
Często zarzuca się komunistom, jakoby od „dobrej”, „pokojowej” socjaldemokracji różniła nas żądza krwi i brutalność. W dzisiejszych czasach argumentuje się to doświadczeniem stalinowskich wynaturzeń, które dotykały często i naszych, polskich przodków.
Niewielu zadaje sobie trud spojrzenia jeszcze wcześniej, gdy owa udawana wyższość moralna zniknęła, właśnie wtedy gdy pojawiła się perspektywa rewolucji w centrum rozwiniętego kapitalizmu, w Niemczech ogarniętych katastrofą przegranej pierwszej wojny światowej. „Konieczność obrony porządku” stała się uzasadnieniem brutalnych represji i morderstw dokonywanych rękami wyżej wspomnianych miłośników pokoju i demokracji.
Taki los spotkał dwójkę wybitnych rewolucjonistów, których chcielibyśmy dziś przypomnieć.
Równo 107 lat temu, 15 stycznia 1919, bestialsko zamordowani zostali Karol Liebknecht i Róża Luksemburg.
Ich mord, choć dokonany rękami nacjonalistycznych junkrów z Freikorpsu1, nie jest tylko winą bojówkarzy. Przerażeni wizją rewolucji w Niemczech przedstawiciele największej burżuazji, tuzów jak Siemens, Krupp, Thyssen, Deutsche Bank, Stinnes i AEG, skupieni w reakcyjnej Lidze Antybolszewickiej zrzucili się na kwotę 100 tysięcy marek zaoferowaną za dopadnięcie Liebknechta i Luksemburg „żywymi lub martwymi”, sprzymierzywszy się jednocześnie z SPD, które na łamach organu „Vorwärts” zrzucało całą winę za reakcyjną panikę na przedstawicieli KPD, wymieniając ich z imienia i oskarżając o całą przemoc.

Robotnicy, obywatele!
Ojczyzna jest bliska upadkowi.
Uratujcie ją!
Nie jest to zagrożenie z zewnątrz, ale od wewnątrz:
To grupa Spartakusa2.
Zabijcie ich przywódców! Zabijcie Liebknechta!
Wtedy będziecie mieć pokój, pracę i chleb!
Żołnierze frontowi / Zdjęcie: Wikimedia Commons
Po upadku rewolucji w 1919 Liebknecht i Luksemburg, po zadenuncjowaniu przez sąsiadów miejsca, w którym się ukrywali, zostali porwani przez wilmersdorfską milicję, zostali przetrzymani w hotelu Eden, przejętym przez bojówkarzy Freikorpsu. Po krótkim przesłuchaniu przez kapitana Waldemara Pabsta podpisał on oficjalny rozkaz przewiezienia ich do aresztu. Ustnie natomiast, po uzyskaniu przyzwolenia ze strony ministra obrony Gustawa Noske, członka SPD blisko związanego z prezydentem Ebertem, nakazał on swoim żołnierzom zamordować ich pod pretekstem próby ucieczki.
Karla Liebknechta zamordowano trzema strzałami w plecy, po czym przewieziono go do kostnicy jako zmarłego o nieustalonej tożsamości.
Różę Luksemburg, pobitą jeszcze w hotelu kolbami karabinów i nieprzytomną, zawleczono do samochodu i pobito powtórnie pięściami. Upewniono się, że nie żyje, oddając strzał prosto w głowę. Jej ciało wrzucono do kanału Landwehrkanal, znaleziono je pięć miesięcy później.
W więzieniu z całej grupy odpowiedzialnej za ich śmierć znalazła się jedna osoba. Wiele z nich znalazło niecałe dwadzieścia lat później chwałę, zatrudnienie, renty i odszkodowania zaoferowane im przez wdzięczną Trzecią Rzeszę, której zbrodnicze nasiono kiełkowało na morderstwie popełnionym na proletariackiej rewolucji niemieckiej.
Siepacze burżuazji i socjaldemokracji zabili myślicieli, ale śmierć nie była końcem dla ich idei.
Antywojenne przesłanie Liebknechta i wybitne zrozumienie idei marksistowskiej przez Luksemburg zostały inspiracją dla niezliczonych marksistów aż po dzisiejszy dzień.
Fałszerstwa socjaldemokratów i stalinistów mocno nadgryzły ten piękny sztandar.
Oddelegowana do roli „reformistki” i czołowego argumentu przeciwko idei partii awangardowej, niejednokrotnie brana za tokenową „liberalną” marksistkę przez dzisiejszych reformistów, chętnie łykających propagandowe definicje „luksemburgizmu”, brana za śmiertelną przeciwniczkę Lenina przez historyków zbyt krótkowzrocznych, żeby ujrzeć dojrzewanie jej poglądów po 1905 roku, Róża Luksemburg zasługuje zarówno na pamięć jak i kategoryczne odkurzenie jej dziedzictwa z kłamstw.
Czerwony Front, jak i całe RCI dumnie odwołuje się do jej idei i ochoczo zajmuje się tym dziełem, przywołać można tutaj świetną książkę naszej towarzyszki Marie Frederiksen opisaną przez naszą Międzynarodówkę w artykule „Odzyskując rewolucyjne tradycje Róży Luksemburg”
W swoim ostatnim artykule, napisanym na dzień przed śmiercią, Róża Luksemburg podsumowała doświadczenie klęski rewolucji niemieckiej z 1919, przypominając o tym, że ruch robotniczy od zawsze uczył się na gorzkich klęskach, które mimo wszystko pokazywały nieprawdopodobną siłę klasy robotniczej zjednoczonej na bazie wyzwoleńczych idei. Wyrażała nadzieję, że i z tej klęski narodzi się nowe, przyszłe zwycięstwo dla socjalizmu.
Ostatnie napisane przez nią słowa powinny na zawsze zostać w sercach każdego rewolucjonisty.
„Porządek panuje w Berlinie! O wy tępe łajdaki! Wasz porządek jest zamkiem na lodzie. Rewolucja już jutro znowu wśród grzmotów do góry się wzniesie i ku waszemu przerażeniu triumfalnie oznajmi: byłam, jestem, będę!”
Autorka: Julia Czechowska
Przy pisaniu tego tekstu pomocne były dla mnie książki „Róża Luksemburg. Domem moim jest cały świat” Weroniki Kostyrko, z której to też wzięłam tłumaczenie cytatu kończącego artykuł, oraz „The Revolutionary Heritage of Rosa Luxemburg” Marie Frederiksen.
- Freikorps — ochotnicze, nacjonalistyczne formacje paramilitarne utworzone po pierwszej wojnie światowej, złożone z byłych żołnierzy frontowych, ziemiaństwa i urzędników. Wielu z przedstawicieli Freikorpsu później zostało entuzjastycznymi zwolennikami NSDAP, a w jej szeregach znaleźli się tak niesławne postaci jak Ernst Röhm, przywódca SA, czy Rudolf Höss, późniejszy komendant Auschwitz. ↩︎
- Jest to odniesienie do Związku Spartakusa, organizacji rewolucyjnej działającej podczas I wojny światowej, która potem stanowiła jeden z czołowych filarów powstającej KPD ↩︎