
Dokąd prowadzi świat szalona jazda Donalda Trumpa? Czy spektakularne porwanie Maduro zadało ostateczny cios chińskim wpływom i potędze w Ameryce Łacińskiej? Czy Jankesi stoją u progu udanej kampanii mającej na celu wyrzucenie „podmiotów spoza zachodniej hemisfery”? A jeśli tak, to czy rezultatem będzie świat podzielony na ściśle określone strefy wpływów, z Azją Wschodnią i Południowo-Wschodnią pozostawioną Chinom?
Wielu przedstawicieli lewicy z zadowoleniem przyjęło szczerość Trumpa, który stwierdził cynicznie i bez ogródek, że międzynarodowe zasady i wartości są (i zawsze były) jedynie zasłoną dymną dla imperialistycznej potęgi, którą należy teraz odrzucić jako zbędny balast. Trump twierdzi, że chodzi przede wszystkim o to, aby to Stany Zjednoczone, a nie Chiny, kontrolowały ropę naftową.
Gdyby jednak chodziło tylko o przejęcie kontroli nad ropą w Wenezueli, Amerykanie mogliby po prostu zawrzeć umowę z Maduro, który od dawna sygnalizował, że jest otwarty na takie porozumienie. Co więcej, jego rząd pozostał nienaruszony, więc pozostaje kwestią otwartą, na ile Stany Zjednoczone będą w stanie kontrolować Wenezuelę i jej ropę w dłuższej perspektywie. Chociaż Amerykanie mają potężne „środki nacisku” na Wenezuelę, jak twierdzi Rubio (tj. dalsze działania wojskowe i blokada morska), to są oni również uwikłani w dramatyczny i głośny konflikt z Europą w sprawie Grenlandii. Może okazać się, że Trump wziął na siebie zbyt wiele, a jeśli w Wenezueli wybuchną starcia i niepokoje, Stany Zjednoczone mogą mieć trudności z poradzeniem sobie z tą sytuacją.
Amerykański nalot na Wenezuelę na pierwszy rzut oka robił wrażenie. Wielu komentatorów stwierdziło, że pokazuje on ograniczenia Chin w stosunku do amerykańskiego imperializmu: Chiny nie są w stanie „wywierać wpływu” w ten sposób, ich broń i personel wojskowy są niedoświadczone i niesprawdzone, a kiedy ich „przyjaciele” są atakowani przez Stany Zjednoczone, Chiny po prostu stoją z boku i patrzą.
Nalot był jednak typowo amerykański, ponieważ był powierzchowny i krótkowzroczny. Z władzy usunięto tylko jedną parę. Innymi słowy, trudno było to nazwać demonstracją „przytłaczającej siły”, jak to określił sam Trump podczas późniejszej konferencji prasowej. Jest oczywiste, że Waszyngton obawia się poważnej interwencji i niechętnie wysyła „żołnierzy w teren”, obawiając się, że utkną w bagnie i wywołają ogromny opór w kraju.
Prawdziwym celem nalotu były kwestie polityczne i symboliczne, a zatem był on częścią znacznie bardziej ogólnego celu niż tylko zdobycie ropy lub nawet „zarządzanie” Wenezuelą. Miał on na celu wzbudzenie strachu wśród innych rządów regionu, aby pokazać (w możliwie najbardziej skuteczny i tani sposób) „kto tu rządzi”. Oczekiwanym efektem jest wywarcie presji na przywódcach Ameryki łacińskiej, a także zerwanie umów infrastrukturalnych z Chinami. USA chcą też dostęp do kluczowych minerałów i wszystko inne, co może okazać się ważne w przyszłości.

Porwanie Maduro jest szczególnie wyraźnym przykładem tego, jak imperializm amerykański w coraz większym stopniu polega na środkach militarnych, aby osiągnąć swoje cele. Wynika to z faktu, że jest to mocarstwo imperialistyczne w fazie upadku. USA są obecnie słabsze niż w momencie zdobycia pozycji światowego supermocarstwa, nie nadążają za rzeczywistością, którą same sobie stworzyły.
Imperializm jako system opiera się na nierównościach – niektóre gospodarki rozwinęły się wcześniej niż inne i dzięki temu miały środki i potrzebę (tj. dostęp do zasobów i taniej siły roboczej dla gospodarki krajowej) podporządkowania sobie innych. Ta sprzeczna nierówność oznacza, że system imperialistyczny nigdy nie jest stabilny i niezmienny; względna wielkość i siła różnych gospodarek kapitalistycznych ulega zmianom.
Chiński lewiatan
W miarę upadku starszych mocarstw imperialistycznych, takich jak Stany Zjednoczone, ich upadek również przebiega w sposób nierównomierny. Przemysł amerykański jest cieniem tego, czym był kiedyś w stosunku do światowej gospodarki, i został przyćmiony przez Chiny. Jednak armia amerykańska pozostaje nadal zdecydowanie najpotężniejszą armią na świecie. Stany Zjednoczone wykorzystują tę przewagę, próbując powstrzymać gospodarczy rozwój Chin. Pytanie brzmi: czy baza przemysłowa USA uległa takiemu zanikowi, że nie jest w stanie wykorzystać dostępu do zasobów, które wojsko może dla niej zabezpieczyć?
W tych działaniach Stany Zjednoczone jawią się jako swego rodzaju lustrzane odbicie Chin. Stany Zjednoczone wykorzystują siłę militarną, aby zapewnić sobie natychmiastowe korzyści imperialistyczne w sposób, który jest po prostu niemożliwy dla Chin. W wyniku znacznie bardziej agresywnej polityki Donalda Trumpa – Chiny, przynajmniej w perspektywie krótkoterminowej, zostaną pozbawione dostępu do zasobów Wenezueli i prawdopodobnie innych zasobów i infrastruktury Ameryki Łacińskiej.
Na przykład mogą one zostać pozbawione kontroli nad portami na obu końcach Kanału Panamskiego w wyniku nacisków amerykańskich na rząd Panamy, a Stany Zjednoczone zdołały wywrzeć presję na Argentynę, aby wstrzymała budowę chińskiej bazy obserwacyjnej. Możliwe, że uda im się również zmusić Argentynę do przyznania kontraktów na wydobycie litu (niezbędnego do produkcji baterii) firmom amerykańskim zamiast chińskim.
W przeciwieństwie do Ameryki, Chiny nie szukają jednak szybkich zwycięstw. Grają długofalowo i generalnie mają czas po swojej stronie. Zamiast siły militarnej, polegają na nieubłaganej sile handlu, pokonując przeszkody niczym nieustanny, łagodny przepływ wody po kamieniach.
Nie oznacza to, że Chiny z łatwością wygrają swoją Wielką Grę z imperializmem amerykańskim. Nieustanna presja handlu również wyczerpuje Chiny. Chiński przemysłowy lewiatan potrzebuje ogromnych rynków zbytu na całym świecie. Chiński kapitalizm jest ofiarą własnego niesamowitego sukcesu w rozwoju wydajnego, efektywnego i zaawansowanego technologicznie przemysłu. Nadprodukcja stała się poważnym problemem dla chińskiego kapitalizmu.
Dzięki tej nadprodukcji antychińskie cła pojawiają się na całym świecie, nie tylko w Stanach Zjednoczonych. Japonia, Korea Południowa, Europa i wiele krajów rozwijających się wprowadziło lub wprowadza bariery dla chińskiego eksportu, aby chronić własny przemysł. Dlatego też zagrożenie utratą nawet stosunkowo niewielkich rynków jest dla Chin poważne.
Niemniej jednak, jak widzieliśmy na początku drugiej kadencji Trumpa, kiedy to szybko eskalowała wojna handlowa z Chinami, słabość Chin – ich zależność od eksportu – jest ostatecznie raczej ich siłą.
„Chiny przeszły od niemal zerowej działalności gospodarczej w regionie [Ameryki Łacińskiej] dwie dekady temu do dwustronnej wymiany handlowej o wartości ponad 500 miliardów dolarów w 2024 roku.
„Chińskie przedsiębiorstwa górnicze wydobywają miedź z Peru i lit z Argentyny. Chińskie konglomeraty rolnicze importują z Brazylii towary pierwszej potrzeby, takie jak soja. Chińskie przedsiębiorstwa użyteczności publicznej zasilają całe miasta. […]
Według badań Francisco Urdineza, profesora nauk politycznych na Papieskim Uniwersytecie Katolickim w Chile, Chiny wyparły Stany Zjednoczone pod względem gospodarczym w 10 z 12 krajów Ameryki Południowej. Chiny prowadzą obecnie więcej handlu, inwestycji i finansowania rozwoju niż Stany Zjednoczone w większości regionu, w tym w Ameryce Środkowej”.
Kraje Ameryki Południowej nie mają po prostu alternatywy dla handlu z Chinami, o czym przekonał się nawet Milei, argentyński prezydent, który jest zagorzałym przeciwnikiem Chin i zwolennikiem Trumpa.

Podczas kampanii wyborczej Milei oświadczył, że nigdy nie będzie współpracował z reżimami „komunistycznymi”, do których wyraźnie zaliczył Chiny. Niemal natychmiast po wygranych wyborach zmienił jednak zdanie:
„Milei wycofał się z tej obietnicy i zgodził się przedłużyć długoletnią umowę swapową z Chinami, zapewniając dostęp do dodatkowych 5 mld dolarów […] Nic dziwnego, że Stany Zjednoczone wyraziły rozczarowanie zmianą stanowiska Mileiego. Aby zablokować przedłużenie umowy swapowej, sekretarz skarbu Scott Bessent udał się 14 kwietnia do Buenos Aires. Jego przesłanie było jasne: „Chcemy zapobiec sytuacji, która miała miejsce na kontynencie afrykańskim” – powiedział, sygnalizując obawy Waszyngtonu, że Argentyna również może coraz bardziej zbliżać się do Pekinu”.
„Bessent podobno zagroził wycofaniem pożyczki w wysokości 20 mld dolarów w ramach Extended Fund Facility (EFF) – 23. tego typu porozumienia Argentyny z Waszyngtonem od 1958 r. i kluczowego pakietu ratunkowego, który poprzedził chiński swap”.
„Milei pozostał jednak niewzruszony i zdecydował się kontynuować porozumienie z Pekinem”.
Od tego czasu Bessent odniósł większy sukces w nakłonieniu Argentyny do zaciągnięcia pożyczek od Stanów Zjednoczonych, a nie od Chin, ale chodzi o to, że było to bardzo trudne do osiągnięcia, nawet przy wsparciu rządu takiego jak rząd argentyński.
Milei powtórzył to stanowisko w związku z nową kampanią Trumpa, mającą na celu wykluczenie „podmiotów spoza półkuli zachodniej” z Ameryki Łacińskiej, stwierdzając, że pomimo poparcia dla faktu, że „Trump przeprojektowuje porządek świata”, „nie zamierzam zrywać stosunków handlowych z Chinami. W rzeczywistości Stany Zjednoczone mają powiązania handlowe z Chinami” (wywiad dla Neura, cytowany w Buenos Aires Times).
Oprócz dominacji w handlu, Chiny wyprzedzają Stany Zjednoczone pod względem pomocy i kredytów dla regionu: „W latach 2014–2023 na każdego dolara pożyczonego lub przekazanego w ramach pomocy przez Stany Zjednoczone w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach Chiny przekazały 3 dolary” – powiedział Brad Parks, dyrektor wykonawczy AidData.
Wszystko to oznacza, że Chiny mają, używając terminu dobrze zrozumiałego dla Trumpa, ogromną przewagę nad Ameryką Południową. Stany Zjednoczone mają ogromną potęgę militarną w Ameryce, inwestują w nią znaczne środki, są „tuż obok” i same mają ogromną populację latynoską, więc nie ma wątpliwości, że mogą i będą powodować poważne komplikacje dla chińskiego imperializmu w Ameryce Południowej. Nie mogą jednak wyprzeć Chin z półkuli zachodniej i po prostu przejąć kontrolę nad całą kluczową infrastrukturą i zasobami.
Ponadto sprowadzanie obecnej sytuacji do prostej umowy dotyczącej „stref wpływów” – czyli przekonania, że Stany Zjednoczone planują kontrolować Amerykę, ale cedują Azję na rzecz Chin i Rosji – jest zbyt dużym uproszczeniem. Świadczy o tym fakt, że w zeszłym tygodniu Trump zagroził zbombardowaniem Iranu, ponieważ dostrzegł okazję do wymuszenia zmiany reżimu.
Stany Zjednoczone są najpotężniejszą imperialistyczną potęgą na świecie. Posiadają bazy wojskowe na całym świecie, zainwestowały kapitał w każdym zakątku globu, a dolar jest globalną walutą rezerwową – jest to coś, co Trump bardzo chce utrzymać.
Nie wycofają się po prostu do Ameryki. W rzeczywistości strategia bezpieczeństwa narodowego Białego Domu na rok 2025 stanowi, że „musimy zapobiegać globalnej, a w niektórych przypadkach nawet regionalnej dominacji innych”. Innymi słowy, chociaż imperializm amerykański pod rządami Trumpa mógł zrezygnować z idei całkowitej dominacji nad światem, zrobi wszystko, co w jego mocy, aby uniemożliwić Chinom rozszerzenie swojej potęgi nawet w Azji, ponieważ wzmocniłoby to ogólną potęgę i wpływy Chin, w tym w Ameryce Łacińskiej.
Imperializm jako system globalny ma z natury anarchiczny charakter, a względna siła i interesy różnych mocarstw ciągle się zmieniają i są ze sobą sprzeczne, co będzie nieustannie podważać równowagę, jaką Trump może chcieć ustanowić z Rosją i Chinami. Nawet gdyby Trump i szeroko pojęta amerykańska klasa rządząca chciały „zostawić Chiny same w swojej sferze”, Chiny nie mogłyby sobie pozwolić na wykluczenie przez Stany Zjednoczone z handlu i budowy infrastruktury w Ameryce.
Maski opadły
W tym kontekście, jaki będzie długoterminowy efekt nowego podejścia Stanów Zjednoczonych, polegającego na połączeniu skrajnej agresji z bezczelną arogancją i otwarcie imperialistyczną postawą? Najwyraźniej może ono skutecznie zastraszać i terroryzować kraje Ameryki Łacińskiej, zwłaszcza groźbą zmiany reżimu i blokadami morskimi.

Wygląda na to, że w dzisiejszym świecie wszyscy zdali sobie sprawę, że mocarstwa imperialistyczne nie potrzebują ideologicznej maski. Kogo obchodzi, że wkurzasz biedne masy z „gównianych krajów”, jak nazwał je kiedyś Trump? Kogo obchodzi, że wkurzasz Europę, która znajduje się w głębokim kryzysie? Czy kiedykolwiek naprawdę zrobią coś przeciwko Stanom Zjednoczonym?
Trump ma coraz większe grono podobnie myślących, popierających go polityków u władzy, takich jak Milei w Argentynie, Kast w Chile, Jeri w Peru, Noboa w Ekwadorze, Asfura w Hondurasie, Bukele w Salwadorze i Paz w Boliwii. Dla tych polityków jawnie imperialistyczna retoryka Trumpa jest w rzeczywistości mile widziana.
Jednak prawie na pewno nie jest ona mile widziana przez masy w całej Ameryce Łacińskiej (a także w pozostałych częściach świata), w tym przez wielu z tych, którzy głosowali na tych prawicowych populistów.
W Brazylii widzieliśmy, jak szkodliwe mogą być zastrzaszające metody Trumpa. Po nałożeniu ogromnych ceł i grożeniu rządowi brazylijskiemu za usunięcie popierającego Trumpa byłego prezydenta Bolsonaro, brazylijska prawica straciła ogromne poparcie. Postrzegano ją jako współpracującą z grożącym imperializmem amerykańskim. Rząd Luli został wzmocniony dzięki postrzeganiu go jako przeciwstawiającego się Ameryce, a Stany Zjednoczone ostatecznie wycofały się z karnych ceł, które zaszkodziłyby również amerykańskim firmom.
Trudno jeszcze przewidzieć, jakie będą tego skutki, ale oczywiste jest, że jawne zastraszanie przez Stany Zjednoczone jest bardzo niepopularne w Ameryce Łacińskiej. Co więcej, ma ono głęboki wpływ na świadomość ludzi daleko poza nią. Liberalne, demokratyczne iluzje są burzone w miarę jak ujawnia się rzeczywistość stosunków międzynarodowych w czasach imperializmu: liczy się tylko to, co służy grabieży bogatych i potężnych.
Kolejny wiek Ameryki?
Podobnie jak brytyjscy politycy, którzy mają złudne przekonanie, że Wielka Brytania nadal może być poważną potęgą światową, Stany Zjednoczone wydają się mieć swoich zwolenników doktryny Monroe’a, co jasno wynika z Strategii Bezpieczeństwa Narodowego Białego Domu na rok 2025:
„Chcemy Ameryki, która ceni swoją przeszłą chwałę i bohaterów oraz która oczekuje nadejścia nowej złotej ery”.
Wydają się nie zdawać sobie sprawy, że w przeciwieństwie do 1823 r. większość pozostałych krajów Ameryki jest obecnie stosunkowo rozwiniętymi gospodarkami z dużą klasą robotniczą i realną alternatywną potęgą, z którą można się sprzymierzyć: Chinami.
Jakie skutki miałaby aneksja Grenlandii? Z pewnością Dania i Europa nie będą walczyć; skapitulują i bez walki oddadzą terytorium. Nie oznacza to jednak, że nie będzie to miało długoterminowych skutków politycznych, które osłabią wpływy USA. Z pewnością popchnęłoby to Europę bardziej w kierunku chińskiego imperializmu. Nawet Kanada zmierza w tym kierunku.

Gdyby Stany Zjednoczone podjęły próbę zmiany reżimu na Kubie, miałoby to również złożone konsekwencje, których nie da się przewidzieć. Wietnam, ważny punkt oparcia dla USA w Azji Południowo-Wschodniej, kraj balansujący między imperializmem amerykańskim a chińskim, ma bardzo bliskie stosunki z Kubą. Wietnam już zaczął skłaniać się bardziej ku Chinom, co ma sens, biorąc pod uwagę jego bliskość i ważne stosunki handlowe. Atak USA na Kubę nie byłby decydujący dla Wietnamu, ale byłby kolejnym czynnikiem przechylającym szalę na korzyść Chin.
Chiny dość skutecznie, choć po cichu, wykorzystują cały ten chaos emanujący ze Stanów Zjednoczonych (a także wspierane przez Stany Zjednoczone ludobójstwo Izraela w Strefie Gazy) do wzmocnienia swojej miękkiej siły. Nieustannie podkopują pozycję Stanów Zjednoczonych, nie tylko za pomocą artylerii handlowej, ale także politycznie, przedstawiając się jako kraj stabilny, niezawodny i nieingerencyjny.
W dającej się przewidzieć przyszłości Chiny, które mają tylko jedną zagraniczną bazę wojskową, nie są jednak w stanie zastąpić Stanów Zjednoczonych. Jak pokazały wydarzenia w Wenezueli, są one zmuszone do biernego przyglądania się, nawet gdy atakowani są ich „partnerzy na każdą pogodę” (jak Chiny klasyfikują Wenezuelę) – zwłaszcza gdy partnerzy ci znajdują się daleko od chińskich wybrzeży.
W konsekwencji, o ile imperializm amerykański alienuje świat swoimi działaniami, co z pewnością robi na ogromną skalę, doprowadzi to tylko do dalszego pogrążenia światowego systemu kapitalistycznego w chaosie. W kapitalizmie nie ma alternatywy dla imperializmu, wojen i kryzysów gospodarczych. Cały system znalazł się w ślepym zaułku. Potrzebna jest globalna alternatywa rewolucyjna, którą buduje Rewolucyjna Międzynarodówka Komunistyczna.