wszystkich syndykatów, karteli i trustów. Przy tym należy jeszcze raz powtórzyć, że to uzwiązkowienie w syndykacie samo przez się ani na jotę nie zmienia stosunków własności, nie zabiera ani jednej kopiejki żadnemu posiadaczowi. Okoliczność tę trzeba usilnie podkreślać, albowiem prasa burżuazyjna stale „straszy” drobnych i średnich przedsiębiorców, jakoby socjaliści w ogóle, a bolszewicy w szczególności, chcieli ich „wywłaszczyć”: jest to twierdzenie wyraźnie kłamliwe, ponieważ socjaliści, nawet w warunkach całkowitego socjalistycznego przewrotu, drobnych chłopów wywłaszczać nie chcą, nie mogą i nie będą. My zaś cały czas mówimy tylko o tych najbliższych i najbardziej palących zarządzeniach, które już urzeczywistniono w Europie Zachodniej i które choć trochę konsekwentna demokracja winna by natychmiast urzeczywistnić u nas dla walki z grożącą i niechybną katastrofą.

Zrzeszenie najdrobniejszych i drobnych przedsiębiorców w związkach natrafiłoby na poważne trudności i techniczne i kulturalne wskutek ogromnego rozdrobnienia ich przedsiębiorstw, prymitywności technicznej, analfabetyzmu lub braku wykształcenia wśród ich właścicieli. Ale ustawa ta mogłaby się nie rozciągać właśnie na te przedsiębiorstwa (jak już wyżej zaznaczyliśmy w naszym przypuszczalnym przykładzie) i niezrzeszenie tych przedsiębiorstw, nie mówiąc już o opóźnionym ich zrzeszeniu, nie mogłoby stworzyć poważnej przeszkody, rola bowiem wielkiej liczby drobnych przedsiębiorstw w ogólnej sumie produkcji jest znikoma, podobnie jak ich znaczenie dla całokształtu gospodarki krajowej, a poza tym są one często zależne w ten czy inny sposób od wielkich przedsiębiorstw.

Decydujące znaczenie mają tylko wielkie przedsiębiorstwa i tutaj zarówno techniczne, jak i kulturalne środki i siły dla „uzwiązkowienia” istnieją, brak jest tylko mocnej, stanowczej, bezwzględnie surowej w stosunku do wyzyskiwaczy inicjatywy ze strony rewolucyjnej władzy w tym celu, by te siły i środki zostały uruchomione.

Im mniej ludzi wykształconych pod względem technicznym i inteligencji w ogóle posiada kraj, tym bardziej paląca jest potrzeba możliwie jak najszybszego i możliwie jak najbardziej stanowczego zadekretowania przymusowego zrzeszenia i przystąpienie do wprowadzania go w życie, poczynając od największych i wielkich przedsiębiorstw, albowiem właśnie zrzeszenie tych przedsiębiorstw zaoszczędzi siły inteligencji, pozwoli je całkowicie wykorzystać i prawidłowiej rozmieścić. Jeśli nawet chłopstwo rosyjskie w swoich zapadłych kątach, przy carskim rządzie, pracując wbrew tysiącom przeszkód stwarzanych przez carat, zdołało po 1905 roku uczynić ogromny krok naprzód w dziedzinie tworzenia wszelkiego rodzaju związków, to rzecz jasna zrzeszenie wielkiego i średniego przemysłu i handlu mogłoby być przeprowadzone w ciągu kilku miesięcy lub nawet szybciej, pod warunkiem że zmusiłby do tego rząd rzeczywiście rewolucyjno-demokratyczny, który korzysta z poparcia „dołów” demokracji, pracowników, robotników, opiera się na ich udziale i zainteresowaniu, na tym, że działa na ich korzyść — rząd, który powołuje ich do kontroli.

REGULOWANIE SPOŻYCIA

Wojna zmusiła wszystkie biorące w niej udział i liczne neutralne państwa do regulowania spożycia. Pojawiła się na bożym świecie, stała się zjawiskiem powszednim kartka chlebowa, która pociągnęła za sobą również inne kartki. Rosja nie pozostała na uboczu i także wprowadziła kartki chlebowe.

Ale właśnie na tym przykładzie możemy bodaj że najbardziej poglądowo porównać reakcyjno-biurokratyczne metody walki z katastrofą, metody, zmierzające do ograniczenia do minimum przeobrażeń, z metodami rewolucyjno-demokratycznymi, które, by zasłużyć na swe miano, muszą mieć jako swe bezpośrednie zadanie — zerwanie w drodze przemocy ze wszystkim, co stare i przeżyte, i możliwie jak największe przyspieszenie posuwania się naprzód,

Kartka na chleb, ten typowy wykładnik regulowania spożycia we współczesnych państwach kapitalistycznych, ma za zadanie i urzeczywistnia (w najlepszym razie urzeczywistnia) tylko jedno: podział istniejącej ilości chleba w ten sposób, aby starczyło go dla wszystkich. Wprowadza się maksimum w dziedzinie spożycia bynajmniej nie na wszystkie, a tylko na główne produkty „ludowe”. I na tym koniec. O więcej nikt się nie troszczy. W sposób biurokratyczny oblicza się istniejące zapasy chleba, dzieli je na ilość osób, ustala normę, wprowadza ją i sprawa się do tego ogranicza. Przedmiotów zbytku nie rusza się, bo wszakże „i tak” są one tak drogie, że „dla ludu” są niedostępne. Dlatego też we wszystkich bez wyjątku krajach, biorących udział w wojnie, nawet w Niemczech, które można, zdaje się, nie wywołując sporów, uważać za wzór pod względem najbardziej systematycznego, najbardziej pedantycznego, najsurowszego regulowania spożycia, nawet w Niemczech widzimy, że bogaci stale wyłamują się spod wszelkich „norm” spożycia. O tym również wiedzą „wszyscy”, o tym również mówią „wszyscy” z uśmieszkiem i w niemieckiej prasie socjalistycznej — a czasem nawet w burżuazyjnej — napotykamy ciągle, nie bacząc na srogość koszarowo-surowej cenzury niemieckiej, wzmianki i wiadomości o „jadłospisie” bogaczy, o tym, że bogaci otrzymują biały chleb w dowolnej ilości w takim a takim uzdrowisku (pod pretekstem choroby udaje się do uzdrowisk każdy… kto ma dużo pieniędzy), o tym, że bogacze zastępują produkty pospolite wykwintnymi i rzadkimi przedmiotami zbytku.

Reakcyjne państwo kapitalistyczne, które boi się podważyć podstawy kapitalizmu, podstawy najemnej niewoli, podstawy ekonomicznego panowania bogaczy, boi się rozwinąć inicjatywę robotników i ludu pracującego w ogóle, boi się „rozpalić” ich żądania — takiemu państwu nie potrzeba nic oprócz kartki na chleb. Takie państwo ani na chwilę, w ani jednym swym zarządzeniu nie traci z oczu reakcyjnego celu, a mianowicie: wzmocnić kapitalizm, nie dopuścić do podważenia go, ograniczyć „regulowanie życia ekonomicznego” w ogóle, regulowanie spożycia w szczególności do takich tylko środków, które są bezwzględnie konieczne, by wyżywić lud, bynajmniej nie mając zamiaru rzeczywiście regulować spożycia w sensie kontroli nad bogaczami, w sensie obarczenia ich, lepiej usytuowanych, uprzywilejowanych, sytych i dobrze odkarmionych w czasach pokoju, większymi ciężarami podczas wojny.

Reakcyjno-biurokratyczne rozwiązanie zadania, które wobec ludów wysunęła wojna, ogranicza się do kartki na chleb, do równego podziału absolutnie niezbędnych do życia produktów „ludowych”, nie wyrzekając się ani na jotę biurokratyzmu i reakcyjności, nie wyrzekając się mianowicie celu: nie rozwijać inicjatywy biedoty, proletariatu, mas ludowych („demosu”), nie dopuszczać z ich strony do kontroli nad bogaczami, pozostawić jak najwięcej furtek, by bogacze mogli powetować sobie w przedmiotach zbytku. A więc powtarzamy, we wszystkich krajach, nawet w Niemczech — o Rosji nie ma nawet co mówić — pozostawiono mnóstwo furtek, głoduje „prosty lud”, bogacze zaś jeżdżą do uzdrowisk, uzupełniają skąpą rację państwową wszelakimi pobocznymi i nie pozwalają siebie kontrolować.

W Rosji, która w imię wolności i równości dopiero co dokonała rewolucji przeciwko caratowi, w Rosji, która od razu stała się republiką demokratyczną ze względu na swe faktyczne instytucje polityczne, szczególnie rzuca się ludowi w oczy, wywołuje szczególne niezadowolenie, rozdrażnienie, rozjątrzenie i oburzenie mas ta łatwość omijania przez bogaczy „kartek na chleb”, którą widzą wszyscy. Łatwość ta jest wyjątkowo wielka. „Cichaczem” i za wyjątkowo wysoką cenę, zwłaszcza „przy stosunkach” (które mają tylko bogacze), otrzymuje się wszystko i w dowolnej ilości. Głoduje lud. Regulowanie spożycia ogranicza się do nader wąskich, biurokratyczno-reakcyjnych ram. Ze strony rządu nie ma nawet cienia zamiaru ani cienia troski, by oprzeć to regulowanie na rzeczywiście rewolucyjno-demokratycznych zasadach.

Z powodu kolejek cierpią „wszyscy”, lecz… lecz bogaci posyłają do kolejek służbę i nawet wynajmują w tym celu specjalną służbę! Oto macie „demokratyzm”!

Rewolucyjno-demokratyczna polityka w czasie niesłychanych klęsk, przeżywanych przez kraj, nie ograniczyłaby się w walce z nadciągającą katastrofą do kartek chlebowych, lecz dodałaby do nich, po pierwsze, przymusowe zrzeszenie całej ludności w stowarzyszenia spożywcze9, albowiem bez takiego zjednoczenia nie można przeprowadzić całkowitej kontroli nad spożyciem; po drugie — powinność pracy, stosowaną względem bogaczy w tym celu, aby obsługiwali oni bezpłatnie te stowarzyszenia spożywcze jako sekretarze lub wykonując pracę podobnego rodzaju; po trzecie — równy podział między ludnością faktycznie wszystkich produktów spożycia, aby ciężary wojny były rozłożone rzeczywiście równomiernie; po czwarte — taką organizację kontroli, aby spożycie bogaczy było kontrolowane przez najbiedniejsze klasy ludności.

Stworzenie rzeczywistego demokratyzmu w tej dziedzinie, ujawnienie rzeczywistej rewolucyjności w organizacji kontroli właśnie ze strony znajdujących się w największej biedzie klas ludu byłoby potężnym bodźcem do natężenia energii dla każdego inteligentnego człowieka, do rozwinięcia istotnie rewolucyjnej energii całego ludu. Obecnie bowiem ministrowie republikańskiej i rewolucyjno-demokratycznej Rosji tak samo jak ich współbracia we wszystkich pozostałych krajach imperialistycznych wygłaszają napuszone frazesy o „wspólnej pracy na rzecz ludu”, o „natężeniu wszystkich sił”, lecz wszak lud widzi, odczuwa i namacalnie poznaje obłudę tych słów.

Mamy więc dreptanie w miejscu i niepowstrzymany wzrost ruiny, zbliżanie się katastrofy, rząd nasz bowiem nie może po korniłowsku, po hindenburgowsku, podług ogólnego imperialistycznego wzoru, wprowadzić wojennej katorgi dla robotników — zbyt żywe jeszcze są wśród ludu tradycje, wspomnienia, ślady, przyzwyczajenia, instytucje rewolucji; a uczynić rzeczywiście poważnych kroków w kierunku rewolucyjno-demokratycznym rząd nasz nie chce, gdyż jest na wskroś przesiąknięty i od dołu do góry skrępowany stosunkami zależności od burżuazji, „koalicją” z nią, lękiem, aby nie naruszyć jej faktycznych przywilejów.

PODWAŻANIE PRACY ORGANIZACJI DEMOKRATYCZNYCH PRZEZ RZĄD

Rozpatrzyliśmy rozmaite sposoby oraz metody walki z katastrofą i głodem. Widzieliśmy wszędzie nieprzejednane przeciwieństwo pomiędzy demokracją z jednej strony a rządem oraz popierającym go blokiem eserowców i mienszewików — z drugiej. Aby dowieść, że przeciwieństwa te istnieją w rzeczywistości, a nie tylko w naszym ujęciu, i że nieprzejednanie tych przeciwieństw jest skutkiem faktycznych konfliktów, mających ogólnonarodowe znaczenie, wystarczy przypomnieć dwa szczególnie typowe „bilanse” i doświadczenia półrocznych dziejów naszej rewolucji.

Historia „panowania” Palczyńskiego — to jedna lekcja. Historia „panowania” i upadku Pieszechonowa — druga.

W rzeczywistości opisane powyżej środki walki z katastrofą i głodem sprowadzają się do wszechstronnego popierania (aż do przymusowego włącznie) „uzwiązkowienia” ludności, przede wszystkim demokracji, tj. większości ludności — a więc przede wszystkim klas uciskanych, robotników i chłopów, zwłaszcza biedoty chłopskiej. I na tę drogę zaczęła wstępować żywiołowo sama ludność, walcząc z niesłychanymi trudnościami, ciężarami i nieszczęściami wojny.

Carat wszelkimi sposobami hamował samodzielne i swobodne „uzwiązkowienie” ludności. Ale po upadku monarchii carskiej w całej Rosji zaczęły powstawać i szybko krzepnąć organizacje demokratyczne. Walkę z katastrofą podjęły samorzutnie powstałe organizacje demokratyczne, wszelkiego rodzaju komitety zaopatrywania, komitety aprowizacyjne, narady w sprawie paliwa itp. itp.

I otóż rzeczą najbardziej znamienną w całych półrocznych dziejach naszej rewolucji w rozpatrywanej przez nas kwestii jest to, że rząd, nazywający siebie rządem republikańskim i rewolucyjnym, popierany przez mienszewików i eserowców z ramienia „pełnomocnych organów demokracji rewolucyjnej”, ten rząd walczył przeciwko organizacjom demokratycznym i pokonał je!!

Palczyński zdobył sobie dzięki tej walce najsmutniejszą i arcyszeroką ogólnorosyjską sławę. Działał on za plecami rządu, nie występując otwarcie wobec ludu (zupełnie tak samo, jak woleli działać kadeci w ogóle, którzy „dla ludu” chętnie wysuwali Ceretelego, a sami cichaczem załatwiali wszystkie ważne sprawy). Palczyński hamował i uniemożliwiał wszelkie poważne kroki samorzutnie powstałych organizacji demokratycznych, ponieważ ani jeden poważny krok nie mógł być uskuteczniony, nie przynosząc „uszczerbku” niezmiernym zyskom i widzimisię Kit Kityczów. A Palczyński był właśnie wiernym obrońcą i sługą tych właśnie Kit Kityczów. Dochodziło do tego — fakt ten był opublikowany w gazetach — że Palczyński po prostu unieważniał rozporządzenia samorzutnie powstałych organizacji demokratycznych!!

Cała historia „panowania” Palczyńskiego — a „panował” on w ciągu wielu miesięcy właśnie wtedy, kiedy Cereteli, Skobielew, Czernow byli „ministrami” — to jeden wielki, potworny skandal, pogwałcenie woli ludu, decyzji demokracji, aby dogodzić kapitalistom, gwoli ich ohydnej prywaty. W gazetach mogła się ukazać, rzecz oczywista, zaledwie nikła część „wyczynów” Palczyńskiego, całkowitego zaś zbadania tego, jak przeszkadzał on w walce z głodem, uda się dokonać jedynie istotnie demokratycznemu rządowi proletariatu, kiedy proletariat zdobędzie władzę i odda pod sąd ludu, nie ukrywając nic, sprawy Palczyńskiego i jemu podobnych.

Powie ktoś, być może, że wszak Palczyński był wyjątkiem i że go już przecież usunięto… Ale w tym właśnie rzecz cała, że Palczyński nie stanowi wyjątku, lecz stanowi regułę, że po jego usunięciu nic się nie zmieniło na lepsze, że jego miejsce zajęli tacy sami Palczyńscy o innym nazwisku, że cały „wpływ” kapitalistów, cała polityka uniemożliwiania walki z głodem dla dogodzenia im pozostała nienaruszona. Bo Kiereński i ska — to tylko parawan, osłaniający interesy kapitalistów.

Najoczywistszym tego dowodem jest ustąpienie Pieszechonowa, ministra aprowizacji, z ministerstwa. Jak wiadomo, Pieszechonow jest narodnikiem jak najbardziej umiarkowanym. Ale w dziedzinie organizacji zaopatrywania chciał on pracować sumiennie, w kontakcie z organizacjami demokratycznymi, opierając się na nich. Doświadczenie Pieszechonowa i jego ustąpienie są tym ciekawsze, że ten najbardziej umiarkowany narodnik, członek partii „ludowo-socjalistycznej”, gotowy do wszelkich kompromisów z burżuazją, był jednakże zmuszony do ustąpienia! Albowiem rząd Kiereńskiego, by dogodzić kapitalistom, obszarnikom i kułakom, podwyższył stałe ceny zboża!!

Oto jak opisuje M. Smit w gazecie „Swobodnaja Żizń”10 nr 1 z dn. 2 września ten „krok” i jego znaczenie:

„Kilka dni przed postanowieniem rządu o podwyższeniu cen stałych w ogólnopaństwowym Komitecie Aprowizacyjnym odbyła się taka scena: przedstawiciel prawicy, Rołowicz, zawzięty obrońca interesów handlu prywatnego i bezwzględny wróg monopolu zbożowego oraz interwencji państwa w sprawach ekonomicznych, oświadczył publicznie, z uśmiechem człowieka zadowolonego z siebie, że według jego informacji stałe ceny zboża będą wkrótce podwyższone.

Natomiast przedstawiciel Rady Delegatów Robotniczych i Żołnierskich oświadczył w odpowiedzi na to, że nic o tym nie wie, że póki w Rosji trwa rewolucja, akt taki miejsca mieć nie może i że w każdym razie rząd nie może zdobyć się na taki akt, nic naradziwszy się z prawomocnymi organami demokracji — Radą Ekonomiczną i ogólnopaństwowym komitetem aprowizacyjnym. Do tego oświadczenia przyłączył się również przedstawiciel Rady Delegatów Chłopskich.

Lecz, niestety! Rzeczywistość wniosła do tej kontrowersji nader okrutną poprawkę: okazało się, że mieli rację nie przedstawiciele demokracji, ale przedstawiciel żywiołów cenzusowych. Okazało się, że był on wspaniale poinformowany o przygotowanym zamachu na prawa demokracji, aczkolwiek jej przedstawiciele odrzucili, nawet z oburzeniem, wszelką możliwość takiego zamachu”.

A więc zarówno przedstawiciel robotników, jak i przedstawiciel chłopów wypowiadają w sposób określony swoje zdanie w imieniu olbrzymiej większości ludu, a rząd Kiereńskiego, wręcz przeciwnie, działa w interesach kapitalistów!

Rołowicz przedstawiciel kapitalistów, był, jak się okazało, wspaniale poinformowany za plecami demokracji — zupełnie tak samo, jak to już nieraz widzieliśmy i teraz widzimy, że burżuazyjne gazety „Riecz” i „Birżewka”11 są najlepiej poinformowane o tym, co się dzieje w rządzie Kiereńskiego.

Czego dowodzi to zadziwiające poinformowanie? Oczywiście tego, że kapitaliści mają swe „dojścia” i trzymają faktycznie władzę w swoich rękach. Kiereński jest podstawioną figurą, którą oni puszczają w ruch tak, jak im potrzeba, i wtedy, kiedy im tego potrzeba. Interesy dziesiątków milionów robotników i chłopów są składane w ofierze zyskom garstki bogaczy.

Jakże odpowiadają nasi eserowcy i mienszewicy na te oburzające kpiny z ludu? Może zwrócili się do robotników i chłopów z wezwaniem, że po tym wszystkim dla Kiereńskiego i jego kolegów odpowiednim miejscem jest tylko więzienie?

Boże uchowaj! Eserowcy i mienszewicy, w osobie należącego do nich „Wydziału Ekonomicznego”, ograniczyli się do powzięcia groźnej uchwały, o której już wspomnieliśmy! W uchwale tej oświadczają, że podniesienie cen zboża przez rząd Kiereńskiego jest „środkiem zgubnym, zadającym ogromny cios zarówno sprawie zaopatrywania, jak i całemu życiu gospodarczemu kraju” i że te zgubne środki były wprowadzone w życie z wyraźnym „pogwałceniem” prawa!!

Takie są wyniki polityki ugody, polityki polegającej na kokietowaniu Kiereńskiego i chęci „szczędzenia” go!

Rząd pogwałca prawo, stosując dla dogodzenia bogaczom, obszarnikom i kapitalistom taki środek, który niweczy całą sprawę kontroli, aprowizacji i uzdrowienia zachwianych do niemożliwości finansów — a eserowcy i mienszewicy nadal prawią o zgodzie z kołami handlowo-przemysłowymi, nadal chodzą na narady z Tereszczenką, szczędzą Kiereńskiego i ograniczają się do papierowej uchwały protestu, którą rząd najspokojniej kładzie pod sukno!!

Tutaj właśnie ze szczególną jaskrawością wychodzi na jaw ta prawda, że eserowcy i mienszewicy zdradzili lud i rewolucję i że rzeczywistym wodzem mas, nawet eserowskich i mienszewickich, stają się bolszewicy.

Jedynie bowiem zdobycie władzy przez proletariat, z partią bolszewików na jego czele, byłoby w stanie położyć kres bezeceństwom, czynionym przez Kiereńskiego i ski i wznowić działalność demokratycznych organizacji aprowizacji, zaopatrzenia itd., którą Kiereński i jego rząd udaremniają.

Bolszewicy występują — przytoczony przykład wskazuje na to zupełnie wyraźnie — jako przedstawiciele interesów całego ludu, interesów zabezpieczenia sprawy aprowizacji i zaopatrzenia, interesów zaspokajania najbardziej palących potrzeb robotników i chłopów wbrew chwiejnej, niezdecydowanej, zaiste zdradzieckiej polityce eserowców i mienszewików, która doprowadziła kraj do takiej hańby, jak podwyższenie cen zboża!

KRACH FINANSOWY I SPOSOBY WALKI Z NIM

Kwestia podwyższenia stałych cen zboża posiada również drugą stronę. To podwyższenie cen oznacza nowy chaotyczny wzrost emisji pieniędzy papierowych, nowy krok naprzód w procesie spotęgowania drożyzny, spotęgowania finansowego rozprzężenia i zbliżenia się krachu finansowego. Wszyscy przyznają, że emisja pieniędzy papierowych jest najgorszym rodzajem pożyczki przymusowej, że pogarsza właśnie najbardziej sytuację robotników, najbiedniejszej części ludności, że jest głównym złem nieładu finansowego.

I właśnie do tego środka ucieka się rząd Kiereńskiego, popierany przez eserowców i mienszewików!

Dla poważnej walki z rozprzężeniem finansowym i z niechybnym krachem finansowym nie ma innej drogi, jak tylko rewolucyjne zerwanie z interesami kapitału i organizacja kontroli rzeczywiście demokratycznej, czyli „od dołu”, kontroli robotników i biedoty chłopskiej nad kapitalistami — tej drogi, którą wskazuje cały nasz poprzedni wykład.

Nieograniczona emisja pieniędzy papierowych dodaje bodźca spekulacji, pozwala kapitalistom dorabiać się na niej milionów i stwarza olbrzymie trudności dla tak niezbędnego rozszerzenia produkcji, albowiem drożyzna materiałów, maszyn itp. wzrasta i posuwa się naprzód skokami. Jak temu zapobiec, jeśli zdobywane przez bogaczy na spekulacji bogactwa są ukrywane?

Można wprowadzić podatek dochodowy z zastosowaniem progresji i wysokich stawek dla wielkich i największych dochodów. Nasz rząd, idąc śladem innych rządów imperialistycznych, wprowadził go. Ale podatek ten pozostaje w znacznej mierze fikcją, martwą literą, gdyż, po pierwsze, wartość pieniędzy coraz to szybciej spada, a po drugie — ukrywanie dochodów jest tym większe, im w większym stopniu źródłem ich jest spekulacja i im lepiej strzeżona jest tajemnica handlowa.

Aby uczynić podatek rzeczywistym, a nie fikcyjnym, trzeba rzeczywistej kontroli, nie zaś takiej, która pozostaje na papierze. Kontrola zaś nad kapitalistami jest niemożliwa, jeśli pozostaje kontrolą biurokratyczną, gdyż biurokracja jest sama tysiącem nici połączona i związana z burżuazją. Dlatego też w zachodnioeuropejskich państwach imperialistycznych, zarówno w monarchiach, jak i w republikach, osiąga się uporządkowanie finansów jedynie kosztem wprowadzenia takiego „obowiązku pracy”, który dla robotników stwarza katorgę wojenną lub niewolnictwo wojenne.

Reakcyjno-biurokratyczna kontrola — oto jedyny środek do przerzucania ciężarów wojny na proletariat i masy pracujące, jedyny środek, jaki znają państwa imperialistyczne, nie wyłączając demokratycznych republik, Francji i Ameryki.

Zasadnicza sprzeczność polityki rządu u nas polega właśnie na tym, że trzeba wprowadzać — by nie stwarzać konfliktów z burżuazją, nie podrywać „koalicji” z nią — reakcyjno-biurokratyczną kontrolę, nazywając ją „rewolucyjno-demokratyczną”, oszukując lud na każdym kroku, rozdrażniając i jątrząc masy, które dopiero co obaliły carat.

Tymczasem jedynie rewolucyjno-demokratyczne środki, zrzeszając w związki właśnie klasy uciskane, robotników i chłopów, właśnie masy — umożliwiałyby wprowadzenie najbardziej istotnej kontroli nad bogaczami, umożliwiałyby najbardziej skuteczną walkę z ukrywaniem dochodów.

W walce z nadmierną emisją pieniędzy papierowych usiłuje się popierać obrót czekowy. Dla biedoty środek ten nie ma znaczenia, gdyż biedota i tak żyje z dnia na dzień, i tak w ciągu tygodnia całkowicie dokonuje swego „obrotu gospodarczego”, oddając kapitalistom swoje skąpe grosze, które zdołała wypracować. W zastosowaniu do bogaczy obrót czekowy mógłby mieć olbrzymie znaczenie, bo pozwoliłby państwu, szczególnie w związku z takimi środkami, jak nacjonalizacja banków i zniesienie tajemnicy handlowej, rzeczywiście kontrolować dochody kapitalistów, rzeczywiście dochody te opodatkować, rzeczywiście „zdemokratyzować” (a jednocześnie również uporządkować) system finansowy.

Ale na przeszkodzie temu stoi właśnie obawa przed naruszeniem przywilejów burżuazji, przed zerwaniem „koalicji” z nią. Albowiem bez istotnie rewolucyjnych środków, bez najsurowszego przymusu, kapitaliści nie podporządkują się żadnej kontroli, nie ujawnią swoich budżetów, nie zgodzą się, by ich zapasy banknotów podlegały „ewidencji” państwa demokratycznego.

Zrzeszeni w związkach robotnicy i chłopi przez nacjonalizację banków, przez wprowadzenie obrotu czekowego, jako prawnie obowiązującego wszystkich bogatych ludzi, przez zniesienie tajemnicy handlowej, przez wprowadzenie konfiskaty majątku za zatajenie dochodów itp., mogliby z niezwykłą łatwością uczynić kontrolę i rzeczywistą i powszechną, właśnie kontrolę nad bogaczami, właśnie taką kontrolę, która zwróciłaby skarbowi wypuszczane przezeń pieniądze papierowe z kieszeni tych, którzy te pieniądze posiadają, z kieszeni tych, którzy je ukrywają.

Do tego potrzebna jest rewolucyjna dyktatura demokracji pod przewodnictwem rewolucyjnego proletariatu, tzn. że w tym celu demokracja winna się stać rzeczywiście rewolucyjną. W tym właśnie sęk. Tego właśnie nie chcą nasi eserowcy i mienszewicy, oszukujący lud sztandarem „rewolucyjnej demokracji”, a w rzeczywistości popierający reakcyjną biurokratyczną politykę burżuazji, która, jak zawsze, kieruje się zasadą; „après nous le déluge” — po nas choćby potop!

Zazwyczaj nie zauważamy nawet, jak bardzo głęboko wżarły się w nas antydemokratyczne przyzwyczajenia i przesądy co do „świętości” własności burżuazyjnej. Gdy inżynier lub bankier ogłasza dochody i wydatki robotnika, dane o jego zarobkach i wydajności jego pracy, to jest to uważane za rzecz arcylegalną i słuszną. Nikomu nie przychodzi na myśl uważać tego za zamach na „życie prywatne” robotnika, za „szpiegowanie lub denuncjację” ze strony inżyniera. Pracę i zarobek robotników najemnych społeczeństwo burżuazyjne traktuje jako swoją otwartą księgę, dokąd każdy burżua ma prawo zawsze zajrzeć, zawsze wytknąć robotnikowi taki lub inny „zbytek” lub jakieś tam jego rzekome „lenistwo” itd.

No, a kontrola odwrotna? A gdyby tak związki pracowników, kancelistów, służby domowej zostały wezwane przez demokratyczne państwo do kontroli dochodów i rozchodów kapitalistów, do publikacji danych o tym, do współdziałania z rządem w sprawie walki z ukrywaniem dochodów?

Jakiż to dziki wrzask podniosłaby burżuazja przeciwko „szpiegostwu”, przeciwko „denuncjacjom”! Gdy „panowie” kontrolują służbę domową, kapitaliści — robotników, to jest to w porządku rzeczy, prywatne życie człowieka pracującego i wyzyskiwanego nie jest uważane za nietykalne, burżuazja ma prawo żądać relacji od każdego „niewolnika najemnego”, w każdej chwili wystawić na widok publiczny jego dochody i wydatki. A gdyby ciemiężeni spróbowali kontrolować ciemięzcę, wynieść na światło dzienne jego dochody i wydatki, ujawnić jego zbytek, choćby to było podczas wojny, gdy zbytek ten powoduje głód i zagładę armii na froncie — o, nie, burżuazja nie dopuści do „szpiegostwa” i „denuncjacji”!

Zagadnienie sprowadza się wciąż do tego samego: panowanie burżuazji nie daje się pogodzić z istotnie rewolucyjnym demokratyzmem. W XX wieku w kraju kapitalistycznym nie można być rewolucyjnym demokratą, gdy się boi iść ku socjalizmowi.

CZY MOŻNA IŚĆ NAPRZÓD, BOJĄC SIĘ IŚĆ KU SOCJALIZMOWI?

Poprzedni wykład może łatwo wywołać ze strony czytelnika wychowanego na oklepanych oportunistycznych ideach eserowców i mienszewików taki kontrargument: większość opisanych tutaj środków stanowi w istocie rzeczy środki nie demokratyczne, lecz już socjalistyczne!

Ten oklepany argument, właściwy (w tej lub innej formie) prasie burżuazyjnej, eserowskiej i mienszewickiej, jest reakcyjną obroną zacofanego kapitalizmu, przyodzianą w szaty struwizmu12. Ponoć nie dojrzeliśmy do socjalizmu. „Wprowadzenie” socjalizmu jest przedwczesne, nasza rewolucja jest rewolucją burżuazyjną — dlatego trzeba być pachołkiem burżuazji (chociaż wielcy burżuazyjni rewolucjoniści Francji 125 lat temu uczynili ze swej rewolucji wielką rewolucję za pomocą terroru przeciwko wszystkim ciemiężcom, zarówno obszarnikom, jak i kapitalistom!).

Usłużni wobec burżuazji marksiści od siedmiu boleści, na których stronę przeszli również eserowcy i którzy w ten sposób rozumują, nie pojmują (jeśli rozpatrzyć teoretyczne podstawy ich poglądu): co to jest imperializm? co to są monopole kapitalistyczne? co to jest państwo? co to jest rewolucyjna demokracja? Albowiem zrozumiawszy to, nie można nie przyznać, że niemożliwe jest iść naprzód, nie idąc ku socjalizmowi.

O imperializmie mówią wszyscy. Ale imperializm nie jest niczym innym jak tylko monopolistycznym kapitalizmem.

Że w Rosji kapitalizm stał się również kapitalizmem monopolistycznym, o tym w sposób dostatecznie wymowny świadczą „Produgol”, „Prodamet”13, syndykat cukrowniczy i inne. Tenże syndykat cukrowniczy naocznie wykazuje przerastanie kapitalizmu monopolistycznego w kapitalizm państwowo-monopolistyczny.

A co to jest państwo? Jest to organizacja klasy panującej, na przykład w Niemczech — junkrów i kapitalistów. Dlatego też to, co niemieccy Plechanowowie (Scheidemann, Lensch i inni) nazywają „socjalizmem wojennym”, jest w istocie rzeczy wojenno-państwowym kapitalizmem monopolistycznym lub, mówiąc prościej i wyraźniej, wojenną katorgą dla robotników, wojenną ochroną zysków kapitalistów/

A spróbujcie wziąć zamiast junkiersko-kapitalistycznego, zamiast obszarniczo-kapitalistycznego państwa, państwo rewolucyjno-demokratyczne, tzn. znoszące w sposób rewolucyjny wszelkie przywileje, państwo, które się nie boi w sposób rewolucyjny urzeczywistniać całkowitego demokratyzmu? Zobaczycie, że państwowo-monopolistyczny kapitalizm w państwie istotnie rewolucyjno-demokratycznym oznacza niechybnie, nieuchronnie krok i dalsze kroki ku socjalizmowi!

Albowiem jeśli wielkie przedsiębiorstwo kapitalistyczne staje się monopolem, to oznacza to, że obsługuje ono cały naród. Jeśli stało się ono monopolem państwowym, to w czyich interesach państwo (czyli w warunkach rewolucyjnego demokratyzmu uzbrojona organizacja ludności, przede wszystkim robotników i chłopów) kieruje całym przedsiębiorstwem?

— albo w interesach obszarników i kapitalistów; wtedy mamy nie rewolucyjno-demokratyczne, lecz reakcyjno-biurokratyczne państwo, republikę imperialistyczną;

— albo w interesach rewolucyjnej demokracji; wtedy jest to właśnie krok ku socjalizmowi.

Albowiem socjalizm to nic innego jak tylko najbliższy krok naprzód od państwowo-kapitalistycznego monopolu. Lub inaczej: socjalizm to nic innego, jak tylko państwowo-kapitalistyczny monopol, przestawiony na służenie całemu ludowi i w tej mierze przestał on być monopolem kapitalistycznym.

Tutaj połowiczności nie ma. Obiektywny bieg rozwoju jest taki, że od monopolów (a wojna powiększyła dziesięciokrotnie ich liczbę, rolę i znaczenie) nie można iść naprzód, nie idąc ku socjalizmowi.

Albo się jest rzeczywiście rewolucyjnym demokratą — wtedy nie należy bać się kroków ku socjalizmowi.

Albo się obawiać kroków ku socjalizmowi, potępiając je jak Plechanow, jak Dan, jak Czernow, za pomocą argumentów, że nasza rewolucja jest rewolucją burżuazyjną, że nie może „wprowadzać” socjalizmu i tak dalej — i wtedy stoczyć się niechybnie na pozycje Kiereńskiego, Milukowa i Korniłowa, tj. dławić w sposób reakcyjno-biurokratyczny „rewolucyjno-demokratyczne” dążenia mas robotniczych i chłopskich.

Nie ma drogi pomiędzy.

I na tym polega główna sprzeczność naszej rewolucji.

Stać w miejscu — w historii w ogóle, podczas wojny w szczególności — nie można. Trzeba iść albo naprzód, albo wstecz. W Rosji XX wieku, która zdobyła republikę i demokratyzm drogą rewolucyjną, nie można iść naprzód, nie idąc ku socjalizmowi, nie czyniąc kroków ku niemu (kroków uwarunkowanych i określanych przez poziom techniki i kultury: nie można wielkiej gospodarki maszynowej „wprowadzić” do rolnictwa chłopów, nie można jej znieść w cukrownictwie).

Jeżeli zaś boisz się iść naprzód, to znaczy, że idziesz wstecz, a to właśnie robią pp. Kiereńscy, wzbudzający zachwyt Milukowów i Plechanowów, przy niemądrym współudziale Ceretelich i Czernowów.

Dialektyka historii jest właśnie taka, że wojna, niezwykle przyspieszając przeistoczenie się kapitalizmu monopolistycznego w kapitalizm państwowo-monopolistyczny, przez to samo nadzwyczajnie przybliżyła ludzkość do socjalizmu.

Wojna imperialistyczna — to przeddzień rewolucji socjalistycznej. I to nie tylko dlatego, że wojna przez swe okropności wywołuje powstanie proletariackie — żadne powstanie nie stworzy socjalizmu, jeśli nie dojrzał on pod względem ekonomicznym — lecz dlatego, że kapitalizm państwowo-monopolistyczny to najkompletniejsze materialne przygotowanie socjalizmu, to przedsionek doń, to ten szczebel drabiny dziejowej, między którym (szczeblem) a szczeblem zwanym socjalizmem,\ nie ma żadnych szczebli pośrednich.

Zagadnienie socjalizmu nasi eserowcy i mienszewicy ujmują w sposób doktrynerski, z punktu widzenia wykutej przez nich na pamięć i źle pojętej doktryny. Przedstawiają oni socjalizm jako coś dalekiego, nieznanego, jako mglistą przyszłość.

Socjalizm zaś patrzy teraz na nas przez wszystkie okna współczesnego kapitalizmu, socjalizm zarysowuje się bezpośrednio, praktycznie, w każdym poważnym zarządzeniu, stanowiącym na gruncie tego najnowszego kapitalizmu krok naprzód.

Cóż to jest powszechna powinność pracy?

Jest to krok naprzód na gruncie najnowszego monopolistycznego kapitalizmu, krok ku uregulowaniu całokształtu życia ekonomicznego według pewnego ogólnego planu, krok ku zaoszczędzeniu pracy ludu, ku zapobieżeniu bezsensownemu trwonieniu jej przez kapitalizm.

W Niemczech junkrzy (obszarnicy) i kapitaliści wprowadzają powszechną powinność pracy i wtedy staje się ona siłą rzeczy katorgą wojenną dla robotników.

Ale weźcie tę samą instytucję i zastanówcie się nad jej znaczeniem w państwie rewolucyjno-demokratycznym. Powszechna powinność pracy, wprowadzana, regulowana, kierowana przez Rady Delegatów Robotniczych, Żołnierskich i Chłopskich, to jeszcze nie socjalizm, ale to już nie kapitalizm. Jest to olbrzymi krok ku socjalizmowi, taki krok, że pod warunkiem utrzymania całkowitej demokracji, od tego kroku bez niesłychanych gwałtów nad masami nie można byłoby już się cofnąć do kapitalizmu.

WALKA Z ROZPRZĘŻENIEM A WOJNA

Zagadnienie środków walki z nadciągającą katastrofą doprowadza nas do oświetlenia innej wielce doniosłej kwestii: związku polityki wewnętrznej z zagraniczną, albo inaczej: stosunku między wojną zaborczą, imperialistyczną, a wojną rewolucyjną, proletariacką, między wojną zbrodniczą, rozbójniczą a wojną sprawiedliwą, demokratyczną.

Wszystkie omówione przez nas środki walki z katastrofą nadzwyczaj wzmocniłyby, jak to już zaznaczyliśmy, zdolność obrony lub, mówiąc inaczej, wojenną potęgę kraju. To z jednej strony. A z drugiej strony — środków tych nie można wcielić w życie, nie przeistaczając wojny zaborczej w wojnę sprawiedliwą, wojny prowadzonej przez kapitalistów w interesach kapitalistów, w wojnę prowadzoną przez proletariat w interesach ogółu mas pracujących i wyzyskiwanych.

W rzeczy samej. Nacjonalizacja banków i syndykatów, łącznie ze zniesieniem tajemnicy handlowej i z kontrolą robotniczą nad kapitalistami, oznaczałaby nie tylko olbrzymią oszczędność pracy ludu, możliwość zaoszczędzenia sił i środków, oznaczałaby również polepszenie sytuacji pracujących mas ludności, jej większości. W wojnie współczesnej, jak to wszystkim wiadomo, organizacja ekonomiczna ma znaczenie decydujące. Rosja ma dość zboża, węgla, ropy naftowej, żelaza — pod tym względem nasza sytuacja jest lepsza niż sytuacja jakiegokolwiek z toczących wojnę krajów europejskich. W walce zaś z rozprzężeniem, za pomocą wymienionych środków, mobilizując do tej walki inicjatywę mas, polepszając ich sytuację, wprowadzając nacjonalizację banków i syndykatów, Rosja wykorzystałaby swą rewolucję i swój demokratyzm w celu podniesienia całego kraju na bez porównania wyższy stopień organizacji ekonomicznej.

Gdyby zamiast „koalicji” z burżuazją, która hamuje wszelkie zarządzenia kontroli i sabotuje produkcję, eserowcy i mienszewicy doprowadzili w kwietniu do skutku przejście władzy w ręce Rad i skierowali swe siły nie na zabawę w „ministerialny kontredans”, nie na biurokratyczne wygrzewanie wraz z kadetami foteli ministrów, wiceministrów itp. itp., lecz na kierowanie robotnikami i chłopami w ich kontroli nad kapitalistami, w ich wojnie przeciwko kapitalistom — to Rosja byłaby teraz krajem znajdującym się w stanie całkowitego ekonomicznego przeobrażenia, chłop miałby ziemię, banki byłyby znacjonalizowane (a są to nader ważne podstawy ekonomiczne współczesnego życia), to znaczy Rosja stałaby o tyle wyżej niż wszystkie pozostałe kraje kapitalistyczne.

Zdolność obrony, wojenna potęga kraju, w którym banki są znacjonalizowane, jest wyższa niż w kraju, w którym banki pozostają w rękach prywatnych. Potęga wojenna kraju chłopskiego, w którym ziemia jest w rękach komitetów chłopskich, jest wyższa niż potęga kraju, w którym ziemia jest własnością obszarniczą.

Niektórzy powołują się stale na bohaterski patriotyzm i cuda waleczności Francuzów w latach 1792–1793. Ale przy tym zapominają o materialnych historyczno-ekonomicznych warunkach, dzięki którym jedynie cuda te były właśnie możliwe. Istotnie rewolucyjne rozprawienie się z przeżytym feudalizmem, przejście całego kraju, i to z szybkością, stanowczością, energią, z oddaniem zaiste rewolucyjno-demokratycznym, do wyższego typu wytwórczości, do wolnego chłopskiego władania ziemią — oto są te materialne, ekonomiczne warunki, które z „cudowną” szybkością uratowały Francję, przeistaczając, odnawiając jej podstawę gospodarczą.

Przykład Francji mówi nam jedno i tylko jedno: aby Rosję uczynić zdolną do obrony, aby w Rosji również osiągnąć „cuda” bohaterstwa masowego, trzeba z „jakobińską” bezwzględnością znieść wszystko to, co przestarzałe, i odnowić, przeistoczyć Rosję pod względem gospodarczym. Tego zaś w XX wieku nie można dokonać przez samo zniesienie caratu (Francja przed 125 laty nie ograniczyła się do tego). Tego nie można dokonać nawet przez rewolucyjne zniesienie jedynie obszarniczego władania ziemią (myśmy nawet tego nie zrobili, bo eserowcy i mienszewicy zdradzili chłopów), przez samo oddanie ziemi chłopom. Żyjemy bowiem w wieku XX, kiedy władanie ziemią bez władania bankami nie jest w stanie dokonać przeistoczenia i odnowienia życia ludu.

Odnowa Francji pod względem materialnym i produkcyjnym pod koniec XVIII wieku była związana z odnowieniem pod względem politycznym i duchowym, z dyktaturą rewolucyjnej demokracji i rewolucyjnego proletariatu (od którego demokracja nie oddzielała się i który był jeszcze prawie że zlany z nią), z bezwzględną walką wypowiedzianą całej reakcji. Cały lud, a szczególnie masy, tzn. klasy uciskane, ogarnął bezgraniczny entuzjazm rewolucyjny; wszyscy uważali, że wojna jest sprawiedliwa, obronna i była ona istotnie taka. Rewolucyjna Francja broniła się przed reakcyjno-monarchistyczną Europą. Nie w latach 1792–1793, lecz o wiele lat później, po zwycięstwie reakcji wewnątrz kraju, kontrrewolucyjna dyktatura Napoleona przeistoczyła wojny Francji z obronnych w zaborcze.

A w Rosji? W dalszym ciągu prowadzimy wojnę imperialistyczną, w interesach kapitalistów, w sojuszu z imperialistami, zgodnie z tajnymi umowami, które zawarł car z kapitalistami Anglii i in., przyobiecując w tych umowach kapitalistom rosyjskim rabunek cudzych krajów, Konstantynopol, Lwów, Armenię itd.

Wojna pozostaje ze strony Rosji niesprawiedliwa, reakcyjna, zaborcza dopóty, dopóki Rosja nie zaproponuje sprawiedliwego pokoju i nie zerwie z imperializmem. O społecznym charakterze wojny, o jej istotnym znaczeniu decyduje nie to, gdzie stoją wojska nieprzyjacielskie (jak sądzą eserowcy i mienszewicy, staczając się do poziomu wulgarności ciemnego chłopa). O charakterze wojny decyduje to, jaką politykę wojna kontynuuje („wojna jest kontynuacją polityki”), jaka klasa, dla jakich celów wojnę prowadzi.

Nie można prowadzić mas na wojnę grabieżczą na mocy tajnych umów i liczyć na ich entuzjazm. Klasa przodująca rewolucyjnej Rosji, proletariat, coraz wyraźniej uświadamia sobie zbrodniczość wojny i burżuazji nie tylko nie udało się przekonać mas, że tak nie jest, lecz wręcz przeciwnie – świadomość zbrodniczego charakteru wojny wzrasta. Proletariat obu stolic stał się w Rosji całkowicie internacjonalistyczny!

Jakże tu mówić o masowym entuzjazmie na rzecz wojny!

Jedno jest nierozerwalnie związane z drugim: polityka wewnętrzna z zagraniczną. Nie można uczynić kraju zdolnym do obrony, gdy nie ma wielkiego bohaterstwa ludu, który śmiało, stanowczo wprowadza wielkie przeobrażenia gospodarcze. I nie można wzbudzić bohaterstwa w masach, nie zrywając z imperializmem, nie proponując wszystkim ludom demokratycznego pokoju, nie przekształcając w ten sposób wojny zaborczej, rabunkowej, zbrodniczej, w wojnę sprawiedliwą, obronną, rewolucyjną.

Tylko nieugięcie konsekwentne zerwanie z kapitalistami zarówno w polityce wewnętrznej, jak i w zagranicznej jest w stanie uratować naszą rewolucję i nasz kraj, ściśnięty w żelaznych kleszczach imperializmu.

REWOLUCYJNA DEMOKRACJA A REWOLUCYJNY PROLETARIAT

Aby być rzeczywiście rewolucyjną, demokracja współczesnej Rosji musi działać w ścisłym sojuszu z proletariatem, popierając jego walkę jako jedynej do końca rewolucyjnej klasy.

Taki jest wniosek, do którego prowadzi analiza zagadnienia środków walki z nieuniknioną katastrofą niesłychanych rozmiarów.

Wojna spowodowała tak bezgraniczny kryzys, tak nadwyrężyła materialne i moralne siły ludu, zadała takie ciosy całej współczesnej organizacji społecznej, że ludzkość stanęła przed wyborem: albo zginąć, albo oddać swój los w ręce najbardziej rewolucyjnej klasy w celu jak najszybszego i najbardziej radykalnego przejścia do wyższego sposobu produkcji.

Wskutek szeregu przyczyn natury historycznej — większego zacofania Rosji, szczególnych dla niej trudności wojennych, największej zgnilizny caratu, nadzwyczajnie żywych tradycji 1905 roku — w Rosji wcześniej niż w innych krajach wybuchła rewolucja. Rewolucja dokonała tego, że w ciągu kilku miesięcy Rosja pod względem swego ustroju politycznego dogoniła kraje przodujące.

Ale to nie wszystko. Wojna jest nieubłagana, stawia ona zagadnienie bezlitośnie ostro: albo zginąć, albo dogonić kraje przodujące i prześcignąć je również pod względem ekonomicznym.

Jest to możliwe, mamy bowiem gotowe doświadczenie wielkiej ilości krajów przodujących, gotowe rezultaty ich techniki i kultury. Moralnym poparciem dla nas jest narastający w Europie protest przeciwko wojnie, atmosfera rozwijającej się światowej rewolucji robotniczej. Podciąga nas, popędza wyjątkowo rzadka w czasie wojny imperialistycznej rewolucyjno-demokratyczna wolność.

Albo zginąć, albo całą parą ruszyć naprzód. Tak postawiła sprawę historia.

Stosunek proletariatu do chłopstwa w takiej chwili również potwierdza — odpowiednio je modyfikując — stare bolszewickie ujęcie kwestii: wyrwać chłopstwo spod wpływów burżuazji. Tylko to stanowi rękojmię ocalenia rewolucji.

Chłopstwo zaś jest najliczniejszym przedstawicielem całej masy drobnomieszczaństwa.

Nasi eserowcy i mienszewicy podjęli się reakcyjnej roli: utrzymania chłopstwa pod wpływem burżuazji, prowadzenia chłopstwa ku koalicji z burżuazją, a nie z proletariatem.

Doświadczenie rewolucji szybko uczy masy. Toteż reakcyjna polityka eserowców i mienszewików ponosi klęskę: zostali oni pobici w Radach obu stolic. W obu drobnomieszczańsko-demokratycznych partiach rośnie opozycja „lewicowa”. W Piotrogrodzie 10 września 1917 roku na miejskiej konferencji eserowców większość dwóch trzecich głosów otrzymali lewicowi eserowcy ciążący ku sojuszowi z proletariatem i odrzucający sojusz (koalicję) z burżuazją.

Eserowcy i mienszewicy powtarzają ulubione przez burżuazję przeciwstawienie: burżuazja a demokracja. Ale takie przeciwstawienie jest w istocie rzeczy tak samo bezsensowne, jak porównywanie pudów z arszynami.14

Bywa demokratyczna burżuazja, bywa i burżuazyjna demokracja: tylko najzupełniejszy analfabetyzm zarówno w dziedzinie historii, jak i w dziedzinie ekonomii politycznej może temu przeczyć.

Błędne przeciwstawienie było eserowcom i mienszewikom potrzebne po to, aby ukryć fakt bezsporny: pomiędzy burżuazją a proletariatem stoi drobnomieszczaństwo. Na skutek swojej ekonomicznej sytuacji klasowej nieuchronnie waha się ono pomiędzy burżuazją a proletariatem.

Eserowcy i mienszewicy ciągną drobnomieszczaństwo do sojuszu z burżuazją. W tym sedno całej ich „koalicji”, całego ministerstwa koalicyjnego, całej polityki Kiereńskiego, typowego półkadeta. W ciągu półrocza rewolucji polityka ta poniosła zupełną klęskę.

Kadeci złośliwie triumfują: rewolucja ponoć poniosła klęskę, rewolucja nie dała sobie rady ani z wojną, ani z rozprzężeniem.

Nieprawda. Klęskę ponieśli kadecieserowcy wraz z mienszewikami, albowiem blok (sojusz) ten w ciągu półrocza rządził Rosją, w ciągu półrocza spotęgował rozprzężenie, zagmatwał i skomplikował sytuację wojenną.

Im pełniejsza jest klęska sojuszu burżuazji z eserowcami i mienszewikami, tym szybciej lud przejrzy na oczy. Tym łatwiej znajdzie słuszne wyjście: sojusz biedoty chłopskiej, czyli większości chłopstwa z proletariatem.

10—14 września 1917 r.

Wydrukowano w oddzielnej broszurze końcem października 1917 r.


Przypisy:

  1. Lenin ma tu prawdopodobnie na myśli przede wszystkim dwie główne inicjatywy gospodarcze – reformy Wittego w latach 90. XIX w., które poskutkowały napływem do Rosji inwestycji zachodnich przemysłowców oraz reformy Stołypina, które (dość bezskutecznie) były obliczone na zapobieżenie wytworzeniu się rewolucyjnych nastrojów wśród chłopstwa poprzez wsparcie konsolidacji własności w rolnictwie, wprowadzone po rewolucji 1905 roku — przyp. red. ↩︎
  2. Narada Demokratyczna — zwołana przez mienszewików i eserowców we wrześniu 1917 roku. Brali w niej udział przedstawiciele partii socjalistycznych, Rad, związków zawodowych itd. Wyłoniła ona tzw. przedparlament (Radę Tymczasową Republiki). Zwołanie Narady stanowiło nieudaną próbę przekierowania dwuwładzy w kierunku zwycięstwa republiki burżuazyjnej, zawrócenia rewolucji z drogi zmierzającej do zwycięstwa dyktatury proletariatu opartej na Radach (sowietach). — przyp. red. ↩︎
  3. Kit Kitycze — potentaci przemysłowo-handlowi. Kit Kitycz to typ bogatego kupca, przedstawiony w komedii rosyjskiego dramaturga A. Ostrowskiego pt. „W czużom piru pochmielieje” [w wolnym przekładzie — Kac na cudzej uczcie] — przyp. red. ↩︎
  4. Riabuszyński, Paweł — rosyjski liberał i przedsiębiorca. Wspierał pucz Korniłowa i agitował przeciwko sowietom od samego początku rewolucji lutowej.
    Bublikow Aleksandr — liberalny minister komunikacji w pierwszym Rządzie Tymczasowym.
    Tereszczenko — kolega partyjny Bublikowa i Riabuszyńskiego z Partii Postępowej. Obszarnik, finansista i potentat cukrowniczy. Minister Spraw Zagranicznych w rządzie Kiereńskiego. ↩︎
  5. Komitety wojenno-przemysłowe utworzyła w Rosji w 1915 roku wielka burżuazja. Dążąc do podporządkowania sobie politycznie robotników i wzbudzenia w nich poparcia dla „obrony ojczyzny”, utworzyła ona „grupy robotnicze” przy tych komitetach. Burżuazja imperialistyczna pragnęła wciągnąć do tych grup przedstawicieli robotników, którzy agitowaliby za koniecznością zwiększenia wydajności w fabrykach realizujących zamówienia wojenne. Mienszewicy ochoczo włączyli się w to „patriotyczne” przedsięwzięcie. Bolszewicy ogłosili skuteczny bojkot komitetów, przy poparciu większości robotników — przyp. red. ↩︎
  6. Słowa te były już napisane, gdy przeczytałem w gazetach, że rząd Kiereńskiego wprowadza monopol cukrowniczy i, rzecz jasna, wprowadza go w sposób reakcyjno-biurokratyczny, bez zjazdów pracowników i robotników, bez jawności, bez okiełznania kapitalistów!! — Lenin ↩︎
  7. Patrz „Wprowadzenie socjalizmu czy ujawnienie faktów okradania skarbu państwa?”, w: Dzieła, t. 32, s. 303–305, Książka i Wiedza, Warszawa 1987 ↩︎
  8. Miałem już sposobność wskazywać w prasie bolszewickiej, że za słuszny argument, wysuwany przeciw karze śmierci, można uznać jedynie argument przeciwko stosowaniu jej do mas pracujących ze strony w interesie obrony wyzysku. Bez kary śmierci w stosunku do wyzyskiwaczy (czyli obszarników i kapitalistów) bodaj czy obejdzie się jakikolwiek rząd rewolucyjny. — Lenin ↩︎
  9. Tj. spółdzielnie – red. ↩︎
  10. „Swobodnaja Żizń” („Wolne życie”) — gazeta mienszewicka wychodząca we wrześniu 1917 r. w Piotrogrodzie — przyp. red. ↩︎
  11. „Riecz” („Mowa”) — dziennik partii kadetów, wychodzący w Petersburgu od 1906 r. do zamknięcia go decyzją Komitetów Wojskowo-Rewolucyjnego przy Radzie Piotrogrodzkiej 8 listopada 1917 r., wychodził pod innymi nazwami do sierpnia 1918 r. „Birżewka” — skrócona, pogardliwa nazwa gazety „Birżewyje Wiedomosti” („Wiadomości giełdowe”) — ukazywała się w Petersburgu od 1880 r. Nazwy „Birżewka” używano do określenia sprzedajności i braku zasad prasy burżuazyjnej. Również zamknięta po Rewolucji Październikowej — przyp. red. ↩︎
  12. Struwizm – liberalno-burżuazyjne wypaczenie marksizmu, od nazwiska czołowego przedstawiciela „legalnego marksizmu” — P. Struwego. Powstał on w latach 90. XIX w. i usiłował wykorzystać marksizm w interesie burżuazji, odzierając go z wszystkiego, co nie jest w nim dla niej do zaakceptowania. Wielu „legalnych marksistów” skończyło jako kadeci i białogwardziści — przyp. red. ↩︎
  13. [1] Produgol — Rosyjskie Towarzystwo Handlu Paliwem Mineralnym Zagłębia Donieckiego; Prodamet — Towarzystwo Sprzedaży Wyrobów Rosyjskich Zakładów Metalurgicznych — przyp. red.. ↩︎
  14. Pud — dawna rosyjska jednostka masy. Arszyn — dawna rosyjska jednostka długości — przyp. red ↩︎
Kategorie: Teoria